Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #29 (04.02.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 4 luty 2008 Numer: 5/2008 (29)


Po okresie dominacji x-tytułów wreszcie doczekaliśmy się odmiany. Miniony tydzień stał zdecydowanie pod znakiem Avengers. Fani tej grupy dostali kolejny numer Mighty, annual New, następną część powrotu do House of M i na deser dwa komiksy poświęcone Kapitanowi Ameryce (w jednym z nich poznaliśmy odpowiedź na pytanie o następcę Steve'a Rogersa - dobrze, że nie zakładaliśmy się o pieniądze).



Captain America vol. 5 #34
avalonpulse0029e.jpg
Gil: Ręka do góry, kto był zaskoczony? Nie widzę, nie słyszę. No cóż, chociaż spodziewaliśmy się tego wszyscy, efekt jest całkiem przyjemny. Bucky jakby trochę złagodniał po założeniu flagi, ale miejmy nadzieję, że nie będzie się powoli zmieniał z badassa w wujka Sama, bo wiele na tym straci. Mimo wszystko, Człowiek-Flaga dziurawiący kolana przeciwników robi wrażenie, chociaż nie jestem Jankesem. No i otoczka, jaka temu towarzyszy, jest naprawdę solidna. Zdecydowanie najmocniejszym punktem numeru jest finał, w którym wyprani agenci S.H.I.E.L.D. strzelają do tłumu demonstrantów. Intryga Red Skulla jest doprawdy imponująca - Captain Bucky będzie miał problem.
Ocena: solidne 8/10
redevil: No dobra, mamy nowego Captaina i to jest plus. Ale liczę, że w najbliższej przyszłości chłopak zdecyduje się używać najpierw broni, potem ewentualnie tarczy, a nie na odwrót. A poza tym jak już nosi giwerę, to nie mógłby jakiegoś karabinu? Cudna za to jest rozmowa Starka i pana Sekretarza (czy kim on tam był) - do bólu szczera i jak zwykle problemy rozbijają się o kasę.
Niemniej odnoszę wrażenie, iż ja i Bru mamy odmienne zdanie na temat, jak powinny toczyć się przygody w serii. 6/10
Jaro: Debiut Bucky'ego w nowej roli wyszedł bardzo dobrze. Ładnie podkreślone zostały różnice pomiędzy nim, a Rogersem, dobrze też ogląda się jego współpracę z Black Widow (a zabrać ją w cholerę z Mighty Avengers, i tak tam tylko statystuje na dobrą sprawę). Jednak... na pierwszy plan wysuwa się nie pojawienie się nowego flagochłopa, lecz misterny plan Red Skulla, za którego dopracowanie Brubakerowi należą się duże brawa. I wreszcie końcówka, która powinna stać się zapalnikiem do naprawdę konkretnego bałaganu. Ocena: 8,5/10; soundtrack: Sepultura - Politricks
Krzycer:
Dobre! Nawet bardzo dobre! Praktycznie cały numer to debiut Bucky'ego we fladze, ale wypada prześwietnie, zwłaszcza finałowa akcja z tarczą i spluwą. Widać, że Bucky w nowym wcieleniu jest milszy dla wroga, wali po kolanach :)
Sam pomysł na ekonomiczne zaatakowanie USA - przedni. No i podstawieni agenci w finale, doprowadzający, niewątpliwie, do eskalacji... Cudo komiks. Bru rządzi.

House of M: Avengers #4
Gil: Jeden wielki ziew. Tak jak podejrzewałem od początku, ta historia zmierza dokładnie do punktu wyjścia HoM, czyli do zlikwidowania Kingpina. Po drodze wszystko właściwie jest przewidywalne, a nic się nie zmienia poza imagem Cage'a, przez co wrażenie upływu czasu jest zachwiane. Podtrzymuję swoje zdanie, że seria nie należy do złych, a raczej niepotrzebnych. Ocena: 4/10
Jaro: Felicia robiła dla Cage'a, ale to żadna niespodzianka przecież, tak samo jak manto, jakie zebrała później paczka Kingpina. Za bardzo odkrywczy ten numer nie jest (podobnie zresztą jak cała mini-seria), ale braki fabularne po raz kolejny rekompensują całkiem nieźle prowadzone postacie i więcej niż dobre rysunki Perkinsa. Jednak chyba HoMowi Avengers wypadaliby lepiej, gdyby pokazać kilkudniową, dynamiczną historię z ich udziałem, a wszelkie niuanse, śmierci itp. wyjaśniać w jakimś załączniku w postaci "Thunderbird's files".
Ocena: 5,5/10; soundtrack: Mike Patton & The X-Ecutioners - Pimps Up, Aces High!


avalonpulse0029f.jpgCaptain America - The Chosen #6
Gil: Poprzednie pięć numerów było nijakie, ale finał okazał się zaskakująco dobry. Nagle wszystko ma sens - nie musi się podobać, ale ma sens. Jeden debiut nowego Kapitana już w tym tygodniu mieliśmy, więc coś zupełnie innego może się obronić, a fakt, że ma to bardziej symboliczny wymiar, zdecydowanie pomaga. Nie jest to jakaś wielka rewelacja, ale finał i rysunki zdecydowały o pozytywnej ocenie całej serii. Ta ocena to: 7/10
redevil: Pierwsze pięć numerów podobało mi się, ale ten po prostu mnie zachwycił. Mimo, iż komiks jest zbudowany na patosie i patriotyzmie, to jednak nie jest typową sztampą. Mimo, iż wiem, jak potoczy się historia, to sposób w jaki ją podano, jej detale sprawiają, iż historię się czyta, a nie przewodzi wzrokiem po literkach (Krzyś, ucz się!). W końcu Captain America umiera, a nie oglądamy tego często :) Do tego porządne rysunki i mamy naprawdę porządną mini serię ze świetnym finałem. 8/10

Fantastic Four #553
Gil: Numer ten jest doskonałym podsumowaniem runu McDuffiego, bo zawiera wszystkie jego charakterystyczne cechy: pseudonaukowy bełkot, mieszanie w podstawach marvel science, bezsensowne konfrontacje i absurdalne rozwiązania. Zacznijmy jednak od pytania: Czym się będą różnić członkowie F4 za 80 lat od dzisiejszych? Wizualnie prawie niczym, oprócz tego, że ci, którzy mogą, mają brody. Gdyby nie emanacja absurdu, pozazdrościłbym Reedowi żony, która w wieku 100 lat ma taką figurę. No, ale mniejsza z tym. Innym odkryciem numeru jest fakt, że Doom nigdy nie kłamie. Taa... jasne... A co się robi z facetem, który próbuje zmienić przyszłość, żeby rządzić światem? Oczywiście, wysyła się go do świata, gdzie może sobie porządzić, bo przecież intencje miał dobre. Heh... O tej części dotyczącej podróży w czasie już wolę nie wspominać. Żegnam, panie McDuffie. Ocena łaskawa, bo było śmiesznie: 4/10
Hotaru: W samą porę tytuł ten przechodzi w ręce Millara i Hitcha, bo trudno sobie wyobrazić, by pod czujnym okiem McDuffiego mógł upaść niżej. Bzdury uchodzące za fabułę są tak niedorzeczne, że nawet artysta dał sobie w końcu na wtrysk i przestał się starać, do tej pory można chociaż było zawiesić oko na rysunkach a'la Alan Davies. Może McDuffie uważa, że robi przysługę Millarowi - Szkotowi będzie teraz bardzo łatwo przebić poprzednika, ale przecież nikt nie wątpił, że Millarowi udałaby się taka sztuka, nawet gdyby McDuffie dał z siebie 150%. Ale cóż, wreszcie odchodzi - teraz kolej na Hudlina.

Daredevil vol. 2
#104
avalonpulse0029g.jpg
Gil: Daredevil jednak nie przekroczył granicy i dalej miota się, podczas gdy Fear pociąga za jego sznurki. Poza tym, na scenę wkracza Hood, tym razem osobiście i z zaskakującą ofertą. To wszystko sprawia, że mamy najlepszy jak dotąd numer tej opowieści. Wszystko, co było konieczne, zostało już obgadane, więc teraz pora na więcej akcji, a potem pewnie jeszcze więcej, co z chęcią zobaczę, bo historia jest wciągająca. Z jakiegoś powodu wydaje mi się też, że klimat jest silniejszy niż poprzednio, więc to dodatkowy plus. Ocena: 8/10
Krzycer:
Bru rządzi i tutaj. Co prawda palnik okazał się straszakiem, ale i tak wyszło to nieźle. Ale znowu od miotającego się, wściekającego i bezradnego Murdocka (ależ ten Bru się nad nim znęca...) bardziej zainteresowały mnie zakulisowe rozgrywki Feara i Hooda. Jest dobrze, zbliża się finał.

Mighty Avengers #8
Gamart: Historia z symbiotami okazała się niezłym powrotem o jakieś 20 lat wstecz, ale sytuacja z zespołem, który musiał po prostu odganiać się od przeciwników, czekając na Iron Mana, całkiem ładnie poprowadzony. Cała akcja wyraźnie działa się za szybko, ale chociaż mieliśmy okazję zobaczyć ciekawe hasła do Baxter Building, prześledzić historię nosicieli symbiotów i dostaliśmy najlepszy moment numeru, czyli paranoiczne przemyślenia Iron Mana, który zaczyna powoli odloty zaliczać zrzucając wszystko na Skrullów. Spotkanie z New Avengers przeprowadzone dobrze, chociaż to wszystko za szybko się działo, historia miała potencjał na parę numerów. No, ale przy tempie wychodzenia komiksu inaczej sie nie dało. Koncówka i zapowiedź "oj ty zły Doomie, tak nas atakować? Teraz cię zniszczymy o!" też pachnie klimatem dawnych lat, ale czekam, bo to nadal dobry komiks jest. Tak sobie od Jaro jeszcze motyw muzyki ściągnę: 7/10 Black Sabbath - Paranoid
Gil: Z jakiegoś powodu, ta seria wydaje się dużo lepsza, kiedy wychodzi częściej. Mimo tego, że praktycznie cały ten numer został już streszczony w New Avengers, czyta się go całkiem przyjemnie. Co prawda, w kilku miejscach coś mi nie pasowało, ale już odpuszczę. Dobre i sensowne są przemyślenia Antosia, jego konfrontacja z Clintem i późniejszy brak bijatyki między Avengers. Cały pomysł z wirusem i Doomen wygląda trochę gorzej. Z ciekawostek dowiadujemy się, że minęło zaledwie 2 tygodnie od początku Inicjatywy oraz że Wonder Man jest Skrullem. Bagley jakoś sobie radzi, chociaż bez rewelacji. Symbiontyczny pies fajnie mu wyszedł. Ocena: mocne 7/10
Hotaru: Mam problem z tym tytułem. Nie czytam New, bo rysunki Yu działają na mnie jak znalezienie kręconego włosa w sosie podczas posiłku, a teraz w Mighty rysuje Bagley i... cóż, nic dziwnego, że rysuje w takim tempie, jeśli w ogóle się nie stara. Jego prace sprawiają wrażenie narysowanych na kolanie szkiców, na które ktoś niechlujnie nałożył tusz i kolory. Brzydko. Co się tyczy scenariusza Bendisa, to... w tym całym numerze warte przeczytania są dwie stronice. Cała reszta to śmieci, czytając mam wrażenie, że to jakiś kiepski fanfic, a nie scenariusz komercyjnego komiksu. Oby Secret Invasion okazało się lepsze.
Jaro: Fajne czytadło i nic poza tym, może oprócz bardzo ładnego pokazania tego, co przechodzi Stark, no i jeszcze może lekkiej dawki humoru. Bagley się momentami nie wykazał, jednak z dwojga złego wolę to, niż opóźnienia, w dodatku niestety niespecjalnie podparte jakością (yo, Monkey Boy Cho). Ciekawostka - przy wszystkich nosicielach symbiontu były napisane ich imiona i nazwiska, z wyjątkiem jednego, który figurował pod "Spider-Man". Znaczy, że tu chyba "One More Day" już działa... Ale nie działa niestety w nowomścicielskim annualu, co daje mały zgrzycior.
Ocena: 6,5/10; soundtrack: Gamart już rzucił konkretnym kawałkiem.

avalonpulse0029h.jpg New Avengers Annual #2
Jaro: Pięknie to zostało rozegrane. Wyłączenie Strange'a z walki było niezbędne fabularnie, aby nie było powtórki z poprzedniego starcia z bandą Hooda, jednak jego rozstanie z Avengers w końcówce -- to rodzi tyyyle pytań. Sama rozwałka została bardzo ładnie zaprezentowana (rysownik się sprawdził i nawet nie było mi tak tęskno za bazgrołami Yu), podobała mi się zwłaszcza błyskawiczna reakcja Spider-Mana (śmigającego na początku bez maski) i ratowanie dzieciaka, to wszystko potem uzasadnia chęć zarejestrowania się Jess. Chociaż... Peter mógł oczywiście być Skrullem i bawić się w skrullego Cable'a i ratować swojego skrullego małego mesjasza ;) . Całość podlana jest naprawdę solidną dawką humoru, a rysunki na całe szczęście dobrze wpisują się w klimat. Ocena: 8,5/10; soundtrack: Sepultura - Under Siege
Gil: Jest dobrze. Sporą część historii zajmuje wprawdzie dość chaotyczna bijatyka, ale cała reszta zawiera to wszystko, co w New Avengers najlepsze. Jest dobry humor, jest sensowna fabuła, są zaskakujące zwroty akcji, a do tego znalazło się miejsce na załatanie kilku wcześniejszych dziur. Dużą przyjemność podczas czytania gwarantują przede wszystkim świetne i rzeczowe dialogi, bez zbędnej wody. Momenty takie jak wyzomienie Strange'a, gościnny występ Carolki i Night Nurse, wewnętrzny dialog Hooda i decyzja Jess to jedne z najmocniejszych punktów programu, ale nie wszystko, co dobre. No, po prostu kawał dobrego komiksu i nawet chronologicznie mi pasuje. Tylko rysunki średnie. Ocena: 8/10

Spider-Man: With Great Power... #1
Jaro: Dość obiecujący początek, a dalej powinno być jeszcze lepiej. Lapham dobrze prowadzi Petera-ofiarę i pokazuje psychikę nastolatka i motywy, jakie nim kierują i kierować będą na drodze "sławy i chwały". I pomimo że czuje się, że numer wyraźnie był przygotowaniem sobie gruntu pod dalszą historię, to czyta się go bardzo dobrze. I rysunki bardzo, bardzo konkretne są. Ocena: 7/10; soundtrack: Cypress Hill - (Rap) Superstar
Gil: Zieeeeeeew! Opowiedziane po raz setny i jeszcze bardziej unowocześnione początki Spider-Mana wyszły mi bokiem. Wiem, że Brand New Day jest i nowi czytelnicy przychodzą, ale ile można? Nie jest to może złe, ale już skrajnie nudne, dlatego nie mogę ocenić inaczej niż łątką z napisem "niepotrzebne" i notą 4/10.

Ultimate Spider-Man #118
Hotaru: Baaardzo dawno nie czytałem Ultimate Spider-Mana. Zabrałem się za niego z dwóch powodów: po pierwsze, chciałem sprawdzić, czy Bendis daje ciała tylko przy tytułach ze Mścicielami, oraz po drugie, miałem nadzieję przeczytać coś fajnego z ultimate x-ludźmi, a ponieważ na Kirkmana nie mogę liczyć... Co się tyczy pierwszego aspektu, to tak, Bendis psuje tylko scenariusze do Avengers, Ultimate Spider czyta się bardzo dobrze. I bardzo fajnie czytało się o Kitty i Bobbym bez widma scenarzysty półgłówka za ich plecami. Wygląda na to, że znów zacznę czytać ten tytuł.
Walter:
Po raz pierwszy od miesiąca uśmiechałem się od początku do końca, żadnych zgrzytów, paprochów i innego rodzaju śmieci psujących radość czytania. Po prostu kawał dobrego, absolutnie pozbawionego akcji komiksu. Dialogi przednie (moment, w którym pod szkołę zlatują się superbohaterowie i komentarze Pająka rządzą!), fabuła rozwija się też bardzo miło i przemyślanie. No po prostu miód! Jak dla mnie komiks tygodnia.

Ultimate X-Men #90 avalonpulse0029i.jpg
Gil: Ostatni numer tej serii, jaki przeczytałem to był właśnie ten, w którym Sinister zrobił sobie Apocalypse'a z miotły, więc kiedy doszło do mnie, że ma się pojawić ten prawdziwy, postanowiłem zajrzeć. Hm... Z dialogów wiele sensu nie wyczytałem, bo nie jestem na bieżąco, ale też czepiać się nie będę. Natomiast jeśli chodzi o Sinistera i jego ostateczną przemianę, muszę przyznać, że jestem zaskoczony i to nawet pozytywnie. Larroca daje wskazówki w rysunkach, ale finał i tak jest niespodziewany. Zastanowię się, czy czytać dalej, a na razie ocena: 6/10
Hotaru: Kirkman zarżnął ten tytuł. Był to naprawdę fajny komiks osadzony w świecie Ultimate i dopóki nie przejął go Kirkman, każdy ze scenarzystów udoskonalał go budując na tym, co zostało już ustanowione (oprócz Millara, bo on był pierwszy). I wtedy wpadł ten grafoman i wszystko po kolei zaczął psuć: historię o Phoenix, związek Storm i Logana, śmierć Beasta, a teraz śmierć Sinistera. W końcu dotarło, że jego Magician był kompletną porażką, więc uzmysłowił sobie, że nawet martwe postaci poprzednich scenarzystów będą lepsze od czegokolwiek, co on by potrafił wymyślić. Zgadzam się, ale - do cholery - niech pozostaną martwi! Przed wyjściem Ultimates 3 miałem nadzieję, że Ultimatum przywróci jakoś ten tytuł do dawnej świetności, ale po wyczynach Loeba straciłem nadzieję. Rest in peace, Ultimate X-Men.
CrissCross:
Ta seria jak leżała, tak leży. Tym razem wprawdzie coś się dzieje, ale momentami mam wrażenie, że aż za dużo tego. O ile jeszcze ukatrupienie Angela przełknę (czyżby nam się szykował Ultimate Archangel?) to już szybkie rozłożenie Bishopa wyszło słabo. Ot, tak po prostu Logan się z nim nie zgodził i go dźgnął. Mógł chociaż posłuchać wyjaśnień (a potem go dźgnąć) ale nie, bo po co? Do tego rysunki nadal kuleją, że aż oczy bolą.

What if? Spider-Man vs. Wolverine
Demogorgon: Nawet ja mam swoje granice, nie każda alternatywna rzeczywistość jest dla mnie cudem nie z tej ziemi. A ta już na pewno nie. Doceniam zabieg wyciągnięcia starej historii jeszcze z lat osiemdziesiątych i pokazanie, co gdyby Peter Parker zabawił w mateczce Rosji trochę dłużej, ale robienie z niego prekognity-mordercy to coś, czego zdecydowanie nie kupuję. A do tego kiepski Wolverine za tło, nieprzyjemnie. Na plus zaliczam Nicka Fury, ale cała historia dostaje 4/10, bo najbardziej podobały mi się, wcale nie najwyższych lotów, rysunki.

Zombie - Simon Garth #3
Gil: Dobry horror z przyjemnym klimatem trwa. Ta seria ma to wszystko, czego brakuje Marvel Zombies i to wszystko, co mają dobre filmy klasy B. Oprócz zombiakowej uczty dostajemy dość niespodziewany zwrot akcji wśród ludzkiej części bohaterów, a pewna mała dziewczynka rozbraja mnie każdym tekstem. Do tego charakterystyczne rysunki i mamy ocenę: 7/10


avalonpulse0029j.jpgX-Men: Emperor Vulcan #5
Gil: Muszę przyznać, że jestem zaskoczony, bo spodziewałem się wszystkiego, tylko nie tryumfu Vulcana. Nie wiem, czy to dobrze, bo perspektywa kontynuowania tych wątków jest średnio zachęcająca, ale na razie wygląda nieźle. Zaskakujący jest też powrót Havoka, naładowanego do maximum i zdrada wuja Lilandry. Poza tym, rozróba i rozpierducha, w której źli najeźdźcy praktycznie się nie liczą, więc to nie do końca dobrze. Największym mankamentem jest jednak grafika - niektóre panele są naprawdę paskudne. Ogólnie, mimo słabego początku, miniseria obroniła się, ale zbyt wysokiej oceny nie dostanie. Niech będzie: 6/10
Hotaru: O, pobyło, pobyło i się skończyło. Gdyby nie wypowiedź Gila, możliwe że nawet nie skapowałbym się, że to już ostatni numer tej miniserii. Była dla mnie niczym świeży powiew wiatru... gdzieś na Marsie, i równie mocno się tym przejąłem.
Krzycer:
Ay caramba. Pewnie, finał, wielka jatka, ostateczne starcie, pojedynek tytanów, dramatyczne decyzje, rosnące napięcie aż do ostatniej strony, kiedy to nasi bohaterowie tryumfują... co?
I właśnie za zakończenie którego naprawdę się nie spodziewałem miniseria sporo zyskała w moich oczach. Po raz pierwszy, odkąd Alex i jego odłam X-Men został w kosmosie polować na Vulcana naprawdę jestem ciekaw tego, co będzie dalej.



Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hity tygodnia:

avalonpulse0029a.jpgDaredevil vol. 2 #104

Autor:
Marko Djurdjevic

Hotaru: Bardzo klimatyczna, praktycznie trójkolorowa okładka. Po lewej, w czerwieni i czerni rzut oka na panoramę Hell's Kitchen, po prawej biel zastąpiła czerń i widzimy symbol wolności obywatelskich. Wszystko rozdzielone jest paskiem kadrów utrzymanych w tej samej kolorystyce. Przedstawiają one bardzo wymownie treść historii w środku numeru: Temida, bogini sprawiedliwości, jak zwykle z zawiązanymi oczyma, rozwścieczony Daredevil, trójka typów z pod ciemnej gwiazdy i sielankowy obrazek z życia prywatnego. Djurdjevic w szczytowej formie.


avalonpulse0029b.jpgNew Avengers Annual #2

Autor: Jim Cheung

Gamart: Cheung ma już tak, że czego nie narysuje, to zawsze jest fajne. Tu mamy klasyczną do bólu okładkę, jednak narysowaną naprawdę dobrze. Każda postać ma wyszczególniony jakiś element, z którego jest znana. Spider-Man przykucnięty w klasycznej pozie, Ronin z kataną, Iron Fist z przepełnioną energią pięścią czy Strange wykonujący magiczne gesty. Cała grupa nastawiona bojowo, co związane jest z wydarzeniami, jakie za moment prześledzimy. Wszystko to dokładne i ładne.


avalonpulse0029c.jpgUltimate X-Men #90

Autor: Salvador Larroca

Lex: Salvador Larroca to artysta bardzo nierówny - można go chwalić za świetne ilustracje chociażby w X-Treme X-Men, ale jednocześnie krytykować na przykład za słabiutkie X-Men. Osobiście najwięcej zastrzeżeń mam do jego sposobu rysowania twarzy bohaterów. Zwłaszcza na okładkach, w dużym powiększeniu, wyglądają one nienaturalnie. Na szczęście na okładce Ultimate X-Men #90 nie mam się do czego przyczepić. Świetne ujęcie przebijających ziemię rąk, z idealnie dobranymi barwami: bladotrupie ręce Sinistera i ciemne, "zgniłe", kolory tła. Zdecydowanie przykuwa uwagę. Po dłuższym przyjrzeniu się można zauważyć, że palce są ułożone trochę dziwnie (spróbujcie ustawić rękę w takiej pozycji), ale to drobiazg.


Gniot tygodnia

avalonpulse0029d.jpg Captain America vol. 5 #34

Autor:
Alex Ross

Gamart: Tak to już jest, że jak nie ma szczególnie złej okładki, to wybieram tę, która mnie najbardziej poirytowała. I w takich wypadkach nawet Rossowi się dostaje. Nowy kostium Captaina, a dokładniej to ta błyszcząca część, jest poprostu paskudna. Już chyba bardziej się nie dało zrobić z niego symbolu Ameryki. Do tego to tło z flagą, która też błyszczy. Za dużo tego, za dużo.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.01.30



Redaktor prowadzący: Lex
Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.