Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Hawkeye vol. 6 Hawkeyes - Rodzyn

Jeff Lemire i Ramon Perez nie zagościli na długo jako twórcy przygód Clinta Bartona i Kate Bishop. Czy drugi i zarazem ostatni stworzony przez nich tom to historia warta przeczytania?



Po pięciu zeszytach, All-New Hawkeye wrócił na sklepowe półki z kolejną jedynką na okładce i nie do końca rozumiem ten ruch, gdyż historia jest praktycznie bezpośrednią kontynuacją poprzednich wydarzeń i warto je znać. Kto jednak zbiera serię w wydaniach zbiorczych nie zauważy zmian w numeracji, więc może pominę dalej ten drobny choć istotny szczegół. 

W poprzednim tomie Clint i Kate po kolejnej sprzeczce postanowili się ponownie rozdzielić. Konsekwencje tego wydarzenia możemy śledzić w dwóch liniach czasowych, współczesnej i w dalekiej przyszłości. To od naszych bohaterów zależeć będzie, czy ich dalsze losy przedstawiane przez autorów naprawdę staną się rzeczywistością. W odległej przyszłości dwójka łuczników dalej bowiem działa osobno, a wydarzenia, które ich poróżniły, znów ich nawiedzają, przez co będą musieli ponownie skrzyżować swe drogi w starciu nie tylko z Mandarinem, ale także S.H.I.E.L.D. 

Gdy w połowie albumu znikną już wizje przyszłości, zostaną one zastąpione przez retrospekcje z dzieciństwa Kate, podobnie jak to miało miejsce z początkami Clinta w poprzednim tomie. To tutaj zostaje ukazany fragment jej życia, który po części doprowadził ją do zostania Hawkeye. Jako mała dziewczynka odkrywa prawdziwe oblicze swojego ojca i musi zadecydować, czy bez zająknięcia przyjmie jego dziedzictwo czy może podąży w innym kierunku. 

Zarówno retrospekcje, jak i wgląd w przyszłość pokazują, jak silną postacią jest Kate Bishop. Widać, że w wielu sytuacjach to ona musi zachować się jak mentor, jest dojrzała i nie da sobie niczego tak łatwo narzucić. Jej przeciwieństwem jest Clint, który ciągle ma wątpliwości co do swojego postępowania i nieudolnie stara się naprawiać swoje błędy, licząc, że nie jest już na to za późno. Również jego przyszła wersja niewiele nauczyła się na przestrzeni minionych lat. Cała ich historia, mimo iż pokazuje, że te dwie osoby muszą w końcu znów połączyć siły, a ich współpraca przynosi większe korzyści, to z pewnością uczy też, że nie mogą wiecznie przy sobie trwać. Oboje wiele się nauczyli i pytanie, czy w przyszłości wyciągną jednak z tego jakieś wnioski. 

Zmierzyć się muszę za to nie tylko z własnymi wątpliwościami, ale ponownie próbując ochronić trójka nadludzkich dzieci o potężnych zdolnościach będą zmuszeni tkwić w centrum walk między Hydrą a S.H.I.E.L.D. Również we własnej przyszłości, gdy wątek dzieciaków powraca, będą musieli je chronić przed Mandarinem. Zarówno Clint jak i Kate nie są jednak sami w tym wszystkim i na przestrzeni całego tomu pojawi się Barney Barton, a nawet przyjaciele z Young Avengers, czyli America Chavez i Marvel Boy. Kto więc śledził wcześniej losy tych postaci, z pewnością ucieszy się z ich występów. 

Rysunki w tym tomie są równie dobre co ostatnio, a Ramon Perez ponownie odrobinę zmienia styl rysując i kolorując przyszłość głównych bohaterów. Przyznam, że przypadł mi on do gustu bardziej od retrospekcji, ale to kreska z aktualnych wydarzeń najbardziej do mnie przemawia. Nie ma to jednak wielkiego znaczenia, gdyż każdy aspekt historii jest świetnie ukazany i jest przyjemny dla oka. Po niedawnej lekturze Piaskowych Opowieści (którą również polecam) widzę, że mieszanie stylów nie jest dla Pereza nowością i dobrze, że i tutaj zdecydował się na eksperyment. 

Jednak choć poprzedni tom jak i większość tego ukazywały interesującą historię, to pod koniec współczesnych wydarzeń dało się wyczuć brak pomysłu na zakończenie wątku trzech potężnych dzieciaków. Natomiast historia Kate i jej dążenie do większej samodzielności z pewnością został ciekawie rozegrany, mimo iż podobną drogę dziewczyna przeszła w drugiej części runu duetu Fracion/Aja. Oby jej solowa seria czerpała z tych dobrych wzorców, jakimi są dzieła obu duetów tworzących w ostatnim czasie przygody Hawkeye. Zaś nowa rola Clinta w obecnym Uniwersum Marvela dopiero się kształtuje i tak jak to miało miejsce w opisywanych ostatnio przygodach Carol Danvers, i tu losy postaci leżą póki co w rękach Briana Michaela Bendisa. 

Hawkeyes to tom, który koniecznie trzeba przeczytać w parze z jego poprzednikiem. Razem tworzą kompletną i bardzo dobrą historię opowiedzianą dzięki wyjątkowym rysunkom. Jest to pewnego rodzaju epilog dla serii duetu Fraction/Aja, oba runy uzupełniają się i dodają czegoś nowego do mitologii łuczników ze świata Marvela. Nie trzeba ich jednak czytać razem, to w dużym stopniu osobne historie, ale na pewno mało kto się zawiedzie, jeżeli sięgnie po obie. Pozostaje mi liczyć, że kolejni autorzy przygód Clinta i Kate będą równie oryginalni i ciekawie zaprezentują ich dalsze losy. 

Recenzja na podstawie wydań zeszytowych. 

Rodzyn

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.