Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #30 (11.02.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 11 luty 2008 Numer: 6/2008 (30)


Miniony tydzień z pewnością dał radość wielbicielom "starej szkoły", bo w takim właśnie stylu były napisane najważniejsze opublikowane wtedy komiksy. Jak to określił jeden z forumowiczów: "Spider in 80s" (Amazing Spider-Man #549), "X-Men in 60s" (Uncanny X-Men #495), a jeśli do tego dodamy The Twelve #2 z bohaterami z II Wojny Światowej, to mamy pełny obraz nostalgicznego powrotu do przeszłości, jaki zafundował nam Marvel.



Amazing Spider-Man #549 avalonpulse0030b.jpg
Gil: Ogólny zarys historii jest w porządku, ale w stylu pisania Guggenheima jest coś, czego nie mogę przetrawić. Czytając, mam wrażenie, jakby pisał to ktoś, kto uważa się za najmądrzejszego i ogólnie wspaniałego. Nie wiem, skąd to się bierze. Może to sposób konstrukcji dialogów, a może po prostu mi się wydaje. Ale skoro już mowa o konstrukcji, to nie da się nie zauważyć, że myślochmurki wróciły także tutaj i również nie pomagają. Natomiast jeśli chodzi o rysunki Salvy, to jego obecność w tej serii jest pomyłką. Nie chodzi o to, że próbuje rysować filmowo i unika charakterystycznej dynamiki pajęczych ruchów. Chodzi o to, że forma nie pasuje do treści. Miało być lekko, a rysunki sprawiają wrażenie zbyt dojrzałych. To wszystko razem jest jakieś wyjątkowo nie pajęcze, ale składa się w jakąś całość, która nie jest zła. Nie wiem, co zrobić z tym fantem, więc ocenię na 5/10.
Demogorgon: Jestem podwójnie rozczarowany tym komiksem. Na szczęście są dwa różne znaczenia słowa "rozczarowanie". Jestem rozczarowany pozytywne scenariuszem, bo wyszło o wiele lepiej niż obstawiałem, chociaż Slotta i tak nie udaje się na razie przebić. Jackpot jest nawet w pewnym stopniu zabawna, a tekst, którym rzuciła, gdy Spidey przypadkiem jej przywalił, był świetny. Guggenheim radzi sobie o wiele lepiej niż w Wolverine, jak tak dalej pójdzie, to być może przestanę nawet bać się o Young X-Men. Za to pod względem graficznym to mamy tutaj rozczarowanie w sensie jak najbardziej negatywnym. Salvador kompletnie nie pasuje mi do tego tytułu, choćbym nie wiem, jak chciał go tu zaakceptować. Owszem, jego rysunki są ładne, ale sprawiają, że wczucie się w klimat komiksu o Spider-Manie jest długim i powolnym procesem, przypominającym zgniatanie genitaliów przez imadło. W związku z tym tylko 5/10.
redevil: Strasznie to-to toporne. Jeszcze gdy widzimy Petera to można się wczytać, ale gdy na scenie pojawia się Spider-Man i Jackpot, robi się naprawdę strasznie. Drętwe dialogi, żarty (hit the Jackpot) i sytuacje - Spidey bijący kobietę, której nawet krew nie leci po takim ciosie, że o rozmazaniu makijażu nie wspomnę. Jak do tej pory każdy kolejny numer BND podoba mi się coraz mniej. No i na dodatek Salva dalej rysuje kartofle vel ziemniaki zamiast twarzy. There's no magic in that comic book!
Jaro: Guggenheim tym razem nie zawiódł i czytało mi się ten numer całkiem dobrze, wyszły zwłaszcza rozmowy pomiędzy Spiderem a Jackpot, którą jest... no właśnie, dalej niby nie wiadomo, Pete zmyślnie robi wywiad wśród znajomych i niby nic nie wskazuje na jej powrót z LA. Pożyjemy, zobaczymy. Co jeszcze? O dziwo zamiast mnie rozdrażnić, oklepany motyw z Bennetem mylącym nazwisko Parkera lekko mnie rozbawił, więc to też na plus. Ratowanie robotników, rozmowy w gronie przyjaciół Petera - też dobrze to wyszło, ale najwięcej nadziei wiążę z motywem pajęczego nadajnika znalezionego na trupie. I nawet mocno "filmowe" rysunki Salvy są dość dobre i chociaż do ideału im daleko, to całkiem przyjemnie się na nie patrzy.
Ocena: 7/10; soundtrack: Faith No More - What a Day
avalonpulse0030c.jpg_____: Nowy pająk cały czas nienajgorszy. Miło, że mimo zmiany scenarzysty nie gubi się wątków z poprzedniej historii (spider tracer itp.). Zaskoczyło mnie, że tak prosto z mostu w komiksie porównuje się Jackpot i Mary Jane, ale to chyba dobrze, że nie robi się z nas idiotów wmawiając nam, że Peter zupełnie nie kojarzy tych wszystkich Tigerów rzucanych w jego stronę ;-) Drażni mnie trochę cały czas kwestia webshooterów. Obawiałem się na początku, że wprowadzają je tylko po to, żeby koleny raz przypadkowo Peterowi skończyła się sieć podczas walki w powietrzu i żeby zrobić cliffhanger w stylu "Is this the end of our hero?! Will Spidey splatter on the ground?! Join us next week true believer bla bla bla" ;-) Do tej pory rzeczywiście cały czas, w każdym numerze Pająk nawija o tym, jak to wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby miał obie wyrzutnie/nie skończył mu się sieciowy fluid, ale na parę numerów dam temu jeszcze spokój. Powiedzmy, że potraktuję to jako przypominanie czytelnikowi o powrocie webshooters. Ale powiem jeszcze raz - czyta się całkiem, całkiem.
CrissCross:
Jest postęp. W porównaniu z poprzednią historią, ta wypada naprawdę dobrze. Mamy przede wszystkim dialogi bardziej przypominające Spider-Mana dzisiejszych czasów, czyli z właściwym sobie humorem. Te wszystkie podobieństwa Jackpot do MJ... czy to może być aż tak bezczelnie proste? Kreska także niezła. Niestety nie wiem, na jak wysokim poziomie musi być historia, żeby mnie przekonać do wyrzucenia kilkunastu lat przygód Spidera w błoto. Pomysł nadal mi się nie podoba i będę na niego narzekać tak długo, jak nie przywrócone zostanie jakieś status quo albo dopóki mnie naprawdę nie zadziwią. Poza tym denerwujące jest pojawienie się nowego Goblina. Ileż można? Był Green, Hob, Demo... z czego dwaj pierwsi w kilku "wersjach". Jeszcze jednego przedstawił nam jakiś czas temu Straczynski w jakże niefortunnej historii "Sins Past". Czy naprawdę jedynym nowym pomysłem, jaki fantastom z Marvela wpadł do głowy, to "facet-klisza z aparatu"? Jak na osławiony Dom Pomysłów to słabo.
MadMarty:
Gdyby nie kreska i komputerowo kładzione kolory to naprawdę miałbym wrażenie, że czytam coś z TM-SEMIC... Ale czyta się to przyjemnie. Generalnie to takiego klasycznego Pająka możnaby przełknąć i wydaje mi się, że im dalej będziemy od OMD, tym bardziej się do tego przyzwyczaimy. Ale póki co niesmak jednak jest. W kwestii Jackpot - to miłe, że Peter nie udaje, że jest głupi, ale przegięciem będzie, jeśli się zaraz okaże, że całe OMD też było po nic. Trzy numery temu Diablo zabrał im pamięć, a tutaj Peter rozważa szukanie MJ w LA. Żeby było tak jak dawniej, tylko bez obrączek? Żeby mieć pretekst do wywiezienia Spidera do LA?
Mute:
Pomimo pojawiającej się początkowej edytorskiej notki rodem z lat 60-tych zachęcającej do czytania dalej ('Welcome back spider-fans' and stuff), to czyta się to dużo lepiej niż historię z Mr. Negative. Może dlatego, że w tym numerze właściwie zbyt dużo się nie dzieje? Ot, na początku Spider ratuje pracowników na wysokościach, spotyka Jackpot, tęskni za MJ i dostaje szansę, by zarobić 10000$ za zdjęcie nowego złego, którego jeszcze nie spotkał. Dzięki temu jest czas na przemyślenia, fajne sytuacje rodem z życia codziennego i odrobinę pajęczego humoru, dzięki czemu przyjemnie się czyta ten numer i mam nadzieję, że następny będzie równie dobry. Numer ma u mnie jeszcze plusa za to, że zrezygnowali z Petera ściskającego się z kimś na pierwszej stronie.

Annihilation: Conquest #4 avalonpulse0030d.jpg
Gil: Czwarty numer tej serii rozwiewa wszelkie wątpliwości na temat, dlaczego została ona wydana pod szyldem Anihilacji. To proste: lekarstwem na Conquest jest Annihilation. Zanim jednak przejdziemy do realizacji tego planu, możemy przyjrzeć się kolejnej porcji tortur, załamań i nagłych zmian stron. Jakby nie patrzeć, numer znowu ukradła Mantis, która tym razem ma parę naprawdę solidnych momentów. Reszta należy do Warlocka, który nadal ciekawie ewoluuje. Dodatkowym plusem jest poprawa w warstwie graficznej, a całość składa się na ocenę: 7/10.
Hotaru: Conquest nie rozczarowuje. Numer ten podtrzymuje wysoki poziom poprzednich i chociaż być może niektórzy będą uważali, że cliff-hanger pod koniec nie jest wystarczająco mocny, to - po pierwsze - trudno przebić zakończenia dwóch pierwszych numerów i - po drugie - wnętrze numeru równoważy to w zupełności. Najmocniejsza moim zdaniem jest scena przesłuchania Star-Lorda. Trudno uwierzyć, że ta miniseria już niedługo się zakończy - chciałoby się o wiele więcej. Nawet rysunki w tym numerze wydają się lepsze, mniej jest zniekształconych kadrów. Czytać do upadłego!
Jaro: Quill w łapach Ultrona, dzielna Mantis na dłuższą metę nieskutecznie chroniąca go przed robotem, zbliżający się do siebie Warlock i Phyla, Ronan decydujący się na anihilację Hali i wreszcie High Evolutionary dogadujący się z Phalanx - wszystko wyszło baaardzo dobrze (no, może z prowadzeniem Phyli twórcy średnio dają sobie radę), a klimat sprawia, że to trochę takie conquestowe "Empire Strikes Back". Mantis wyrwała od Ultrona, że jego następnym celem jest Ziemia, co rodzi nadzieję na to, że z jednego Conquestu przejdziemy w następny (pewnie już po skrullowej inwazji, chociaż przemknęła mi przez głowę myśl - a nuż Ultron i zielone paskudniki się jakoś dogadały off-panel? to by ładnie się łączyło z wydarzeniami z Mighty Avengers i w ogóle byłoby świetne). I nawet rysunki mi się podobały w tym numerze.
Ocena: 8/10; soundtrack: Ulver - Nowhere-Catastrophe


Clandestine vol. 2 #1
Gil: Od razu powiem, że to nie dla mnie seria. Nie potrafię wskazać, co jest nie tak, ale ogólnie wszystko mi nie leży. Przeczytałem i nic. Kompletne zero zainteresowania bohaterami, wydarzeniami i całą resztą. Tak samo jak fabuła, nie ruszają mnie rysunki, więc nie znajduję tu zupełnie nic wartego uwagi. Nie da się jednak powiedzieć, że seria jest zła, dlatego zostanie oceniona jako chybiona względem mojego gustu i dostanie ocenę 4/10.

Moon Knight vol. 5 #15
Gil: Jest trochę lepiej niż poprzednio, bo chociaż rysunki nadal wybitnie nie pasują, a gadanie wydaje się o niczym, pojawia się jakaś akcja. Jest kilka niezłych scen ze świrującym Spectorem i zatroskanym Antosiem. Jest też absolutnie odjechana końcówka, która w rękach innego rysownika (np. Fincha) mogłaby być majstersztykiem komiksowego thrillera. Tak, mam na myśli tę, kiedy Spector przymierza zdartą twarz Bushmana. Niestety, całość mogę ocenić tylko jako średniej jakości czytadło i dać jej 5/10.

avalonpulse0030e.jpg Ms. Marvel vol. 2 #24
Gil: Zaczyna się od potężnej eksplozji i bojowego szału Binary, jednak szybko karty się odwracają i nasza dzielna bohaterka musi przejść do defensywy. Potem robi się trochę dziwnie, bo historia prosi się o definitywne zakończenie, a jednak rozwiązanie wygląda na tymczasowe. Mnie to specjalnie nie przeszkadza, ale wieszczę, że niektórym kolejny powrót Cru i Brood za ileś numerów może się nie spodobać. No i wreszcie mamy zaskakującą końcówkę: Antoś Man twierdzi, że Carolka jest Skrullem. Kto mu wierzy? Ja na pewno nie. I zgaduję, że Skrullem jest agent Sum, a cała ta akcja to prowokacja. Ogólnie czyta się nieźle, chociaż zabrakło miejsca na humor, plus jest kilka wyjątkowo przyjemnych kadrów, co daje w rezultacie mocne 6/10.
Krzycer: N
o i... nuda. Ot, bum, szast, prask, ktoś oberwał po mordzie tak, że prawie ją zabiło, ktoś inny oberwał po mordzie tak, że ją zabiło, a potem lot na orbitę i po sprawie.
A w całym zamieszaniu Machine Manwoman jak na lekarstwo - i jak to ma się podobać? Przeciętna rozwałka i tyle. Na plus zaliczam agenta Suma, który gotów był poświęcić siebie i Ankę, ale złośliwość rzeczy martwych mu przeszkodziła i Carol rzucającą "bitchem".


Omega The Unknown #5
Gil: Seria na półmetku, więc pewne rzeczy powoli zaczynają się klarować. Alex manifestuje moce Omegi, a ludzie Minka schwytali dzielnego pracownika fastfooda. Zabrakło mi jednak jakiegoś smaczku - jakiejś totalnie pojechanej sceny do skojarzenia z tym numerem. Cóż, Monster-robo-Fonzie będzie musiał wystarczyć. Ocena nadal 7/10.

The Twelve #2
avalonpulse0030f.jpg
Gil: Podoba mi się, w jakim kierunku to zmierza. Superheroizm zszedł na plan dalszy, podczas gdy na pierwszym znalazł się kryminał. Blue Blade wypadł z gry, a podejrzanym jest właściwie każdy, my zaś zmierzamy powoli do tego punku, obserwując wszystkich razem z Phantom Reporterem. Dzięki temu możemy bliżej poznać postacie i wyrobić sobie o nich opinię. Ja na przykład wiem już, że Black Widow jest moim numerem jeden w tej czeredzie. Dobrej fabule towarzyszą na ogół dobre rysunki, w których przeszkadza mi tylko wytrzeszcz oczu Captaina Wondera. Ponieważ jest to najlepszy komiks w tym tygodniu, dam mu 8/10.
Demogorgon: Komiks tygodnia, zdecydowanie. Im dłużej znam postacie, tym bardziej zaczynam je uwielbiać. Captain Wonder nad grobem żony rozczulił mnie do łez, podczas gdy z Dynamic Mana śmiałem się jak nigdy. Coś mi się wydaje, ze ten koleś przespał tę przyszłość, dla której się jakoby urodził i teraz jest tylko reliktem dawnych czasów. Black Widow wydaje mi się być najniebezpieczniejsza z całej grupy, zwłaszcza jeżeli szatan, z którym zawarła pakt dawno temu, to Mephisto, albo inny demon mający z superbohaterami na pieńku i podejrzewam, że wiem, do czego będzie wykorzystywana w głównej mierze, jeżeli przeżyje zakończenie the Twelve. Historia zaczyna podobać mi się coraz bardziej, daję mocne 8/10 z dużym plusem.
Mute:
Drugi numer i wciąż dobry jak pierwszy. Mamy spotkanie ideałów i wizji z lat 40 z rzeczywistością XXI wieku. Nie ma jetpacków i latających samochodów dla zwykłych ludzi, jest bezrobocie i bezdomność - i fajnie, że to pokazali. Komiks czyta się przyjemnie i szybko. Tylko wciąż mam uczucie, że cała seria będzie jedynie wstępem do innej serii...

avalonpulse0030g.jpgUncanny X-Men #495
Gil: Pierwsze określenie, jakie przychodzi mi na myśl po przeczytaniu tego, brzmi: farsa. Po zakończeniu MC spodziewałem się jakiś poważnych konsekwencji, a zamiast tego znalazłem wakacje z dinozaurami, Oktoberfest z Angeliną Jolie i kwiaty we włosach w San Francisco. Owszem, jest to momentami zabawne w przyjemny sposób, ale ogólnie wydaje się raczej śmieszne w ten mniej pozytywny. Doszło nawet do tego, że za najlepsze wydarzenie numeru uznałem brak bijatyki między Scottem, a Tosiem. Największą wpadką jest natomiast słoń w Savage Land. Wszystko tam już widziałem, ale słonia jeszcze nie. Cóż, tym razem Bru nie dał rady. Na dodatek wszystko to przyprawione jest rysunkami amerykańskiego mangaki-wannabe, któremu tylko kobiety dobrze wychodzą. Ponieważ jednak widzę tu jakiś potencjał, będę łaskawy i dam 6/10.
Hotaru: Brubaker powinien trzymać się tego, co podobno robi dobrze, czyli pisania scenariuszy do Iron Fista, Daredevila i Captain America, bo Uncanny X-Men wybitnie mu nie podchodzi. Nie wiem, czyj był poroniony pomysł, by po zakończeniu Messiah CompleX flagowy x-tytuł zostawić w rękach Bru, a nie przekazać go Carey'owi, który pokazał, że najbardziej ze wszystkich zasługuje na rolę rozgrywającego w świecie iksów. Ten numer jest tak słaby, że nie rozlatuje się tylko dzięki pokładom lukru wylewającym się z kadrów ze Scottem i Emmą, które sklejają stronicę niczym smarki Hulka. Osobiście, zawsze oskrobuję pączka z lukru, zanim go zjem, więc przy tym numerze krzywiłem się, jakbym jadł cytrynę. Jeszcze trochę i uwierzę, ze Bru zlecił napisanie scenariusza Hudlinowi. Jest to tym bardziej niepokojące, że po MC wszystko miało się zmienić na lepsze. Rysunki Choi też jakieś nijakie i nie wiem, czy to wina jego, czy kolorów. Uncanny się stacza i wygląda na to, ze numer 500 będzie na najniższym w historii poziomie, a nie o to chyba chodziło.
Jaro: Mam mieszane uczucia. Z jednej strony numer czytało się dobrze - fajne wyszła i konfrontacja Scotta ze Starkiem, i błogie wakacje z Emmą w Savage Land, i Logan robiący z Elfa Angelinę Jolie. Z drugiej, nijak nie pasuje mi to do burdelu, jaki pozostawił po sobie "Messiah CompleX". Pewnie w innych x-seriach zostanie pokazane, co chociażby z poszukiwaniami Layli i żywomartwego ciała Xaviera, lecz czy w takim razie nie lepiej byłoby najpierw wypuścić nie utrzymane w takim klimacie Uncanny, lecz coś bardziej post-kompleksowego? Taka beztroska "the day after" psuje trochę odbiór. Zastanawiam się też, czy ciągłe pokazywanie tego, jak bardzo Emma Scotta, a Scott Emmę, nie jest po to, by było śmieszniej przy powrocie takiej jednej rudej. A, i rysownikowi tak ładnie wychodzą dziewczyny, że pomyślał pewnie: "hej, to mi wychodzi, chłopaków też będę tak samo rysował". Uh, tu powinien być obrazek z napisem "you're doing it wrong".
Ocena: 6/10; soundtrack: The Doors - The Crystal Ship

CrissCross: Spodziewałem się czegoś.. lepszego. Może nie wielkiej akcji i intrygi i czego tam jeszcze, ale mimo wszystko trochę się zawiodłem. Pół komiksu to telenowelowe dyskusje Scotta i Emmy okraszone uściskami i przytulaniem. Piotr, Logan i Kurt zrobili sobie wakacje. Wielkie mi halo! A wypatrzona przez Angela intryga zupełnie mnie jakoś nie zainteresowała. Jedyny naprawdę niezły moment to rozmowa Scotta z Tonym. Rację chłop ma i tylko szkoda, że nie strzelił Starkowi w twarz, bo miał ku temu okazję ;)avalonpulse0030h.jpg
MadMarty: Całkiem mi się podobało, mimo słodyczy, jaką został doprawiony ten komiks. Akcja "Rząd się czepia, mamy wrogów - udajemy, że nas nie ma" całkiem sensowna, jeśli X chcą się chwilę nie rzucać w oczy. Fajnie wyszła rozmowa Starka z Summersem. Może akcję z hełmem trzymają na numer 500. Możemy się spodziewać lekkiej, kameralnej historii, która może być przyjemną odmianą po MC. Mam też wrażenie, że okrojenie obsady pomaga w wypadku Brubakera. Kiedy ma ich za dużo, wychodzi Rise and Fall of Shi'Ar.
venom:
Eee, słabe to jakieś było :| Takie przesłodzone - już nawet nie mówię o przyprawiające mnie o ból żołądka rozmowy Scotta z Emmą, ale również denerwujące rysunki jak dla mnie... I nie lubię miękkiej Emmy, a tu jest taka - lubię ją twardą, czasami bezwzględną - taką ją polubiłem dawniej i teraz też chcę taką. A ta końcówka z Angelem... hmm, nuuuda... Jedyne, co dla mnie jest sensowne, to początkowe przemyślenia Scotta i jego decyzja udawania, że X-Men już nie istnieją - to jedyny plus tego komiksu...
Mute:
Po dużej akcji i napięciu związanych z Messiah Complex otrzymujemy coś luźnego i przyjemnego, a czego mi brakowało już w X-Men. Lubię czasem poczytać jak bohaterowie spędzają zwykły dzień, jak czytają ksiązki, chodzą do pubu, robią żarty itp Dzięki temu postacie wydają się być bardziej ludzkie i łatwiej je polubić. Oczywiście zbyt dużo relaksu to też niedobrze, ale po MC uważam, że coś takiego było potrzebne. Poza tym dostaliśmy trochę informacji - wiemy już, że X-Men wciąż istnieją, tylko są na urlopie ;) zniknięcie ciała profesora sprawiło, że Cyclops (i prawdopodobnie inni też, bo jakoś nikt się tym specjalnie nie przejął) wierzy, że Charles wciąż żyje i Beast znów wędruje po świecie, tym razem szukając psora X. Że Emma jest miękka w środku to było wiadome od dawna, w końcu Scott jest typem, który potrzebuje odrobinę uczucia, by stworzyć związek i który nie przepada za pejczami. Poza tym dowiedzieliśmy się, że większość skandali z gwiazdami to sprawka żartów Wolverine'a :D



Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hit tygodnia:

avalonpulse0030a.jpg Ms. Marvel vol. 2 #24

autor: Greg Horn

Gil:
Przybyłem, zobaczyłem i... już wiem, że ta okładka znajdzie się w moim podsumowaniu roku 2008. Dawno już nie wydałem z siebie cichego "uuu..." po spojrzeniu na okładkę, ale tym razem panu Hornowi udało się to ze mnie wycisnąć. W jaki sposób? Przez połączenie zgrabnej kobiety, niezwykłych kolorów i kilku komputerowych efektów. Patrzę na tę okładkę bez przerwy już 5 minut i nie wiem, co dokładnie mnie tak w niej przyciąga, ale jako całość jest wprost fantastyczna. Musi być to magiczne słowo: klimat. Mroczna Miss Binary rządzi!






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.02.06



Redaktor prowadzący: Lex
Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.