Avalon » Publicystyka » Artykuł

I kogo mam wspierać, gdy konflikt wydumany? - komentarz do "Civil War II" #1


Kolejny wielki event Marvela się rozpoczął i chciałbym podzielić się z czytelnikami, moimi odczuciami po pierwszym numerze. Zdaje sobie sprawę, że minął już ponad tydzień od jego premiery, ale ten upływ czasu w zasadzie działa na moją korzyść. Pozwala mi bowiem swobodnie odnieść się do konkretnych wydarzeń w samym komiksie, zdradzając istotne elementy fabuły. Jeśli komuś bowiem zależało na tym, aby samemu zajrzeć do komiksu i nie chciał żeby ktoś mu zdradził istotne zdarzenia w nim zawarte, już to zrobił dawno. Jeśli jednak jakimś cudem wciąż nie zapoznaliście z zawartością komiksu - przykładowo czekacie na całe wydanie, aby przeczytać to wszystko na raz bez przerw i posiadacie super-moce unikania wszelkich spoilerów w sieci, to radzę zignorować sam tekst, gdyż jest on przepełniony konkretami. W przeciwnym wypadku, zapraszam do lektury. 

Sama historia zaczyna się tak jakby od końca. No dobra, zasadniczo jej początek miał miejsce w niedawnej "zerówce" a nawet wcześniej w ramach Free Comics Book Day, jeśli ktoś chce być pedantyczny, ale to wciąż komiks z numerem jeden na okładce i same wydarzenia w niej zawarte, dużo bardziej wydają się bezpośrednio prowadzić do tytułowego Civil War II. Co niestety wypada ogólnie niezbyt zachęcająco, ale jeszcze do tego dojdziemy. Na samym początku Ziemia znajduje się w obliczu potężnego zagrożenia, którego komiks nie raczy czytelnikom przybliżyć. Jedyne co otrzymujemy to informację, iż wielki gość to Celestial Destructor, o którym pierwsze słyszę, a moje poszukiwania w celu dokładnej identyfikacji tego osobnika, niestety mnie zawiodły. Wydaje się to dość leniwe i nieodpowiednie, iż scenarzysta pokazuje czytelnikowi zagrożenie dla świata bez żadnego sensownego wprowadzenia. Jednakże, w tym wypadku to działa, a przynajmniej na mnie. Mój mały wewnętrzny fanboy, po prostu krzyczał z radości, kiedy zobaczył jak zobaczyłem tych wszystkich ziemskich herosów, zjednoczonych przeciw zagrożeniu. Takie sceny właśnie chcę oglądać. Chce czytać historię, w których niebezpieczeństwo jest tak duże, że wszyscy bohaterowie z otwartą przyłbicą staja naprzeciw niemu, tworząc wspólny front, niezależnie od tego czy ktoś jest człowiekiem, androidem, kosmitą, mutantem, inhumanem czy czymś tam. Jak dają z siebie wszystko, podejmują chwalebne decyzję, nie wahają się ani chwili przed zrobieniem tego co trzeba i po epickiej walce, osiągają sukces na który w pełni zasłużyli. Namiastkę tego otrzymujemy w przeciągu paru pierwszych stron i choć jest stosunkowo krótka, a także nie zawiera żadnej podbudowy, to prawdopodobnie jest najlepszą sceną jaką widziałem u Bendisa od dłuższego czasu. W zasadzie moja największa uwaga do tej sceny, jest to iż jedynie herosi "na topie", zostali uwzględniali w początkowych scenach, przez co olano min. wielu byłych Avengers, New Mutants, X-Men, Howarda the Ducka oraz przede wszystkim street levelowców. Jakby to był wielki problem umieszczenia ich na drugim planie, jak zrobiono chociażby z Pixie. Zgadza się, tak bardzo jestem spragniony prostej historii, w której wspólne siły herosów Marvela, zwyczajnie robią to co dla nich należy, że nie przeszkadza mi brak wprowadzenia pod to zagrożenie. Tak więc wielka szkoda, ze to wszystko jest wprowadzeniem do Civil War II, gdzie tzw. bohaterowie, będą tracić czas na bicie się miedzy sobą bez dobrego powodu. <Sarkastycznie> Juuupiii. Nie mogę się doczekać. <Koniec sarkazmu> 


Dobra będę z wami szczery, cały punkt wyjścia tej historii i w zasadzie jej główna oś fabuły, jest dla mnie zwyczajnie słaba. I nie tylko dla mnie, bo słyszałem już wiele podobnych głosów, mówiących, iż jakiekolwiek tłuczenie się o jakiegoś wróżbitę jest bez sensu, biorąc pod uwagę jak do tej pory reagowano na tego typu jegomościów. Mógłbym teraz podać naprawdę długą listę osób, posiadających zdolność przewidywania przyszłości, którzy przewinęli się uniwersum Marvela, aby należycie oddać ten punkt widzenia. Mógłbym, ale wcale nie muszę, bo wystarczy ze odniosę się do dwóch komiksów, które ukazały się w podobnym okresie czasowym co Civil War II. W mini-serii Deadpool & The Mercs For Money, główną osią fabuły jest kosmiczny robot w rękach najemników, który potrafi przewidzieć przyszłe wydarzenia. Dokładnie tak, Deadpool miał przez chwile na własność takiego robota, którego postanowił wystawić na aukcji dla złoczyńców, którzy wcale specjalnie się nie przejmowali tym, iż może on trafić w czyjeś ręce. Zasadniczo jak ogłoszono zwycięzcę aukcji, reszta przyjęła to raczej z pokorą, jakby nic istotnego się nie stało i nie wywołali przez to żadnej wojny z jego powodu. Co prawda była rozróba, ale spowodowana przez urażenie dumy Doombota, a więc wychodzi na to, iż złoczyńcy mają więcej rozsądku od herosów, którzy w końcu pójdą na regularną rozpierduchę z powodu innego jasnowidza. Ale to jeszcze nie koniec, bo w jednej z historii na łamach obecnie wydawanego Amazing Spider-Mana, istniała ekipa złoczyńców, którzy mieli w szeregu własnego jasnowidza(jasnowidzów, to byli bliźniaki Gemini, ponieważ to zodiak i komiksy). Mało tego, ich szef nie przejmowała się jego utratą, bo mógł bez większego problemu, skombinować kolejnych na ich miejsce. Oczywiście, to była durnota poświęcać doświadczonych przepowiadaczy, ale puenta powinna być dla wszystkich jasna. Skoro teraz w normalnych historiach, tego typu zdolności są traktowane jako "nic", to czemu nagle budować wielki event wokół tego, który ma podzielić herosów? Dlaczego teraz, a nie X lat temu, kiedy po Ziemi chodziła ich cała masa i było ich do wyboru, do koloru? Na to komiks niestety, nawet nie próbuje dać nam odpowiedzi. 

Jest łatwa droga na uzasadnienie dlaczego Ulysses, tak nazywa się ten wróż(wciąż bez nazwiska, bo to plot device i tylko tyle znaczy dla historii jak sądzę), powinien być teraz priorytetem do wykorzystania przez herosów. Mianowicie zrobić tak, iż jego zdolności okażą się perfekcyjnie, że znakomicie je kontroluje, jest niezdolny do kłamania, zróbcie z niego po prostu ideał w tej kwestii, któremu wydaje się można ufać na słowo. No, ale historia idzie innym torem i to co teraz nam pokazuje Inhuman, nie uzasadnia „fiksacji” na jego punkcie. Nie wydaje się kontrolować swoich mocy, co sam przyznaje gdyż "widzi je, ale nie wie jak to opisać". I także ponoć doświadcza, ale to bez znaczenia póki co. Oznacza to, iż nie ma pewności czy to co widzi, nie jest tylko jego interpretacja danego wydarzenia. Ba, nie jesteśmy nawet pewni, czy te wizje będą dotyczyć tylko istotniejszych zdarzeń, czy też pojawią się te mniejsze. Albowiem póki co pochwalił się może dwoma udanymi przepowiedniami. Przy okazji, przeczytałem niedawno Civil War II - Gods of War, gdzie otwarcie zasugerowano, iż Ulysses nie widzi jednak wszystkich nadchodzących zdarzeń, co czyni cały ten konflikt o jego wizję, jeszcze bardziej niepoważnym. A co z czasem pomiędzy wizją a jej urzeczywistnieniem, czy zawsze będzie dość czasu by zareagować? Nie wspominając też o tym, iż jak się okazuje Jean Grey(która nadal w zwyczaju zaglądać innym do głów nie proszona), nie może czytać jego myśli. I może jestem przewrażliwiony, ale dla mnie to jest lampka ostrzegawcza, przed zbytnim mu zaufaniem. Wydaje się miłym gościem, ale tacy nieraz okazywali się mieć „diabła za skórą”, że się wyrażę poetycko. Poza tym wielu z was dopiero co go poznało, może trochę czasu spędzicie na dyskusjach, zanim zaczniemy całą tą szopkę z "użyć czy nie użyć". Albowiem nie ma co się spieszyć, bo dawaliście sobie z zagrożeniami nie raz i nie ma konieczności, natychmiastowego podjęcia decyzji, zwłaszcza ze pełny zakres i sposób działania mocy przepowiadacza, jak i jego persona, są wam póki co kompletnie nieznane. Ale nie, lepiej od razu zacznijmy nasz zalążek konfliktu, który można by było łatwo uniknąć, gdyby postacie w ogóle próbowały się porozumieć w danej kwestii. 


I tak oto elastycznie przechodzimy, do omówienia początkowych zatargów miedzy dwoma stronnictwami, które doprowadzą do wybuchu między nimi otwartego konfliktu. Jeśli chodzi o samą kwestie użycia zdolności jasnowidza, już pomijając ich faktyczny stan działania, to nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to czy należy to zrobić. Wszystko bowiem będzie zależne od tego, jak herosi wyobrażają sobie wykorzystywanie jego umiejętności. Nie jestem naiwny i nie patrzę już dawno na świat w czarno-białych barwach, będąc świadom tego, iż wiele zależy od tego, jak pewne ideę są realizowane. A w tym wypadku jest sporo rzeczy, które należałoby omówić i zadać sobie pytanie, czy są w stanie je należycie zrealizować. Czy nasz jasnowidz ma być po prostu dzwonkiem ostrzegawczym przed nadchodzącymi zagrożeniami w stylu inwazja z kosmosu, czy też chce się go użyć do eliminacji wszelkiej zbrodni(załóżmy że będzie taka możliwość). Kto będzie odpowiedzialny i w jaki sposób będą egzekwowane "środki prewencyjne". Czy będziemy gotowi przeprowadzić kontr-inwazje na rasę, która może nam zagrażać w jednej wizji? Nie można bowiem liczyć na to, iż pojawi się wielkie i niezidentyfikowane zagrożenie w jego wizji, a nasza jedyna odpowiedzią będzie: "po prostu zbierzmy kogo się tylko da w tym miejscu, jakoś to będzie". Jak teraz o tym myślę, to fakt iż nikt nie próbuje się dowiedzieć, o co właściwie chodziło temu Celestialowi, to przykład ignorancji której należy się wystrzegać. A co jeśli przybył tutaj w zniszczeniu jakiegoś cholerstwa w centrum Ziemi, które zagraża galaktyce i postanowił "poświecić rękę, aby usunąć zarazę", jeśli rozumiecie o co mi chodzi? Oczywiście mógł też chcieć zniszczyć Ziemie bez powodu, ale nie dowiemy się jeśli nie sprawdzimy i to powinno nastąpić. To tez jest jeden z problemów, który należy omówić, trzeba postarać się dowiedzieć co i jak, aby nie umknęło wam coś ważnego. Jak wspomniałem, jest naprawdę bardzo dużo rzeczy, które należałoby omówić w tej kwestii. Dlatego też szkoda, iż Carol i Tony zachowują się jak dzieciaki w piaskownicy, których jedyną odpowiedzią na przedstawiony problem było "TAK" lub "NIE". To jest właśnie rzecz której się obawiałem i się stała. Nikt nie jest w stanie zachowywać się rozsądnie i powiedzieć: "słuchajcie, dopiero co dowiedzieliśmy się o nim, może powinniśmy to na spokojnie przemyśleć i rozważyć wszystkie za oraz przeciw, nieco później?". Co proszę głosy, które tylko JA słyszę? Przecież jest już dysputa na argumenty w tym komiksie? Tylko ze nie taka jakiej JA się domagam. To po prostu Stark powtarzający że nie ma takiej opcji byśmy się tym zajęli bo <powód>, na co Carol odpowiada: nie ma takiej opcji byśmy z tego zrezygnowali bo <powód>. I żaden z nich nawet specjalnie nie stara się częściowo ustąpić i zbić argumenty przeciwnika, tylko uparcie stoi na swojej pozycji. Przykład, Stark mówi "powstrzymałabyś któregoś z nas nie wiedząc do końca czemu miały to zrobić?" , Carol: "To zależy.", Stark: "Od czego?", Carol" Myślałam ze jest futurystą". O krok byliśmy od wejścia na oczywistą kwestię, którą trzeba poruszyć, ale jedna z postaci nagle zmieniła temat, jakby to nie było takie istotne. Tyle byliśmy od właściwego toru, ale ostatecznie zatrzymaliśmy się tuż przed wjazdem na niego i skręciliśmy w zakręt głupoty. Wiecie, naprawdę ciężko mi wspierać którąkolwiek ze stron, głównie dlatego, że jak uparte bachory siedzą na swoich stanowiskach i nie wydają się być zainteresowani możliwością osiągniecia jakiegoś konsensusu. Mimo wszystko bliżej mi do Starka, głównie przez niczym nie uzasadnioną fiksację Carol, nad wykorzystaniem nie do końca sprecyzowanych zdolności wróżbity, jakby to była konieczność. 

Wiem, że wielu z was jest pewnie już zmęczonych moimi wypocinami i przemyśleniami, które postanowiłem przytoczyć w samym tekście, ale muszę was prosić abyście byli dzielni i nie poddawali się. Światło w tunelu jest blisko, ale musicie jeszcze trochę wytrzymać. Albo po prostu zrezygnować już z czytania tych dyrdymałów, jeśli już tego nie zrobiliście. Mam jednak nadzieje, że ktoś dotrwał jednak chociaż tyle, albowiem byłoby to bardzo niezręczne, gdyby nikt tego nie czytał. Nie żebym w jakikolwiek sposób dowiedział się kto gdzie skończył, więc dalsza część tekstu była tym bardziej bez celowa. Emmmm. Właśnie. Bez celowe śmierci. Tak, to kolejna rzecz którą muszę poruszyć. Zgony postaci, podyktowane dziwnym sposobem rozumowania w stylu: „jak ktoś nie zginie, to czytelnicy nie będą wiedzieli ze historia jest ważna". Jakby śmierć cokolwiek teraz znaczyła w Marvelu. A przynajmniej w kwestii postaci pierwszoplanowych. Chociaż Night Trasher ostatnio nam wrócił do życia, choć ledwie łapał się na drugą kategorię….. ale schodzę z tematu. War Machine i She-Hulk, umierają w tym komiksie, chociaż co do tej drugiej nie mam jeszcze pewności, może lekarze zdołają przywrócić pracę jej serca, to niezbyt jasne. W każdym razie kompletnie mnie to nie rusza, jeśli nie liczyć mojej irytacji faktem, że śmierć postaci których lubię została ukazana w tak marny sposób. Tak, w ogóle się nie starali. Przypominam z FCBD: Rhodey zginął, bo nagle przypadkiem walnął She-Hulk rakietą i zastygł, jakby zrobił jej nie wiadomo co. Najgorsze jest to, iż to najwyraźniej była wielka rzecz, bo tak silne wywołała obrażenia, iż She-Hulk nie była w stanie się wyleczyć z pomocą swego czynnika regeneracyjnego i choć przeżyła większe obrażenia w swoim życiu, to tym razem okazało się to za wiele dla niej. I coś tam jest o problemach z jej organizmem, brakiem Bannera czy czymś tam, ani trochę nie czyni to tej sytuacji lepszej. Jak teraz o tym myślę, to Rhody mógł leżeć w śpiączce i wybudzić się na krótką chwilę, aby przekazać ostatnie słowa Carol(więcej na ten temat później). Zgon She-Hulk nie był potrzebny i to mnie najbardziej w tym boli. Ale spokojnie pociesze się czytając, A-Force i jak sadzę Patsy Walker z She-Hulk oraz Iron Mana z War Machinem, których historię dzieją się jeszcze przed Civil War II. Gratuluje panowie z Marvela, za wypuszczenie komiksu zawierających śmierć postaci, kiedy jeszcze trwają historie w innych seriach z ich udziałem. To na pewno nada tym scenom większej ilości dramaturgii i zrozpaczeni fani, pójdą kupować „opóźnione numery serii" w tysiącach. Co? Ktoś albo tak pomyślał, albo ekipa edytorska w Marvelu i planowania eventów, ma znowu na wszystko wyrąbane. Też jestem za drugą opcją. 


Wreszcie zbliżamy się do końca i eskalacji konfliktu, na linii Tony i Carol. Szczerze to niespecjalnie mnie to rusza. Wiem że Tony jest wkurzony o stratę druha, ale to nie jest do końca powód, potwierdzający jego tezę, iż nie można słuchać wróżbity. Wygląda to trochę tak, jakby chciał wykorzystać zgon swego przyjaciela, by udowodnić że miał rację w ich sporze. Jego śmierć już raczej pokazuje, iż Carol jest kiepskim dowódcą i że nie powinna kierować operacjami, z wykorzystaniem jasnowidza. Natomiast sama Carol, chyba teraz bardziej powinna mieć wątpliwości, czy faktycznie zrobiła to co należy, ponieważ zaufała przepowiedni kogoś, kogo w zasadzie nie zna i nie pojmuje działania jego mocy. Być może ponownie świat zostałby uratowany i nikt by nie zginął. Przynajmniej to jest tak, jak JA to bym widział, ale nie jestem scenarzystom, który uznał ze lepiej będzie, jak postacie nadal będą stale trwać na swoich stanowiskach. Wszystko co złe wynika ze słuchania jasnowidza, albo słuchanie jasnowidza prowadzi tylko do najlepszych rozwiązań, nawet jeśli nie są idealne. Serio, co się stało z szarą strefą? I na sam koniec, jeszcze scena którą muszę omówić szerzej. Umierająca She-Hulk i jej słowa do Carol: "It’s our future Carol. Not his. Fight for it." Jak sądzę, to ma być głównym motorem napędowym Carol, w celu dogłębnego wykorzystania ich jasnowidza. I mam przeczucie ze strona Carol, właśnie została postawiono w mocno negatywnym świetle, jeśli uznamy że "our" to Carol i She-Hulk(ewentualnie ich zwolennicy), natomiast "his" to Tony Stark. Wychodzi na to, iż She-Hulk uważa iż przyszłość może być kształcona tylko przez nich, a Stark nie ma w tym nic do gadania, bo to nie jest już jego przyszłość. Chociaż doskonale wiemy ze przyszłość należy do wszystkich. Tak, także ciebie drogi czytelniku i nawet jeśli ktoś wybuduje przed tobą jedyną drogę ku niej, to tylko od ciebie zależy czy zechcesz nią podążać. Może zwyczajnie za dużo o tym myślę, ale ta linia dialogowa umieszczona w takim kontekście aka jako motywacja do użycia jasnowidza w celu kreowania własnej przyszłości, pokazuje zwolenników Carol jako takich zadufanych w sobie. Ale na ile jest to zamierzone, przypadkowe lub pozbawione znaczenia okaże się dopiero z czasem. 

I tak oto, prezentują się moje absurdalnie długie przemyślenia, na temat samego eventu oraz pierwszego numeru. Nie są one zbyt pozytywne i przyczynia się do tego wiele rzeczy, które szczegółowo opisałem powyżej. Przede wszystkim sam konflikt jest zrobiony strasznie na siłę i nie mam praktycznie żadnych powodów, aby traktować je poważnie. Postacie próbują udowodnić swoja rację, ale pomijają kluczowy fakt, jakim jest konieczność szerszego omówienia tej kwestii i ogólnie sprawiają wrażenie przesadnie upartych w swoich stanowiskach. Zgon postaci są marnie ukazane i dla pokazania "ważnośc" to tez jest irytujące. No i sam początek nastawił mnie jednak negatywnie, bo uświadomił mnie, ze to co chciałbym zobaczyć, jest przeciwieństwem tego, co się będzie działo. Ostatecznie nie jest to zły numer, ale również nie za dobry. Dialogi momentami są niezłe, jakiś piramid głupoty jeszcze nie spostrzegłem, choć wiele wskazuje na postawienie Carol jako złej jest nieuchronne, tutaj jeszcze czuć swego rodzaju balans. Głównie dlatego, ze żaden z nich nie jest "kryształowy", ale zawsze. A warstwa graficzna, jest bardzo dobra. Może niektóre postacie czasem wypadają za młodo(Rhody mi na Milesa wyglądał), ale zdecydowanie jest to najlepsza część tego komiksu. Treściwie jednak, nie robi to na mnie żadnego wrażenia, poza drobną irytacją(i może lekkim zawodem przez początek). Za mało bym mógł komuś to polecić, jak również odradzić. Przekonajcie się sami, czy to co znajdziecie was zainteresuje. Mnie nie zdołało, przez co na kolejne numery czekam bez żadnych emocji, czy też zaangażowania.

Darth

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.