Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Deadpool: Łowca dusz - Dominik Nowicki

Pierwszy tom Deadpoola z Marvel NOW odniósł w Polsce olbrzymi sukces. W końcu nadszedł czas na premierę kontynuacji. Czy warto zabierać się za Łowcę dusz?


To nie jest moje pierwsze spotkanie z Deadpoolem spod szyldu Marvel NOW. Pierwszą historię zacząłem czytać, kiedy regularnie wychodziła w Stanach Zjednoczonych. Ta jednak mnie nie przekonała i zrezygnowałem ze zbierania serii, a swoją przygodę zakończyłem na czwartym numerze. To nie był zły komiks – po prostu musiałem z czegoś zrezygnować. Chyba. To było trzy lata temu, już nie pamiętam. Ale na pewno nie mam po Deadpoolu złych wspomnień. Tym samym wydanie komiksu przez Egmont jest dobrą okazją aby powrócić do przygód Pyskatego Najemnika.

Tak oto znajdujemy się w tomie drugim. Wade musi sobie radzić z konsekwencjami ostatnich wydarzeń, a przy okazji okazuje się, że to wszystko jest powiązane z pewnym incydentem, który miał miejsce w przeszłości. Ten zostaje pokazany w pierwszym numerze historii. To udany zabieg, ponieważ Deadpool w porównaniu do innych popularnych marek Marvela jest świeżakiem i dopisywanie mu historii znakomicie działa. Oczywiście główną rolą tego numeru jest podłożenie fundamentów pod fabułę tomu, ale nawet gdyby wydano go jako osobny one-shot, komiks by się znakomicie bronił, ponieważ to niezwykle przyjemna historia. Niektórzy mogą zarzucić, że to niepotrzebne gmeranie w continuity, ale ja z tym nie mam problemu, ponieważ pozwala na to konwencja, w której utrzymany jest Deadpool. W tym miejscu należą się gratulacje rysownikowi i koloryście, za odpowiednie dostosowanie wyglądu, do stylu rysunków z tamtego okresu. Wyraźnie podkreśla to też przejście między przeszłością a teraźniejszością (co się przydaje w momencie, kiedy Egmont nie oddziela numerów okładkami). 

A skoro już jesteśmy przy teraźniejszości, to tutaj historia wypada gorzej. Niestety jest ona raczej narzędziem w rękach scenarzystów, aby lepiej pokazać postać Deadpoola i jego rozwój. Fabuła sama w sobie jest przeciętna. Bohater pokonuje kolejne trudnośc, aby ostatecznie dotrzeć do finałowego starcia, po drodze kombinując jak wykiwać przeciwnika. Gdyby wyprać komiks z wszystkiego innego, to nie chciałoby się go czytać. Na szczęście scenarzyści uzupełnili historię żartami i przede wszystkim skupieniem się na rozwoju tytułowego bohatera. Widać że Posehn i Duggan chcą w swoim runie zrobić coś konkretnego z Pyskatym Najemnikiem i małymi krokami idą w kierunku celu. Ten rozwój miga gdzieś tam w tle pomiędzy scenami akcji i humorem, ale ostatecznie komiks przypieczętowuje pewien etap rozwoju postaci. „Łowca dusz” wydaje się błahą historyjką, ale może być kamieniem milowym w życiu Wade’a. Tak naprawdę wszystko zależy od tego w jakim kierunku zostanie on poprowadzony w kolejnych tomach.

Inną sprawą jest tutaj humor. Komiks jest nim przepełniony. Od drobnych mrugnięć oka po walenie odniesieniami po twarzy czytelnika. Od naprawdę śmiesznych sytuacji po momenty gdzie słowo "aha" na określenie żartu to przerost formy nad treścią. Niemniej nie mam o to pretensji do scenarzystów. Przy takim stężeniu dowcipów część zadziała, a część nie. Z jednej strony uśmiechałem się co jakiś czas pod nosem, z drugiej w niektórych momentach byłem lekko zażenowany. Chociażby wtedy gdy scenarzyści żartują sobie z Aquamana. Jest to tak subtelne, że równie dobrze mogliby dać wielki napis na pół strony "Hej, widzicie? Teraz wyśmiewamy Aquamana! Tak, tego co gada z rybami. No wiecie, ten bohater z DC, co ujeżdża koniki morskie" i nie zrobiłoby to większej różnicy. Właśnie dlatego mam problem. Niby jest śmiesznie, ale czasem tak sucho, że Aquaman nie miałby gdzie żyć. Hehehe. Widzicie ten dowcip? Aquaman przecież żyje w wod… dobra, daruje sobie.

Myślę, że jednak problem leży zupełnie gdzie indziej – w tłumaczeniu. Nie chodzi mi tutaj o to, że Oskar Rogowski nie poradził sobie z zadaniem. Problemem tłumaczenia jest to… że to tłumaczenie jest. Niestety wielu rzeczy które w oryginale bawią nie da się przetłumaczyć tak, aby nadal działały w takim samym stopniu. Czasami podczas lektury mówiłem do siebie w myślach : to po angielsku pewnie byłoby zabawne. Przykład: Niektóre cytaty z kultowych filmów istnieją w polskiej popkulturze w formie oryginalnej. Jak chociażby "You talking to me?", które szczerze powiedziawszy bardziej kojarzę z Killerem niż Taksówkarzem. W komiksie dostajemy: 

- Czy była kiedyś historia w której czarodziej dotarł na czas?
- Do mnie mówisz?
- A do kogo miałbym mówić? I czy właśnie zacytowałaś De Niro z Taksówkarza?

I dopiero po chwili sam do siebie w myślach mówię: aaaa tu było "You talking to me?". Naprawdę ciężko mi jest tutaj winić Oskara Rogowskiego, ponieważ widać że się starał. Jednak nawet największy geniusz wśród tłumaczy miałby ciężką harówkę, aby przetłumaczyć Deadpoola bez ubytku na jakości.

Dochodzę do tego momentu, kiedy trzeba poruszyć szatę graficzną komiksu i nie przypadkowo robię to dopiero teraz. Gdybym mógł, to bym pominął ten akapit, ale w końcu ten rodzaj sztuki opiera się zarówno na warstwie fabularnej, jak i graficznej. Tyle że tutaj naprawdę nie mam nic do powiedzenia. Rysunki są i tyle. Zwykłe, najzwyklejsze i nieprzeszkadzające w lekturze. Poza pierwszym numerem to nie za bardzo jest o czym mówić i pewnie widzicie, jak teraz leję wodę tylko po to, aby ten akapit był dłuższy, ponieważ dwa krótkie zdania w porównaniu do powyższych akapitów wyglądałyby dziwnie. W sumie wiem co jeszcze dodam. Okładka tomu wygląda fajnie. 

Czy zatem warto kupować drugi tom Deadpoola? Ciężko mi powiedzieć. Na pewno jest to przyjemna, rozrywkowa lektura, która stara się zrobić coś więcej z tytułowym bohaterem. Sama historia nie jest oszałamiająca, ale w połączeniu z rozwojem postaci i humorem czyta się ją dobrze. To nie jest komiks wysokich lotów, ale Łowcę dusz można nabyć za niecałe 30 złotych, co jest chyba optymalną ceną za to, co można dostać w zamian.



Dominik "Undercik" Nowicki
Deadpool: Łowca Dusz
Scenariusz: Brian Posehn, Gerry Duggan
Rysunki: Scott Koblish, Mike Hawthorne
Wydawnictwo: Egmont
Tłumaczenie: Oskar Rogowski
Liczba stron: 132
Format: 165x255 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Data wydania: czerwiec 2016
Sugerowana cena detaliczna: 39,90 zł

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.