Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #26 - Daredevil: The Man Without Fear TP

Daredevil: The Man Without Fear TP

Scenariusz: Frank Miller

Rysunki: John Romita Jr.

Okładka: John Romita Jr.
Liczba stron: 160
Cena: 15.99$
Zawiera: Daredevil: The Man Without Fear #1-5


daredevilmanwithoutfeartp.jpgDon God: Najlepszy komiks Marvela, jaki kiedykolwiek czytałem. Po raz pierwszy miałem przyjemność zagłębić się w to dzieło trzynaście lat temu. Było to okrojone z kilku stron, polskie wydanie - siódmy numer kwartalnika "Mega Marvel". Od tamtej pory przeczytałem kilka tysięcy komiksów. Żadna jednak inna historia opublikowana przez Dom Pomysłów nie zrobiła na mnie takiego wrażenia.


Daredevil: The Man Without Fear jest jedną z tych historii, które opowiadają o początkach danego bohatera. W tym przypadku jesteśmy świadkami wydarzeń, które przemieniły nieco introwertycznego chłopaka, Matta Murdocka, w obrońcę Hell's Kitchen. Temat niewdzięczny, bo poruszany wcześniej przynajmniej dwa razy. Ba. Raz nawet ugryziony przez samego Millera, na kartach (również częściowo wydanego w Polsce) Elektra Saga. Wtedy jednak Frank przedstawił historię z punktu widzenia greckiej zabójczyni. W The Man Without Fear skupił się na Daredevilu. Sama Natchios zaś została ukazana jako kompletnie inna osoba. Sprawia wrażenie niepoczytalnej, niestabilnej, nieco niebezpiecznej. Zabijanie sprawia jej przyjemność, o czym przekonujemy się, gdy dziewczyna zostaje zaatakowana w zaułku przez nowojorski gang. Zmianie uległy też okoliczności, w jakich Matt i Elektra poznali się. W recenzowanej opowieści, między młodymi zaistniała pełna niedomówień, silna fascynacja. W związku tym, to dziewczyna wydaje się mieć bardziej trzeźwy osąd. Murdock widzi w niej chodzący ideał, nie dopuszczając do siebie myśli, jak Greczynka mogłaby być złą osobą. W pewnym momencie Elektra wyznaje mu, że zabiła w zeszłym tygodniu pięciu ludzi. Matt z uśmiechem odpowiada, żeby nie wygadywała bzdur.


Inną istotną zmianą w stosunku do Elektra Saga, jest zmiana na stanowisku rysownika. Ilustracjami w komiksie zajął się John Romita Jr. Twórca charakterystyczny i kontrowersyjny. Jego styl rysowania nie każdemu musi przypaść do gustu, jednak trzeba przyznać, że w The Man Without Fear odwalił kawał dobrej roboty. Osobiście zaliczam ją do czołowych dokonań artysty. Tła są szczegółowe. Postacie uchwycone w naturalnych pozycjach. Wszelkie opady atmosferyczne to majstersztyk. Komiks odbiera się niemalże jak film. W ilustracjach uchwycony jest ruch i energia. Najwyraźniej widać to w scenach, w których Matt hasa po nowojorskich dachach. Czytelnik niemalże odczuwa swobodę i wolność bohatera.


daredevil_the_man_without_fear_3@1.jpgNie jest to typowy komiks superbohaterski. Matt pojawia się w pełnym kostiumie dopiero na ostatnim panelu. Nie znaczy to, że Daredevil narodził się dopiero z chwilą powstania pstrokatego uniformu. Murdock przedstawia się tym imieniem już wcześniej. To, że ma na sobie dres i chustę zasłaniającą twarz, nie ma większego znaczenia.


Miller i Romita to najlepszy zespół, jaki kiedykolwiek zajmował się tworzeniem przygód ślepego prawnika. Są lepsi niż Brubaker i Lark. Są nawet lepsi niż wielbieni przeze mnie Bendis i Maleev. Razem stworzyli komiks, do którego chce się wracać. Jeśli natomiast czyta ten tekst ktoś, kto jakimś cudem nie miał jeszcze kontaktu z Daredevilem, nie wyobrażam sobie lepszej historii na początek, niż The Man Without Fear. Nie tylko dlatego, że przedstawiony w niej jest origin boharera. Jest to po prostu najlepsza opowieść z Człowiekiem Nie Znającym Strachu. O niebo lepsza, niż podejmujący ten sam temat, nieudany i według mnie niepotrzebny Daredevil: Yellow.


Foxdie: Daredevila stworzył Frank Miller. Zapewne wszyscy uznacie poprzednie zdanie za kłamstwo, ale po przeczytaniu MWF i pierwszych pięciu Daredevili z 1964 odniosłem wrażenie, że czytam o dwóch różnych postaciach. Stan Lee dał pomysł, ale to dopiero Miller i Romita z pomysłu stworzyli dzieło o najwyższej klasie. Tylko dlaczego trzeba było na to czekać ponad 30 lat?


Wydana w 1993 roku mini seria Daredevil: The Man Without Fear, była skazana na sukces, chociaż droga do niego była kręta. Początkowo MWF miał być graficzną nowelą liczącą zaledwie 64 strony, ale Miller czuł, że historia ma więcej do zaoferowania i dogadał się z Marvelem na 90 stron. W czasie, gdy Frank pracował nad scenariuszem do Robocop 2, Romita zafascynowany pracą Millera zadzwonił do Marvela pytając, czy jest możliwość rozszerzenia historii do 144 stron. Pomysł zatwierdzono, dzięki czemu od prawie 15 lat możemy rozkoszować się niesamowitym The Man Without Fear. A pomyśleć, że na pierwszą propozycję o współpracy ze strony Millera, Romita zaproponował narysowanie jakiejś historii z Wolverinem...


daredevil_the_man_without_fear_2@1.jpgPewnie nikogo nie zdziwi, że scenariusz MWF w pierwszej fazie produkcji powstał z myślą o pełnometrażowym filmie fabularnym. Niestety wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że w najbliższym czasie można zapomnieć o hollywoodzkiej produkcji, dlatego Miller postanowił przenieść swoje dzieło na karty komiksu. Tak oto dostajemy komiks ponadczasowy i ponadpokoleniowy. Cała fabuła skupia się na dokładnym przedstawieniu wydarzeń, które spowodowały przemianę Matta w Daredevila. Dzięki prowadzonej narracji mamy możliwość wgłębić się w psychikę młodego Murdocka. Na początku obserwujemy zagubionego chłopca, który nie potrafi zapanować nad emocjami. Środek historii to okres studiów i szaleńczej, ślepej miłości do zabójczej Elektry. Na koniec, mamy do czynienia z dorosłym mężczyzną, wyważonym, w pełni świadomym swoich zdolności. Oprócz niesamowitego podejścia do postaci Murdocka, jest jeszcze wisienka na torcie - Elektra. Szalona, niestabilna emocjonalnie, równie piękna, jak i zabójcza. Taka jest Elektra spod ręki Millera i Romity, taka powinna być zawsze. Nowy origin, napisany po 30 latach od powstania Daredevila, namieszał trochę w kontinuum, ale był na tyle dobry, że ostatecznie przyjęto go jako ten "właściwy".


Oprawa graficzna MWF jest bezkonkurencyjna. Jak już wspomniał Don God, Miller i Romita stworzyli duet na miarę współczesnych sław pokroju Whedona/Cassadaya, Brubakera/Larka czy nawet Bendisa/Maleeva. Rysunki JRJR mają to do siebie, że albo się je kocha, albo nienawidzi. Jednak w przypadku MWF wydaje mi się, że nawet najzagorzalszy przeciwnik Romity [pozdro Gil - Foxdie], skusiłby się na słowa uznania. MWF pełne jest kadrów, które na zawsze pozostają w pamięci. Matt siedzący na schodach pożarowych z zaklejonymi oczami, Matt strzelający z luku podczas treningu ze Stickiem, Matt skaczący na tle księżyca, Elektra zabijająca oprychów w samej bieliźnie i wreszcie Murdock stojący w strugach deszczu na dachu budynku. Takie sceny można by mnożyć bez końca.


Daredevil: The Man Without Fear z czystym sumieniem mogę zaliczyć do Top5 najlepszych historii wydanych przez Dom Pomysłów. Jeśli jeszcze nie zostaliście przekonani co do świetności tej pozycji, to dodam, że prócz mini-serii dodrukowano przynajmniej 4 wydania zbiorcze (w tym Millerowskiego Omnibusa). Nawet jeśli nie lubicie Romity, nawet jeśli nie lubicie Millera, a nawet jeśli nie lubicie Daredevila - ten komiks musicie przeczytać, bo możliwe,  ze zmienicie zdanie o każdym z wymienionych.


LTplus.jpg

 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.