Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #451-455 (24.05.2016)

avalonpulse0.png
Wtorek, 24 maja 2016Numer 17-21/2016 (451-455)


Gdy w 2007 roku ruszała kolumna Avalon Pulse, pewnie mało kto spodziewał się, że przetrwa prawie 10 lat na łamach naszej strony. Nadszedł jednak ten dzień, w którym trzeba się z nią pożegnać. Przed Wami ostatnie wydanie Avalon Pulse, powiększone i zbierające opinie z aż pięciu tygodni. Nie martwcie się jednak, dłuższe opinie o najciekawszych zeszytach z pewnością już wkrótce znajdą dla siebie miejsce na naszej stronie.  

20.04.2016

All-New Hawkeye #6
Darth:
To była przyjemna klamra zamykająca i spajająca to co się działo na płaszczyznach "dawniej" i "obecnie". Coś czego mi zabrakło wcześniej, gdy zastosowano podobny zabieg. Wydarzenia w przeszłości, bardzo dobrze ubogacają historię Kaite i jej początki fascynacji łucznictwem, a także bycia kimś wyjątkowym. Jak wspomniałem wcześniej, ładnie wpasowuje się to też we wcześniej ukazane ochłodzenie  się relacji miedzy Hawkeyami, co znajduje swoje ostatecznie rozwiązanie w ostatniej rozmowie pod sam koniec. Bardzo dobrze napisanej rozmowie. Zakończono też oficjalnie kwestię dzieciaków, choć w przyszłości może to jeszcze wrócić, zwłaszcza że HYDRA wie o tym że przeżyli. Mógłbym powtórzyć, ze może trochę za łatwo to się skończyło, ale trudno mieć pretensje że mamy happy end, na jaki nasi herosi zasłużyli. I to na tyle z serią. Tak, nie będzie więcej numerów, potwierdzone to przez twórców i seria się kończy. Nie będę się rozwodził nad przyczynami i stwierdzę tylko: szkoda, bo to była jedna z lepszych pozycji Marvela. Naprawdę warto pomyśleć nad zakupem całego runu, jak wyjdzie w wydaniu zbiorczym.
Krzycer: Bardzo sympatyczne zakończenie. Zasadniczo Barney dostał swoje szczęśliwe zakończenie i może już nie wracać na łamy komiksów, Clint wraca do tego co zwykle robi w różnych drużynówkach, a Kate jak nic przeskakuje stąd do własnej serii. Oficjalnych zapowiedzi nie ma, ale już ze trzy razy widziałem nieoficjalne wzmianki na ten temat.

Astonishing Ant-Man #7
Darth:
Na litość, naprawdę SHIELD, rząd czy Avengers nie zainteresują się tym projektem tworzenia nowych super-łotrów, o którym tak łatwo się dowiedzieć? Naprawdę Scott nie skontaktuje się z Avengers czy innymi herosami, tylko zatrudni super-łotrów? Z czego część z nich, nie tak dawno chciała go widzieć martwym. Wiecie, już wiem że Cassie nie będzie nową Wasp i kompletnie mnie to wszystko nie rusza. Ani jej perypetie, ani Scotta, ani ich problemy. W zasadzie tylko Power broker i jego konflikt z crossami mnie trzyma przy serii.

Captain America Sam Wilson #8
Darth:
Steve wraca i teraz Sam zastanawia się co z nim będzie. Cała jego wypowiedz, wydaje się podporządkowana komentarzowi na fakt, iż Marvel po raz kolejny zmienia swój status quo. Tymczasem Zemo... ok twój plan definitywnie był za prosty i nie wiem czemu koniecznie zakładał pojawienie się Avengers. Mógłbys też zadbać o jakąś większą organizacje tego powstania i przejęcia tego miejsca, zamiast wszystko uzależniać od posiadania Cube. Na szczęście pojawia się Kraven który ma plan aby... to ma być śmieszne. Ja wiem, to jest dziecko. Ale na podstawie tego, co zaprezentowała w innych komiksach, nie ma szans, aby dała się złapać na coś takiego. Ale ponieważ komunikacja miedzy scenarzystami leży, to na pewno się to uda. Kapitanowie biją się ze złoczyńcami, Mach-VII okazuje się na razie jedynym strażnikiem z supermocami, który jest tu dobrowolnie, agentka jakjejtam udaje się po jakąś "tajną broń", wracamy do kwestii ideologicznych, Sam ma nadal tarczę i spotkamy się z ekipą, by przygotować się na finałowe uderzenie. Nic szczególnego, ale mnie osobiście męczy ten cały "event".
Krzycer: ...no dobra, uwielbiam sceny z Kravenem. Wiadomo, że Spencer pisze dobre komedie. Ale kurczę... ta historia tak bardzo skacze, tak bardzo nie ma ujednoliconego tonu... Porównajmy piknik Kravena z łomotem, jaki Crossbones spuszcza staremu Rogersowi. A potem dodajmy jeszcze to, jak bardzo tie-iny nie pasowały do spencerowej osi historii i dostajemy chyba najbardziej nieprzemyślany, pozbawiony planowania event, jaki Marvel wydał... kiedykolwiek? Będę się upierał, że kiedykolwiek. Dobrze się przy nim bawiłem - zwłaszcza przy spencerowej osi - ale rany boskie, jaki to był galimatias. (Zresztą to jest ewidentnie historia, którą Spencer chciał zrobić u siebie, a którą redakcja postanowiła rozdąć do rozmiarów eventu.)

Captain Marvel #4
Darth:
Nie do końca mi odpowiada to przejście, z "upiornego nastroju", do typowej kosmicznej nawalanki. Nie pomaga fakt, iż to wszystko jest pomyłką, ze strony obcych i nie są wstanie zrozumieć, ze to nie są Kree. Innym drobnym problemem, jest to, iż niby sytuacja jest poważna, ale Carol przez większość czasu reaguje na to wszystko lekko i z humorem. Dopiero pod koniec lepiej to wypada. No i wątek sabotażysty na stacji, wciąż budzi me zainteresowanie. Więc tak, niezbyt podoba mi się kierunek historii, choć nie mam za bardzo co się przyczepić o jej realizacje. Niemniej mój brak zainteresowania tym jak to dalej się potoczy, trochę mi przeszkadza w odbiorze, choć pewnie inni tego
problemu nie będą mieli.

Deadpool #10
Darth:
Wiecie co mi odpowiada w całym tym starciu Deadpoola i Sabertootha? To że ten pierwszy kompletnie olewa wszystko to, co jego oponent stara mu się powiedzieć, łącznie z tym że jest teraz dobrym gościem. A wiecie dobrze co myślę o tym, w jaki sposób Marvel zrobił z niego good guya, wiec nic co On teraz gada, nie uznaje za szczere. Sama scena pościgu jest nadspodziewanie dobra i miło jednak ze postanowili zawrzeć rozejm by pomóc przypadkowym ofiarą ich walki. No i Wade opracowuje, w zasadzie całkiem sprytny, a także dość okrutny sposób na zabicie swego oponenta(pomijam skąd je ma). Myślicie że Purifiers i inne organizacje, też będą korzystać z Terrigenu jako broni przeciw mutantom?

Deadpool And The Mercs For Money #3
Darth:
Taskmaster jest moim bohaterem za to, ze postanowił nie gadać z Evil Dedpoolem, tylko od razu postanowił mu wlać. muszę też stwierdzić, ze starcie pomiędzy nimi miało całkiem niezłą choreografie. Chociaż to strzelania odcięta dłonią to bullshit jakich mało. Zaczyna się aukcja, oczywiście Deadpool postanowił nie informować Avengers, jak sugerował Stingray i mamy całkiem pokaźne towarzystwo. Tych dwóch od Dr. Rota powinno być chyba martwymi, ale w porównaniu z tym co odwalają przy Standoff to naprawdę mała rzecz. I co istotniejsze pilnują jednak kontinuum, zamiast Dooma umieszczając na aukcji Doombota. Który ma usterkę w programie i powoduje wybuch małej walki. Która kończy się wygrana aukcji przez.. Ozarks Kingpin? Dziwne dość. I na tym byłby koniec, gdyby nie fakt, ze najemnicy muszą jeszcze dostarczyć przesyłkę. Nie żeby mnie jakoś szczególnie obchodziło, jak to nadal się potoczy, ale to całkiem sympatyczna lektura się okazuje.

Extraordinary X-Men #9
wolvie111:
O dziwo wygląda to dość ciekawie. Fajnie, że przedstawiono całą historię młodych mutantów na pewno zaintrygował mnie ten przyszłościowy świat Apocalypse'a, gdzie roboty, magiczne stworzenia i Inhumans przetrwali dłużej niż mutanci. Przygodę młodych ostatecznie czytało się dobrze, jednak w ostatecznym rozrachunku znów stoimy z historią w miejscu, bo to były retrospekcje. Więc ponownie w przypadku Apocalypse Wars, numer był ok, ale czekam na posunięcie akcji do przodu. Plus za rozwinięcie formy Anole. Graficznie znośnie. Daję 7/10
Darth: Pocztówka ze świata emm... Omega World. Tja, w zasadzie nic to nie wniosło do samej historii. Po prostu popatrzyliśmy sobie jak wygląda teraz świat tysiąc lat w przyszłości, podzielony na jakiejś areny, bez większych konkretów. Czy po Battelwordzie to robi na kimś wrażenie? Dzieciaki się włóczą, co się konkretnie stało z ta arką nie wydaje się istotne... zaraz rok? Byli tu zaledwie rok? Anole urósł tak przez rok? Nie mówcie mi, ze nie zamierzacie cofnąć tego, jak teraz wyglądają. Krzycer: Huh. Po poprzednim numerze bardzo chciałem, by te zmiany zostały cofnięte. Ale ten numer w zasadzie mnie przekonał. Tak, to tylko zbiór pocztówek, ale z fajnymi dialogami i interakcjami między czwórką zagubionych. Zwłaszcza Globem i Anole'em. Ernst i No-Girl trochę się gubią w tle. Akurat dla No-Girl to nic nowego - trudno się prowadzi postać pozbawioną kwestii i mimiki - ale kurczę, Ernst istnieje od kilkunastu lat, a ja wciąż nie potrafię nic powiedzieć o charakterze tej postaci. Tu znowu była okazja by zrobić z niej coś ponad głos Marthy... i nic.

Hyperion #2
Darth:
Zaraz nie w tym miejscu skończyliśmy ostatnio. Aha, tak szybko mu poszło z dziwadłami, to całkiem spodziewane. Więc Hyprerion ma własnego Jimmyego Olsena(w tym wypadku Jenny) oraz Krypto, tylko bez mocy. Z czego ta pierwsza przekonuje go do aktywniejszego działania jako heros, a pies... działa jako zmiękczacz jego serca. Nawet chce się dowiedzieć, czemu Hyperoin woli unikać działań oraz woli pracować jako kierowca ciężarówki. Jego relacje z dziewczyną są na razie dobre i ma przed sobą poważniejsze zagrożenie w postaci... to nie jest w sumie najobrzydliwszy złoczyńca, jakiego miałem okazje widzieć. W sumie całkiem przyjemna lektura.

Karnak #3
Darth:
Karnak lubi dawać wykłady filozoficzne co nie? Póki są ciekawe, nie będę na nie narzekał. Chociaż na "ciętą ripostę" Simmons nie znalazł odpowiedzi. W każdym razie, udają się do jakiegoś kraiku, o to Transia miło że użyli czegoś wcześniej wymyślonego, trochę całkiem interesującego backstory o okolicy i trafiają pod ostrzał. Ostrzał ludzi, emitujących pociski ze swoich ust, co jest trochę dziwne. jak Karnak sobie z tym poradzi? Wysadzi im wszystkim łby, za pomocą znalezienia słabych punktów dźwięków jaki emitują. Ja cię... ten gość się nie patyczkuje, jakim cudem do tej był regularnie pomijany w rozkładzie sił? Albo inaczej, potrzeba było Ellisa, aby ktoś wykorzystał nieskończone możliwości, jakie kryją jego umiejętności?
Krzycer: Ellis często pisze bohaterów-dupków, ale Karnak jest chyba uberdupkiem. Lubię Pete'a Wisdoma, Spidera Jerusalem czy Elijah Snow... Eliajaha Snowa... nie, angielskich nazwisk kończących się na "ow" się chyba nie odmienia... nieważne. Lubię większość ellisowych dupków. Karnaka nie da się polubić. Ale wciąż się go dobrze czyta.

Mighty Thor #6
Darth:
Ummm. Nie za bardzo podoba mi się warstwa graficzna. Ale wpierwpozytyw. Calikiem rozsądne jest to, iż szef Roxxonu chce wzmocnić swoje oddziały, aby nie zostać zdeklasowany przez swego sojusznika i udaje się z tym do Lokiego, co jest pretekstem do opowiedzenia orgin story nowej postaci. Niestety wygląda ona gorzej niż to co wcześniej widzieliśmy w komiksie, a ona sama jest mało interesująca. Był wyznawcą Thora który pomagał mu w bitwach(dzierżąc topór z jakiegoś powodu), stał się zbyt próżny i w końcu się od niego odwrócił, co mu się nie opłaciło. Zwrócił się więc do Lokiego, ten pozwolił mu zdobyć moce do walki, zaatakował Thora... i oczywiście że przegrał, w innym przypadku wszystko potoczyłoby się inaczej, nie wiem czemu to zostało przeciągnięte. To nie był zły numer, sama historia jest standardowa i dość logiczna, ale jednocześnie mało interesująca. No i warstwa graficzna mogła być lepsza.

New Avengers #10
Darth:
Rozstrzygnięcie pojedynku robota i Kaiju mógł rozczarować. Zdrada Songbird wreszcie nadeszła. Fajny numer ostatecznie. W starciu SHILELD vs AIM aż ciężko uwierzyć, że można kibicować komuś innemu niż drużynie da Costy. Okładka mnie zmyliła, a szkoda, bo miałem nadzieję na akcję z Roberto, który już dawno nie zapłonął słoneczną energią. Ciekawi mnie czy wyeliminowanie Melissy i Clintona jest kwestią stałą, czy niekoniecznie. Poza tym jak na Roberto wpływa jego choroba i na ile to śmiertelne. I swoją drogą na pewno cieszy mnie powrót Cannonballa! Czekam na więcej, bo poprzez Standoff ta seria mnie kupiła i wreszcie ma moją pełną uwagę. Daję 7/10
Darth: No to w czasie gdy Avengers używa swego wielkiego robota, do walki z amerykańską Godzillą... chciałbym aby to było takie ekstra jak brzmi, ale wypada jedynie poprawnie. Pewnie dlatego, ze stwór wypadał jednak dużo lepiej na okładce, niż w samym komiksie. No i samo zakończenie, trochę taka deus ex machiną. To co jednak mi się podobało to hawkeye w tym numerze oraz jego reakcje na sytuacje. Były całkiem zabawne. Rick ucieka na własną rękę i w sumie się nie dziwię, iż zwątpił w AIM, gdy jeden z nich zaczął walić coś na wzór monologu złoczyńcy. Mam też nadzieje, ze z Songbird jeszcze uda się zrobić coś rozsądnego. No i ciekawią mnie dalsze plany Sunspota, bo teraz opinia publiczna znacznie utrudni im pole działania.
Krzycer: Sympatyczne. Z jednej strony wciąż twierdzę, że postaci się trochę gubią w tym tytule. Z drugiej strony, parę wątków ładnie zaprocentowało. Mimo wszystko ten numer składał się dla mnie z dwóch momentów - panelu z Songbird odpowiadającej "YES" Clintowi, z tekstem wpisanym w soniczny atak, oraz z końcówki wprowadzającej do tytułu Cannonballa. New Avengers wciąż daleko do najlepszych tytułów Ewinga, ale kurczę, średni Ewing to wciąż bardzo porządne rozrywkowe czytadło.

Power Man And Iron Fist #3
Darth:
podoba mi się nadal Luke Cage i jego relacje z Jessicą, natomiast Iron Fist już zdecydowanie mniej. Nadal wydaje mi się przesadnie naiwny. Na szczęście już z tym skończyliśmy, bo "słodka i niewinna", wydaje się coraz bardziej skorumpowana mocą(klasyczne) i nawet nie zamierza ukrywać swej twarzy, gdy dokonuje napadu lub atakuje Tombstone'a. Choć w tym drugim przypadku, nie musi już tego robić. Jeśli dobrze zinterpretowałem "magiczna zagadkę", trzeba ją teraz stłuc z wiekszą siłą, niż daje jej obecnie kamyk by wróciła do normy. Co jeszcze?Duet pomagierów Tombstona jest całkiem zabawny. Ponarzekałbym też, że wizyta u Strange'a była raczej niepotrzebna, ale przynajmniej dała czytelnikowi do zrozumienia, ze nie o wszystkim dana postać musi wiedzieć. Detal, ale dość realistyczny.

Starbrand And Nightmask #5
Darth:
Nadal podobają mi się relacje miedzy Starbandem i Nightmaskiem, jest pomiędzy nimi pewnego rodzaju chemia, która pozwala obserwować ich perypetie z przyjemnością. Chociaż główna siła leży w tym drugim, co pokazują też jego reakcje na otoczenie... czy zainteresowani filtrem z nim była dziewczyna i jakiś facet na siłowni? Nie potrafię dokładnie określić płci jednego z nich. Hej, to Sha Shan robi za fizjoterapeutkę. Z jakiegoś powodu teraz nazywa się Nguyen i jest młodsza niż powinna, ale mniejsza, miłe użycie klasycznej postaci. Libra wykonuje swój ruch, jest tak miły że usypia otoczenie, zeby więcej osób nie poznało tożsamości naszych bohaterów i zapowiada przywrócenie równowagi, cokolwiek miałoby to znaczyć. A w międzyczasie Satrband Kree, zabija gości, których obserwowaliśmy w wątku pobocznym przez ostatnie numery. To była strata czasu czytelników co nie? W zasadzie, to chyba jest spowodowane faktem, że autor dowiedział się o nadchodzącej kasacji i ukręcił łeb temu wątkowi. Nie żeby czyniło tą sytuację, ani trochę lepszą. Wiecie co, na tą chwilę, chyba nawet będę odczuwał lekki zawód z kasacji serii.

Totally Awesome Hulk #5
Darth:
Cieszy mnie to, ze autor znalazł sposób, aby przedstawić problemy z gniewem Hulka, będące ważną częścią tej postaci, jednocześnie przedstawiając je w innym świetle, ze względu na Cho. Nie jest Bannerem, ale to nie oznacza ze nie ma własnej traumy, która może powodować u niego utratę kontroli, nad potęga, która łatwo może zachęcić do definitywnego rozwiązania problemów. Interesujące ujęcie samej kwestii Hulka. Ponadto całkiem rozsądne działania że strony Maddy, kilka niezłych dialogów oraz gierki umysłowe Enchantress, sprawiają że naprawdę pozytywnie oceniam ten numer. Ciekawe czy te działania czarodziejki są częścią planu Malekitha, czy tez działa niezależnie? Wolałbym to pierwsze, ale twórcom Marvela coś słabo idzie współpraca. W każdym razie, udany numer.


27.04.2016


All-New Wolverine #7
Krzycer
: Ten team-up nie powinien działać, a jednak działa. Wyszedł przyjemny, komediowy przerywnik między większymi historiami. I jest to bardzo sympatyczna komedia, zarówno na poziomie scenariusza, jak i rysunków. A teraz zabawię się w wieszczkę: wiemy, że w następnej historii pojawi się OMLogan. Wieszczę zatem, że okaże się, że w jego rzeczywistości nigdy go nie sklonowano i nie będzie miał
pojęcia, kim jest Laura.
Darth: Team-Up z Squirrel Girl, co oznacza że poświęcamy cały numer na poszukiwaniu zaginionej wiewiórki. Bez złoczyńców, super- akcji, zabawnych scenek i tym podobnych rzeczy. Jakim cudem to jest dobre? Jestem poważny. Same założenia tego numeru sprawiają, iż nie powinienem mieć cieplejszych odczuć co do niego. A jednak mam. Może jest to spowodowane niewielkimi oczekiwaniami. Może to dlatego, ze dostrzegam całkiem przyjemną chemię między Squirrel Girl a X-23. Umiejętnie wprowadzono analogie relacji miedzy Laurą a Loganem(kłamcą swoją drogą) i porównano teraz, to obecnej sytuacji X-23, która ma kogoś dla kogo jest mentorem? Niezależnie od przyczyn, to jest nadspodziewanie dobry numer, będący co prawda przerywnikiem między wydarzeniami, ale zawierający pewne istotne momenty dla
postaci.

Amazing Spider-Man #11
Darth:
Fajnie że Nick Fury Jr. błysnął pomysłem, ale zastawiam się, jak Spider mógł komunikować się ze swoimi przyczółkami, skoro nie ma praktycznie żadnych satelitów. W każdym razie Scorpio aktywuje magiczne coś, ekipa się zjawia i łatwo pokonuje jego zrobionych naprędce pomagierów. Spider jako jedyny na placu boju i zastanawiam się czemu w momencie gdy odebrał mu klucz aka źródło jego mocy, pognał do wnętrza jaskini, zamiast wyrzucić go gdzieś w dal i szybkim doskokiem do przeciwnika, powalić go jednym ciosem. Sam Scorpio robi podobną gafę, bo gdy odzyskuje klucz, zamiast znowu zabić Spidera, postanawia wejść do "komnaty mocy" i ustawić się do niego tyłem jak idiota, dając mu idealną szansę na atak od tyłu. Który kończy się jego zamknięciem w pokoju(innym wymiarze?) na jakiś rok, który być może przeżyje lub nie. O i big twist tego numeru? Scorpio to Fury. Ale żaden znany nam Fury, tylko jakiś lamerski krewniak, spłodzony nie wiadomo kiedy i przez kogo. Jak to zmienia tą sytuację? W taki sam sposób, jak pojawienie się konstelacji pająka na niebie, parę numerów temu. W żaden. W każdym razie zły pokonany, koniec wątku, a Ottobrain jest zazdrosny, więc będzie przyspieszał swoje plany. Chciałbym powiedzieć, ze teraz będzie lepiej, ale nie widzę ku temu przesłanek.

Avengers Standoff Assault On Pleasant Hill Omega
Krzycer:
Ojej. To nie jest zły komiks - choć wrzucenie tu tylu różnych rysowników to strzał w stopę. Zwłaszcza... nie chce mi się sprawdzać. Ktokolwiek rysowal ten epilog z Wendellem i nową Quasar. Więc rysunki są bardzo nierówne. Scenariusz? Jest sporo udanych, zabawnych momentów, i to jest fajne. Połowa numeru to w zasadzie teasery nadchodzących serii/historii, które może i są intrygujące, ale
same w sobie nie są szczególnie ciekawe. Natomiast to, jak mało wysiłku Spencer włożył w wymyślenie sytuacji, w której Quasar zadebiutuje jako ratująca wszystkich bohaterka, jest dość żenujące. "Och nie, Thor/Brother Voodoo/Vision/mnóstwo innych postaci nie może przebić tego pola siłowego! Co zrobimy! Ale zaraz, to jest dokładnie takie pole siłowe, z którym może uporać się Quasar, ponieważ powody. Hurra!" Żenada. Ale i tak bawiłem się dobrze.
Darth: Ten event jest do kitu. Inaczej historia jest niepotrzebnie rozciągnięta jako event, warstwa graficzna jest bardzo nierówna, wiele rzeczy nie ma sensu, Kubik zachowuje się zależnie od scenarzysty, sama kwestia złoczyńców w roli ofiar zostaje potraktowana po macoszemu i wszystko kończy się wielkim łubudu. Nieciekawym łubudu. Serio, po stronie złych są Graviton, Absorbing Man i paru innych którzy swego czasu, walczyli z całą drużyną Avengers jak równi z równymi, a tutaj padają po jednym ciosie. O inna kwestia, kilku złoczyńców nie powinno tutaj być i to wcale nie byłby wielki problem, bo robią tylko za tło, ale edytorzy mają to gdzieś i nie chce im się tego pilnować. Jakie
jeszcze żale? Sposób uwolnienia zakładników marny. Masa złoczyńców jest w budynku i wszyscy magicznie odwrócili wzrok, kiedy Quicksilver i Voodoo ich stamtąd zabrali. Kubik złapany, potem uwolniony, wysyła Zemo w Alpy czy coś po czym znika, co sprawia ze złoczyńcy zwiewają. Dzięki że udowodniłaś dobitnie, ze mogłaś zakończyć ten bunt w parę sekund. plus, najgorzej wprowadzona nowa postać w historii. Ta nawo Quasar(random agent z wcześniej), dostaje teraz moce od oryginalnego Quasara(co tutaj robi jest niejasne), pojawia się w kluczowym momencie by wyłączyć pole siłowe złych i po sprawie. Nasza bohaterka. Fatalnie, fatalnie. I co wynieśliśmy z tej historii? Steve znów jest młody, bo jako staruszek najwyraźniej kiepsko się sprzedaje. Red Skull odtwarza HYDRE, mógł to zrobić w innej historii. Mamy nową Quasar, kogo ona obchodzi? Jest zapowiedź powstania Thunderbolts. I wypada to marnie, bo Kubik zjawia się przed Buckym i mówi, hej weźmy może że sobą tych ludzi, z którymi nie miałam ani chwili interakcji. Cudnie. Jak wspomniałem wcześniej, ten event jest do kitu.

Carnage #7
Darth:
Ten numer w sumie mógł zostać pokazany wcześniej. Serio, poprzedni nie zawierał w sobie niczego, co by uzasadniało takie rozłożenie fabularne. Niemal wszystko w tym komiksie dzieje się przed, wydarzeniami z 6. A jak wypada sam numer? Jest OK. Oczywiście szefostwo niezadowolone z porażki poniesionej poprzednio(emm, było więcej świadków wydarzeń, jestem pewien), rozwiązuje zespół, ale ekipa postanawia mimo wszystko kontynuować pościg, dzięki pojawieniu się klasycznej postaci. Każdy z nich ma powody by dalej brać w tym udział, uwolnienie Brocka spodziewane ale dość logiczne, bo potrzebują jego "siły ognia". choć raczej powinni zainwestować w miotacze ognia i spluwy
dźwiękowe. A tymczasem Carnage nadal eksperymentuje i szybko wsparcia, bo nie bardzo mu idzie czarowanie. Nadal mnie to przekonuje, ale dość sprawnie jest to prowadzone.

Daredevil #6
Darth:
Mówiłem to już raz i powtórzę ponownie, Daredevil ma swoje własne One More Day i to jest do kitu, zwłaszcza porównując do runu Waida. A jedna z jej ofiar, stała się Elektra. Postać która znała tożsamość Daredevila, no praktycznie od samego jej debiutu(nie licząc późniejszych retrospekcji), teraz nie ma o tym pojęcia. I wszystkie te wydarzenia z przeszłości maja teraz inna formę najwyraźniej, bo wedle tego komiksu, Ona kocha Daredevila jako elektra, a Matta Murdocka jako.... em Elektra po cywilnemu. Bo to było coś, czego brakowało w ich relacjach. Trójkąta romantycznego, z zaledwie dwoma osobami. Nie wspominając o tym, na jego dupka wychodzi Matt, dokonując "prania mózgu" na Elektrze, która ma z tym złe doświadczenia. Co? Foggy pamięta wszystko, nie mam powodu by myśleć, ze nie mógł jej wykluczyć z tego procesu. A na sam koniec(i zbędnym występie blindspota) "bomba". Elektra ma dziecko, które zaginęło. I mnie to nie obchodzi, wprost przeciwnie. Serio, to wydaje się zagraniem na "dzieciaka", kojarzy mi się z tym starymi komiksami, gdy nie było pomysłu na postać
kobiecą i dlatego skombinujemy jej jakiegoś bachora. mogę sie mylić, może coś z tego wyjść dobrego, ale w tej chwili moja ekscytacja wynosi zero.

Doctor Strange #7
Darth:
No i poznajemy historię imperatora. Dość standardowa, ale całkiem zrozumiała i jednak nie do końca zrzyna z Gorra the God Butchera. Bardziej tutaj chodzi o zniszczenie całej magii, gdyż uważa ja za źródło zła i wylęgarnie "ciemnego ludu", służącym potężnym bytom i nie akceptującym naukowych rozwiązań. porządna rzecz. Monako jak spodziewałem się poświecą, ale mogę powiedzieć ze odchodzi z klasą. Ratuje większość swoich towarzyszy, daje im szansę na przegrupowanie się i w swych ostatnich chwilach, nie czuje żalu ni to strachu, a jedynie otwarcie kpi ze swego oponenta. Dość uczciwie pożegnanie klasycznej postaci, o której prawie nikt nie pamięta. Jestem nawet zainteresowany tym, jak teraz Strange i spółka, spróbują odzyskać choć cześć magii lub będą próbować pokonać swego wroga. Mam nadzieje, ze ta zbieranina dostanie jednak coś sensownego do roboty i nie będzie robić za statystów. Krzycer: Z jednej strony - przyjemny numer. Z drugiej strony... um... lubię Aarona i w ogóle, ale... um... ...ten zły to zasadniczo jest Gorr the God Butcher II. Tylko nie robi takiego wrażenia, jak
poprzedni. Mam też mały problem z finałem. Jasne, magicy są pozbawieni magii i dlatego nie mogą nic zrobić, ale... teleportacja Magik jest jej mutancią zdolnością. Choć chyba teleportuje się przez Limbo... które samo w sobie jest po prostu innym wymiarem, więc to wciąż powinno działać... ale jest tam tyle magii, że nie działa? Niby potrafię to sobie wyjaśnić, ale nie potrafię się przekonać, że to ma sens.

Doctor Strange Last Days Of Magic #1
Darth:
Całkiem przyjemny suplement do wydarzeń z głownej serii. Co prawda nie dowiadujemy się za dużo o tych nowych magikach i ma to służyć raczej puencie, jak bardzo sytuacja jest zła, ale wciąż jest to niezłe. Z tego, najbardziej podobało mi powiązanie historii tego magika podobnego do Dooma, z mnichami którzy wiele lat temu pomogli wykuć Doomowi zbroje oraz deszcz rekinów zesłany na żołnierzy imperatora. Mój ulubiony jest jednak fragment poświęcony Brother Voodoo, wyjaśniający dlaczego nie był obecny wraz z resztą magików w serii Strange i ogólnie pokazujący go z dobrej strony. Znamienne, iż przetrwał stosując naukę, a nie magię. Najgorzej niestety wypada historia o policjantce-magiczce. jest OK, ale naprawdę nie widzę potrzeby tworzenia nowej postaci, gdy jest tylu magików do użycia. Jak na przykład Mechamage, cyber-mag używający magii oraz technologii. Nie możecie użyć tej postaci w tej historii?
Krzycer: Sympatyczna hałastra. Chyba najbardziej spodobała mi się panna Wu, ale to może dlatego, że mam fiksację na punkcie Hong Kongu. Poza tym jakoś tak kojarzyło mi się z mściwym duchem policjanta z tego jednego numeru "Planetary".

International Iron Man #2
Darth:
Koniec historyjki z "nieznanego romansu" Starka numer, kto by to liczył. Niezbyt znaczącego, skoro przez tyle lat, nawet jej nie wspomniał lub próbował się kontaktować. Rectony, rectony. No ale samo w sobie nie jest to złe. Karty zostają wyłożone na stół dość wcześnie, relacje miedzy postaciami są rozsądne, łącznie z Howardem Starkiem i warstwa graficzna jest dobra. Dopiero pod sam koniec, komiks przypomina sobie iż mamy poznać tajemnicę prawdziwego tatusia Starka i dlatego wspomnimy o tym pod koniec. Za wcześnie jeszcze by oceniać, jak to wszystko ostatecznie będzie wyglądać. Na razie jest, nieźle.

Moon Girl And Devil Dinosaur #6
Darth:
Nieco więcej super-bohaterskiego stuffu w tym numerze, aczkolwiek nie do końca mnie to interesuje. jak wspomniałem wcześniej, małpiszony to nieciekawi przeciwnicy i nie bardzo mnie interesuje polowanie na to coś. I jakimś cudem, nikt nie zważył wielkiego dinozaura walczącego z małpiszonami na dachach budynku, dość naiwne to. A na sam koniec Luna zostaje pochłonięta przez mgłę. Dlaczego nie schroniła się w pobliskim budynku? Nie wiem co z tego się wykluje, ale jakoś mnie to za bardzo nie rusza.

Ms. Marvel #6
Darth:
Serio Bruno? Lubię dinozaury jak każdy normalny, ale teraz to przesadziłeś. No faktycznie sytuacja wymyka się spod kontroli i nie pozostaje nic tylko wezwać pomoc, która rozprawia się błyskawicznie z problemem. Wiecie, normalnie pewnie bym narzekał, iż Kamala nie rozwiązała problemu który spowodowała, ale sam komiks prezentuje to w taki sposób że nie mam ku temu większych obiekcji. Widzieliśmy wcześniej ze Kamala się stara, chce jakoś móc być aktywna na wielu frontach i chociaż użycie golemów było głupie z jej strony, można zrozumieć jej postępowanie. Poza tym, zrozumiała swój błąd, powiedziała co jej leży na sercu i jednak wezwała pomoc, nawet jeśli oznaczało to pogorszenie jej wizerunku w oczach osób których szanuje. No i zrozumiała co jest najważniejsze, biorąc udział w jakże uroczej ceremonii ślubnej. Aha, Loki chyba pojawiły się tylko, dla paru scen komediowych, bo jego udział był niewielki. nie żebym narzekał jakoś specjalnie.

Old Man Logan #5
Krzycer:
Całkiem spoko. Odkrycie, po co OMLogan przyjechał do tej dziury było całkiem emocjonujące. Co prawda jest w tej sytuacji coś... creepy... trochę jak w "Time Travaller's Wife"... ale wypada to całkiem fajnie. Za to ostatnia strona - jak? Skąd? Po co? (Nie mówiąc już o tym, że w ramach "Logan's Legacy" Deathstrike przeszła pewną przemianę, która najwyraźniej już uleciała z pamięci redaktorów...)
Darth: Miło że podarowali nam jednak recap wydarzeń z serii o X-Men i przeszliśmy do momentu, gdy Logan udaje się na "urlop", OK taka podróż by przemyśleć w spokoju wszystko jeszcze raz. Albo raczej przeprowadzić mały zwiad ku znanym terenem, by spotkać jeszcze wówczas nieletnią żonkę. Logan ma coś dziwne ciągoty do nieletnich dziewczynek. Natomiast sam flashback niedługo po "samobójstwie" wypada porządnie, chociaż zastanawiam się, czy nie przesadzono, z wiekiem Logana gdy spotkał swoją żonę po raz pierwszy w swoim świecie. No ale to... urocze(?) spotkanie w realu, zostanie zakłócone pojawieniem się Lady Deathstrike i jej Revares. Najwyraźniej jej przemiana obowiązywała, tylko wówczas gdy Logan był martwy. Zaraz, cyborgi, śnieg, mała dziewczynka... czy tylko mi się kojarzy pewna historia, znana chociażby z TM-Semic?

Patsy Walker A.K.A. Hellcat #5
Darth:
Trochę jestem rozczarowany. Ja wiem ze to komedia, ale to wszystko wydaje się dziać trochę zbyt prosto. Zarówno w kwestii pokonania głównej złej jak i problemów Patsy z dawną przyjaciółką. No i też, przeszkadza mi to, że praktycznie wszyscy tak łatwo zmieniają strony i rezygnują z bycia złymi. Przesyt, tego rodzaju motywu. Nie jest to zły komiks, ale przydałoby się, aby przestał wyglądać jak recykling pomysłów i postarał się, o nieco o lepszą konstrukcje fabularną pod względem akcji i zagrożeń. A na sam koniec Jessica Jones. Wiecie co, chyba bardziej nie pasującej nastrojowo postaci do tej serii, nie dało się tu wcisnąć.

Ultimates #6
Darth:
Jak to możliwe, że po sześciu numerach, wciąż nie jestem pewien co myśleć o tej serii. Regularnie myślę o wydarzeniach jako "intrygujące", ale jakoś nie jestem w stanie sprecyzować swoich myśli, czy to jest dobre, złe, nudne czy nijakie. Nie pomaga też trochę fakt, iż Ultimates przeszli teraz na dalszy plan i poświęcamy nasza uwagę Galactusowi. I nie ma w tym nic złego, jego starcie z kosmicznymi bytami jest niezłe. Same byty mają nawet rozsądne argumenty, by być źli o jego zakłócenie równowagi i porządku w kosmosie. Spotkanie Molecular Mana trochę dziwaczne, ale poruszające kilka istotnych kwestii. problem leży w tym, ze ciągle nie jestem pewien, o czym jest ta seria. Może
inaczej. Nie jestem pewien głównej osi fabuły ostatnich numerów, tak żebym mógł w jednym zdaniu i zrozumiały sposób je przekazać komuś innemu. No ale jak powiedziałem, to nie jest zła seria, tylko taka... nie do końca łatwa do podążania. Brakuje mi sensownych określeń.
Krzycer: Całkiem intrygujące. Podoba mi się taki aktywny Galan. Podoba mi się Molecule Man jako... w zasadzie trudno mi określić jego rolę w tej historii, przynajmniej na razie. Może dlatego tak mi się podoba.

Venom Space Knight #6
Darth:
Nuda. Znowu. Na papierze to wszystko wydaje się niezłe, problemy symbiota, ponowne ataki szału, przyjście postaci z wcześniej na pomoc, ale temu wszystkiemu strasznie brakuje polotu. Zamiast czuć ze to wszystko autor przemyślał, wydaje mi się ze wrzucił postaci z wcześniej od tak, na alibi, ze to jednak wszystko miało sens. A tak po prawdzie, to nie wydaje mi się, aby ci goście byli potrzebni. Problemy symbiota kompletnie do mnie nie przemawiają, bo jak wspomniałem wcześniej, nie odpowiada mi podążanie "ścieżką Bendisa". A sama finałowa konfrontacja mogłaby się skończyć wcześniej, a złoczyńca jest strasznie nudny. Czemu JA to nadal czytam?



04.05.2016

A-Force #5
Darth:
No nie wiem. Jakoś tak słabsze mi się to wszystko wydało. Wiem że to pierwszy numer nowej historii, ale odczuwam brak czegoś, co podobało mi się szczególnie poprzednio. Być może problem leży w tym, że samo zagrożenie jest z pupy wzięte, od pojawia się jakaś istota która ściga Thor-Dazzler, która w jakiś sposób się tutaj dostała. Mieliśmy już coś podobnego w pierwszej historii i teraz robi się to trochę miałkie. Poza tym przynajmniej Antimater chciał dopaść Singurality, ta cała Constessa wydaje się robić zło, dla samego zła. No i sama Thor-Dazzler wydaje mi się niepotrzebnym, elementem, wciśniętym może dla paru dowcipów i żeby nasza Dazzler "otworzyła się" przed kimś, zdradzając ze jest umierająca, co w jej stanie chyba nie jest takie straszne. I grafika nie bardzo mi odpowiada. Nie jest zła, ale momentami sprawia dziwne wrażenie, szczególnie te panele pozbawione tła. Czy Dazzler przefarbowała włosy w międzyczasie? I błagam, nie rysujcie więcej Singurality z źrenicami.

Amazing Spider-Man #12
Darth:
A więc MJ jednak pracuje dla Starka. Nie byłem pewien bo w Invincible nie przyjęła jego oferty. Czyli dojdzie do zmiany zdania niedługo(spoiler), albo twórcy się nie dogadali. No i numer poświęcony głównie temu, jak Spider i Iron sprzeczających się jak dzieci który ma większa... firmę. Wydaje się że to miało być intencjonalne, co pokazują reakcje Ghosta, ale jedynie przedstawia bohaterów w nie za dobrym świetle. Szczególnie parkera, który pod koniec wpadł na pomysł zatrudnienia byłej Starka, bo on zrobił to z jego byłą. Bardzo dojrzale, jak utrzymujesz się w biznesie? Plan Ghosta nie ma sensu... a raczej jego plan, to zaatakuje otwarcie na jakimś wystąpieniu, wielki sabotażysta normalnie i zostaje dość łatwo pokonany. O, i teraz Parker pomagał tworzyć kostium Iron Spider bo recton, nie mam ochoty tego analizować. No i dowiadujemy się jaki jest cel naszego Romulusa. Uważa że moce są problemem dla zwykłych ludzi i dlatego lepiej będzie je zgromadzić jednej
osobie, jemu. Z masy pytań jakie krążą mi po głowie: czemu nie opracujesz technologii pozbawiającej mocy? Co zamierzasz robić w sprawie mutantów i Inhumans, którzy raczej na pewno wciąż będą się ujawniać. Co z magikami, kosmitami, cyborgami i ludźmi ze sprzętem, którzy są taki samym zagrożeniem i niebezpieczeństwem dla innych, jak ci z mocami? Jeszcze praktycznie nie wszedł do akcji, a już jego postępowanie nie ma dla mnie sensu. Ta seria jest kuźnią fatalnych złoczyńców póki co.

Black Widow #3
Darth:
mam teraz mieszane uczucia. Kwestie Black Widow i jej treningu, były już nie raz poruszana i nie jestem jakoś entuzjastycznie do nich nastawiony. Sam też motyw "znam twój sekret, pracuj dla mnie" jest dość oklepany, stąd muszę poczekać na więcej konkretów w tej sprawie. Póki co zastanawia mnie, ilu różnorodnych ludzi ma na zatrudnieniu ten cały Lion, ze może przekazywać takie wiadomości. A poza tym jest trochę niezłej akcji, warstwa graficzna jest niezła i mamy dziwny cliffanger. Piszę dziwny, bo nie mam pewności, jak nagle znaleźliśmy się w tej sytuacji, ze dziecina przebija czymś Black Widow. Czekam póki co na więcej konkretów.

Captain America -Sam Wilson #9
Darth:
A niech mnie, dali nowemu Falconowi jakiś podkoszulek czy też kombinezon, żeby nie latał z gołą klatą. Chwła panu, wygląda przez to mniej niedorzecznie niż wcześniej(kolor zielony nadal chybiony). A jak sama fabuła? jest dobrze. Wątpliwości Sama co do swojej roli oraz krzyki ludu domagających się zwrotu tarczy ich symbolowi narodowemu, są dla mnie zrozumiałe i nieźle prowadzone. Podobało mi się też postawa Steva względem Hill(ona villiani, chce zamieść aferę pod dywan i grozi oskarżeniem Avengers o niepowodzenie jej projektu, choć to nie była w zadnym stopniu ich wina) oraz to jak wykorzystał atak na jego osobę, aby poreperować reputacje swego przyjaciela. Prawie myślałem że ten atak był ustawiony. No ale nie był i jestem tez w stanie zrozumieć, dlaczego Chance zareagował nieco impulsywnie na tą konferencje i jak nieco zgasił Sama wypomnieniem mu jego przemowy z początku jego kariery jako Cap. Coś mi nie zgrało? Misty Knight i Sam jako para. Wydaje mi się to strasznie wymuszone.

Contest of Champions #8
Darth
: Heh, czyli jednak Sentry nie przeżył... albo przeżył tylko teraz złączył się jako Void z symbiotami bo... a nieważne. Ultimates byli i zniknęli. Ich jedynym wkładem w serie, było dostarczenie do Battelwordu white Fox i chyba na tyle, bo nic nie pamiętają, wiec chyba raczej nie
wrócą. Chyba że któryc z Elders sie odezwie do nich. A i Night Trasher jest wraz z nimi już poza grą bo... Ewing najwyraźniej jest jego fanem i chciał go żywego. No bo czemu nie, przecież pokazał w tym momencie jaki jest ekstra i w ogóle, co nie? Coś czuje że skończy w Limbo. W każdym razie, została piątka "herosów" i teraz Maestro naśle na nich alternatywnych Avengersów, zamiast się ich pozbyć jednym ruchem jak to zrobił z Ultimates, bo czemu nie? O, byłbym zapomniał, Outlaw miał niezłą scenę, która robiła by większe wrażenie, gdyby nie zastrzelił małpy na początku.

Invincible Iron Man #9
Darth:
Jak przeżyli wybuch z ostatniego zeszytu? Serio się pytam, przydałoby się na to odpowiedzieć? Nie? No trudno. Numer zabudowany pod tajemnicę, co się stało z Tonym Starkiem, co nie jest zbyt zajmujące, bo dobrze wiemy że jest cały, skoro Rhody przetrwał. No i można tez łatwo się domyślić, ze akcja w barze była ustawką. Rozmowa Friady z jakimś prezesem była niezła, nie wiem czemu mam się interesować tą nastolatką co tworzy własna zbroję, a Doom obrał sobie za cel stalkingu obecna dziewczynę Starka. W sumie, zdarzyło się więcej, niż myślałem.

Moon Knight #2
Darth:
Wydaje się, ze wszystko jest już jasne, choć nadal mam drobne wątpliwości, czy to aby nie jest wszystko złudzeniem lub szaleństwom Marca. Mumie w metrze. Albo jakieś potężne hokus-pokus, albo przenieśli się do innego świata, albo to złudzenia. Inne opcje są, ale nie chce mi się ich wymieniać. Grafika wciąż dobra, dialogi niezłe, wciąż czuje niepewność, no jest dobrze. Czekam na oficjalne
potwierdzenia.

New Avengers #11
Darth
: Ledwo zadeklarowałem, ze jest już jasne z kim trzyma Songbird, a tu taki numer. Nie mogę tracić czujności nawet na moment. A poza tym, numer poświęcony New Avnegers(odrzutom), którzy postanowili oficjalnie działać jako grupa. Może to jest metoda? Podzielić drużynę na pod drużyny, aby czytelnicy nie czuli że ich postaci są pomijane? Z losowych myśli. Rozmowa ze Scarlet Witch była niezręczna, zwłaszcza jak wspomniała o M-Day, jakby to nie było wielkie nic. Masz pojęcie ilu przez to umarło Wando? Pluender to chyba ulubiony worek do bicia Ewinga, dość często pojawia się w jego tytułach o Avengers. No i Clint raczej nie powinien się przejmować wykopaniem z sHIELD, po tym co
miało miejsce choćby w jego serii.

Punisher #1
Darth:
hej patrzę na te rysunki Dilliona i wcale nie wygląda to... o rzesz za bardzo się pospieszyłem, to ma być Frank Castle? Porównajcie sobie inne pracę tego autora, wygląda jak jakiś random, który ubrał jego koszule. dobra, fabuła. Trochę tak jakby Rucka, a trochę jakby Ellis, ale ciężko powiedzieć jak wyjdzie to połączenie. Punisher praktycznie nic nie mówi w tym komiksie, większość uwagi poświęcona jest oddziałowi policji i byłemu wojskowemu, notabene jego znajomemu, jest narkotyk dający boosta do siły oraz psychol kolekcjonujący twarze jako trofea. Potrzebuje więcej numerów. I lepszego rysownika.

Thunderbolts #1
Krzycer:
Czekałem na powrót Thunderboltów. W końcu się doczekałem. No i... nie wiem. Fajnie, że są. Liczę, że autor wyjaśni, czemu właściwie są. Tj - nie, czemu Bucky zebrał grupę, bo to jest dość jasne. Ale czemu Moonstone zgodziła się w niej być? A skoro już o tym mowa - czemu Abner zgodził się w niej być? Od wieków nie miał żadnych kłopotów z prawem, i teraz odrzuca to lekką ręką? Z detali - kiedy do cholery Fixerowi odrosła czupryna, przecież trzy dni wcześniej w Pleasant Hill był łysy. Skoro o nim mowa - oczywiście miło by było, gdyby autor wyjaśnił, jakim cudem Fixer wrócił do współczesności. Jasne, to nie Zub go tu sprowadził, ale to wciąż plothole, który kiedyś można by
wyjaśnić. Chyba, że wyjaśnieniem jest "Secret Wars did it". Jedno, co mnie cieszy - Zub ewidentnie czytał starych Thunderboltów, a przynajmniej czytał opisujące je handbooki. Widać to nie tylko po odniesieniach do początku Boltów, ale i w tym, jak Moonstone
natychmiast skacze po władzę. Problem w tym, że mam wrażenie, że Zub zatrzymał się na Boltach z lat 90, i nie zdaje sobie sprawy z
tego, jak te postaci - i drużyna - zmieniały się przez kolejnych kilkanaście lat. To tylko wrażenie, mogę się mylić. Przekonamy się.
Darth: Słabo. Nie jestem przekonany dlaczego Thunderbolts powinni istnieć, a już na pewno w takim składzie. Serio, jak wyglądał proces ich zebrania? Czemu się na to zgodzili? Niektórzy z nich byli strażnikami w pudle, inni brali aktywny udział w buncie i mordowaniu agentów, a jeszcze inni byli w pobliżu. Wydaje się, ze jednym kryterium było: byli w oryginalnej grupie i to wystarczy. I Kobik. Matko, wiem że była pisana w evencie sprzecznie z charakterem, ale tutaj wypada na niedorozwinięte dziecko, kompletnie nie mającej pojęcia o tym jak powinno się zachowywać oraz co jest złe. No i ma teraz białe włosy z jakiegoś powodu. Ponadto, wszelka powaga tej serii, jest wysysana przez fatalna
warstwę graficzną. Te twarze, te proporcje, te ujęcia arrgh. Jaki jest sens mówić o fabułę, skoro nie widzę pozytyw w tym jak prezentowane są nam same postacie oraz warstwa graficzna?

Uncanny X-Men #7
Darth:
nie podoba mi sie zbytnio, to że magneto zauważył spadającego Angela i to jakoś natchnęło go do dalszego działania. Po co to? Dla jakiegoś symbolizmu? Dziwie się ze Morlocks zgodzili się mimo wszystko wpuścić Creeda, no bo wiecie, wielu ich wytłukł w przeszłości. No i czy Monet była kiedyś w X-Men za czasów gdy Xavier był aktywny w działaniach? A poza tym genocide żyje, ale nie wiem do końca jaki ma plan, wiec póki co się nie wypowiem. Ale nie dopił Magsa i Psylocke ponieważ? No i Emplate działa wśród Morlocków, którzy faktycznie wypleniają marzenie Xaviera niż sami X-men, smutne czasy nastały. Ponownie, muszę zobaczyć jak to się dalej rozwinie.
Krzycer: Retrospekcje z Magsem były chyba ciekawsze od współczesnego wątku z Magsem i Psylocke. No i dzięki brodzie Mags w miarę przypominał tam siebie. Serio, to, jak Lashley go rysuje, to jakiś absurd. Eric przypominałby co najwyżej Cable'a, gdyby nie to, że Cable wygląda starzej, niż Mags tutaj. Za to w wątku z All-New All-Different Morlockami coś się ruszyło, i... No dobra, przyznam, że nie spodziewałem się tej postaci tutaj. Co nie znaczy, że cieszę się na jej widok, bo jest nudna. Nie mówiąc już o tym, że historia Monet to czarna dziura continuity, i wyciąganie z niej czegokolwiek jest ryzykowne. Ale zobaczymy, co Bunn z tym zrobi.



11.05.2016

All-New X-Men vol. 2 #9
Krzycer:
...z jednej strony fajnie było zobaczyć tylu młodych mutantów, którzy dotąd nie pojawili się po Secret Wars, nawet jeśli tylko stali w tle. Z drugiej strony - kurczę blade, przez poprzednie 8 numerów podskurnie czuć było, że Hopeless ignoruje tę całą aferę z mgłami terrigenu, ale nie przeszkadzało to szczególnie w odbiorze. Ale ta imprezka prezentuje się wyjątkowo dziwnie. Tym wszystkim dzieciakom najwyraźniej nic nie jest, żyją sobie gdzieś na świecie i nie mają żadnych problemów. Jestem w takiej dziwnej sytuacji, że w sumie nie podoba mi się ta maniana z mgłami i nie przeszkadza mi, że Hopeless i Taylor w swoich tytułach ją ignorują. Z drugiej strony na tyle zależy mi na continuity, że drażni mnie sytuacja, w której Hopeless tak bardzo ignoruje status quo. A przecież to wszystko to w sumie tylko detal i wstęp do głównej historii. W której Evan jest sympatycznie poprowadzony (choć zabrakło mi wzmianki o Fantomeksie, a przecież wujek Charlie jako jedyny był z rodziny wcale-nie-Kentów był prawdziwy). Zestawienie go z małym Apociem może być ciekawe, może być przekombinowane - przekonamy się w następnych numerach. Tutaj połowa komiksu była... no, była tam akcja, ale umówmy się, że to raczej filler był niż prawdziwa treść. Tak czy inaczej ze wszystkich trzech historii w ramach Apocalypse Wars ta ma najwięcej potencjału.
Darth: Zaglądam tu tylko po to, aby się przekonać że nie ma sensu śledzić serii w ramach eventu. Jak wrażenia? Miło było zobaczyć znowu znane twarze studentów, choć nie jestem pewien czy ich zachowanie jest właściwe, biorąc pod uwagę co się dzieje na świecie. Może po prostu Storm to teraz histeryk z urojeniami, i mylnie przekonała resztę jaki to świat jest okropny? Dalej mamy czas poświęcony Evanowi, co wypada dość nieźle, choć mógł pamiętać ile znaczył dla niego Fantomex czy też Deadpool. Gorzej wypada druga część. Nie wiem czy ta maska była wcześniej w serii, ale wydaje się wrzucona jako plot-convinient, do podróży w czasie jego i Besta, aby mógł stawić czoła swemu... emmm pierwowzorowi jak sądzę. No ale główny problem tego segmentu, to jego długość i zaskoczenia z kim podróżuje Evan wcale nie ma, wiec mogli sobie darować tą podbudówkę.
Darth: Zaglądam tu tylko po to, aby się przekonać że nie ma sensu śledzić serii w ramach eventu. Jak wrażenia? Miło było zobaczyć znowu znane twarze studentów, choć nie jestem pewien czy ich zachowanie jest właściwe, biorąc pod uwagę co się dzieje na świecie. Może po prostu Storm to teraz histeryk z urojeniami, i mylnie przekonała resztę jaki to świat jest okropny? Dalej mamy czas poświęcony Evanowi, co wypada dość nieźle, choć mógł pamiętać ile znaczył dla niego Fantomex czy też Deadpool. Gorzej wypada druga część. Nie wiem czy ta maska była wcześniej w serii, ale wydaje się wrzucona jako plot-convinient, do podróży w czasie jego i Besta, aby mógł stawić czoła swemu... emmm pierwowzorowi jak sądzę. No ale główny problem tego segmentu, to jego długość i zaskoczenia z kim podróżuje Evan wcale nie ma, wiec mogli sobie darować tą podbudówkę.

All-New, All-Diffrent Avengers #9
Darth:
Wiecie kim jest nowa Wasp? Kompletnie nową postacią aka dzieciakiem Pyma sprzed wielu lat, o którym nie ma bladego pojęcia. To wszystko jest grubymi nićmi szyte, zwłaszcza ten fragment, że szkolono ja w Red Room, ale uciekła od niego bo dużo czytała i zrozumiała ze to co będzie robić jest złe. Serio, w całym tym okresie szkolenia nie zadbali o proces indoktrynacji agentów? No i automatycznie jest geniuszem we wszystkim, bo jest córka Pyma i taka musi być. Mam wrażenie że Waid wprowadził ja na odczep się, bo miał wytyczne od szefostwo, aby w regularnym uniwersum pojawiła się córka Pyma jako Wasp, w ramach promocji filmów. Że co proszę, ale nie nazywa się Hope tylko Nadia i fani filmów tego nie uznają? No cóż, Nadia z rosyjskiego znaczy Hope, a więc się liczy. Wracajac do fabuły, Nadia chce się spotkać z Wasp... którą uważa za przyrodnią matkę... chociaż nigdy jej nie widziała i kiedy ostatnio sprawdzałem, oficjalnie przestała być żoną Hanka i dlatego postanowiła spotkać sie z Avengers, aby pomogli jej w dobrym pierwszym wrażeniu. kradzież sprzętu swego ojca to dobry początek, istotnie. A nie mogłaś zwyczajnie do niej zadzwonić? Anyway, większość Avengers mogłoby nie być, Jarvis prezentuje się najlepiej w zeszycie, kliszowe "tylko Wasp moze pomóc", by pokazać ze jest dobra i zasłużyła na ich zaufanie, Vision po raz drugi lekko świruje przez Kanga(chyba) i to była raczej strata czasu. Pewnie teraz będzie w teamie w ramach promocji, czy coś. Cudnie.

Black Panther #2
Darth:
Scenarzysta na pewno wykonał zadanie domowe, to muszę przyznać, bo jest sporo elementów znanych z przeszłości, to się chwali. Natomiast sama historia, póki co wypada nieszczególnie. Główna oponentka, póki co pokazała za mało abym wyrobił sobie na nią zdanie, problemy wewnętrzne Wakandy nie wypadają jeszcze na tyle interesująco, abym śledził je zainteresowaniem, jest girl power, Black Panther ma pewne problemy z tym co zrobił Shuri(nie jest do końca jasne co, ale widać, ze to coś istotnego), a grafika jest całkiem dobra. Dam temu jeszcze czas, bo póki co to wszystko sprawia wrazenie zapowiedzi czegoś wielkiego.

Darth Vader #20
Krzycer:
Szkoda, że seria się kończy za parę miesięcy, bo to najlepszy gwiezdnowojenny tytuł Marvela. Z drugiej strony, jeśli Gillen od początku miał zakończenie w głowie, to pewnie tym lepiej, że będzie mu dane skończyć na własnych warunkach. A tymczasem - inspektor był świetny, tak jak R2KillU i murderThreepio byli świetni. Vader za to był nieco bardziej wycofany w tym numerze. Choć jego reakcja w rozmowie z Imperatorem była porządna. Imperator za to... hm. Niby wiemy, że on bywa gadatliwy (patrz: Powrót Jedi), a mimo to coś mi fałszywie pobrzmiewało w tej scenie. Ale poza tym - bardzo przyjemny komiks. I chyba nawet do Larroci się w końcu przekonałem.

Deadpool #11
Darth:
Wiecie, nie podobała mi sie ta historia z początku, ale teraz gdy się skończyła, to myślę ze była dobra. Nie kupuje tego ze Creed był przygotowany na Terrigen, ale podobała mi się postawa Wadea. który znajdował nowe sposoby sposoby, aby jednak rozerwać Creeda na strzępy. Nie zabiłeś moich rodziców? Ale mnie nie powstrzymałeś i jesteś współwinny. Poza tym, nie zapomniałem co zrobiłeś Copycat(nice continuity). Magneto był tu trochę zbędny, ale miało to uzasadnić rezygnacje Wadea z dalszego torturowania Creeda, kiedy ten się za niego wstawił. Muszę przyznać, ze był to chyba jego najlepszy występ "po stornie dobra" póki co. Podobała mi się tez rozmowa ze Strangem, a także spalenie ostatecznie dziennika oraz kasety, symbolizujące, że Wade(na razie) zapomina o przeszłości i skupia się na tym co teraz jest ważne. Tak więc pozytyw. Niespodziewany.

Guardians of the Galaxy #8
Darth:
O w końcu jakiejś info i scenki dziejące się sprzed rozpoczęcia akcji tej historii. Szkoda że zawiera wszystko to o czym wiemy, lub moglibyśmy się domyśleć. No więc Venom i Groot wpadają do więzienia Badoon, gdzie są trzymane Skrulle. I to wkurza Venoma, bo on ich nienawidzi, za to ze dobrali mu się kiedyś do symbiota. Nie ci sami, ale z jego rasy. Tak, jest rasistą który zapomina o urazach i takie tam. I wśród Skrulli są jakieś super-Skrulle(czemu mogą łazić swobodnie nie wiem) stworzenie w czasie Annihaltion Wave... zaraz czy ich masowa produkcja, nie nastąpiła po niej i była dokonana przez odłam Skrulli pod kierownictwem Vernakę? Ci tutaj twierdza, że nie byli na Ziemi. Do diabła Bendis, Secret Invasion to twoje historia. W sumie nie zdarzyło się nic. Znowu.

Illuminanti #7
Darth:
Finałowy numer i pewnie zabrzmi to dziwnie z mojej strony, ale nawet żałuje że to się wszystko kończy. Początkowe numery nie były dla ,mnie za dobre, warstwa graficzna nie podobała mi się, ale wraz z rozwojem akcji, nawet zacząłem się wkręcać w serię. I akurat nadeszła kasacja, zatem wszystkie watki zostają załatwione na szybko. Po kolei. Nowe moce Titani okazały się sprawką Hooda, co znaczy ze nie było dobrego powodu, aby akurat ona musiała zostać jego "wybranką". Grupa Hooda sie rozpada, bo ten na spotkaniu zaproponował im uderzenie w bliskich Avengers, w ramach zemsty za Plesant Hill. Nie bardzo to działa, albowiem to SHIELD było głównym inicjatorem, a Avengers o niczym nie wiedzieli, stąd nie dziwie się oporom zgromadzonych. Próbują to tłumaczyć problemami rodzinnymi Hooda, co działałoby lepiej gdyby pokazano nam więcej scen w tej sprawie niż ta jedna na początku zeszytu, a potem i tak przechodzą w kwestię "moc którą zdobyłeś robi z ciebie świra". Hood pokonany łatwo, Titania ma swoja odpłatę i godzi się z mężem, jednocześnie akceptując swoje życie, te dwa ostatnie akurat wyszły w miarę. Thunderball po prostu rezygnuje(był dość zbędny), a blond włosa czarodziejka zajmuje się oszustką. Krótko: nie byłem fanem serii, z czasem zaczęła się poprawiać i osiągać dobry poziom, ale wraz zakończeniem, wyszła w sumie taka sobie. Może jeszcze trochę nad nią pomyślę.

Ultimates #7
Darth:
Czas na Ultimates, którzy prowadzą rozmówki na temat tego, czy powinni uśmiercić Anti-mana,bez procesu. Nie jest to takie jednoznaczne, zwłaszcza że posiada dość potężne i kłopotliwe moce. To może być niezłe. Ciekawiej prezentuje się natomiast codzienne życie Carol Danvers i to jak musi sobie radzić jako reprezentant interesów Ziemi. Nie dziwie się ze obcy maja na nas oko, no bo w końcu ile potężnych artefaktów stamtąd pochodzi? No i nie dziwie się jej reakcji, na wieść o kolejnym Cosmic Cube w produkcji. Przykro mi Darwinie, powinniśmy przestać istnieć już dawno temu. No i nadchodzi On. Oto Thanos w całej swojej klasie, nie używający jakiś durnych spluw. Trochę convinient, ze znalazł się akurat na tym statku, by to wszystko usłyszeć ale mniejsza. No to teraz do Civil War II.... och, racja.
Krzycer: Bardzo intrygujące. Choć na mój gust trochę za dużo czasu spędziliśmy z Carol kłócącą się o eksperyment. Tak na marginesie, to czy córka Brasheara pojawiała się już wcześniej? Chyba nawet nie wiedziałem o istnieniu tej postaci.

Venom -Space Knight #7
Darth
: Venom symbiot się zbuntował czy coś i teraz zabił innego symbiota i odleciał śmiejąc się maniakalnie. O nie co za szok, nie mogę usiedzieć... a nie, jest mi wszystko jedno. Ale żem się wysilił pisząc tutaj.

Web-Warriors #7
Darth:
Jak bardzo świadczy to o poziomie komiksu, że najlepsza w niej rzeczą jest Ducktor Doom i Duckboty? Niestety wpada tylko na chwilę. Wiecie co, mam dość streszczam się. Kreskówkowe rysunki są marne, Spider-Punk i jego afekt do spider-Gwen jest creepy, najwyraźniej każdy spider może dostać się na Ziemię-001, kiepskie żarty, słabe zapychacze, wielkie roboty znikąd.... Spider-Ham wywołał mini tornado, machając szybko swoją ręką. Jestem załamany.


AgentsOfShieldBanner.jpg


Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x16 "Paradise Lost"

Utek: Odcinek, który obfitował w kilka mniejszych wątków, co nie znaczy, że były one mniej ważne. Dowiedzieliśmy się kilku faktów z przeszłości Lincolna, Fitz oraz Simmons dostali nowy wątek, który może zaprocentować w przyszłości. Pojawiła się w tym epizodzie nowa postać, mam nadzieję, że nie był, to tylko gościnny występ, która zaoferowała Daisy i Lincolnowi coś, co może (tak przypuszczam), pomóc im w pokonaniu Hive'a. No właśnie jak już o nim mowa, to wciela on kolejne punkty swojego planu w życie a, tych, którzy nie są mu posłuszni karze. Najdobitniej przekonał się o tym Malick, który stracił chyba jedyną ceną rzecz w swoim życiu. Po prostu błędy przeszłości w końcu go dopadły. Wracając do ekipy Agentów, to wpakowali się oni w niezłe tarapaty z, których będzie próbował ich ratować oddział Secret Warriors, dowodzony przez pannę Johnson. Epizod zawierał sporo scen akcji, najciekawszą z nich była, ta pokazująca potyczkę May z Giyerą. Bardzo ciekawie w tym odcinku wypadł Coulson, który zaczął coraz bardziej kwestionować sens decyzji jaką podjął w odcinku z finału jesieni. Już nie mogę się doczekać kolejnego odcinka!

Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x17 "The Team"

Utek: "Odcinek pełen niepewności, zdrad, braku zaufania a także zgonów. Pewne wątki zostały definitywnie zakończone a pewne dopiero zaczynają kiełkować na przyszłość. Atmosfera budowania tego, kto jest zdrajcą w szeregach Secret Warriors, wyszła twórcom tego serialu bardzo dobrze, prawie do ostatniej minuty obstawiałem kogoś innego z tej czwórki Ihumans, która była w siedzibie Tarczy. A tu proszę niespodzianka, można powiedzieć, że lekkie zaskoczenie i tym samym, ta postać w końcu nabrała wyrazu. Hive znów wygrał kolejną potyczkę, kolejny element jego coraz bardziej krystalizującego się; w przenośni i dosłownie; planu doszedł do skutku. Teraz czas na, to by Shield wyszło na prowadzenie. Po raz kolejny Coulson dostaje bardzo emocjonalną scenę i pokazuje, że jest postacią pełną emocji i tego, że dba o własnych ludzi. Akcja nabiera tempa, figury na szachownicy zostały wprawione w ruch, do końca sezonu zostało tylko 5 odcinków, które zapewne będą coraz bardziej naładowane emocjami oraz akcją. Zaś temu odcinkowi należy się mocna 8 z plusem, za to, że iż pokazał, że widza można jeszcze bardzo zaskoczyć.
Krzycer: Coś się jakby poprawiło. Nie cierpiałem podczas seansu tak, jak przy większości poprzednich odcinków. Wciąż nie był dobry, ale przynajmniej wróciliśmy do poziomu minimum kompetencji... mniej więcej. Motyw zamknięcia bazy i szukania kreta miał parę wyjątkowo durnych momentów. Ale przynajmniej parę scen się udało - kluczowa Fitza i Simmons, ta wieńcząca odcinek (finał, nie epilog) i ...zapędziłem się w swoim entuzjazmie. Ale dwie niezłe sceny to wciąż więcej, niż uzbierałoby się w paru ostatnich odcinkach razem wziętych.

Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x18 "The Singularity"

Utek:Jestem zachwycony tym odcinkiem, który był przesycony sporą dawką napięcia. Tymi, którzy w tym odcinku dostają swoje tzw " pięć minut" jest duet FitzSimmons (pisane razem, tak tą parę nazwali fani serialu). Przez chwilę dzięki nim poczułem się jakbym oglądał ponownie film Kingsman. Do tego w tym epizodzie nie zabrakło kolejnego elementu a nawet kilku niecnego planu Hive'a, który zdążył już zrekrutować kolejnych Inhumans, także tych, którzy dosłownie przed chwilą poddani zostali procesowi terrigenezy- tak dobrze kojarzycie, pojawił się nowy Inhumans, postać z mocami, która jest dobrze znana fanom serii Secret Warriors pióra Jonathana Hickmana! Podpowiem, że ten ktoś pojawił się w Agentach już kilka odcinków temu, widać, że scenarzyści mają pomysł by wykorzystać potencjał tej postaci w finale trzeciego sezonu. Dostaliśmy także nawiązanie do Kapitana Ameryka, jakie mianowicie, tego nie zdradzę, po prostu musie obejrzeć ten odcinek. Moja ocena, to 9/10!
kuba g:Znów przyszedł ten moment gdy mam ochotę przestać oglądać ten serial. Jest teraz tak bezbarwnie jak było w połowie pierwszego sezonu. Nie no, serio, jak można wrzucić tyle wydarzeń w jeden odcinek, każdy przestawić jakby nic się nie działo faktycznie na ekranie i jeszcze do tego dobić je drętwymi dialogami. Tragedia.
ecko09: Średniawy odcinek. Nic wielkiego się nie działo, żadnych twistów czy innych niespodzianek, w zasadzie nic wartego zapamiętania. Miło zobaczyć tego aktora z Mumii grającego doktorka.
Krzycer: Muzyka mówi mi, że mam być przejęty przez cały seans. Szkoda, że cała reszta nawet nie próbuje. I, hej, zrobili z JT australijską podróbkę Gambita. Psie Sabo, nie idźcie tą drogą... choć w sumie typ postaci podobny. Przynajmniej jest John Hannah, więc znowu w obsadzie jest choć jeden aktor, którego lubię.
Misiel: Tyle dobrego, że nie grają już w ping ponga Idiot Ballem, jak w poprzednim odcinku. Ale faktycznie, tak bezbarwnie nie było od czasów pierwszego sezonu.
strz1: Odcinek slaby ale chyba i tak pewna poprawa. Druga polowa sezonu jest poki co bardzo slaba. Miejmy nadzieje ze w okolicach Capa 3 sie rozrusza.

Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x19 "Failed Experiments"

radzio78: Odcinek w porządku, dobrze się oglądało. Mam nadzieję na porządnego kopa w związku z wątkami z Civil War. Nie rozumiem tej krytyki ostatnio, to po prostu lekki, solidnie zagrany serial do kotleta. Dobrze, że to nie seriale od CW, że wszystko wcześniej wiem o odcinku zanim się ukaże.
Krzycer: Walka Daisy ze smerfem była fajna. No i Johna Hannah zawsze miło się ogląda. Reszta pozostawia mnie kompletnie obojętnym.
 

Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x20 "Emancipation"

Utek: Jestem pod ogromnym wrażeniem tego co twórcy serialu zaprezentowali nam w tym odcinku. Pokazali, że postać Lasha była po coś, że mimo tego iż był dzikim Ihumanem zachował w sobie cząstkę współczucia. To on sprawił, że Daisy już nie jest pod wpływem Hive'a. W trakcie trwania fabuły dostaliśmy także popis mocy tzw. Ghost Ridera-tak wiem w komiksie Secret Warriors, miał pseudonim Hellfire. Podobało mi się wyniki pewnego eksperymentu, którego jako widz byłem naocznym świadkiem. Nie należy także zapominać o kilku nawiązaniach do fabuły Captain America: Civil War. Nabrałem się na twist odcinka, scenarzystą udało się mnie zaskoczyć takim rozwiązaniem. To był ostatni odcinek, tuż przed wielkim finałem 3 sezonu. W sumie czy wielkim, to się dopiero okaże, wybuchowym na pewno. Moja ocena "Emancipation", to mocne 8+/10
radzio78: Jakoś tak dziwnie zostały rozwiązane nawiązania do Civil War. Były, bo...musiały być? Trochę więcej ciągle tej samej nierozstrzygniętej rozmowy, nic więcej. Głupi byłem, że spodziewałem się czegoś więcej, nadal nie dociera do mnie jak bardzo nienawidzą się twórcy AoS z twórcami filmowego MCU. Odcinek super, świetnie napisani i zagrani Coulson i Talbot.

Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x21 "Absolution" & 03x22 "Ascension"

Utek: Jestem zachwycony- mały telewizyjny budżet nie pozwalał na wiele, ale tyle w tych dwóch odcinkach twórcy napchali wątków, że się udało utrzymać napięcie od pierwszej do ostatniej minuty. Historia Daisy Johnson zatoczyła koło. W finale poniosła śmierć osoba, która już od wielu miesięcy nie miała zbyt dużej popularności wśród fanów Agentów. Coulson w scenie żywcem wyjętej z IV Ep. SW rządzi! Sporo się działo a emocje po zakończeniu trzeciego sezonu jeszcze we mnie kipią. Brak mi słów na, to co scenarzyści pozytywnego powyprawiali w tych 90 minutach. Akcja w większości pędziła na łeb na szyję. Ciągle były mylone tropy, kto zginie. Był nawet przebłysk alternatywnej przyszłości. Epilog 6 miesięcy później pokazuje, że AoS ma jeszcze wiele pomysłów na fabułę kolejnych sezonów. Czy ten serial pójdzie w jeszcze bardziej mroczniejszą stronę niż w trzecim sezonie? Wiele na, to wskazuje np. zmiana godziny emisji. To najlepszy superbohaterski serial w ogólnodostępnej TV jaki widziałem (oglądam). Na pewno czekam w 4 sezonie na powrót Bobby oraz Huntera, pewnie będą ścigać pewną byłą agentkę. Ocena 3x21/3x22 nie może być inna niż 10/10!
strz1: Podwojny odcinek naprawde niezly. Nawet smierc pokazana w calkiem niezly sposob. Prolog z uciekajaca Daisy podoba mi sie slabo ale zobaczymy. Co do efektow to dla mnie bylo slabo. W momencie w ktorym Mack strzelil z shotgun (nie wiem czemu wczesniej uderzal kolba) zero efektu u trafionego minionka.
Ragnus: Niestety najsłabszy ze wszystkich 3 finałów. Niektóre sceny zapadną w pamięć, a o innych już nie chcę pamiętać. Jak to jest, że wyszkoleni agenci jeden po drugim dają się zamienić w prymitywnych? Nie widać nigdzie ciał pobitych agentów ani tych co przeżyli - zostali zamienieni wszyscy prócz głównych bohaterów? Daisy irytowała jak nigdy wcześniej. Jej walka z Hive ok, ale cała reszta wywoływała ból mózgu.
radzio78: Odcinek ogólnie się bardzo podobał, ale były też takie elementy, które baaaardzo mi się nie podobały. Podzielę więc wypowiedź na dwie części.
 1. Czy naprawdę Marvel też musi mieć swojego Snydera? Pomysł ze smaczkiem w postaci przekazywanego krzyża świetny, ale tak chamsko wpychana do gardła symbolika Chrystusa, umierającego za niegodną ludzkość (rozmowa Lincolna z Wardem przed śmiercią)? Seriooo? Tak, mówię to jako katol. Druga rzecz. W przeciwieństwie do poprzedników nie będę chwalił sceny śmierci wspomnianego. Już to widzieliśmy nie raz, zarówno ten schemat (wywożenie bomby w bezpieczne miejsce) jak i ukochaną z poczuciem winy. Niestety, ładunek emocjonalny na poziomie finału Dark Knight Rises (którego notabene nie lubię, ale to inna sprawa) to to nie jest, szczególnie że Lincolna mało kto lubił, ja też. Dziwna ta Skye tutaj była w tych odcinkach. Niestety też, szkoda że Hive'm był Ward - takie drewno - o ile by to wszystko było lepsze jak by był budzącym grozę Wielkim Przedwiecznym. Było jeszcze parę innych rzeczy, które mi się nie podobało, ale wyleciało mi z głowy, jak mi się przypomni to dodam.
2. Plusów jest dużo więcej. Wspomniałem o Wielkim Przedwiecznym. Fenomenalna kreacja! To mógł być najlepszy sezon, gdyby to była jego stała forma - no ale niestety, budżet. Cieszy mnie pozbycie się Warda, jak wróci to się porządnie zdenerwuję. Jeden z najlepszych easter eggów w tym serialu, wspomniane przez poprzedników "Obi-Wan, you are my only hope". Nie pierwsze nawiązanie do tej sagi w tym serialu (I'll be damned- Tatooine!), ale fenomenalne. Pochwaliłem już motyw z krzyżem. W sumie podobało mi się jak zmieniany był trop dotyczący tego, kto się poświęci, ale jakoś wyczułem, że Lincoln (ale w sumie w Yo-Yo też uwierzyłem już w pewnym momencie). Cieszy mnie, że nie zginął nikt z duetu Fitz-Simmons, bo po zabranych nam Bobbie i Hunterze (w najlepszej scenie sezonu zresztą moim zdaniem) byłoby mi naprawdę smutno. Muszę pochwalić cały sezon, lubiłem go. No, tych rzeczy, które mi się podobały też było więcej, ale to z tych ważniejszych.
3. Niezapowiedziana część trzecia, spekulacje. Jakoś mam wrażenie, że po tym jak tajemniczo zniknął Fury na Civil War, to on wrócił na stanowisko dyrektora SHIELD. Paradoksalnie to by był spory plot twist. Jakoś mi się nie chce wierzyć w Marię Hill a tym bardziej Starka, bo by się pojawiał w Agentach a to Robert Downey Jr...Co sądzicie o Aidzie? Jakieś tropy z komiksów czym ona jest? Z czym to łączyć w ogóle? Co sądzicie w ogóle o tym "6 miesięcy później"? Spekulacje dlaczego Skye/Daisy jest ścigana? Nie chce podpisać Soccovia Accords? xD O co chodziło w ogóle z tym wątkiem "Robina"? :P Coś było wcześniej, ale już nie pamiętam.
Nekros: Kurde po obejrzeniu finału widać w tym serialu sporo zmarnowanego potencjału. Przede wszystkim jest niesamowicie przedramatyzowany. Za to, gdy postacie wyjmują kije z tyłka jest naprawdę super. Czy to niewidzialny pistolet, toporo shotgun, czy hologram z Star Wars, dało mi to sporo frajdy i bardziej pasowało mi to do bohaterów, niż przedramatyzowane dialogi. Poza tym scena w kosmosie pobiła Man of Steel i BvS pod względem debilnego Jezusowania. No dobra żartuje, tak źle się nie da.
kosa480: Jak dla mnie finał, to tylko potwierdzenie tego, że na koniec sezonu AoS spina dupę i daje rady. Niestety co sezon zabawa zaczyna się coraz później. Mnie też przypasowała przybitka do New Hope. Poza tym świetnie, że finał był w formacie "dwugodzinnym". Tęsknie za czasami, kiedy większość seriali kończyła się w ten sposób, pozostawiając widza z rozdziawioną japą i potrzebą hibernacji aż do nienadejścia kolejnego sezonu, po konkretnym cliffhangerze. Tęsknie za Lost...
Krzycer: Ech. Ktokolwiek wymyślił, by dramatyczny finał rozgrywał się między najnudniejszym złoczyńcą i najnudniejszym bohaterem serialu zasługuje na jakiś wyjątkowo nudny los. Maratonowanie tego serialu czy coś. Ale ostatnie momenty Warbiego były całkiem fajne. No i cieszę się, że wbrew moim oczekiwaniom John Hannah przeżył finał, bo to obecnie jedyna postać/aktor, którego ogląda mi się z przyjemnością. Trochę jak MacLachlan w poprzednim sezonie. Liczę, że będzie się dalej pojawiał w następnym - zresztą finał by to sugerował, ale cholera wie, robot może go zabić w pierwszej minucie następnego odcinka...


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w dziale Agents of S.H.I.E.L.D.


Redaktor prowadzący: Rodzyn

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.