Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #4 - Black Panther vol. 6 #5




Black Panther #5: A Nation Under Our Feet, Part 5
Scenariusz: Ta-Nehisi Coates
Rysunki: Chris Sprouse
Tusz: Karl Story
Kolory: Laura Martin

Black Panther nie jest superbohaterem – jest przede wszystkim politykiem. Głową państwa, monarchą, władcą. To nie jest nowa interpretacja postaci, tak pisał T'Challę Christopher Priest na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Możliwe, że i on nie był pierwszy – przyznaję, że nie znam dobrze historii tej postaci. A mimo to wystarczyło, by Ta-Nehisi Coates wrócił do pisania Black Panther w ten sposób, by stworzyć jedną z najciekawszych serii, jakie obecnie wydaje Marvel. 

Ta-Nehisi Coates jest nagradzanym dziennikarzem. Gdy Marvel poinformował, że będzie pisał Black Panther, obiło się to szerokim echem w amerykańskim internecie. Coates nigdy wcześniej nie pisał komiksów. Z tego, co zdołałem się zorientować, w ogóle nie pisał wcześniej fikcji. Ale pisał reportaże, które przecież też polegają na opowiadaniu historii. Zresztą po Black Panther w ogóle nie znać, że autorem jest debiutant. Może tylko jest tu więcej tekstu, niż w większości współczesnych komiksów. O ile narracja jest jeszcze dość oszczędna, o tyle dymki są obszerne i jest ich wiele – ale niosą ze sobą ciekawą treść, co usprawiedliwia ich objętość. Być może komiks sprawiałby wrażenie przegadanego, gdyby nie rysunki Chrisa Sprouse'a, który wnosi nieco dynamiki nawet do scen służących wyłącznie ekspozycji. W tym numerze widać to na przykład, gdy T'Challa bierze udział w konferencji – niby przez parę stron nic, tylko ludzie siedzą przy stole i gadają, ale Sprouse ani razu nie powtarza tego samego ujęcia. Każdy panel jest ukazany w innym planie, z innej perspektywy. "Kamera" jest ciągle w ruchu. 

Wróćmy do polityki. Black Panther to komiks, którego centralną postacią jest T'Challa, ale który opowiada o całej Wakandzie. Coates spojrzał na to, co się z nią ostatnio działo, i wyciągnął logiczne wnioski. Podtopiona przez Namora (Avengers vs X-Men), zaatakowana przez Black Order Thanosa (Infinity). Dwie druzgocące klęski w krótkim czasie podkopały autorytet T'Challi. Gdy zaczyna się ta seria, Wakanda jest na progu rewolucji i wojny domowej, a T'Challa...

     

T'Challa jest w tym momencie jedną z najbardziej dwuznacznych moralnie postaci z własną serią – a piszę to, gdy w tym samym czasie w innych tytułach Magneto dowodzi grupą X-Men, a Vision pomaga tuszować kolejne morderstwa. Po czterech numerach Black Panther nie byłem pewien, czy bohater walczy o dobro swojego ludu, jak deklaruje, czy tylko po to, by utrzymać się przy władzy. Dodajmy – autorytarnej, jeśli nie wręcz absolutnej władzy. Dotąd te wątpliwości brały się po prostu z działań T'Challi, i ze sposobu przedstawiania jego przeciwników – bo o ile Tetu i Zenzi więcej deklarują, że działają dla dobra ludu, a ich metody pozostawiają wiele do życzenia, o tyle Midnight Angels autentycznie pomagają tym Wakandyjczykom, o których ich państwo zapomniało. W tym numerze jednak Coates stawia sprawę jasno, zrównując Wakandę z szeregiem autorytarnych reżimów świata Marvela (wszystkie co do jednego – fikcyjne; komiks nie jest aż tak odważny, by mieszać się w prawdziwą politykę). Z drugiej strony od razu pojawia się furtka w postaci moralnej wyższości T'Challi. Przekonamy się, co z tego wyjdzie. 

   

Cały czas więcej piszę o całej serii ("całej" – całe 5 numerów), niż o tym konkretnym komiksie. Ale też Coates pisze tę serię w ten sposób, że trudno omawiać pojedynczy zeszyt, nie odnosząc się do całości. Wszystko wskazuje na to, że będziemy mieć do czynienia z jedną, wielką historią – a przynajmniej nie wyobrażam sobie, by zarysowane tu konflikty zostały rozwiązane w ciągu paru najbliższych numerów, a autor potem zajmie się czymś innym. 
Właściwie to sięgając po ten komiks byłem przekonany, że ten numer otwiera nową historię. W zeszycie jest mowa o "początku drugiego segmentu [story arc] historii A Nation Under Our Feet", choć nie jest to odzwierciedlone żadnym podtytułem ani numerkami. Wydaje mi się, że tak to będzie wciąż wyglądało – kolejne segmenty będą płynnie przechodziły jeden w drugi. Mam tylko nadzieję, że Marvel pozwoli Coatesowi opowiedzieć całą historię, jaką zaplanował, i nie podmieni nagle scenarzysty, ani nie każe mu resetować serii, czy reagować na kolejny wielki crossover.

Jeszcze trochę o warstwie wizualnej. Jak rysuje Sprouse, już wspominałem – nawet gadające głowy jest w stanie przedstawić dynamicznie. Radzi sobie równie dobrze, gdy w scenach jest więcej akcji. Na osobną wzmiankę zasługują kolory Laury Martin. Dzięki niej Wakanda jest bardzo barwnym miejscem, pełnym nasyconych kolorów. Jednocześnie Martin nie trzyma się jednej palety. Wprowadza mniej lub bardziej widoczne różnice, zależnie od kontekstu. W tym numerze jest to najbardziej widoczne w dwóch sekwencjach – nieco wypłowiałej, odrealnionej, rozgrywającej się w krainie zmarłych, oraz w zalanej czernią i czerwienią scenie przesłuchania jeńca T'Challi. 

Podsumowując: lubię ten tytuł. Lubię kierunek, w jakim ta seria zmierza. A jednocześnie trudno mi polecić ten jeden konkretny numer, w oderwaniu od reszty – jest tylko pojedynczą cegiełką, częścią świetnie się zapowiadającej całości, i tak należy go czytać. 
I choć całość świetnie się zapowiada, oczywiście coś po drodze może się nie udać. O ewentualnym schrzanieniu sprawy przez manewry Marvela już pisałem, natomiast ten numer sugeruje, że w przyszłości pojawią się pewne rozwiązania fabularne, które mogą wypaść banalnie. Mam nadzieję, że Ta-Nehisi Coates tego uniknie – jak dotąd mnie nie zawiódł. 

Krzysiek "Krzycer" Ceran

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.