Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - All-New All-Different Avengers TP vol. 01 Magnificent Seven - Dominik Nowicki

Jednym z flagowych tytułów restartu komiksów Marvela po Secret Wars vol. 2 jest All-New All-Different Avengers. Jak wypada pierwszy tom napisany przez Marka Waida?



Czytając komiksy dłuższy czas mimowolnie tworzy się w głowie lista dobrych scenarzystów. W pewnym momencie przestaje się kupować zeszyty przez pryzmat postaci, a zaczyna patrzeć na autorów. Jednym z tych, którzy praktycznie zawsze gwarantują porządną lekturę, jest Mark Waid. Nic więc dziwnego, że sięgnąłem po najnowszą odsłonę przygód Avengers. 

Paradoksalnie Waida doceniłem dosyć późno. Przez długi czas, kiedy byłem zamknięty na Marvela, scenarzysta pisał komiksy dla innych wydawnictw, a jak już na coś trafiłem, to były to jego najsłabsze prace (czytaj: przeciętniaki). Oczywiście wszystko zmieniło się wraz zapoznaniem z runem w Daredevilu czy Flashu. I tu właśnie nastąpił dość spory przełom – dla samych postaci nigdy nie kupiłbym All-New All-Different Avengers. Vision to dla mnie zawsze było jedno wielkie "meh". Do nowego Captaina zraziłem się przez event Axis i jego tie-iny. Nova, mimo że sympatyczny, to nigdy nie zbliżył się w moim prywatnym rankingu do poprzedniego bohatera noszącego ten tytuł - Richarda Ridera. Nie przepadam normalnie za Thorem i jego zakątkiem w uniwersum Marvela, co automatycznie przerzuciło się na Thorzycę. Ms. Marvel nigdy nie skradła mojego serca i jakkolwiek rozumiem jej fenomen, tak on do mnie nie przemawia. Został więc Iron Man i Miles Morales, których lubię. Przed scenarzystą stała więc ciężka droga – musiał sprawić abym odnalazł sympatię do tych wszystkich postaci… 

I mu się udało… 

No dobra, może jeszcze nie do wszystkich pałam wielką sympatią, ale to i tak już postęp. All-New All-Different Avengers stoi świetnymi interakcjami pomiędzy bohaterami. Waid znakomicie bawi się możliwościami, jakie daje skład. Podział na doświadczonych i młokosów, podział na bohaterów, którzy sami zbudowali swoje imię i tych, którzy weszli w bity poprzednika. Do tego mieszanka, którą część osób nazywa polityczną poprawnością*, która dodaje kolejnej dynamiki. Szczególnie podoba mi się tutaj relacja między Ms. Marvel a Novą. To kwintesencja tego komiksu i jego naturalności. Co by nie mówić, cały ten skład to naprawdę mieszanka wybuchowa. Ten aspekt wydania znakomicie funkcjonuje i wykorzystywany jest do ciekawego prowadzenia historii – najlepszym przykładem jest początek piątego numeru. Sama fabuła niestety nie wygląda już tak różowo. 

Ta niestety cierpi na syndrom powolnego sadzenia ziaren wątków, które, znając Waida, wykiełkują w kolejnych tomach. Na dobrą sprawę pierwsza historia podzielona jest na dwie mniejsze, które są ze sobą powiązane. Koniec trzeciego numeru to taki krótki pit stop i przegrupowanie sił przed starciem z głównym przeciwnikiem. I tak na początku nasi bohaterowie walczą z randomowym złoczyńcą, aby w finale przejść do starcia z daniem klasycznym, podanym w nowy sposób. I w pewien sposób to działa. Problem w tym, że kiedy dowiadujemy się, kto jest głównym przeciwnikiem, czuję się lekko zawiedziony. Tak jak Waid umiejętnie prezentuje Avengers, tak w przypadku villaina pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście znając scenarzystę, to nie koniec starcia i ta postać jeszcze powróci. Szczerze mówiąc – bardzo dobrze, ponieważ widać potencjał na coś więcej, mam nadzieję, że nie zostanie on zmarnowany. 

Komiks utrzymany jest w dość lekkim klimacie, który podkreślają rysunki. Pierwszą połowę tworzy Adam Kubert z drobnym wsparciem Mahmuda Asrara, który w drugiej części tomu przejmuje ołówek na wyłączność. Niestety Kubert nie jest w najwyższej formie, jego prace na szczęście ratuje Sonia Oback. Gdyby nie świetnie nałożone kolory mogłoby to wyglądać najzwyczajniej słabo. To niestety chałtura, która dodatkowo mi nie podchodzi. Lepiej wypada Asrar, który… cierpi na gorszego kolorystę. Serio. Lubię jego prosty styl idealnie wpasowujący się w klimat serii, ale niestety kolory są strasznie wyblakłe, przez co tracą na dynamice. Zresztą to trochę dziwne, ponieważ na niektórych stronach wypada to całkiem znośnie (głównie w #1). Sam nie wiem, z czego to wynika. Szczególnie, że jest jedna strona, która pokolorowana została naprawdę świetnie. 

Podsumowując: Gdyby na okładce widniało inne nazwisko niż Waid, prawdopodobnie miałbym wątpliwości, w jakim kierunku podąży seria. Na szczęście tak nie jest i jeśli nic złego się nie stanie, zapowiada się naprawdę porządny rozrywkowy komiks, do czego zresztą Waid mnie przyzwyczaił. Oczywiście Magnificent Seven ma swoje problemy, ale czyta się to niezwykle przyjemnie i warto skusić się na zakup. Szczególnie, że jeżeli scenarzysta nie zawiedzie, szykuje się naprawdę ciekawa kontynuacja. 

Recenzja na podstawie wydań zeszytowych. 


Dominik "Undercik" Nowicki
All-New All-Different Avengers TP vol. 01 Magnificent Seven
Scenariusz: Mark Waid 
Rysunki: Mahmud Asrar, Adam Kubert
Okładka: Alex Ross
Zawiera: All-New All-Different Avengers #1-6, materiały z Avengers #0 oraz Free Comic Book Day 2015 (Avengers) #1
Liczba stron: 168
Data wydania: 20.04.2016
Cena: 19,99 $ 

*Najbardziej zużyty slogan w ostatnich latach, który w tym przypadku jest nietrafiony. Serio, mówi Wam to osoba, która za polityczną poprawnością nie przepada – ten skład to nie jest jej uosobienie. Ma to podłoże w wielu różnych aspektach. W sumie to dobry temat na oddzielny tekst, który może kiedyś napiszę. 



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.