Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #9 - All-New X-Men vol. 2 #13




All-New X-Men vol. 2 #13
Scenariusz: Dennis Hopeless
Rysunki: Mark Bagley
Tusz: Andrew Hennessy 
Kolory: Nolan Woodard

Dennis Hopeless jest fanem klasycznych X-Men. Można się spierać, czym właściwie są "klasyczni X-Men", ale w komiksach tego scenarzysty – autora m.in. albumu X-Men: Season One, opowiadającego na nowo parę przygód grupy z lat 60 – znajdziemy nawiązania, motywy, czy wręcz całe wątki pożyczone z wielu poprzednich dekad. W rezultacie to właśnie All-New X-Men vol. 2 najbardziej przypomina tych niesprecyzowanych "klasycznych X-Men" – ale żebyśmy się dobrze zrozumieli, to, że bohaterami są młodzi X-Men z przeszłości, nie ma tu nic do rzeczy. 

Jest to klasyczność claremontowska – X-Men jako telenowelowy melodramat z wybuchami i laserami z oczu. Z ukazujących się w tym momencie serii o mutantach żadna nie skupia się w równym stopniu na życiu wewnętrznym postaci – ich emocjach i nastrojach – jak ANXM. I żaden z obecnych scenarzystów nie prowadzi wątków dotyczących owego życia wewnętrznego równie metodycznie, jak Hopeless. Jest to okupione pewnym kosztem – skupienie uwagi na bohaterach sprawia, że brakuje miejsca dla jakichś większych, ciekawszych fabuł czy przeciwników. Ale tak najczęściej bywa w seriach napędzanych przez bohaterów i ich wzajemne interakcje – można to porównać np. z X-Factor vol. 3 Petera Davida. 

A więc to nie wada – to po prostu cecha tego rodzaju opowieści. Jeśli miałbym wskazać jakieś wady, niedociągnięcia w scenariuszach Hopelessa, to na myśl przychodzi co innego. All-New X-Men jest nominalnie komiksem o drużynie, ale nie jest komiksem drużynowym. W każdej dotychczasowej historii Hopeless koncentrował się na jednej, może dwóch postaciach, spychając całą resztę w tło. Często zresztą dosłownie pozbywa się postaci, które chwilowo go nie interesują, umieszczając je poza kadrem, by zajęły się czymś innym. Jak dotąd nie było historii, w której wszyscy członkowie drużyny mieliby rolę do odegrania. Zresztą – co tam wszyscy, wciąż nie było historii, w której jednocześnie na pierwszym planie byłoby choćby 4 z 7 bohaterów. 

Drugie niedociągnięcie jest mniejsze, ale wciąż czekam, by przekonać się, czemu właściwie Idie jest w tym komiksie – ani nie pasuje koncepcyjnie (pozostali boją się tego, na kogo mogą wyrosnąć, są ponadto duplikatami istniejących postaci <choć przyznaję, że w wypadku Laury jest to nieco naciągane>), ani nie miała dotąd swojej historii. Mimo to nadal zakładam, że Hopeless ma na nią jakiś pomysł. 

Podsumowując te ogólniki: mamy w All-New X-Men do czynienia z bardzo porządnie napisanym melodramatem o wątpliwościach młodych bohaterów, szukających swojego miejsca w obcej dla nich rzeczywistości. Kontekst, przeciwnicy, konkrety fabuły są na razie raczej pretekstowe, ale postaci są tak dobrze prowadzone, ze nie obciąża to poważnie komiksu. Przejdźmy dalej. 

W niniejszym zeszycie Hopeless usuwa poza kadr ponad połowę drużyny, by pokazać, jak Evan i Idie zabierają Icemana do gejowskiego klubu w Miami. Mają zamiar służyć mu radami i – jako skrzydłowi – dopilnować, by wreszcie się przełamał i zaczął rozmawiać z facetami. Pobocznym wątkiem, który nie zajmuje wiele miejsca, jest eksploracja tego, jak wyprawa do starożytnego Egiptu i spotkanie z młodym En Sabah Nurem wpłynęło na Evana. 

I teraz tak: niezależnie od tego, co sądzicie o tym, że Iceman dokonał coming outu, czy też o tym, jak Brian Michael Bendis to przeprowadził (ja np. nie mam nic przeciwko samemu pomysłowi, ale uważam, że Bendis pisał to bardzo źle) – wątek został wprowadzony. Hopelessowi należy się więc plus za to, że jest pierwszym scenarzystą, który na poważnie zabrał się do jego rozwijania. Właściwie to dopiero w tym numerze ów wątek wraca jako coś więcej niż wzmianka w dialogu czy krótka scenka pt. "ten chłopak podoba się Bobby'emu, nic z tego nie wyniknie". Zresztą to uprzednie niewynikanie jest jednym z tematów zeszytu. 

Mamy więc cały numer o Icemanie próbującym poderwać jakiegoś chłopaka oraz Idie i Evanie w roli niezbyt pomocnych skrzydłowych. I jest to bardzo porządny numer – całkiem zabawny, wiarygodnie przedstawiający trójkę bohaterów, wypełniony dialogami, ale wcale nie przegadany. Ponieważ to wciąż komiks superbohaterski (a Hopeless nie jest Peterem Davidem, który nie miałby problemu, by wypełnić cały zeszyt rozmowami), mamy tu również scenę akcji – w zasadzie niepotrzebną. Wnosi tyle, że Bagley może narysować coś bardziej dynamicznego, niż rozmawiających ludzi. 

Skoro mowa o Bagley'u – nie bardzo mam co napisać. Bagley, jaki jest, każdy widzi. Wszystkie komiksy, które narysował w ciągu ostatnich 15 lat, zasadniczo wyglądały tak samo. Jest poprawny. Uśmiechnięci ludzie ładnie mu wychodzą. Wszyscy są dość podobni do siebie. To Bagley. 

Cóż więcej mogę dodać? Nie jestem pewien, co to mówi o obecnych komiksach o mutantach, ale tytuł o przygodach nastoletnich wersji bohaterów przeniesionych z przeszłości do teraźniejszości jest najbardziej tradycyjną serią o X-Men, jaka się obecnie ukazuje.

Krzysiek "Krzycer" Ceran

  
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.