Avalon » Publicystyka » Artykuł

Superszwalnia #4 - Ubrany we flagę

Najstarsi superbohaterowie obchodzili już swoje 75 urodziny. Przy tej okazji w internecie można było regularnie natknąć się na zestawienia kostiumów, w których przez lata paradowali, i wypowiedzi rysowników o tym, jak "aktualizują legendy". W tej odsłonie Superszwalni chciałbym zająć się jednym z bardziej problematycznych przypadków.
A właśnie – Superszwalnia wróciła!


Zanim zaczniemy, pozwólcie mi na odrobinę prywaty. Wracam do rubryki po niemal półtorarocznej przerwie, pomimo tego, że w pierwszej odsłonie zapewniałem, że będzie "mniej więcej regularna". Najpierw nie pisałem, bo byłem zajęty. Potem – bo przerwa robiła się coraz dłuższa i dłuższa, i szukałem jakiegoś dobrego tematu. Takiego z wykopem, najlepiej zainspirowanego bieżącymi komiksami, żeby Superszwalnia wróciła z hukiem. Im dłuższa robiła się przerwa, tym – jak kombinowałem – lepszy powinien być temat następnej odsłony. Myślałem o alternatywnych designach z Secret Wars, o odświeżonych kostiumach z All-New All-Different Marvel, i za każdym razem przekonywałem sam siebie, że to nie to.
I gdybym miał dalej szukać tego idealnego tematu, to nigdy nie napisałbym kolejnej Superszwalni. Więc będzie po prostu o jednej z wielu rzeczy, które ostatnio zwróciły moją uwagę. Ale przynajmniej jest to temat w miarę na czasie.
(Na marginesie – jeśli jesteście nowymi czytelnikami, albo po prostu chcielibyście sobie odświeżyć poprzednie teksty, w końcu się nie starzeją – znajdziecie je tutajtutaj i tutaj.)

Przejdźmy do rzeczy. Ze wspomnianych we wstępie siedemdziesięciopięciolatków, Superman i Batman mieli szczęście, gdy przyszło do kostiumów.


Nie chodzi tylko o to, że obu wciąż można rozpoznać na pierwszy rzut oka. Więcej – na dobrą sprawę niezbyt wiele różni te wersje od ich współczesnych odpowiedników. U Supermana najbardziej rzuca się w oczy dziwaczna, wczesna wersja symbolu na klacie, u Batmana to kwestia takich detali jak odstające uszy i kształt peleryny. Poza tym właściwie wszystko gra.

No… mniej więcej gra.

Tym bohaterom poszczęściło się również dlatego, że te klasyczne kostiumy można niemal dowolnie modyfikować – dodawać nowe elementy, upraszczać lub usuwać istniejące – a postaci pozostaną rozpoznawalne. Można zmienić schemat kolorystyczny, kształt symbolu, zabrać pelerynę, a mimo to – nie ma wątpliwości, z kim mamy do czynienia.


Główny bohater niniejszej rubryki, kolejny siedemdziesięciopięciolatek – Kapitan Ameryka, nie miał tyle szczęścia. Z różnych powodów, którym postaram się przyjrzeć, jego kostium jest wyjątkowo trudny do reinterpretacji. Wystarczy zmienić parę detali, by kompletnie przestał się sprawdzać.
Przede wszystkim… zresztą sami spójrzcie.


To jest oryginalny kostium Kapitana. Na pewno jest ikoniczny, na pewno na pierwszy rzut oka widać, z kim mamy do czynienia – ale zdecydowanie nie jest to pierwsze, co przychodzi nam do głowy na hasło "Kapitan Ameryka". Choć poza kształtem tarczy, liczbą biało-czerwonych pasów na korpusie i tym dziwnym czepkiem zamiast porządnego kaptura na całą głowę – wszystko się zgadza.
(Tarczę, swoją drogą, twórcy musieli zmienić po otrzymaniu listu od wydawców komiksu The Shield, którego bohater miał na kostiumie podobny kształt.)
Wystarczy parę drobnych zmian, a otrzymamy klasycznego Kapitana:


Człowiek ubrany we flagę – to naprawdę nie powinno działać. A jednak. Oczywiście amerykańska flaga ma kolory, które bardzo ładnie się sprawdzają na superbohaterskich kostiumach, więc przynajmniej paleta barw jest odpowiednia. Co ważniejsze, zastosowano je w odpowiednich proporcjach – niebieski jednoczęściowy kostium uzupełniony białymi wstawkami i odrobiną czerwonego, do tego czarny pas, a w ramach akcentów kolorystycznych jeszcze czerwone rękawice i buty.

Rękawice i buty są, swoją drogą, ogromne. Jakby Kapitan nosił rękawice spawacza i pirackie buty. Ale taka ilość czerwonego ożywia całą kompozycję – poza tym umieszczenie czerwonego na rękach i nogach ładnie podkreśla ruchy narysowanego Kapitana – kopnięcia czy uderzenia pięścią. Ponadto w przeciwieństwie do wielu klasycznych bohaterów Kapitan nie miał tzw. gaci na wierzchu – to znaczy niby ma, ale w tym samym kolorze, co nogawki, więc nie ma problemu. A że taki akcent kolorystyczny od dawna postrzegany jest jako wyjątkowo problematyczny, można powiedzieć, że Kapitanowi w tym względzie się poszczęściło. 

Jedziemy dalej. Pionowe biało-czerwone pasy na korpusie oddzielają górę i dół, dzięki czemu sylwetka się nie zlewa (dodać można, że u innych bohaterów temu służyły kolorowe gacie na wierzchu). Na piersi – biała gwiazda. Żaden problem, gwiazda to ładny symbol, sporo superbohaterów ma ją jako element designu.

Zwróćcie uwagę, że opisuję ten kostium od trzech akapitów, a wciąż nie skończyliśmy. Dalej – litera na czole. Kolejny element, który nie powinien działać, ale ponieważ to jest "A" – jakoś działa. "A" ma ładny, symetryczny kształt, a jej ukośne ramiona korespondują z gwiazdą na klacie.

Od "A" niedaleko już do skrzydełek, ale zatrzymajmy się jeszcze przy uszach. Maska kapitana ma otwory na uszy i to może być najdziwniejszy element tego kostiumu. Zawsze, gdy zwracam na nie uwagę, zastanawiam się, jak wyglądałby Batman, gdyby jego maska też była tak zaprojektowana. 

I jeszcze skrzydełka. Nie ukrywajmy, są idiotyczne, ale jako element designu spełniają pewną funkcję – dopełniają sylwetkę Kapitana. Jego kontur bez skrzydełek wyglądałby nieco… łyso.

Na końcu trzeba wspomnieć o tarczy. Nie ma kapitana bez tarczy. Jest w tym samym schemacie kolorystycznym, co kostium, jest tam również powielona gwiazda.

To jest zdumiewająco skomplikowany design. Niby ma tylko trzy kolory (plus trochę czerni), a kostium jest jednoczęściowy, ale gdy weźmiemy pod uwagę pasy, gwiazdę, "A" na czole, skrzydełka i akcesoria od butów po tarczę, w sumie jest tego bardzo wiele. A do tego dochodzi jeszcze materiał. Górna część kostiumu technicznie rzecz biorąc jest płytkowym pancerzem. Często jest to ignorowane, czasami rysownicy lekko tylko zaznaczają wzór rybiej łuski, ale zdarzają się i tacy, którzy idą pod tym względem na całość.


Na samym początku wspomniałem, że w przeciwieństwie do Batmana czy Supermana, gdy tylko zacznie się grzebać w tych wszystkich detalach u Kapitana Ameryki, cała delikatna równowaga zaczyna się sypać. Chciałbym teraz przyjrzeć się kilku próbom "uwspółcześnienia" Kapitana. Oczywiście, Kapitan – podobnie jak 99% innych superbohaterów – miewał w przeszłości absolutnie koszmarne stroje…


…ale one mnie nie interesują. Nabijanie się z nich jest banalne i internet wielokrotnie już to robił. Mnie interesują, jak by to ująć… błędy popełnione w dobrej wierze. Absolutne koszmarki z przeszłości to łatwy cel, po który nie chce mi się schylać. (Co innego absolutne koszmarki popełniane współcześnie.)

Pierwsze uaktualnienie już omówiliśmy. O ile nie zawiodło mnie moje Google-Fu, zmiana kształtu tarczy i wymiana hełmu na połączony z resztą kostiumu kaptur (cowl) miała miejsce jeszcze w 1941 roku, już w drugim numerze komiksu z przygodami Kapitana. Przez resztę Golden Age i potem, po powrocie postaci na łamy komiksów w latach 60, kostium praktycznie się nie zmieniał. Pierwsze, szalone odstępstwo z połowy lat 70 widzicie na obrazku powyżej. Rozczarowany Ameryką Kapitan przyjął pseudonim Nomad i przez chwilę biegał w stroju z peleryną i dekoltem do pasa. Nie będziemy o tym więcej mówić, ot choćby dlatego, że to kompletnie nowy kostium nie mający żadnego związku z tradycyjną stylówą Kapitana.

Kolejne odstępstwo przyszło w 1987. Komiks znowu uzasadniał je rozczarowaniem Rogersa, zawiedzionego stanem swojego ukochanego państwa. Przestał nazywać się na jego cześć, zamiast tego posługiwał się pseudonimem The Captain. ("Kapitan. Po prostu Kapitan.") Tym razem jednak zmiana kostiumu była dużo ciekawsza.


Dzięki tarczy, butom, rękawicom, skrzydełkom i ogólnemu krojowi kostiumu wciąż widać, że to nasz Kapitan, ale schemat kolorystyczny sugeruje raczej jakiegoś złego bliźniaka. Wyeliminowano nie tylko niebieski, ale również dużo bieli (zniknęła m.in. z rękawów). Nie ma literki na czole. Gwiazdę przesunięto ze środka klatki piersiowej na bok, poza tym zmieniono jej kolor, tak, że wtapia się w tło. Z tarczy wyparowała zupełnie.

To wszystko sprawia, że ten design – choć wciąż ma sporo elementów – jest prostszy od oryginalnego. Jednocześnie bardzo podobny i kompletnie odmienny. Jako kostium – działa. To jest dobry design. To po prostu nie jest dobry design dla Kapitana Ameryki – jest zbyt ponury, zbyt groźny. O to właśnie chodziło, Rogers był wtedy w złym nastroju – ale to nie mogła być trwała zmiana. Prędzej czy później Kapitan musiał wrócić do swojego tradycyjnego stroju.

Ale czarny kostium był takim dobrym designem, że strój przekazano potem innej postaci – Johnowi Walkerowi, U.S. Agentowi.

Lata 90 przyniosły nieciekawe zmiany. Był to brzydki egzoszkielet, który znajdziecie z prawej strony obrazka z kostiumem Nomada. Potem, w świecie Heroes Reborn, Kapitan Ameryka miał alternatywną wersję klasycznego kostiumu, różniącą się głównie tym, że zamiast "A" miał na czole stylizowanego orzełka. Następnie przez jakiś czas biegał w klasycznym stroju, tylko z energetyczną tarczą zamiast zwykłej, metalowej. Nic ciekawego.

Ciekawie robi się dopiero na początku XXI wieku, wraz z komiksami ze świata Ultimate. Cały ten świat miał być bardziej nowoczesny, bardziej realistyczny. Co w takim świecie dzieje się z człowiekiem ubranym we flagę? Cóż…


Komiksy ze świata Ultimate ukazywały się przez kilkanaście lat. W tym czasie Ultimate Steve Rogers nosił wiele wersji swojego kostiumu. Wszystkie łączył brak skrzydełek i "urealistycznienie", polegające na zastąpieniu butów i rękawic czymś mniej teatralnym – czy może: mniej kostiumowym – oraz na dodaniu pasa z kieszeniami. Na plus można im zaliczyć to, że wszystkie są rozpoznawalne jako kostium Kapitana Ameryki.

Na minus... Minusów będzie sporo.

Zacznijmy subiektywnie. Jeśli zabierzemy skrzydełka i damy Kapitanowi wojskowe buciory, zamiast superbohatera zaczyna przypominać zbira. Co, znowu, było zgodne z zamysłem – w świecie Ultimate Kapitan Ameryka był nadużywającym przemocy bucem.

Tyle jeśli chodzi o koncepcję. W kwestii wykonania – klasyczny kostium Kapitana Ameryki nazwałem "zdumiewająco skomplikowanym designem" ze względu na liczbę elementów. Kostiumy ze świata Ultimate niby zabierają skrzydełka, ale na ich miejsce dokładają tyle detali, że ten design przestaje być skomplikowany, a staje się zwyczajnie zaśmiecony. Ten z lewej jest stosunkowo najprostszy, ale i tak – gwiazdy na ramionach są niepotrzebnym powtórzeniem. Do tego "realistyczny" pas z kieszeniami i kaburą gryzie się z "nierealistycznym" kostiumem. A jakby tego wszystkiego było mało, rękawice mają też swoje kieszenie, co niebezpiecznie kojarzy się z typowym dla lat 90 przerostem kieszeń nad treścią.

Dalej jest tylko gorzej. W pewnym momencie Ultimate Steve Rogers otrzymał strój z szarymi wcięciami pod pachami, które co prawda w interesujący sposób zmieniają to, jak prezentuje się korpus Kapitana, ale niepotrzebnie wprowadzają dodatkowy kolor do palety. Na dodatek ten strój ma również szare łaty na łokciach, jeszcze bardziej zaśmiecające design.

A wracając do "realistycznych" elementów gryzących się z "nierealistycznymi" – w niektórych wersjach Ultimate Steve nosił szary dół od kostiumu, zamiast niebieskiego. Jeszcze inna, pokazana z prawej wersja, na której nosi zwykłe militarne spodnie do kostiumu jest jeszcze bardziej jaskrawym przykładem tego, jak te dwie stylistyki do siebie nie pasują.

Świat Ultimate był dużą inspiracją dla twórców Marvel Cinematic Universe, którym jednak "urealnianie" kostiumu Kapitana wychodziło nieco lepiej.

Zazwyczaj. Ale o filmach będzie dopiero na końcu.

Tymczasem w 2008 roku, po komiksowym Civil War, czytelnikom przyszło pożegnać się na pewien czas ze Stevenem Rogersem. Kapitan Ameryka nie żyje, niech żyje Kapitan Ameryka…


Steve'a zastąpił w tej roli James Buchanan "Bucky" Barnes, do niedawna Winter Soldier. Bucky otrzymał dziwny strój – było to jednocześnie coś o rewolucyjnym kroju, jak i hołd dla paru poprzednich kostiumów. Przeszłość i przyszłość w jednym.

Nie ukrywam, że strasznie go lubię, chociaż długo się do niego przekonywałem.

Z jednej strony ma nadmiar gwiazdek, który dopiero co krytykowałem w kostiumach Ultimate – poza gwiazdą na klacie i na tarczy, Bucky miał jeszcze gwiazdy na ramionach i na plecach. Ale zastąpienie dwóch trzecich kostiumu jednolitą czernią, urozmaiconą tylko czarnym pasem z kieszeniami i kaburą odciążyło design. Góra mogła być bardziej ozdobna, bo cały dół przybrano w gustowną czerń. Zachowano skrzydełka, "A" na czole i czerwone rękawiczki, ostały się nawet pirackie buty, tylko przerobiono je na czarno.

A propos – inspiracja czarnym kostiumem The Captain / U.S. Agenta jest oczywista. Nieco mniej oczywiste jest wycięcie kolorowej części kostiumu w ząbek, nawiązujący do kształtu pierwszej tarczy Kapitana. Jak wyżej – przeszłość i przyszłość w jednym.

Jedynym całkiem nowym elementem był materiał. Oryginalny kostium miał płytkową zbroją, ten zaś – błyszczał. Od kolorowej części kostiumu odbijało się światło, Bucky wyglądał, jakby przed chwilą go wypolerowano. Tego jednego elementu nie jestem pewien, wydaje mi się zbędny. Zresztą – podobnie jak to było ze zbroją w wypadku Rogersa – tylko część rysowników się do tego stosowała, więc czasami nie było tego widać.

Po powrocie do życia Steve Rogers przez pewien czas działał po prostu jako Steve Rogers, superżołnierz (Super Soldier), pozwalając Bucky'emu pozostać Kapitanem. W tym czasie nosił taki oto strój:


Podobnie jak to było w wypadku stroju Nomada, technicznie rzecz biorąc to nie jest kostium Kapitana Ameryki. Jednak w przeciwieństwie do niego, zachowuje pewne wspólne cechy – paletę barw, gwiazdę na klacie (i na ramionach). Gdyby to było jedno z unowocześnień kostiumu Kapitana Ameryki, powiedziałbym, że jest jednym z najlepszych. Daleko od oryginału, ale wystarczająco blisko, by pozostawać rozpoznawalnym. Brakuje tylko maski.

Podobnie jak to było w wypadku stroju który trafił się U.S. Agentowi, gdy Rogers wrócił do bycia Kapitanem Ameryką, ten kostium przeszedł na nową postać. Tym razem był to – z nie do końca zrozumiałych dla mnie powodów – świeżo wprowadzony do komiksów Nick Fury Junior (czyli pogmatwany sposób wydawnictwa Marvel na to, by w głównej komiksowej rzeczywistości mieć jednocześnie starego Nicka Fury'ego jak i Nicka Fury'ego wyglądającego jak Samuel L. Jackson).

Rogers wrócił do bycia Kapitanem, ale strój Kapitana Bucky'ego został w szafie. Rogers znowu biegał w swoim klasycznym kostiumie, a wkrótce później otrzymał jego zaktualizowaną wersję. Wersję ewidentnie inspirowaną komiksami Ultimate i/lub filmami MCU. Rezultat...


…rezultat pozostawiał wiele do życzenia.

Od czego zacząć? Od niepotrzebnego, "realistycznego" przedstawiania materiału, przez które kostium wypełniły zbędne linie szwów? A może od ochraniaczy na kolana? Przyczepić się do rozbudowanych, wypełnionych detalami rękawic, wyglądających, jakby Steve pożyczył je od Iron Mana? A może do tego, że wyeliminowano biel na rękawach, przez co w kostiumie dominował niebieski, a design stał się monotonny, podczas gdy wcześniej ładnie łączył trzy podstawowe kolory?

Wszystko, co wyżej wymieniłem, jest złe, ale bezapelacyjnie najgorzej wypada maska. O ile się nie mylę, po raz pierwszy od 1941 roku Kapitan Ameryka znowu nosił kask zamiast połączonego z kostiumem kaptura. Goły kark Kapitana wygląda dziwnie. Odstające skrzydełka zastąpiono namalowanym na kasku wzorem. Niby jest to niezły zamiennik, ale jak wspominałem na początku – skrzydełka uzupełniają sylwetkę Kapitana, bez nich wygląda łyso. Na marginesie – rysownicy nie byli pod tym względem konsekwentni, i niektórzy wciąż rysowali odstające skrzydełka, choć zamiast klasycznych, "pierzastych", wyglądały teraz jak sztywne, skierowane do tyłu metalowe ozdoby. Też niedobrze.

Ale absolutnie najgorszym dodatkiem był och jakże niezbędny pasek trzymający kask. Wiem, że był w komiksach Ultimate. Wiem, że jest w filmach. Ale, do diabła, komiksy superbohaterskie nie mają być realistyczne. A przynajmniej – nie do bólu realistyczne. Pełno jest elementów kostiumów superbohaterskich, które trzymają się na słowo honoru, i jeśli wyglądają dobrze – nie ma powodu, by to zmieniać. Kask z paskiem wygląda idiotycznie.

Zapinany na brodzie kask i ochraniacze na kolanach… Tak, ten Kapitan Ameryka jest gotowy, by szaleć na rolkach.

Następna zmiana przyszła, gdy serum superżołnierza przestało działać, i Steve Rogers zamienił się w staruszka. Przy kilku okazjach korzystał znowu z egzoszkieletu z lat 90 – i znowu, nie będziemy o nim mówić. Następnie przekazał tarczę i miano Kapitana Ameryki Falconowi.

Krótko przed zmianą Falcon wyglądał tak:


Ktoś wpadł na pomysł, że kostium Sama Wilsona jako Kapitana Ameryki powinien nawiązywać do jego stroju Falcona. Pomysł sam w sobie nie jest zły.

Wykonanie…


Cóż.
Na pierwszy rzut oka widać, że z kostiumu Falcona ostały się gogle, odsłonięta głowa i skrzydła. Reszta pochodzi ze stroju Kapitana Ameryki, przy czym wyeliminowanie górnej części kaptura pociągnęło za sobą brak "A" na czole i skrzydełek. Ale chyba możemy się zgodzić, że skrzydełka nie sprawdziłyby się jako dodatek do skrzydeł.

Problem w tym, że znowu wzięto "zdumiewająco skomplikowany design" i dowalono mu jeszcze masę elementów. I nawet nie chodzi mi w tym momencie o elementy przeszczepione ze stroju Falcona, tylko o to, co zrobiono ze strojem Kapitana. Te wszystkie białe paski otaczające gwiazdę na klacie i zachodzące na rękawy, te kieszonki i sprzączka na pasie, czy choćby to, że rękawice stały się dwukolorowe.

A właśnie, barwy. Chwaliłem to, jak klasyczny kostium utrzymywał równowagę między niebieskim, białym i czerwonym, oraz to, jak ciekawie wypadały stonowane kostiumy The Captain i Bucky'ego, zdominowane przez czerń. Tutaj ta równowaga została zaburzona – skrzydła dodają mnóstwo czerwieni, maska i linie na kostiumie – bieli. Za mało tu niebieskiego, ale to nie jest główny problem.

Główny problem polega na tym, że oglądanie kostiumu Sama grozi oczopląsem. Te wszystkie białe i niebieskie linie na klacie, to, ile razy zmienia się kolor rękawów – to chyba najbardziej zaśmiecony design ze wszystkich omawianych w tym tekście. 

Poza tym nie mam pojęcia, jakim cudem trzymanie tarczy nie zaburza Samowi aerodynamiki, ani jakim cudem jest w stanie wziąć zamach w locie, ale dopiero co pisałem, że "komiksy superbohaterskie nie muszą być realistyczne", a nie chce mi się teraz marnować miejsca na tłumaczenie czym jeden zarzut różni się od drugiego.

Ostatni komiksowy kostium, którym chciałem się zająć, to ten najnowszy. Steve Rogers odzyskał swoją utraconą młodość i wrócił do bycia Kapitanem Ameryką – aczkolwiek Sam Wilson wciąż pozostaje Kapitanem Ameryką. Obaj są Kapitanami Amerykami jednocześnie.

Zasadniczo Bucky powinien się teraz czuć pokrzywdzony, ale ja nie o tym miałem pisać.

Po powrocie do roli Steve dostał nowy kostium, wraz z nową tarczą, ponieważ "ta właściwa" wciąż jest w rękach Sama. Spójrzcie sami:


Omówiłem już tyle kostiumów, że następny akapit moglibyście pewnie napisać za mnie.

Brakuje skrzydełek. Kostium ma mnóstwo niepotrzebnych dodatków – ni to szwów, ni to pasków. Na domiar złego wprowadza dwa dodatkowe kolory – drugi odcień niebieskiego i brązowy. Szczególnie ten brązowy pasuje jak pięść do nosa. Na dodatek dwa odcienie niebieskiego nie są wystarczająco zróżnicowane, by uchronić kostium przed monotonnością wywołaną niedoborem bieli i czerwieni. Nawet nowa tarcza jest teraz głównie niebieska.

Powtarzam się, ale to dlatego, że przy reinterpretowaniu kostiumu Kapitana raz po raz popełniane są te same błędy. 

Rzućmy okiem na filmy. Wszystkie na raz, żeby zaoszczędzić na czasie.


W samym "Captain America: First Avenger" mamy do czynienia z trzema kostiumami – rewiowym (1), wprost z komiksu, przywołanym w ramach żartobliwych sekwencji z pierwszej połowy filmu. Poza tym w filmie jest jeszcze drugi, przejściowy (2) z pierwszej, nielegalnej misji, i wreszcie "ten właściwy" (3). Najciekawszy jest dla mnie ten przejściowy – o ile w komiksach Ultimate połączenie elementów "komiksowych" i "realistycznych" się gryzło, o tyle tutaj właśnie o to chodzi. Propagandowe narzędzie rusza na wojnę wbrew przełożonym. Wystarczy rzucić okiem na ten kostium i mniej więcej wiadomo, o co chodzi.

O właściwym kostiumie nie mam wiele do powiedzenia. Jest w porządku, choć przydałoby się więcej czerwieni. No i przedobrzyli z tymi wszystkimi uprzężami i pasami.

W "Captain America: Winter Soldier" mamy dwa kostiumy. Pierwszy (5) jest uproszczonym wariantem komiksowego stroju Super Soldiera i wygląda fantastycznie. Całkowicie wyeliminowano z niego czerwień, ale do tej wersji to pasuje. To prawdopodobnie mój ulubiony filmowy kostium Kapitana. Drugi kostium wraca w finale, gdy Rogers pozbył się wątpliwości z początku filmu i znów walczy o prawdę, sprawiedliwość i amerykański styl życia. Nie ma go na obrazku, ale to po prostu nieznacznie zmodyfikowana wersja stroju z "First Avenger" (3). Ma m.in. więcej czerwieni na brzuchu, więc jak dla mnie jest lepsza od oryginalnej.

Pomiędzy tymi filmami byli pierwsi "Avengers", i cóż mogę rzec… Kapitan wyglądał tam idiotycznie (4). O ile sam krój stroju nie był zły, może poza tymi białymi paskami na ramionach i na nogach, o tyle coś nie grało w fakturze stroju. Nie wiem, z jakich materiałów go wykonano, ale wyglądał niewiarygodnie wręcz sztucznie i plastikowo.

W "Avengers: Age of Ultron" Rogers nie wyglądał już tak plastikowo (6), za to jego kostium miał wiele dziwnych detali – przedłużone dwa ramiona gwiazdy na klacie i dużo przypadkowych, czerwonych i granatowych wstawek. W "Civil War" (7) nosił niemal to samo, tylko w uproszczonej wersji, bez części niepotrzebnych dodatków, więc było lepiej.

Kostium Kapitana Ameryki trudno przenieść na ekran. Gdy jest wierny komiksom wypada śmiesznie, gdy jest uwspółcześniany i urealniany czasami wypada dziwnie. Trochę żałuję, że poza "Winter Soldierem" nie próbowano żadnych rewolucji – myślę, że filmowemu Kapitanowi odejście od komiksowych korzeni kostiumu mogłoby wyjść na dobre. Raz już wyszło.

Nie mam sprytnego sposobu, by jakoś to wszystko podsumować, między innymi dlatego, że wnioski zasadniczo pojawiły się już we wstępie – Kapitan Ameryka ma diabelnie skomplikowany design, który jakimś cudem działa, pomimo absurdalnie dużej liczby elementów składowych. Upraszczanie tego designu owocuje ciekawymi kostiumami (Kapitan Bucky, U.S. Agent), choć może nieco zbyt dalekimi od tego, kim Kapitan powinien być (U.S. Agent, Super Soldier). Dokładanie dodatkowych elementów lub nieudolne manipulowanie proporcjami już istniejących kończy się źle lub bardzo źle. Design z 1941 rok – ten drugi, nieco poprawiony w stosunku do oryginalnego – wciąż działa najlepiej.

Jeśli więc ten tekst ma mieć jakiś morał, to może niech to będzie to:

Jak Jack Kirby coś narysował, to nie ma sensu tego zmieniać.

Chyba, że sam to natychmiast poprawił.

Krzycer
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.