Avalon » Publicystyka » Artykuł

Nie tyle z kim, co przeciwko komu - komentarz do Civil War II #2-3


Ten tekst powinien się pojawić znacznie wcześniej. Kiedy spisałem swoje absurdalnie długie wynurzenia, na temat pierwszego numeru serii Civil War II (jeśli go przegapiliście, to znajdziecie go tutaj), planowałem podzielić się swoimi przemyśleniami z kolejnych numerów, w miarę równych odstępach czasowych. Niestety pewne okoliczności, których nie będę tutaj przytaczał, sprawiły iż nie byłem w stanie wyrobić się w czasie z kolejnymi numerami 2 oraz 3. W momencie kiedy piszę te słowa, nastąpiła również premiera czwartego numeru owego komiksu, tak więc nie będę ukrywał faktu, iż jestem mocno opóźniony ze swoją opinią. Niemniej, skoro już się podjąłem wysiłku omawiania kolejnych numerów, wypada abym doprowadził sprawę do końca i starał się wykonywać go w odpowiednim czasie. Zakończmy już moje mało kogo interesujące tłumaczenia i przejdźmy do rzeczy, która jest jak sądzę głównym powodem, dla którego w ogóle zwróciliście uwagę na ten tekst. Moja opinia o numerach 2 oraz 3 serii Civil War II. Tak samo jak poprzednia odsłona moich wynurzeń, zawierać będzie możliwe spoilery, gdyż jest sporo rzeczy które należy omówić ze szczegółami, aczkolwiek myślę, iż rozmiar mojego opóźnienia, sprawia ze informowanie o nich nieco mija się z celem, bo wszystko co najważniejsze jest już znane szerszemu gronu czytelników. Jest to też jeden z powodów, dlaczego zrezygnowałem z dodania opinii o numerze 4, gdyż w momencie pisania tych słów, jest jeszcze stosunkowo "świeży" i nie chciałbym psuć zbytnio lektury z jego czytania. Nie żeby, byłaby jakaś specjalnie wysoka czy też nawet przeciętna, ale o tym przy innej okazji. I jeszcze na sam koniec, dla wygody czytających, podzieliłem tekst tematycznie z wydzieleniem najistotniejszych wydarzeń w obu komiksach, aby śmiałkowie którzy podejmą się jego lektury, mieli łatwiejsze zadanie przy jego przyswojeniu. Przejdźmy zatem w końcu do sedna. 

Iron Man - torturujący buc



Zachowanie Iron Mana w numerze 2, jest tym co szczególnie zwróciło uwagę czytelników i było zasadniczo najbardziej komentowane przy jego omawianiu. A przynajmniej to była najczęściej poruszana kwestia, z którą JA się spotkałem, przeglądając opinię do komiksu. Mówiąc wprost, Tony Stark porywa Ulyssesa, aby za pomocą swojej technologii i zasadniczo tortur, przebadać jego mózg i odkryć sposób, w jaki jego moce funkcjonują. To faktycznie nie brzmi za dobrze, ale jak się nad tym zastanowić, to nie jest takie jednoznaczne złe. Szereg badań jakie wykonuje, pokrywają się bowiem z tym, na co zwróciłem uwagę w mojej opinii poprzedniego numeru. Nie da się ufać kompletnie jasnowidzowi, jeśli nic o nim o nie wiemy, ani o tym jak działają jego moce, dlatego trzeba w pierwszej kolejności przebadać tą sprawę i dopiero wtedy, kiedy będzie o nich jakieś pojęcie, zacząć dyskusje nad ich ewentualnym wykorzystaniem. Innymi słowy, byłbym w stanie zrozumieć takie postępowanie Iron Mana, a nawet je pochwalić, bo to jest w pełni zrozumiała ostrożność. Szkoda tylko, że sposób w jaki jest nam ukazany cały ten proces, prowadzący do eksperymentów na Ulyssesie, jest zwyczajnie nie do przyjęcia i skutecznie niweluje wszelką dwuznaczność moralną. 

No dobra, a więc gdzie leży problem? Zacznijmy może od tego, iż będąc mocno zdenerwowanym po śmierci kompana Tony, postanawia skonfrontować się z siedzącym w celi Thanosa...... a nie przepraszam, spotkanie z osobą będącą bezpośrednio odpowiedzialną za jego zgon, byłaby logicznym postępowaniem postaci. Zapomniałem przecież, że całą winę zwalił na Carol i moce naszego wróża, stąd postanawia najechać New Attilan i go porwać. Wiecie, takie zachowanie byłoby dla mnie zrozumiałe lub chociaż częściowo uzasadnione, gdyby Stark podjął jakieś działania albo próby, w celu pokojowego przebadania naszego wróża. No wiecie, zwróciłby się do ogółu najbardziej wpływowych herosów, z inicjatywą przeprowadzenia doświadczeń, które wykazałby, że są jakieś nieprawidłowości w działaniu jego mocy, które budzą w wątpliwość poleganie na nich. Wydaje się to w pełni rozsądnym posunięciem i nie widzę powodu, aby ktoś się temu sprzeciwiał. Jeśli doświadczenie niczego nie wykaże, Stark musi ustąpić, a jeśli jednak coś się znajdzie, to trzeba się zastanowić czy dalsze z nich korzystanie jest właściwe i dobre dla ogółu. Niestety taki scenariusz, nie miał prawa się ziścić, albowiem uniknęlibyśmy w tym przypadku niepotrzebnego konfliktu, lub przynajmniej zmniejszyli szansę na jego wybuch. Chyba że, Carol i Inhumans nie zgodziliby się na żadne eksperymenty i nadal chcieli z niego korzystać mimo to, przy wsparciu niektórych herosów z jakiegoś powodu. Byłoby to też jednoznaczne, w postawieniu ich po złej stronie konfliktu w tym momencie, a tak to można poudawać, iż nie jest to wszystko takie klarowane. Nie samo wykorzystanie jasnowidza, ale ukazanie stron konfliktu. To pierwsze bowiem, w praktyce nie otrzymuje odpowiedniej uwagi. 

Wróćmy jeszcze na chwilę do Starka i tego jakim jest anty-jasnowidzem i pod żadnym pozorem, nie zgodzi się na żadne ustępstwa w tej sprawie. Niestety, taki właśnie obraz, dominuje w drugim numerze komiksu. Fakt braku poruszenia kwestii badań wróża na forum publicznym, jest wystarczająca, aby podać w wielkie wątpliwości szczerość jego działań i nie sklasyfikowana go jako "Bad Guya". Nie pomaga też inna kwestia. Mianowicie: moce Ulyssesa zostały użyte na szerszą skalę dopiero dwa razy. A przynajmniej, dwukrotnie do momentu rozpoczęcia tortur(eksperymenty jakie przeprowadza, można śmiało zakwalifikować jako torturę) i na razie nie ma pewności, czy będzie dalej używany w takiej formie czy innej. No dobra, reakcje Carol były jednoznaczne w tej sprawie, ale mimo wszystko niewystarczające, aby podejmować takie radykalne kroki. Teraz jak na niego patrzę i słyszę jego opowiastki, jak przebada jego rodzinę po x-pokolenie, to nie widzę człowieka który martwi się o przyszłość, tylko jakiegoś maniaka. Kogoś niesionego ego, który za wszelką cenę chcę pokazać komuś (w tym przypadku Captain Marvel), że to On miał racje cały czas i dostarczy jej teraz na to niezbytych dowodów. Nie pomaga też fakt, iż po scenie tortur, próbuje z tego dowcipkować, bo czyni to z niego większego złoczyńcę w typie "Mad Scientist". Konkludując, to nie był zbyt udany numer w przypadku Iron Mana i pokazał go, w niezbyt przychylnym świetle. Ale, to wszystko blednie w kwestii kolejnych wydarzeń. 

Czy aby na pewno: "Banner Smash"?



Numer 2 Civil War II, kończy się swego rodzaju "cliffhangerem", pokazującym zebranym w "pokoju tortur" Starka wizję, jak to Hulk ma zabić i zniszczyć wszystko dookoła. Przynajmniej teoretycznie. Zapomnijmy na chwilę o fakcie, iż Ulysses teraz może najwyraźniej projektować wizję do głów innych, co powinno tylko zachęcić do dalszych badań nad i przejdźmy do meritum. Pokazana jest nam scenkę, jak to osoba wyglądająca jak Hulk, stoi w zgliszczach nad zabitymi członkami Avengers. To jest dosłownie jeden kadr, który zawiera naprawdę mało treści i może być odczytywany na różne sposoby. I na potwierdzenie moich słów, oto krótka lista możliwych interpretacji tej sceny. 

1. Bruce Banner znów zmienił się w Hulka, oszalał i wszystkich pozabijał. Mogło się zdarzyć. 
2. Amadeus Cho, który teraz jest Hulkiem i powinien być głównym podejrzanym, wszystkich pozabijał. Fryzura jest nieco inna, ale w czasie walki mogła ulec "uszkodzeniu", co czyni tą teorię równię prawdopodobną co wcześniejszą, jeśli nie bardziej. 
3. Bruce Banner został porwany, przywrócony do postaci Hulka i ktoś przejął nad nim kontrolę, zmuszając do ataku i pozabijania wszystkich. Wciąż teoretycznie jego sprawka, ale jest tak samo pokrzywdzony jak inni i można byłoby pomyśleć nad odpowiednim zabezpieczeniem. 
4. Amadeus Cho został porwany, przywrócony do postaci Hulka i ktoś przejął nad nim kontrolę, zmuszając do ataku i pozabijania wszystkich. Dlaczego wszyscy z miejsca odrzucili Cho, jako "pierwszy wybór" tak swoją drogą? 
5. Jakiś inny gamma-mutant lub Inhuman, który wygląda jak Hulk, wszystkich pozabijał. Red Hulk był kropka w kropkę jak zielony Hulk, więc równie dobrze może narodzić się inny pseudo-Hulk, który wygląda jak On. Bo w sumie czemu nie? 
6. Jakiś kosmita , który wyglądał jak Hulk, przybył na Ziemię i wszystkich pozabijał. Nie jesteśmy sami we wszechświecie. A ten wszechświat, ma też potężnych zmiennokształtnych za swoich mieszkańców. 
7. Któryś z masy szalonych naukowców, sklonował Hulka i wypuścił go, by wszystkich pozabijał. Jeśli ktoś zacznie mi wmawiać że przesadzam, to pragnę przypomnieć Clone Sagę, Mister Sinistra, Marauders, Arnim Zolę, Dr. Bonga i masę innych, dość dobrze znanych przypadków regularnego klonowania innych. W świecie Marvela to nie problem. 
8. Ktoś stworzył potężnego robota wyglądającego jak Hulk i wysłał go by wszystkich pozabijał. Były też takie próby i niewykluczone, by komuś się to udało w końcu. W zasadzie to taki Cosmic Hulk był dość potężny i zawsze można go odbudować. 
9. Hulk z alternatywnego wymiaru przybył do tego świata i wszystkich pozabijał. W X-Menach jest dwójka osób z alternatywnego świata, cała drużyna młodych X-Men z alternatywnego świata jeździ sobie po Ameryce, obecny Squadron Supreme składa się z istot z innych wymiarów, o masie innych gości z odmiennych światów nie wspomnę, a także istnieje masa organizacji, które moją portal międzywymiarowy z którego nie raz korzystali. Niby dlaczego, ktoś uważa to za niedorzeczną interpretacje? 
10. Avengers stali się żądnymi krwi despotami i Hulk został zmuszony do ich pozabijania, aby ocalić wszechświat. Ulysses widzi ponoć tylko złe rzeczy, a tym złem w tym wypadku, mogą być masowe zniszczenia i śmierci, dokonane w czasie walki. Niby dlaczego Hulk stojący nad waszymi trupami, automatycznie z niego musi czynić "Bad Guya" ? A no tak, prościej będzie wam go potem usunąć. Ach ten pragmatyzm. 

Mógłbym tak w sumie jeszcze trochę powymieniać, ale wydaje mi się że udowodniłem swoje i pokazałem, jak trudno uwierzyć w to, iż tak po prostu wszyscy z miejsca uznali, że musi chodzić o Bannera. Z perspektywy czytelnika, nie otrzymujemy żadnego przekonującego uzasadnienia, podjęcia jakichkolwiek radykalnych działań ze strony "herosów" względem Bannera. Jedyne co otrzymujemy, to sugestię, iż doświadczali tej wizji, czyli być może wyczuli że odpowiedzialnym za masakrę jest Banner. Albo ktoś kogo uważali za niego, co też nie wyklucza paru innych scenariuszy z nim w roli głównej, które przytoczyłem powyżej. Jest to szczególnie istotne, w przypadku kolejnego punktu mojego artykułu-opinii, którym jest kolejna niepotrzebna śmierć w uniwersum Marvela. 

Bo jeden trup to mało


Bruce Banner, zostaje zabity w numerze 3 Civil War II. Nie jestem w stanie oddać moich uczuć co do tej decyzji, bez odniesienia się do serii Totally Awesome Hulk. Dla tych którzy nie czytali serii, krótkie streszczenie istotniejszych wydarzeń. Hulk w pewnym momencie, został poproszony o zabsorbowanie szkodliwej dawki, nowego rodzaju promieniowania, ratując tym życie około 50 milionom ludzi. Operacja miała jednak skutek uboczny, albowiem promieniowanie zaczęło szkodliwe działać na jego ciało, co miało doprowadzić do jego eksplozji i śmierci wielu niewinnych ofiar. "Przyjaciele Hulka" doszli do wniosku, że najlepszym wyjściem będzie wysłać go do innego wymiaru, by tam sobie wybuchł. Bo ostaniem razem, pozbycie się go z planety Ziemi, tak dobrze się skończyło. W każdym razie, Cho znalazł rozwiązanie problemu, używając specjalnych nanitów, za sprawą których cała energią gamma przeszła na niego, jej stan się ustabilizował, a Bruce Banner został wyleczony z bycia Hulkiem permanentnie. Potem były dwa komiksy, skupiające się na samym Bannerze i wszystko wskazywało na to, iż faktycznie Hulk odszedł na dobre, bo Bruce robił naprawdę wiele aby się wkurzyć. Były to naprawdę interesujące numery moim skromnym zdaniem, albowiem ciekawie było zobaczyć Bannera w swoim nowym stanie i jego reakcje, na otrzymaną "wolność". Zwłaszcza, że za maską szalonej radości jaką przedstawiał, wykazywał ponadto poczucie bezsilności, goryczy, a także wyrzutów sumienia za swoje dawne akcje. Należy pamiętać bowiem, że Hulk był tylko częścią problemów, wynikających z ciężkiego dzieciństwa oraz słabej psychiki Bruceaa Bannera, a jego zniknięcie wcale automatycznie nie uczyniło jego sytuacji idealnej. Numer ósmy serii, kończy się spotkaniem Bannera ze swoim największymi przyjaciółmi, szczerą rozmową z Cho i opuszczeniem przez niego bunkra, sprawiając wrażenie, iż zaakceptował to co się stało i jest gotów stawić czoła temu co niesie dla niego przyszłość, taki jaki jest teraz. Bardzo przyjemne zakończenie, dające nadzieje na lepszą przyszłość dla samego Bannera i możliwość znalezienia dla niego nowego miejsca w uniwersum Marvela. Byłem bardzo ciekawy, jak dalej potoczą się jego losy i czy Dom Pomysłów dostrzega potencjał w tej dojść złożonej postaci, na kolejne historię z jego udziałem, nawet bez posiadania przez niego mocy Hulka. A odpowiedź na to, otrzymana wraz z 3 numerem Civil War II, była dla mnie niczym strzał w pysk. Taki z piąchy. Mocny. 

Załóżmy jednak, że są tacy którzy nie czytali wspomnianej prze ze mnie serii z nowym Hulkiem i przystąpili do lektury tego numeru, bez wiedzy, o ostatnio pokazanych chwilach Bannera. Czy przez to będą czuli się lepiej w odbiorze tej sekwencji? Szczerze wątpię, bo cała otoczka jego zgonu jest fatalna i na siłę, stara się robić ją niejednoznaczną. Ale po kolei. Carol, Tony z małą armią herosów, o agentach SHIELD nie wspominając, robią wjazd do kryjówki Bannera, o której jakoś się dowiedzieli. A może wiedzieli o niej już dawno? W takim razie, zastanawiam się, dlaczego Carol nie udało się go znaleźć wcześniej, kiedy w pierwszym numerze jej przyjaciółka była umierająca i potrzeba było gamma eksperta. Prawdopodobnie to nie było wówczas takie pilne. W każdym razie otaczają go jak zaszczutą zwierzynę, co na pewno pozytywnie wpłynie na jego psychikę. No, dobra jestem w stanie zrozumieć ich ostrożność, ale mogli być nieco bardziej subtelni. I szybko znajdują "dowód" na jego transformacje w Hulka. Bruce eksperymentuje na sobie, z komórkami gamma. No i zawsze czujna Maria Hill, z miejsca nakłada na niego areszt pod zarzutem........emmm.......... w zasadzie to nie mam pojęcia. Najwyraźniej eksperymentowanie na sobie jest groźbą karalną. OK, wiem że to niby Hulk, ale nie dają mu nawet chwili na wyjaśnienie czemu to robi. Zasadniczo to próbuje wyjaśnić, iż to pomaga mu się nie zmienić, ale spływa to po nich jak woda po kaczce. [Wiem, to jest sprzeczne z tym, jak został pokazany w opisanych wyżej numerach TAH, ale brak czasu na moje uwagi, pod kierunkiem Bendisa i jego ignorancji innych wydarzeń]. Naturalnie Bruce jest tym zirytowany, bo kto by nie był na jego miejscu, zwłaszcza że, jego oskarżenie o morderstwo, są na podstawie jakoś wróża, o którym słyszał pierwszy raz w życiu. I wraz z podniesieniem przez niego głosu, strzała Hawkeya przeszywa go na wylot, zabijając go na miejscu. Ponieważ Benids, uwielbia wprost pisać go jako zabójcę w swoich komiksach, a nie kogoś kto respektuje każde życie, jak to miało miejsce w serii Fractiona. Dam wam teraz chwilę, abyście przetrawili ta sytuacje i sami się zastanowili, czy to wyglądało na uzasadnione działanie. Już? No to jedziemy dalej. 

Pewnie teraz kto nie czytał komiksu zastanawia się, a dlaczego Clint to zrobił? A nie wróć, to akurat wiemy. Zrobił to, aby nie dopuścić do ziszczenia się wizji przyszłości, prawda? No, to też, ale to nie wszystko. Albowiem, w naprawdę marnej próbie "wybielenia Clinta" przed sądem, na sali rozpraw pojawił się dowody i zeznanie, że jakiś czas temu Bruce Banner, zwrócił się do niego z prośbą o zabicie go [też sprzeczność działania z serią TAH], jeśli kiedykolwiek będzie miał się zmienić w Hulka. A no tak, cały numer 4 rozgrywa się w ramach retrospektywy przed sądem, bo to jeden z ulubionych motywów Bendisa, który po prostu musiał się znaleźć w komiksie. Ale wracając do rzeczy, Bruce Banner będąc geniuszem, przewidział ze Clint znajdzie się w przyszłości, dokładnie w tym samym miejscu i tym samym momencie, kiedy ma dojść do jego kolejnej przemiany, aby go powstrzymać raz na dobre. Albo po prostu gadżet na strzale, był też tak zaprogramowany, żeby skutecznie zabić go w formie Hulka, co sprawia że Barton mógł poczekać aż się przemieni, a nie panikować i zaraz wystrzeliwać strzałę. A jak jeszcze tłumaczył swój wystrzał? "Moje oczy dostrzegły ze zamierza się zmienić". Konkretnie to widział zielone błyski w jego oczach i uznał to za pewniak. Z odległości jakiegoś co najmniej kilometra od celu, zdążył zobaczyć małe zielone błyski w jego oczach. Czy jako jedyny uważam, ze to jedno z najdurniejszych i niemożliwych do przyjęcia uzasadnień jakie widziałem? Dobrze widzicie, wierzę w nagłe przybycie klonów, doppelgangerów, kosmitów i istot z alternatywnych światów, ale tego nie kupuje ani przez chwilę. I wy też nie powinniście. To jest moje uzasadnienie, na opinię o marności przy rozgrzeszaniu Clinta. Oddał śmiertelny strzał motywowany strachem przed spełnieniem się jakiejś wizji i uzasadniając ją dostrzeżeniem czegoś, co musimy uwierzyć na słowo że dostrzegł. Fatalna linia obrony dla każdego adwokata, którą łatwo można by było zbić. Osąd sytuacji Clinta jest w cholerę wątpliwy i nie ma twardych dowodów na ich poparcie, nawet biorąc pod uwagę tą całą prośbę o zgon Brucea, którego się domagał tylko w konkretnej sytuacji która ostatecznie, nie nastąpiła i nie wiemy czy by nastąpiła. Snajper w sądzie miałby problem, w udowodnieniu że zabił kogoś, bo wyczytał z wyrazu jego twarzy, że ma wyciągnąć broń i kogoś zastrzelić, czy coś takiego, a co dopiero to. Barton zabił, o żadnych sensownych okolicznościach łagodzących nie ma mowy i powinien zostać za to skazany. Strasznie się zdziwię, że w kraju który ochoczo był gotowy wysłać do więzienia herosa, za rzekome zabicie złoczyńcy atakującego miasto, podaruje mu coś takiego. No dobra, znam już orzeczenie sądu. Grrr. 

Wiem po czyjej stronie stoję 


Jeśli miałbym szukać jakiś pozytywów z lektury omawianych przeze mnie numerów, bo jak pewnie zdążyliście zauważyć, pod względem fabularnym nie mam o nich dobrej opinii, byłaby to warstwa graficzna. Ale, ponieważ nie ma sensu w omawianiu tej kwestii, bo powtórzę w większości to co napisałem w opinii o pierwszym numerze, przejdę do niby-pozytywu, którego wyciągnąłem z lektury tych komiksów. Mianowicie, mój problem z tym kogo zamierzam wspierać w tym konflikcie, któremu poświęciłem moją poprzednią pisemną opinię, został już rozwiązany. Zdecydowałem się że będę......... chwila napięcia....... przeciwko Carol Danvers. Podkreślam to nie bez powodu, gdyż jedyny powód dla którego miałbym kibicować stronie Starka jest to, że strona Carol robi na mnie gorsze wrażenie. A w zasadzie sama Capatain Marvel, bo inni z jej stronników, nie bardzo mają prawo głosu w tej sprawie i po prostu robią za tło. Analogicznie jak panowie z drugiej strony. Pewnie chcielibyście wiedzieć, co konkretnie mnie przekonało ostatecznie, do wsparcia tej a nie innej strony. To całkiem proste, wypowiedź Carol w sprawie Clinta i jego morderstwa. 

Cytuje: 
"But if you're asking me, I am sure that what happened that day --- what happened saved lives. The lives of many great soldiers and heroes. And Banners own wishes were granted. I didn't know what Barton was going to do what he did. It isn't what we planned. I didn't see him sneak off into trees, but I know in my heart, lives were saved because of it.

I co dalej?


Wynika z tego jasno, że Carol Danvers jest gotowa zabić, z powodu przepowiedni Ulyssesa. Przykro mi, straciłaś mnie w tym momencie. To nie jest istotne, iż nie dała Clintowi autoryzacji czy czegoś podobnego. Jej wypowiedź, ani trochę nie potępia działań Bartona, tylko przedstawia go jako bohatera, który zrobił to co musiał. Ponieważ tak wynikało z wizji, bliżej jej nieznanego Inhumana, których dokładnego działania nawet nie miała ochoty sprawdzać, ale i tak traktuje je jako "prawdę niezaprzeczalną". I nie, nie ma znaczenia to, że potem w paru przypadkach (szczegóły nieznane bo po co?) okazały się prawidłowe, to naprawdę nie jest wystarczający dowód, aby na ślepo za nimi podążać. Pomijając też kwestie natury moralnej tego czynu, dała swoją postawą do zrozumienia, ze jej wizja ochrony czy też budowania lepszej przyszłości, aprobuje radykalizm działania. Jeśli pojawi się przykładowo nowy przestępca, którego działanie będzie można zmienić, nie będzie tracić czasu na próbach przekonania go do zmiany postępowania, tylko z miejsca wydasz na niego wyrok/zabijesz, bo tak będzie ci łatwiej. Jeśli tak ma wyglądać twoja "wizja", korzystania z niesprawdzonego odpowiednio, daru przepowiadania przyszłości dla "lepszego świata", to JA "wysiadam", że się wyrażę metaforycznie. 

Nie będę owijał w bawełnę, Civil War II staje się dla mnie gorszę z numeru na numer. Cały konflikt wciąż pozostaje strasznie wydumany, a główne postacie konfliktu zachowują się w taki sposób, że kwestia "czy używać mocy jasnowidza czy nie", już dawno przestała się liczyć. Jestem przekonany, iż wszystko się teraz rozbija się w nim nie o to, kogo chcemy wspierać, tylko przeciw komu będziemy w opozycji. Jak wspomniałem wyżej, jedyny powód dla którego trzymam stronę Starka, jest brak innej alternatywny dla Danvers, która swoim słabo uzasadnionym zaślepieniem w skuteczność działania Ulyssesa, przez które jest w stanie zaakceptować morderstwo, skutecznie mnie do niej zniechęciły. Sądzę, ze nawet gdyby Stark ściągnął armię zombie z innego wymiaru do pomocy w jego sprawie, wciąż byłbym bardziej skłonny wesprzeć jego niż ją. Zasadniczo, gdyby ktoś ze stronnictwa Carol podważyłby jej dalsze przywództwo i został nowym gościem, odpowiedzialnym za wykorzystywanie mocy jasnowidza, to mógłbym dokonać zmiany swej decyzji, w zależności od tego, jakby się On prezentował. Szkoda tylko, ze wszystkie postacie poza Carol i Starkiem, robią póki co za statystów, przez co w zasadzie niewielu dostało uzasadnienie, dla wspierania którejkolwiek ze stron. Trzeba będzie poczytać tie-iny zadaje się, by otrzymać coś takiego. 

Oprócz irytującego zachowania postaci lub jej braku, najbardziej jednak póki co zdenerwował mnie zgon Bannera, z powodów które już wymieniłem wcześniej. Musze też, zwrócić uwagę na pewien drobny fakt , który wcześniej pominąłem. Zwykle jak jakaś postać umiera, to teraz niespecjalnie mnie to rusza, bo prędzej czy później i tak wróci do życia, bo Marvel teraz nieustanie zjada swój ogon. Aczkolwiek w tym wypadku, nawet chciałbym aby to nastąpiło. Albowiem takie a nie inne pożegnanie z tą postacią jest zwyczajnie złe i niewłaściwe. Powoli zbliżamy się do etapu historii, w której dojdzie do regularnej bitwy między herosami i uważam, że można byłoby ją uniknąć, gdyby obie strony wyszłyby z ofertą kompromisu, a nie były tylko pro i anty. Dojdzie też do ujawnienia, pewnej tajemnicy mocy Ulyssesa, który zakładam, będzie definitywnym gwoździem do trumny, dla Carol i jej strony, przez co definitywnie dojdzie do zrobienie z nich "Bad Guyów". Nie żeby teraz mało im do tego brakowało. Suma summarum, ta seria to póki co miernota i nie zanosi się na to, aby stała się lepsza z czasem. Innymi słowy, pewnego rodzaju progres jest, bo jakieś emocje we mnie wzbudziła. Szkoda tylko że z tych negatywnych i raczej niezamierzonych, ze strony twórców. Skoro już zacząłem, to pewnie wymęczę ją do końca i postaram się podzielić moimi przemyśleniami raz jeszcze, w regularnych odstępach czasu, jeśli tylko starczy mi owego czasu i przede wszystkim chęci. 

Darth
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.