Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Hawkeye vol. 2 HC - Rodzyn

Już od swoich pierwszy numerów Hawkeye vol. 4 stworzony przez Matta Fractiona we współpracy z Davidem Aja i Mattem Hollingsworthem zyskał status kultowego, jednak im dalej, tym więcej pozytywnych emocji zamieniało się w irytację. Czy ma to związek z poziomem samego komiksu? Zajrzycie do recenzji drugiego tomu zbierającego całość tej historii. 



W recenzji pierwszego twardo okładkowego wydania przygód Hawkeye'a tworzonych przez Matta Fractiona i Davida Aja zachwycałem się nad tą serią i po 11 bardzo dobrych numerach liczyłem na drugie tyle, które sprosta wysoko postawionej poprzeczce. Mijały tygodnie a potem miesiące, a kolejne odsłony tej historii zyskiwały coraz to nowe opóźnienia i na finał przyszło nam czekać zbyt długo, o czym chyba najbardziej świadczy to, że jeszcze przed ostatnim numerem swoją premierę miał pierwszy zeszyt następnej serii o przygodach Clinta i Kate, pisanych już przez Jeffa Lemire, o których też już zdążyłem na łamach Avalonu napisać parę słów. 

Problemy wydawnicze zdenerwowały nie jednego fana serii, jednak z tego co mówią artyści, ciężko ich za to winić, gdyż oddali swe prace na długo przed ich premierą. Jakie powody do stworzenia takiej sytuacji mieli edytorzy, nie wiadomo. Postanowiłem zapomnieć o tym całym zamieszaniu i do wydania zbiorczego przysiadłem gotowy zagłębić się w tę historię bez żadnych przeszkód. 

Na tom składa się 11 zeszytów i na wstępie można zauważyć, że zaczyna się on dość niestandardowo, bo od 17 odsłony serii, a nie 12. Nie dziwi jednak takie rozwiązanie, gdyż jest to historia, która nawiązuje do wydarzeń jeszcze z samego środka poprzedniego tomu, a nie jego ostatnich stron. Oto w Boże Narodzenie Clint przyłącza się do jednej z rodzin mieszkających w kamienicy i razem z nimi ogląda świąteczne wydanie pewnego serialu. To właśnie animacja, która rysowana jest mocno kreskówkowa, dominuje całość numeru i jest pewnego rodzaju odbiciem wydarzeń rozgrywających się w rzeczywistości. Dotyczy pewnego psa, który nie posiadając mocy dołącza do drużyny superzwierząt, jednak wszystko co robi stara się robić na własną rękę. Przez całą historię uczy się więc zaufania do przyjaciół i zwalczania razem z nimi zła. 

Po tej krótkiej historii, która nie jest szczególnie zachwycająca, choć bawić może wyszukiwanie nawiązań do bohaterów Marvela, wracamy na właściwe tory. No, może jeszcze nie tak do końca, bo kolejny zeszyt rysowany jest przez Francesco Francaville, który również w poprzednim tomie rysował jeden z numerów. Tutaj przyszło mu opowiedzieć historię Barney'a, brata Clinta. On również musi się zmierzyć z dresiarzami nękającymi okolicę, uda mu się także natknąć na Lucky'ego. Wszystko to wzbogacone retrospekcjami z dzieciństwa obu Bartonów, które nie było zbyt kolorowe. Trzeba zauważyć, że numery 11-13 i Annual rozgrywają się po części w tym samym czasie, więc trzeba te wydarzenia na bieżąco układać jak puzzle, które ostatecznie pokażą nam całą historię. 

Następny epizod to już Annual poświęcony Kate, która z różnych powodów postanawia oderwać się od Clinta i odnaleźć swoje własne miejsce. Wraz ze sobą zabiera Lucky'ego, który towarzyszy jej w podróży aż na zachodnie wybrzeże. W Los Angeles jej drogi krzyżują się z Madame Masque i ich starcia będą rozgrywały się również w kolejnych numerach poświęconych w całości Kate, a są to kolejno: 14, 16, 18 i 20. Różnica jest jedynie taka, że Annual rysowany był przez Javiera Pulido, którego goszczono na łamach Hawkeye'a już w poprzednim tomie, a kolejnymi numerami zajęła się Annie Wu, która z pewnością ożywiła tę historię i odróżniła ją od pozostałych numerów, nadając przygodom Kate własny klimat. Z czym dokładnie dziewczyna zmierzy się w LA? Ze względu na brak pieniędzy, będzie ogłaszała się jako "bohater do wynajęcia", choć nie każde zgłoszenie wygląda na poważne. Jednak gdy już się czegoś podejmie, wszystko ostatecznie wiąże się z Madame Masque, która powoli robi z jej życia istne piekło. Na szczęście Kate udaje się zdobyć kilku sojuszników m.in. parę gejów, którym pomaga w uratowaniu ich ślubu, a także tajemniczego Harolda, którego początkowo spotyka jedynie gdy robi zakupy. Swoimi działaniami zwróci też uwagę lokalnej policji, gdzie nie znajdzie zbyt wielu sympatyków. 

Reszta numerów, to dalszy ciąg losów Clinta, który musi pozbierać się po śmierci jednego z lokatorów kamienicy. Gdy opuszcza go Kate i Lucky, znajduje wsparcie u Barney'a, który mimo własnych problemów stara się pomóc bratu jak tylko może. Gościnne występy ponownie zalicza tu też trio Mockingbird, Black Widow i Spider-Woman, które ze względu na uczucie łączące je dawniej lub obecnie z Bartonem, również starają mu się pomóc jak tylko potrafią. W obronie kamienicy staje też reszta jej mieszkańców, stawka jest bowiem naprawdę duża, a ostateczna walka zbliża się bardzo szybko. Do gangu dresiarzy dołącza bowiem płatny zabójca Kaziu, którego każde pojawienie się wiąże się z rozlewem krwi i nie ustąpi on, póki nie pozbędzie się wszystkich lokatorów. Na scenę powraca też Ivan, z którym Clint już wcześniej się rozprawił, a także wciąż równie tajemnicza ruda dziewczyna, która chce raz na zawsze zakończyć swoje kontakty z mafią. 

Cała ta historia zajmuje 5 numerów przeplatających się z przygodami Kate. Rysowaniem tej głównej historii zajął się ponownie David Aja, wiadomym jest, że bez niego to nie byłaby już ta sama opowieść. I choć wraz z Fractionem nie udaje im się powtórzyć sukcesu, jakim był 11 numer Hawkeye'a opowiedziany z perspektywy Lucky'ego, to dalej starają się zaskakiwać graficznie. Próbę tę widać najwyraźniej w 19 numerze, który w dużej mierze pozbawiony jest dymków, a zastąpiony kadrami przedstawiającymi język migowy. Wszystko to dlatego, gdyż Clint ponownie traci swój słuch, co wprowadza go w jeszcze większy gniew i alienację od bliskich. 

Muszę przyznać, że ponowna lektura, już bez żadnych opóźnień, tylko czytana jednym ciągiem, zrobiła na mnie dużo lepsze wrażenie. To dalej ta sama, świetna opowieść, jaką śledziliśmy w poprzednim tomie i jej kulminacja wypada zgodnie z tym, czego mógłbym oczekiwać. Oczywiście żałuję, że zabrakło miejsca na więcej pobocznych historii, zarówno z przygodami Clinta jak i Kate, jednak rozumiem potrzebę Matta Fractiona do zakończenia tej opowieści. Byłem zdania, że Lemire, który był jego następcą, poradził sobie z pisaniem historii Hawkeye'a odrobinę lepiej, jednak z perspektywy czasu muszę ponownie przychylniej spojrzeć na run Frationa, choć to naprawdę nic nie zmienia, bo oba runy są zdecydowanie obowiązkową lekturą wśród współczesnych komiksów Marvela. 

David Aja to twórca, którego wartość zna chyba każdy i tom ten potwierdza jego umiejętności. Kto czytał i zachwycał się poprzednim tomem, i tu się nie zawiedzie. Drugim artystą, który miał największy wkład w tworzenie tego wydania, była Annie Wu, o której pisałem już, że ożywiła historię Kate, nadała jej bardziej młodzieżowy charakter i z chęcią widziałbym ją w roli rysowniczki jej kolejnych przygód. Francesco Francavillę lubię za jego okładki, ale już z wnętrzami komiksów bywa różnie. Tutaj sprawuje się poprawnie, choć i tak żałuję, że rysowaniem tego jednego numeru nie zajął się Aja. Odpowiedzialny za Annual Javier Pulido nie ma wielu fanów, choć ja się do niego przekonałem i wypadł tu całkiem dobrze, zdaję sobie jednak sprawę, że to on zmierzyć się może z największą krytyką. Jeżeli zaś mowa o Chrisie Eliopoulosie, który zajął się zeszytem otwierającym to wydanie, to cóż... sama historia nie zrobiła na mnie wrażenia i podobnie jest z rysunkami, które są odpowiednie i pasują do jej kreskówkowego charakteru, ale chciałbym czegoś bardziej dopracowanego. 

Za kolory w tym albumie odpowiedzialny jest Matt Hollingsworth, którego obok Jordie Bellaire (ona sama miała swój drobny wkład przy 17 numerze) uważam obecnie za najlepszego artystę w branży. Potrafi on dopasować się idealnie do rysowników, przez co widać różnicę między rysowanymi przez różne osoby przygodami Kate i Clinta, a jednocześnie są one ze sobą na tyle spójne, że tworzą kompletną całość. 

Wiadomym już jest, że druga część runu duetu Fraction/Aja przypadła mi do gustu i sprostała moim początkowym oczekiwaniom. Zdecydowanie polecam jej lekturę, nie ważne, czy w formie miękko okładkowych czy twardo okładkowych wydań zbiorczych, czy też nawet w formie omnibusa, którego ta seria się już doczekała. Brak polskiego wydania to z pewnością spore niedopatrzenie i mam nadzieję, że jeżeli ktoś wciąż na nie czeka, to w końcu się ono pojawi, bo komiks ten wart jest wydania bardziej niż kilka innych obecnie wydawanych przez Egmont serii łącznie. Warto poznać ten komiks i mieć go na swojej półce, ja sam z pewnością wrócę do niego jeszcze nie raz. 


Rodzyn
Hawkeye vol. 2 HC 
Scenariusz: Matt Fraction
Rysunki: David Aja, Francesco Francavilla, Annie Wu, Chris Eliopoulos, Javier Pulido 
Okładka: David Aja
Zawiera: Hawkeye vol. 4 #12-22, Hawkeye vol. 4 Annual
Liczba stron: 280
Data wydania: 9.12.2015
Cena: 34,99 $ 



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.