Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #12 - Mosaic #1

Tym razem w Reakcji Atomowej mamy prawdziwy unikat – nowy komiks Marvela. Jasne, wydawnictwo co chwila publikuje zeszyty z numerem 1, ale kiedy ostatnio wydali coś autentycznie nowego?



Mosaic #1 
Scenariusz: Geoffrey Thorne 
Rysunki: Khary Randolph 
Kolory: Emilio Lopez 

Tym razem w Reakcji Atomowej mamy prawdziwy unikat – nowy komiks Marvela. Jasne, wydawnictwo co chwila publikuje zeszyty z numerem 1, ale kiedy ostatnio wydali coś autentycznie nowego? Nie kolejny volume serii, nie nowy pomysł na starą grupę (jak np. Champions), nową grupę będącą spin-offem czegoś starszego (jak Young Avengers), nawet nie nową postać wrzuconą pod stary szyld (jak Kamala Khan – nowa postać, ale podpięta pod markę Ms. Marvel), ale coś zupełnie nowego? Autentycznie nie pamiętam – czyżby ostatnim takim tytułem byli "Runaways", wydani 13 lat temu? Nieważne, to, jak Dom Pomysłów ma żałośnie mało nierecyklingowanych pomysłów to temat na inny tekst. Teraz, wreszcie, udało im się – mamy nową postać, debiutującą w swoim własnym komiksie, będącym nowym tytułem na rynku. Przed ostatnią środą nie było Mosaica w komiksowym światku, teraz jest. Marvel zrobił Coś Nowego. 
No to… jak wyszło? 

Zanim odpowiem na to pytanie uściślę, że Mosaic nie jest tak zupełnie w 100% nowym pomysłem – jest Inhumanem, czyli mimo wszystko podpada pod pomysł sprzed ponad 50 lat. Ale reszta się zgadza, poza tym wygląda na to, że jego związki z Inhumans nie będą bardziej istotne niż to jest w wypadku Kamali – czyli może i oboje są Inhumanami, ale nie definiuje ich to. Trochę tak, jak to kiedyś było z mutantami nie związanymi z X-Men, jak Justice z New Warriors/Avengers. 

Do rzeczy: Mosaic #1 przedstawia głównego bohatera, Morrisa Sacketta, jako typowego kandydata na marvelowego superbohatera. To znaczy – gdy go poznajemy, jest aroganckim dupkiem i egoistą (jak Tony Stark czy Stephen Strange), dzięki niezwykłym umiejętnościom gry w koszykówkę jest przekonany, że świat należy do niego. Gdy tylko orientuje się, że zyskał supermoce, myśli o tym, jak ich użyć dla własnego zysku (Peter Parker), ale z uwagi na okoliczności, w jakich je zdobył i odmieniony wygląd po wyjściu z kokonu ludzie – w tym jego bliscy – reagują przerażeniem (Thing, mutanci). Nie wiemy jeszcze, co go popchnie do superbohaterstwa – komiks urywa się, gdy Morris wciąż uczy się, jak działają jego moce – ale coś mi mówi, że i ten impuls nie będzie należał do specjalnie oryginalnych i zgodnie z najlepszymi marvelowskimi tradycjami będzie chodziło o poczucie winy. 

To, że już to wszystko gdzieś widzieliśmy nie skreśla komiksu. Wykonanie jest dobre. Geoffrey Thorne poświęca pół numeru na nakreślenie postaci Morrisa i zaprezentowanie paru postaci pobocznych (ojciec, dziewczyna), drugie pół na scenki rodzajowe pod tytułem "bohater orientuje się, że ma moce i panikuje, po czym pomału zaczyna nad nimi panować". Rysunki Khary'ego Randolpha porządnie ilustrują akcję. Określiłbym jego styl jako "bardzo stonowanego Ramosa" – jest dość kreskówkowy, bohaterowie mają podkreślone charakterystyczne cechy fizyczne, ale bez popadania w ramosowską karykaturalność.
Podsumowując – Mosaic #1 jest bardzo porządny na wszystkich frontach. To jest komiks, z którego dowiemy się, kim jest i jaki jest Morris Sackett, jak zyskał moce i co zrobił zaraz potem. Ot, origin. Czy raczej – początek originu, jak na razie bohater nie ma jeszcze żadnej motywacji, by superbohaterzyć. Nie ma też śladu większej intrygi czy przeciwnika. 

Tyle ocena komiksu. Ale skoro to pierwszy numer, skoro to nasz pierwszy kontakt z Mosaikiem, skoro Marvel reklamował go od miesięcy, to nie mogę tutaj skończyć tekstu. Jeśli to ma być pierwszy naprawdę nowy komiks, pierwszy naprawdę nowy superbohater Marvela od lat, to trzeba się odpowiedzieć na pytanie: czy ten pomysł ma potencjał? Składa się na to parę aspektów: 

CHARAKTER. To już podsumowałem – arogancki egoista, który dostaje moce. Czy będzie szukał odkupienia, czy moce sprawią, że jeszcze bardziej się stoczy, czy będzie miał ciągoty i w jedną i w drugą stronę – potencjał jest. Wystarczy spojrzeć na innych aroganckich egoistów, którzy zostali superbohaterami. 

MOCE. Mosaic może opętywać ludzi. Ma wtedy dostęp do ich wspomnień, wiedzy i umiejętności, których część zostaje mu jeszcze jakiś czas później. Z zapowiedzi (bo w tym numerze jeszcze to nie wyszło) kojarzę również, że nie będzie mógł przetrwać poza czyimś ciałem, i że sam już nie ma ciała? (To ostatnie ze znakiem zapytania, bo w tym numerze jak najbardziej jakieś ciało po transformacji ma, ale może jeszcze je straci.) Więc mamy tu od razu wbudowane ograniczenie i kolejny typowo marvelowski wątek mocy jako przekleństwa. Szukając podobieństw do innych postaci wyszło mi, że Morris jest jak Deadman z DC, gdyby Deadman wchłaniał wiedzę przejmowanych ludzi. Czyli taki Deadman + Rogue. A jeśli już trzeba się odwołać do dwóch innych postaci, a nie tylko jednej, to mamy do czynienia z czymś w miarę oryginalnym. 

ORIGIN. Tu nie ma o czym mówić. Ot, chmura Terrigenu, to samo, co w wypadku Ms. Marvel i wszystkich tych nowych Inhumans. Tyle tylko, że już na starcie spójność świata Marvela trzeszczy. Inhumans latają za tymi chmurami i oferują swoją pomoc, biorą kokony pod swoją opiekę itd. Widzimy to obecnie w wielu seriach komiksowych. Tutaj nic takiego nie następuje, więcej – ojciec i dziewczyna Morrisa panikują, bo "o Inhumans nikt nic nie wie". Ale nie próbują się z nimi skontaktować, by się czegoś dowiedzieć. A biorąc pod uwagę, że Morris jest celebrytą, tym trudniej uwierzyć, by Inhumans z Attilanu nie zwrócili na ten przypadek uwagi. 

DESIGN. Tutaj Mosaic się wykłada. Jego forma po transformacji jest nieciekawa – ot, czarna sylwetka poprzecinana świecącymi, niebieskimi zygzakami. Twarz wygląda różnie, zależnie od rysownika (porównuję ten zeszyt z materiałami reklamowymi i okładkami następnych numerów), może być albo zupełnie ludzka, albo zachowywać ludzkie kontury, ale mieć ten sam kolor i wzór, co ciało, albo może się ograniczać do świecących oczu i ust na czarnym tle. Nic z tego nie wygląda ciekawie. 
Co więcej, ten wygląd ma się nijak do mocy Morrisa. Idę o zakład, że ktoś, kto nic nie wie o postaci, na jego widok będzie obstawiał, że Mosaic strzela piorunami, bo z tym kojarzą się zastosowane efekty. Nie mrugnąłbym okiem, gdyby ktoś mi powiedział, że to szkic Ultimate Electro czy kogoś podobnego. 
Kolejnym problemem jest wizualne przedstawienie mocy Mosaica. Gdy Morris kogoś opętuje, widzimy, jak unosi się na tle siatki z heksów, wypełnionych scenkami z życia opętywanej osoby (no wiecie – jak mozaika). To również nie jest ciekawe, a poza tym wygląda tak, jak w latach 90 (teraz zresztą czasem też) przedstawiano poruszanie się po cyberprzestrzeni. 
Lecimy dalej – gdy Morris kogoś opętuje, opętanemu czasami oczy świecą się na niebiesko. I znowu, to jest najbanalniejszy, najnudniejszy sposób na przedstawienie opętania. Rysownik mógłby wykorzystać język ciała, pokazać, jak zmienia się postawa postaci przed i po opętaniu – ale nic takiego tu nie ma. 
W ramach dopisku – przejrzałem jeszcze raz zeszyt i kiedy opętanemu świecą się oczy, nad głową latają mu również niebieskie prostokąciki. Można powiedzieć, że otacza go aura oznaczająca opętanie. To trochę przypomina efekty wykorzystywania telepatii w rodzaju "motylka" Psylocke czy tych różowych rozbłysków Karmy. Nie jestem pewien, czy niebiesko-białe prostokąciki okażą się równie charakterystyczne, co motylek, ale przynajmniej jest tu coś, co czytelnicy mogą zacząć kojarzyć z Mosaikiem. 
Żeby nie było – jedna rzecz mi się podoba. W paru scenach obserwujemy akcję z punktu widzenia Mosaica, który widzi otaczających go ludzi jako sylwetki wypełnione, czy wręcz złożone z tych samych niebiesko-białych kwadracików. Przypomina to trochę ujęcia z perspektywy Predatora. Tylko – niestety – tu też się przyczepię. Jak pisałem kiedyś w Superszwalni, design superbohatera to jego być albo nie być. Superbohater musi być charakterystyczny, by nie ginąć w tłumie. Przydaje się konkretny symbol, konkretny efekt korzystania z mocy, a jeśli twórcom uda się jeszcze przypisać do postaci konkretną, unikalną dla niej onomatopeję to mamy pełen sukces (w końcu wystarczy wpisać w panel "snikt" lub "bamf" żebyśmy wiedzieli, kto bierze udział w scenie, nawet jeśli jest schowany poza kadrem). 
Zatem mój ostatni problem z Mosaikiem jest następujący: gdy patrzy na ludzi lub ich opętuje, widzimy prostokąty. Ale kiedy siedzi komuś w głowie i patrzy na jego życie, to życie jest ujęte w sześciokąty. A świecące plamy na jego ciele to już w ogóle są nieregularne wielokąty. Wystarczyłoby te trzy elementy ujednolicić, wybrać jeden kształt, który moglibyśmy kojarzyć z Mosaiciem, a postać miałaby przynajmniej jeden charakterystyczny element. 

Jak by tu to wszystko podsumować? "Mosaic #1" to porządny komiks. Dobry, może nawet czwórka z plusem – trudno mu coś zarzucić, a jednocześnie nie ma tu czegoś, co wryłoby się w pamięć. Mosaic jako postać jest w porządku. Ma potencjał przynajmniej na parę ciekawych historii. I szczerze mówiąc obawiam się, że nie możemy liczyć na więcej. Ongoing zaprezentuje dwie, góra trzy historie zanim padnie, Mosaic będzie potem od czasu do czasu wypływał w scenach zbiorowych w jakimś komiksie o Inhumans. Bo choć wszystko jest w tym zeszycie porządne, nie ma niczego, co mogłoby porwać rzesze czytelników. Mosaic jest porządną postacią. Chciałbym, żeby miał bardziej charakterystyczny design i żeby nie był Inhumanem – nie jest mu to po nic potrzebne, powiązanie go z Inhumans rozwala spójność świata i może być kotwicą, a nie kołem ratunkowym, bo nawet jeśli ktoś czyta Inhumans, nawet jeśli nie ogranicza się do jednej serii, to czemu miałby sięgnąć po Mosaica, mając do wyboru m.in. Ms. Marvel i Karnaka? Ale to wszystko to tak naprawdę tematy do prowadzenia teoretycznych dyskusji w internecie, bo w praktyce za parę lat mało kto będzie o Mosaicu pamiętał. 

Chyba, że się mylę. Może coś przegapiłem. Może nie rozumiem amerykańskiego gustu – a w końcu to w przeważającej większości amerykańscy czytelnicy zadecydują o być albo nie być Mosaica. Może masowo rzucą się na ten komiks ze względu na okładkę Stuarta Immonena. 

To naprawdę bardzo ładna okładka. 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.