Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Thunderbolts: Czerwony Postrach - Utek

Czy wydany niedawno przez wydawnictwo Egmont tom Thunderbolts: Czerwony Postrach jest tak samo kiepską lekturą jak jego poprzednik Thunderbolts: Bez Pardonu? Na, to pytanie znajdziecie odpowiedź w mojej recenzji. 



Kolejny tom przygód dziwnej gromadki, którą zebrał Red Hulk, czyli generał Thunderbolt Ross, jaki przyszło mi zrecenzować, to bardzo słabej jakości lektura. Pamiętacie jeszcze moją recenzję poprzedniego tomu? I tutaj mamy festiwal absurdalnych decyzji, kiepskich dialogów, braku jakiejkolwiek satysfakcji z lektury tego komiksu. Trudno tu pochwalić cokolwiek prócz jednego z sześciu zeszytów składających się na ten tom - zeszytu napisanego przez Charlesa Soule'a, dla którego była to pierwsza praca dla Marvela w roli scenarzysty.

Od razu tu czuć wzrost jakości w porównaniu z miernymi wypocinami Daniela Waya. No, może jestem tutaj zbyt surowy, może znalazłem jeszcze kilka pozytywów? Jednym z nich są na pewno rysunki Phila Noto, który jest autorem większości ilustracji do tego tomu. Choć to nie jest szczyt jego rysowniczych umiejętności, to w większości kadry stworzone przez niego ogląda się dobrze. Mogę przyczepić się jednak szczególnie do jednej rzeczy w jego pracach. Nie potrafi on poprawnie narysować ludzi w zbrojach Crimson Dynamo. Są one zbyt uproszczone, źle prezentują się w ruchu. Inną pozytywną rzeczą jest paleta kolorów, za którą odpowiadał Guru-EFX.

Nie jest możliwe, by móc pochwalić scenariusz Daniela Waya, bo sporo w nim nielogiczności i bzdur, np. Czerwony Hulk nie może włączyć, obsługiwać komputerów przez swoje zbyt duże palce, co jednak mu nie przeszkadza w odebraniu telefonu.

Zaprezentowana w tomie Czerwony Postrach historia to marnotrawstwo papieru. Coś, co zajmuje aż 132 strony (w oryginale 6 zeszytów) spokojnie można było upchnąć do dwóch, góra trzech zeszytów. I to tylko napisanych przez Charlesa Soule'a.

Nic jeszcze nie wspomniałem o rysunkach stworzonych przez Steve'a Dillona, a te są nienajgorsze w porównaniu z innymi pracami tego artysty, by daleko nie szukać np. do stworzonych przez niego ilustracjach kilku serii o Punisherze. Może dlatego, że stworzył tylko jeden zeszyt? Może to scenariusz Soule'a sprawia, że dzięki temu są w jakiś sposób lepsze? Trudno jednoznacznie stwierdzić.

A o czym opowiada historia w opisywanym tu tomie? To potyczka naszej tytułowej bandy dziwaków - bo trudno ich nazwać inaczej - z bratem Elektry, który okazuje się, że ma do dyspozycji sporą kolekcję zbroi Crimson Dynamo napędzanych energią Gamma. To on stoi za całą główną intrygą, w którą zostają zamieszani bohaterowie tej serii.

A co dostajemy w tle? Ciąg dalszy romansu między Punisherem a Elektrą. Jeszcze większą ilość nieudanych żartów, które padają z ust Deadpoola. Brak zaufania ze strony zespołu do Red Hulka (najbardziej chyba to widać po stronie Venoma), postać Mercy, która w tej serii pojawia się na kilku kadrach po prostu po nic, krwawiącego ciągle z nosa Czerwonego Leadera.

Jak zatem ocenić Czerwony Postrach? Jako coś na 2+/6 i, to tylko dzięki ostatniemu rozdziałowi składającemu się na ten tom. To on ratuje całą opowieść.

Więc czy warto inwestować pieniądze w zakup tego komiksu? Niestety nie. Zaoszczędzone środki lepiej wydać na inny tytuł z oferty Egmontu, np. Thor Gromowładny: Bogobójca

Utek
 

Thunderbolts: Czerwony Postrach
Scenariusz: Daniel Way, Charles Soule
Rysunki: Steve Dillon, Phil Noto
Wydawnictwo: Egmont
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Liczba stron: 132
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Data wydania: sierpień 2016
Sugerowana cena detaliczna: 39,90 zł

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.