Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #16 - Civil War II #7




Civil War II #7
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: David Marquez, Andrea Sorrentino
Kolory: Justin Ponsor, Marcelo Maiolo

Civil War II wciąż się nie skończyło. Pomimo tego, że wystartowało już kilka serii, których akcja zaczyna się po tej historii. To miał być ostatni numer, ale Bendis dostał kolejny zeszyt. Im dłużej czytam Civil War II, tym bardziej mam wrażenie, że to jakaś kara za bliżej niesprecyzowane grzechy, która nigdy się nie skończy. 
Panie i panowie, przyjrzyjmy się przedostatniemu zeszytowi tej jakże wstrząsającej historii. 

Zazwyczaj, gdy piszę Reakcję Atomową o zeszycie ze środka serii czy też ze środka jakiejś historii, staram się go wpisać w ten całościowy kontekst. Tym razem nie będę tego robił. Darth pisze długie podsumowania po każdym kolejnym numerze Civil War II, rozważając wszystkie przeciw (wiem, zwykle pisze się "wszystkie za i przeciw", ale bądźmy szczerzy), a ja nie chcę po nim powtarzać. Niech wystarczą te pierwsze dwa akapity – bardzo mi się nie podoba ta historia, uważam, że chybiony jest sam wyjściowy pomysł, a i wykonanie pozostawia wiele do życzenia. 
I wystarczy. Reszta tego tekstu będzie przede wszystkim o Civil War II #7. 

Po tym, jak wszyscy bijący się bohaterowie zobaczyli wizję Spider-Mana zabijającego Kapitana Amerykę na schodach Kapitolu, dość szybko doszło do zawieszenia ognia. Zasadniczo wszyscy rozeszli się w swoje strony. I tak zaczęła się cisza przed burzą – uspokojenie akcji przed wielkim finałem. Tym właśnie jest ten zeszyt – praktycznie nie ma w nim bijatyk, nie licząc paru stron. Są tylko postaci, które rozmawiają, próbując dojść do tego, co tu się właściwie dzieje bądź udowodnić, że nic tu się nie stanie. 

Konkretniej – mamy tu Ulyssesa, który doświadcza kolejnej wizji. Tym razem zamiast po prostu doświadczyć przyszłych wydarzeń, tak jak dotąd, przenosi swoją świadomość w przyszłość, by pogadać z Old Man Loganem. Który oczywiście nie może odpowiedzieć wprost na ani jedno pytanie, ale rzuca wystarczająco wiele półsłówek, by Ulysses poważnie zaniepokoił się tym, co ma się wkrótce wydarzyć. 
W drugim wątku – sugerowanym już na ostatniej stronie poprzedniego zeszytu – Spider-Man stoi na schodach Kapitolu, by udowodnić, że może na nich stać, nie zabijając Kapitana Ameryki. Po chwili dołącza do niego tenże Kapitan Ameryka, by udowodnić, że może stać na schodach Kapitolu i nie dać się zabić. Na miejscu szybko pojawia się Captain Marvel, by dopilnować, by nikt nikogo nie zabił. A potem Iron Man, cholera wie po co. 

Nie, poważnie. Pierwsze trzy postaci jeszcze jakoś mogę sobie uzasadnić – Bendis próbuje zbudować napięcie. Ci ludzie są tu po to, by udowodnić, że wizja przyszłości była błędna (pal sześć, że wizja nie mówiła kiedy ma się spełnić – to, że postoją tu spokojnie we wtorek nie znaczy jeszcze, że nie pozabijają się w czwartek). Captain Marvel jest tam po to, by dopilnować, by się nie ziściła. A jednocześnie mamy chyba poczuć, że coś wisi w powietrzu, coś jest nieuniknione. Cała ta trójka chce dobrze, ale ich dobre intencje ostatecznie spełzną na niczym, bo tak chce przeznaczenie. 
Od razu dodam, że to dla mnie nie działa. Wydaje mi się to sztuczne, wcale nie czuję, by postaci walczyły z mniej lub bardziej nieuniknionym przeznaczeniem – stawiają się tutaj, bo tak jest w scenariuszu. Ale przynajmniej widzę, czy wydaje mi się, że widzę, jaki zamiar przyświecał scenarzyście. 

A potem wparowuje Iron Man i tu już komiks się kompletnie sypie. Nie rozumiem, co nim powoduje, ani co chce osiągnąć. Jest tutaj, bo w finale ma się pobić z Captain Marvel i tyle. W Internecie często trafiam na opinie, jak to Civil War II niszczy postać Carol Danvers, ale nią przynajmniej kieruje jakaś logika. Można się z nią zgadzać lub nie (każdy, kto widział Raport mniejszości, powinien się z nią nie zgadzać), ale przynajmniej wiadomo, czemu robi to, co robi. Natomiast Stark się kompletnie miota bez ładu i składu. Wieszczę, że kiedyś przyjdzie jakiś Kurt Busiek czy jego następca, by w Avengers Forever II "wyjaśnić", że Starka coś w tym momencie opętało, bo tylko to nadałoby jego zachowaniu pozory "sensu". 

Mam wrażenie, że jestem Wam winny przeprosiny za kompletne zaspojlerowanie tego zeszytu. Zazwyczaj nie robię tego w Reakcjach Atomowych – ograniczam się do ogólników albo samego początku danej historii. Problem w tym, że w tym zeszycie tak naprawdę niemal nic się nie dzieje. Ulysses rozmawia z Old Man Loganem, a w Waszyngtonie spotykają się Spider-Man, Captain America, Captain Marvel i Iron Man. I tyle, nic więcej. 

Słowo o Old Man Loganie: nie wiem, po co tu jest. A raczej: nie wiem, czemu jest tu w takich okolicznościach. Ta scena ma nam pokazać, że umiejętności Ulyssesa ewoluują. Tylko po co? Ta historia opiera się na tym, że Ulysses widzi przyszłość. Jakie znaczenie ma to, jak dokładnie to robi, albo to, że teraz robi to trochę inaczej, niż na początku? Carol i Tony biją się o to, czy korzystać z tej wiedzy – reszta to detal, nie mający znaczenia dla ich konfliktu. Ale oto czytamy przedostatni numer wielkiego eventu i proszę – pół zeszytu poświęcone jest tej kwestii. 
Drugi problem: to jest za dużo Old Man Logana. W tym momencie Old Man Logan jest w teraźniejszości. Ba, był już w tej serii. Po jaką cholerę wprowadzać na scenę jeszcze jego odrobinę młodszą wersję z jego rodzimej przyszłości? Tę samą bezużyteczną sugestię na temat nadchodzących wydarzeń mógł wygłosić Logan, który już przewinął się przez ten event. Mógłbym teraz zacząć snuć rozważania, czy Logan, który cofnął się do teraźniejszości pamięta to spotkanie z Ulyssesem albo czy to znaczy, że od początku powinien coś o Ulyssesie wiedzieć (mniejsza o to, że inne tytuły sugerują, że ten Logan jest z alternatywnego świata – że jego przyszłość nie jest przyszłością tego świata, czemu ta scena zdawałaby się kompletnie przeczyć). Mógłbym, tylko po co wkładać więcej wysiłku w rozmyślanie nad tą historią, niż zrobił to scenarzysta? 

Miałem nie pisać o całej serii. W oderwaniu od niej zostajemy z zeszytem, w którym praktycznie nic się nie dzieje. A to, co się dzieje albo wydaje się niepotrzebne (Ulysses), albo koszmarnie wymuszone (Pająk, Kapitanowie i Stark). 

Siląc się na obiektywizm, poszukam pozytywów. Rozmowa Pająka z Rogersem ma sympatyczne momenty. Rysunki Marqueza są bardzo porządne, ale banalne. Narysował ludzi, którzy stoją i rozmawiają. Narysował ich ładnie, ale nie zdołał tego narysować ciekawie. Jest kilka kadrów z Pająkiem i Rogersem, gdy widzą się po raz pierwszy, na których jest jakieś napięcie, ale poza tym to po prostu stojący i gadający ludzie. 
Do sekwencji z Old Man Loganem ściągnięto Sorrentino i Maiolo, którzy odpowiadali za rysowanie tej postaci w miniserii wydanej w ramach Secret Wars i wciąż przy niej pracują na łamach ukazującego się ongoingu. I o ile sama sekwencja wydaje mi się niepotrzebna z fabularnego punktu widzenia, o tyle z estetycznego był to świetny wybór – niecodzienny styl Sorrentino i kolory Maiolo wybijają się na tle rysunków Marqueza, nadając tej scenie odrealniony nastrój. 

Podsumowując – to jest ładny komiks o niczym. Poza obejrzeniem rysunków nie widzę powodu, by go czytać – chyba że z kronikarskiego obowiązku, by być na bieżąco z najważniejszymi wydarzeniami świata Marvela. Na co Marvel niewątpliwie liczy – bo wydali bubel. Wydali bubel i powiedzieli, że jest ważny, więc trzeba go kupić. Odradzam to. Z kronikarskiego obowiązku można potem poszukać streszczenia w internecie, wystarczy. 
Na koniec zostawiam uwagę, która pewnie zabrzmi jak przesada, jak złośliwość, którą zamieszczam żeby się popisać, jaki to mam cięty dowcip. Zapewniam, że tak nie jest. 
Z całego zeszytu najlepiej wychodzi nie mająca związku z Civil War II strona poświęcona pamięci zmarłego niedawno Steve'a Dillona.




Krzysiek "Krzycer" Ceran

  
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.