Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Uncanny X-Men: Złamani - Krzysiek Ceran




Rewolucji Cyclopsa ciąg dalszy. Sięgając po Złamanych, zostajemy od razu wrzuceni w wir akcji – głównie dlatego, że pierwszy zeszyt historii otwierającej album został zawarty w poprzednim tomie. A to nie jedyny ewenement, który sprawia, że lektura Złamanych jest dość dziwnym doświadczeniem. 

Nie potrafię napisać jakichś generalnych uwag o Złamanych, bo ten album nie jest jednorodną całością. Na dobrą sprawę znajdziemy tu trzy krótkie, dwuzeszytowe historie, między którymi niemal nie ma powiązań. Jeśli mimo to miałbym wskazać jakąś cechę wspólną, przewijający się we wszystkich trzech częściach temat, byłoby to oswajanie się nowych członków zespołu ze swoimi rolami, z perspektywą bycia X-Manami. Świeżo upieczeni uczniowie "szkoły" imienia Charlesa Xaviera pokonują swój strach, odkrywają potencjał swoich mocy i zaczynają zadziergiwać przyjaźnie. 

Właściwie to żałuję, że nie są bardziej na pierwszym planie. Są tu istotni, owszem – ale jednak grają drugie skrzypce. Tytułowym Złamanymi są ich nauczyciele – Cyclops, Magneto, Emma i Magik. Nie mogą polegać na swoich własnych mocach, a ponadto wydarzenia Avengers vs. X-Men sprawiły, że nie ufają sobie w pełni. 
Problem w tym, że Bendis nie jest w stanie zrobić z tym niczego ciekawego. Wszystko rozgrywa się na poziomie deklaracji. Nie chcę być złośliwy względem scenarzysty – Bendis dowiódł, że potrafi pisać skomplikowane postaci, choćby w Alias – ale jednak po lekturze Złamanych miałem wrażenie, że autor nie potrafi oddać tych wszystkich podkładów sprzecznych uczuć przepełniających starszych bohaterów. Wymyślił im fajną, trudną sytuację, ale kiedy przyszło co do czego, nie był w stanie ich przez nią przeprowadzić. To są ludzie, którzy znają się od lat, którzy właśnie przeszli coś traumatycznego, którzy jednocześnie potrzebują siebie nawzajem i nie ufają sobie. I nic z tego nie czuć. 
W porównaniu z nimi, młodsi bohaterowie są dużo prostsi. Ich emocje są dużo mniej złożone – są skołowani, boją się, ale i cieszą, że znaleźli się wśród sobie podobnych. Zbierają się na odwagę w ogniu walki, a następnie radują ze zwycięstwa. To wszystko jest proste – ale działa. Niestety, skomplikowane ale nie działające relacje starszej gwardii zabierają młodym czas ekranowy. 

Napisałem już, że mamy do czynienia z trzema niepowiązanymi historiami. Pierwsza dotyczy pobytu X-Men w Limbo, do którego wpadli na koniec poprzedniego albumu. Druga – rekrutacji nowego mutanta, kontrolującego maszyny Davida Bonda. W trzeciej po raz kolejny daje o sobie znać Tajemniczy Prześladowca, który dał się we znaki grupie Cyclopsa w poprzednim albumie, nasyłając na nią Sentinele. 
Te trzy historie są niemal całkowicie niezależne od siebie. Podkreśla to również szata graficzna – pierwszą i trzecią historię zilustrował Frazer Irving, środkową – Chris Bachalo. Pisałem o tym już w recenzji Rewolucji – style tych dwóch rysowników nie mogłyby się bardziej różnić. Problem w tym, że o ile Irving ze swoimi odrealnionymi kolorami świetnie się sprawdza ilustrując Limbo, zwykli ludzie w zwykłych okolicznościach wychodzą mu… no, praktycznie mu nie wychodzą. Choćby miał narysować matkę z dzieckiem na spacerze w słoneczny dzień, oboje wyjdą mu jak opętani narkomani. Historia tocząca się w Limbo wygląda nieziemsko i robi nieziemskie wrażenie. Trzecia historia toczy się na uniwersyteckim kampusie i również wygląda nieziemsko, choć nie powinna, a to już jest problem. Duży problem. 
O Bachalo mogę napisać tylko to, co zawsze o nim piszę – jego styl jest chaotyczny, bardzo energiczny i nie zawsze pasuje do sytuacji, którą przyszło mu rysować. Ale poza tym Bachalo jest też zwyczajnie nierówny – w tym albumie jest po prostu kiepski. 

Recenzja za mną, a ja wciąż nie wiem, jak ostatecznie ocenić ten album. Zawiera sporo fajnych scen i sympatycznych postaci – które gubią się pod natłokiem mniej udanych wątków. Niektóre postaci zresztą gubią się kompletnie, zostają zepchnięte w tło i nie dostają żadnej roli do odegrania – jak Angel czy Benjamin. Nawet Emma nie ma tu zbyt wiele do roboty. 
A jednocześnie ten album przypomniał mi, że Bendisowi udało się stworzyć kilka ciekawych, nowych postaci – i teraz zaczęło mi ich brakować w najnowszych komiksach Marvela. Czyli jednak coś tu działa. 

Ostateczna ocena? 2,5/5 To nie jest zły komiks, po prostu nie jest szczególnie dobry. 


Krzysiek "Krzycer" Ceran
Uncanny X-Men: Złamani
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Chris Bachalo, Frazier Irving
Wydawnictwo: Egmont
Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski
Liczba stron: 132
Format: 165x255 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Data wydania: listopad 2016
Sugerowana cena detaliczna: 39,90 zł

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Recenzje powiązanych komiksów:


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.