Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #17 - Ghost Rider vol. 7 #1




Ghost Rider #1 - "Four on the Floor", Part One
Scenariusz: Felipe Smith
Rysunki: Danilo S. Beyruth, Tradd Moore
Kolory: Val Staples, Jesus Aburtov

Nie mam żadnych statystyk na poparcie tej tezy, ale zakładam, że dzięki serialowi Agents of S.H.I.E.L.D. najnowszy Ghost Rider – Robbie Reyes – jest teraz bardziej rozpoznawalny, niż kiedykolwiek wcześniej. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że Marvel zdecydował się wydać drugą serię z tym bohaterem. 

Na wstępnie zaznaczę, że znam tę postać bardzo pobieżnie – przeczytałem parę numerów poprzedniej serii i tyle. A jednak najbardziej zaskakującą rzeczą w tym zeszycie było dla mnie to, że jeśli chodzi o Robbiego, nic tutaj nie zaskakuje. Wbrew temu, jak to zazwyczaj wygląda w wypadku nowych odsłon serii, nic się u niego nie zmieniło. Wciąż mieszka w Los Angeles, wciąż jest mechanikiem, wciąż zajmuje się młodszym bratem, a nocami wciąż pomyka ulicami jako Ghost Rider. 
To wszystko można przeczytać na stronie tytułowej komiksu w ramach krótkiego streszczenia. Poświęcone Robbiemu sceny zawarte w tym komiksie nie wnoszą nic więcej, są tylko ilustrowanym rozwinięciem streszczenia. 

Numer prezentujący, kim jest Robbie i co robi nie byłby zły. Jasne, status postaci się nie zmienił między jedną a drugą serią, ale to w końcu pierwszy numer. A i to pierwszy numer, który może liczyć na nowych czytelników, zachęconych występami Robbiego w Agents of S.H.I.E.L.D.. Problem w tym, że ta prezentacja Robbiego nie jest głównym wątkiem komiksu – jest raczej tłem, przerywnikami dla scen zawiązujących właściwą akcję – scen rozgrywających się bez udziału Robbiego, a nawet bez jakiegokolwiek związku z nim. To sprawia wrażenie, jakby Robbie występował gościnnie we własnym komiksie. 

Tym drugim wątkiem, inicjującym historię, jest Hulk – Amadeus Cho – natykający się na potwora w pobliżu Los Angeles. Na ostatnich kilku stronach z obecności potwora zdają sobie sprawę kolejne gościnnie występujące postaci. (Biorąc pod uwagę, że tytuł historii wskazuje na obecność czworga protagonistów, to chyba nie spojler.) 

I to w zasadzie tyle. Robbie robi to, co Robbie zawsze robi (...przepraszam), a tymczasem gdzieś indziej kolejne postaci po kolei wpadają na potwora. Fabuła cieniutka, ale przyjemna, miejscami zabawna. Całość jest nieźle zilustrowana – Danilo Beyruth ma dość tradycyjny styl (w odróżnieniu od współtwórcy Robbiego, Tradda Moore'a, o którym później), gdy chodzi o postaci. Bardzo ładnie oddaje dynamikę scen z samochodami – a to ważne w przypadku bohatera, który regularnie prowadzi auto. Niestety, postacie dość często zdają się mieć miny niepasujące do sytuacji, nie wyrażające tych emocji, które sugerują wypowiadane w danym momencie kwestie. Szczególnie dziwnie wypada tu Hulk – może to kwestia osadzenia normalnej twarzy na nienormalnej, przepakowanej sylwetce. 
Pojawia się tu również dziwny "błąd montażowy" – sceny z Robbiem rozgrywają się na przestrzeni dwóch dni i dzielącej je nocy, natomiast w równoległym wątku z Hulkiem cały czas świeci słońce (nie mówiąc o tym, że jego scena zajmuje co najwyżej godzinę-dwie, a nie półtorej doby). Detal, ale trochę rozprasza. 

Podsumowując – to jest porządny numer, aczkolwiek nie ukrywam, że bardziej interesuje mnie to, co będzie później, gdy już tytułowa czwórka postaci na siebie wpadnie. Poza tym to niezły punkt startowy dla czytelników rozpoczynających przygodę z Robbiem, choć chyba lepiej by było, gdyby ten numer bardziej się na nim skupiał. 

Ale to nie wszystko, co znajdziecie w tym zeszycie. Mamy tu również uzupełniającą historyjkę z rysunkami Tradda Moore'a – oryginalnego rysownika poprzedniej serii, który zaprojektował wygląd tego konkretnego Ghost Ridera. Fabuła jest jeszcze bardziej pretekstowa, niż w głównej historii, ale tu również nie brakuje humoru. Jednak jest to przede wszystkim okazja, by Tradd Moore mógł znowu narysować Robbiego – i robi to tak, jak ma w zwyczaju. Niewiarygodnie przerysowując, wykrzywiając i wyolbrzymiając wszystko – sylwetki, twarze, proporcje i mimikę. Jego rysunki są energiczne, dynamiczne, płynne – ale przede wszystkim są bardzo specyficzne. Mi na przykład ta stylistyka kompletnie nie podchodzi, ale to w żadnym wypadku nie są złe rysunki – po prostu są zdecydowanie nie dla wszystkich. 
Jakby ich nie oceniać, to miło, że współtwórca Robbiego znowu coś przy nim robi. Poza tym jeśli moim głównym zarzutem do głównej historii było to, że jest w niej za mało Robbiego, ta dodatkowa historyjka nieco to wynagradza. 

Podsumowując ponownie – mamy do czynienia z dobrym numerem pierwszym. Przedstawia postać nowym czytelnikom, a dla powracających to po prostu kolejny rozdział – choć wydaje mi się, że nie stracą bardzo wiele, jeśli sięgną od razu po kolejny numer. 

Krzysiek "Krzycer" Ceran

  
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.