Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Wolverine i X-Men: Saga Hellfire - Dominik Nowicki

To już trzeci tom Wolverine i X-Men który ukazał się nakładem wydawnictwa Egmont. Jak tym razem wypadł komiks autorstwa Jasona Aarona?


Będę chyba monotonny w recenzjach Wolverine i X-Men. Najnowszy tom właśnie trafił na polski rynek i z jednej strony to nadal to samo co wcześniej, ale wbrew pozorom wybija się na tle poprzedników. Co zatem słychać w placówce zarządzanej przez najpopularniejszego mutanta?

Sytuacja nie wygląda najlepiej. Znika Idie, która udaje się do Akademii zarządzanej przez Hellfire Club, aby znaleźć odpowiedzialnego za postrzelenie Broo. X-Men zaś starają się ją odnaleźć. W tle obserwujemy kolejne machinacje Hellfire Kids. Sama historia jest kulminacją kilku wątków przewijających się przez całą serię. Niestety tu na wierzch wypływają problemy i powtórzę to już po raz kolejny. Wydawanie tej serii od środka sprawia, że czytelnik naprawdę sporo traci. Zdecydowanie komiks realizuje to co było zasiane już w X-Men: Schism i nie jest on przystępny dla nowych czytelników. Osoby które mają za sobą lekturę poprzednich tomów na pewno połapią się w fabule, ale tak jak pisałem – tracą w porównaniu do osób czytających Wolverine i X-Men od pierwszego numeru.

To skoro to już mam za sobą to trzeba przejść do omawiania samej "Sagi Hellfire". Historia ma swoje momenty dzięki którym mogłaby pretendować do miana najlepszego tomu serii, jednak jak to ona – jest niezwykle nierówna.  Na pewno na wielki plus zasługuje Omega Kid, będący razem z Idie głównym bohaterem historii. To kolejny milowy kamień na zaplanowanej przez Aarona drodze Quentina do odkupienia. Niektórzy zarzucają scenarzyście skupianie się na tej postaci i robienie z niej bohatera, ale ja nie mogę nic poradzić na to, że podoba mi się obrany przez Aarona kierunek. Ale nie tylko on ma tutaj swoje pięć minut. Niektóre momenty kradnie... Toad! Gorzej wypada wspomniana już Idie. Irytuje mnie ta postać, a efekt potęguje fakt, że w jednym z numerów narracje tworzą jej przemyślenia. Przejadły mi się jej wewnętrzne rozterki. Chociaż "przejadły" to w sumie słabe słowo - one zawsze mnie drażniły i nie podobało mi się umieszczenie jej w jednej z głównych ról w Wolverine i X-Men. Oddzielną kwestią jest rzecz która niemiłosiernie kuje w oczy. Ubieranie 14-latki (!) w strój Black Queen razi po oczach. Szczególnie, że kilka stron wcześniej podkreślany jest jej wiek. W ogóle dziwię się, że dyskusje na temat seksualizacji bohaterek komiksów wywołują varianty okładek, w których te przybierają seksowne pozy, a nie komiks w którym 14-latka (sic!) ubiera strój sado-maso. Niby ma to jako takie uzasadnienie w fabule, ale spokojnie komiks mógłby się bez tego obejść.

Zresztą to wina głównego małoletniego przeciwnika. Hellfire Kids były od początku słabym pomysłem. O dziwo tutaj wypadają najlepiej w swojej komiksowej karierze. To tak abstrakcyjny przeciwnik, który idealnie wpasowuje się w stylistykę Wolverine i X-Men, ale z drugiej strony prowadzi do takich sytuacji jak ta o której wspomniałem w poprzednim akapicie. Owszem, dzieci będące psychopatami jako przeciwnicy, to dosyć oryginalny pomysł, ale działa on tylko w obrębie serii (i to nie do końca). Jeżeli ktoś chciałby skorzystać z nich w innym komiksie, to nie będzie to najlepsze rozwiązanie.

Tak jeszcze na marginesie dodam – po jaką cholerę jest tu Mystique? Nie ma to sensu jeżeli odniesiemy to do sąsiadującej serii All-New X-Men. Poza tym może polski czytelnik tego nie dostrzeże, ale we wspomnianym okresie ta postać była wciskana bez pomysłu WSZĘDZIE. Jest to szczególnie irytujące, że na jej miejscu mogłaby być równie dobrze ktoś inny i wiele by to nie zmieniło. No może poza 1-2 żartami z ust Kida Omegi. 

Do tej pory skupiłem się na głównym wątku, ale gdzieś tam z boku X-Men szukają zagubionych dzieciaków ze szkoły. Znów – ma to swoje plusy i minusy. Na początku jest to tylko zwykły zapychacz miejsca. Co chwila powtarzane jest to jak bardzo nie mogą znaleźć Hellfire Club, jak bardzo blokują sygnały, jak bardzo nie zostawiają śladów. I nagle Wolverine wpada na genialny pomysł i wszystko idzie z górki na pazurki. Nie mniej muszę pochwalić Aarona, ponieważ ten pomysł jest naprawdę świetny. Dodatkowo poszukiwania dodają trochę żartów – zarówno słabych jak i takich które wywołują uśmiech na twarzy. Oprócz wspomnianego Wolverine’a znakomicie wypada starcie Icemana z podrzędnymi członkami Hellfire Club. To typowa scena dla tej serii, ale za to ją właśnie lubię. Zresztą co by nie mówić – gdyby taka stylistyka komiksu mi nie odpowiadała, nie czerpałbym radości z lektury mimo dosyć dużej liczby wad. W ten obraz znakomicie wpisuje się finałowe starcie - co prawda trochę chaotyczne, ale oryginalne.

Za rysunki odpowiedzialnych jest kilku artystów. Najwięcej numerów (bo aż 5) stworzył Nick Bradshaw. Jego kreskówkowy styl z dość sporą ilością szczegółów jest łatwy do rozpoznania i niestety nie spodoba się każdemu. W internecie widziałem sporo negatywnych komentarzy na temat prac tego rysownika, ale mi przypadają do gustu. Ich największą zaletą jest fakt, że wpasowują się w stylistykę serii.

"Saga Hellfire" to kolejny tom tego samego. Jeśli spodobały wam się poprzednie części nie zwlekajcie z zakupem. To naprawdę porządny komiks rozrywkowy będący kulminacją wielu wątków rozpisanych po całej serii. To nie jest ambitny ani wybitny komiks. To przyjemne czytadło którego warto spróbować – jednak na pewno nie należy zaczynać przygody z serią od tego tomu.




Dominik "Undercik" Nowicki
Wolverine i X-Men: Saga Hellfire
Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Nick Bradshaw, Pasqual Ferry, Pepe Larraz oraz Salva Espin
Wydawnictwo: Egmont
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Liczba stron: 132
Format: 165x255 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Data wydania: lipiec 2016
Sugerowana cena detaliczna: 39,90 zł

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.