Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #2 - Old Man Logan vol. 2 #9



Old Man Logan #9: The Last Ronin Part 1: The Silent Order 
Scenariusz: Jeff Lemire 
Rysunki: Andrea Sorrentino 
Kolory: Marcelo Maiolo 

Najnowszy numer Old Man Logan rozpoczyna nową historię, jednak na pierwszy rzut oka można to przegapić. Jak zwykle mamy do czynienia z dwoma wątkami, rozgrywającymi się w różnych okresach czasu. W wątku współczesnym obserwujemy Logana na tropie Deathstrike, która zaszła mu za skórę (po raz kolejny) parę numerów temu. W retrospekcjach z przyszłości (ach, komiksy) podejmujemy akcję krótko po tym, jak Logan przyłączył się do grupy ocalałych z wojny rozpętanej przez superzłoczyńców i poznał swoją przyszłą żonę, Maureen. Znowu – tak, jak widzieliśmy to parę numerów temu. "The Last Ronin" rozpoczyna nowy rozdział, ale zachowuje ciągłość z poprzednią dłuższą historią – i kiedy spojrzymy z tej perspektywy na umieszczony między nimi numer ósmy, wydaje się, że miał miejsce trochę obok tego ciągu. 

Tym razem wygląda na to, że oba wątki zazębią się bardziej, niż to dotychczas bywało. Już teraz łączy je miejsce akcji – Japonia – i tytułowy Silent Order. Jest to grupa japońskich wojowników, z którą Logan zmierzy się na obu płaszczyznach, a o których na razie praktycznie nic nie wiadomo. Zobaczymy, czy Lemire wyciągnie z tej bliźniaczej narracji coś więcej – szczerze mówiąc w dotychczasowych numerach wspomnienia Logana nie wnosiły zbyt wiele do historii. 

Rysunki Sorrentino są takie, jak zwykle – bardzo nastrojowe. Regularnie pojawiają się panele przełamujące standardową paletę barw – z Loganem ukazanym w samym konturze, albo z odwróconymi kolorami, przypominające nieco filmowy negatyw. Podoba mi się również wykorzystanie efektów dźwiękowych – onomatopeje zapisane są dużą czcionką, tak, że wypełniają cały kadr i stają się tłem dla akcji. Co jakiś czas Sorrentino zaskakuje kompozycją paneli - w tym numerze najbardziej rzuca się w oczy dwustronna rozkładówka, na której rozrysowany na obie strony Logan wyskakuje prosto na czytelnika, a otaczające go kadry wyglądają jak skrawki papieru lub fragmenty rozbitej szyby. Efektowne? Jak najbardziej, aczkolwiek zdarzają się strony, przy których trzeba się na moment zatrzymać, by odtworzyć przebieg akcji. 

  

O ile rysunki to typowy, bardzo dobry Sorrentino, o tyle z kolorami mam pewien problem. Nic się nie zmieniło, od początku serii odpowiada za nie Marcelo Maiolo – i od początku serii życzę sobie, i wciąż czekam na to, by zaczął stosować dwie palety barw, by na pierwszy rzut oka dało się odróżnić sekwencje rozgrywające się w teraźniejszości i w przyszłości. To najbardziej subiektywny zarzut, jaki mogę postawić temu komiksowi – jakoś tak instynktownie oczekuję, że postapokaliptyczna przyszłość będzie wyglądać inaczej, niż teraźniejszość. Nic z tego. 

Mamy w tym komiksie dużo typowych dla Wolverine'a elementów – Japonię, niby-ninja, krwawe bijatyki i odliczanie na pazurach, na pierwszych stronach pojawia się nawet motyw przebieranki za Patcha. Bez konkretnego powodu, chyba tylko po to, by przywołać coś typowego dla Wolverine'a. Jest to wszystko tak bardzo typowe dla Wolverine'a, że aż chce się zapytać, czemu właściwie to nie jest komiks o nim? Czy w tym momencie coś poza siwizną jeszcze różni Old Man Logana od "naszego" Wolverine'a? No, jeszcze tajemnicza przeszłość została zastąpiona wspomnieniami z postapokaliptycznej przyszłości. Poza tym jednak – to jest typowy komiks o Rosomaku. To jest dobry komiks o Rosomaku, z bardzo dobrymi rysunkami, ale ani nie zaskakuje, ani nie oferuje niczego nowego poza ogólnym konceptem postarzałego Logana z koszmarnej przyszłości – konceptem, który w tym momencie ma już osiem lat. Albo trzydzieści pięć, jeśli uznamy Logana z "Days of Future Past" za prototyp Old Man Logana. 

To wszystko jednak nie byłoby dużym obciążeniem – w końcu kto o zdrowych zmysłach oczekuje rewolucji od każdego pojedynczego zeszytu serii? Nie, dużym obciążeniem i głównym problemem jest to, że po dziewięciu numerach zupełnie nie mam poczucia, by ta seria do czegoś zmierzała, by Lemire miał w tym wszystkim jakiś cel, do którego dąży. To było dziewięć dobrych lub bardzo dobrych numerów, które – przynajmniej na razie – ze względu na ten brak wyraźnego ogólnego pomysłu składają się na przeciętną serię. 

Może się mylę – może Lemire wciąż jest na etapie siania kolejnych wątków, które zaowocują dopiero w przyszłości. Może "The Last Ronin" będzie tą historią, która w pełni przekona mnie do tego tytułu. Na razie wiem tylko, że będzie miała świetne okładki.

Krzysiek "Krzycer" Ceran

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.