Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #1 - Star Wars vol. 2 #21

Współpraca między Avalonem a Atom Comics wkracza w kolejną fazę. Krakowski sklep zapewni nam do wczesnej recenzji egzemplarz jednego z najlepszych komiksów danego tygodnia, abyście Wy, fani i czytelnicy, jak najszybciej otrzymali nasze opinie na jego temat. Na pierwszy ogień - spotkanie z elitarną jednostką Imperialnych Szturmowców.


Star Wars #21: Book V, Part I: The Last Flight of the Harbinger 
Scenariusz: Jason Aaron 
Rysunki: Jorge Molina 
Kolory: Matt Milla 

Najnowszy numer Star Wars przynosi niespodziewaną zmianę perspektywy. Zamiast śledzić przygody rebelianckich bohaterów czy zapoznawać się z fragmentami dziennika Obi-Wana Kenobiego, możemy spojrzeć na galaktyczną wojnę domową z drugiej strony konfliktu. Cały numer poświęcony jest akcji elitarnego oddziału szturmowców, a jego bohaterem i narratorem jest dowódca grupy – sierżant Kreel. 

Kreel jest jedyną postacią, którą mieliśmy już okazję poznać – choć musiało mi o tym przypomnieć streszczenie wydarzeń na stronie tytułowej. To on był imperialnym agentem przygotowującym Luke'a do walki na arenie na Nar Shadaa. Pozostali szturmowcy, jak i ich rebelianccy przeciwnicy, to nowe postacie. 

Star Wars #21 to zręcznie skonstruowany komiks. Od pierwszej do ostatniej strony wypełnia go akcja, ale Aaron uzupełnia ją narracją Kreela, dzięki której możemy poznać jego motywy. Jest lojalnym poddanym Imperium i ma ku temu bardzo dobre powody. "Gwiezdne wojny" od zawsze dążyły do uproszczonego podziału na dobrych i złych. Każda postać, której nie można tak łatwo wpisać w te ramy, wyróżnia się na tym tle, i Kreel ma potencjał, by dołączyć do tej ciekawej grupy. 

Aby zamknąć temat narracji dodam jeszcze, że połowa komiksu jest jej pozbawiona, ponieważ Aaron wie, kiedy nie powinien odwracać uwagi od akcji. 

Rysunki Jorge'a Moliny są porządne. Dobrze ilustrują wydarzenia – z wyjątkiem jednej strony, czy nawet jednego panelu. Długo mu się przyglądałem, i wciąż nie wiem, czy szturmowcy w pewnym momencie idą po suficie, czy też oko "kamery" jest odwrócone do góry nogami. Może zostali pokazani z perspektywy martwego Rebelianta? Naprawdę nie wiem. 

Poza tym jedyne zastrzeżenie, jakie mam do rysunków, to wrażenie, że szturmowcy są niekonsekwentnie przedstawiani – wydaje mi się, że ich proporcje się zmieniają. Z drugiej strony to są specjalni szturmowcy, każdy ma trochę inną zbroję, i może po prostu mi się pomieszali. 

Matt Milla zastosował bardzo ciemną paletę barw – czy to w kosmicznej próżni, czy to na ulicach miasta, czy w kanałach pod nim – wszystko rozgrywa się w ciemnościach. Do tego stopnia, że nawet śnieżnobiałe pancerze szturmowców niespecjalnie się odcinają od reszty kadru. Ale w tej historii taka paleta działa.

  

Tak naprawdę rysunki są bardzo porządne, ale Molina i Milla mieli pecha – okładkę zdobi świetna, stylizowana ilustracja Davida Aji. Rysunki za środka po prostu nie mogą się z nią równać. 

Nietuzinkowy jak na to uniwersum bohater, dobra narracja, porządna akcja i rysunki – wydawałoby się, że nie ma na co narzekać. W sumie nie ma – a jednak...

Dwie sprawy. 

Po pierwsze – bohaterem jest Kreel. I jest tu jedynym bohaterem. Rebelianci to statyści do odstrzelenia, co jest zrozumiałe. Gorzej, że tłem jest również cała reszta oddziału. Pozostali szturmowcy mają swoje ksywy, mają nawet spersonalizowane pancerze, każdy wygląda inaczej – i to wszystko. Przy odrobinie cierpliwości można dopasować ksywy do właścicieli – i tyle, bo charakterów nie mają żadnych. Jeśli następne numery również będą przedstawiały historię z ich punktu widzenia, pewnie będzie jeszcze okazja, by ich poznać. W tym momencie – pomimo ksyw, pomimo spersonalizowanych pancerzy – i tak mi się mylą. Uczłowieczyłby ich choć jeden panel, na którym byliby pokazani bez hełmów, ale nie ma tu niczego takiego. 

Druga sprawa dotyczy szerszego problemu całej tej serii. To już było. Jak na razie ze wszystkich gwiezdnowojennych komiksów Marvela tylko Darth Vader oferuje w miarę świeżą historię. To, co dzieje się na łamach Star Wars było wałkowane wielokrotnie w komiksach Dark Horse – i nie tylko. Spójrzmy zresztą na ten numer – elitarny oddział szturmowców, historia pokazująca zakutych w zbroje żołnierzy jako kompetentnych. Coś, czego nigdy nie widzieliśmy w filmach. Ale poza filmami? Oddział klonów-komandosów z "Clone Wars" Tartakovsky'ego, czy podobny oddział klonów-weteranów z "Clone Wars" Filoniego, czy jeszcze jeden oddział klonów z gry "Republic Commando", albo z książek Karen Traviss. Albo szturmowcy z "Ręki sprawiedliwości" Timothy'ego Zahna, czy oddział z komiksów "Star Wars: Dziedzictwo". Widzieliśmy to już naprawdę wiele razy. 

Z drugiej strony – praktycznie za każdym poprzednim razem mieliśmy do czynienia z pozytywnymi bohaterami. Kreel i jego żołnierze – choć mają świetne powody, by walczyć za Imperium – na pozytywnych się nie zapowiadają.

Krzysiek "Krzycer" Ceran

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.