Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja serialu "Daredevil" - Sezon Drugi - Kminek

Marvel ma jaja.
Do tego krótkiego, ale jakże treściwego komunikatu sprowadzała się moja recenzja pierwszego sezonu "Daredevila".
"AKA Jessica Jones" tylko to potwierdziła.
A drugi sezon przygód Człowieka Bez Strachu udowadnia, że ma też pomysł, jak te "jaja" umiejętnie wyeksponować (chociaż nie bez zgrzytów).


Recenzja serialu "Daredevil" - Sezon Drugi - Kminek

Marvel ma jaja.
Do tego krótkiego, ale jakże treściwego komunikatu sprowadzała się moja recenzja pierwszego sezonu "Daredevila".
"AKA Jessica Jones" tylko to potwierdziła.
A drugi sezon przygód Człowieka Bez Strachu udowadnia, że ma też pomysł, jak te "jaja" umiejętnie wyeksponować (chociaż nie bez zgrzytów).

Ale...
Po kolei.

Hell’s Kitchen, Nowy Jork, wieczorowa pora.
Grupa bandziorów biegnie przez ponurą dzielnicę, ścigana przez tajemniczą postać. Nieznajomy bez większych problemów rozbraja po kolei kolejnych członków bandy, by na koniec zmierzyć się z ostatnim przestępcą w kościele.

Kiedy na miejsce starcia przybywa policja, po bezimiennym śmiałku nie ma już śladu. Jednak on nie zniknął. Samozwańczy strażnik dzielnicy czuwał nad wszystkim z delikatnym uśmiechem na twarzy, wskazującym na satysfakcję z dobrze wykonanej roboty.

Brzmi trochę sztampowo, prawda?

No tak, otwarcie drugiego sezonu jest bardzo podobne do innych sequeli – analogiczne rozpoczęcie możemy znaleźć chociażby w "Thor: Dark World", "Iron Man 2" lub "Spider-Man 2" Sama Raimiego. Początek nastraja pozytywnie, ot, misja superbohatera się sprawdza i jakimś cudem reszta jego życia zaczyna się (no, mniej więcej) układać. Ale my dobrze wiemy, że to tylko "dobre złego początki", a prawdziwe niebezpieczeństwo dopiero nadejdzie.
I rzeczywiście, nadchodzi...
...tylko, że z takim pojęciem "niebezpieczeństwa", czy "zła" jeszcze w MCU nie mieliśmy do czynienia.

Żebym nie został źle zrozumiany, "Daredevil" to dalej świetny serial sensacyjny, z brawurową choreografią walk, rzeczywistą do granic brutalnością (kto myślał, że pierwszy serial był brutalny, ten na pewno zmieni zdanie), a także wartką akcją (choć ta niestety pod koniec trochę siada). Znajdziemy w nim też wszystko to, czym ujął nas pierwszy sezon – od ciepłego, niewymuszonego humoru, przez unikalny nastrój Hell's Kitchen, aż do rozbrajających tekstów Sticka – jednak to nie jest powtórka z rozrywki. To już nie jest tylko serial o chłopaku znikąd pragnącym za wszelką cenę ochronić swoją dzielnicę. "To" jest coś więcej i chyba najdokładniej odda to tajemnicze "to" stwierdzenie, że wraz z drugim sezonem serial dorósł.

Ogromna w tym zasługa scenariusza, który skupia się na charakterach bohaterów, redefinicji ich motywacji oraz konsekwencjach wyborów. Właśnie dzięki zachowaniom poszczególnych postaci, twórcy serialu umiejętnie ukazują podejście do problematyki nieostrości pojęć "zła" i "dobra", która, choć zarysowana jako wątek poboczny w pierwszym sezonie, stanowią oś przewodnią drugiej części. To jest zdecydowanie największy atut drugiego sezonu oraz kolejne novum w podejściu do wizji superbohatera, nawet po tak specyficznym spojrzeniu, jakie zaprezentowała nam "AKA Jessica Jones".

Jak już napisałem, w odcinkach nadal nie brakuje dynamicznych pojedynków, z których niektóre stanowią choreograficzne i realizacyjne majstersztyki. Jednakże nie tylko do nich ograniczają się starcia. Prawdziwa walka rozgrywa się na arenie psychologicznej, w czym prym wiedzie dwójka bohaterów.

Pierwszym jest Matt Murdock.
W przeciwieństwie do niektórych internetowych opinii, ja stoję na stanowisku, że Daredevilowi udało się utrzymać w czołówce najciekawszych bohaterów tego sezonu. Chociaż brak mu uroku Elektry czy charyzmy Franka, broni się… właśnie swoją słabością. Ja wiem, że to może brzmieć paradoksalnie, ale dla mnie Murdock najciekawiej wypada podczas wewnętrznych rozterek, które potęgują świetnie poprowadzone wątki ( i to nie tylko obyczajowe).
Rozwój wydarzeń, nadający jego samotnej krucjacie ponury odcień tragizmu, zmusza go do zmierzenia się nie tylko z głosem sumienia, ale i do bardzo trudnych wyborów, z których (spoiler) nie zawsze wychodzi zwycięsko.
Słowem podsumowania, Daredevil i tym razem zdrowo obrywa i to nie tylko po przysłowiowej "gębie".


Charlie Cox nie zawodzi, potwierdzając trafność wyboru twórców do roli Matta. Przy konsekwencji kreowania walczącego o wzniosłe ideały śmiałka, ukazuje jego nowe oblicze – pełnego sprzeczności mężczyznę świadomego czającego się w nim zła. Oczywiście, można zarzucić, że momentami Daredevil Coxa jest zwyczajnie naiwny, albo, wręcz przeciwnie, patetycznie zdeterminowany, ale jeśli się spojrzy na jego postać jako całość, dostrzeże się obraz daleki od pomnikowego bohatera o złotym sercu, a znacznie bliższy nam, zwykłym ludziom.

Partneruje mu najbardziej intrygująca postać nie tylko sezonu, ale może i całego serialu – Frank Castle.
Nie zgodzę się, że ten sezon to trailer do serialu o Punisherze. Owszem, Castle gra w "Daredevilu" ważną rolę i tak, jest zarysowany jego "origin", ale to dalej historia Daredevila. A Castle stanowi w niej bardzo ważne, ale jednak, tło.
Nie można jednak nie przyznać, że Jon Bernthal stworzył prawdziwą perełkę. Jego interpretacja Franka najpierw intryguje, przeraża i odrzuca (po raz kolejny muszę zaznaczyć, że jest to także zasługa scenariusza – Punisher jest bardzo umiejętnie "dawkowany"), by po jednej scenie na cmentarzu zaskarbić sobie naszą sympatię. Oczywiście dla stałych czytelników komiksów to nie będzie miało tak silnego wydźwięku, dlatego chyba po raz pierwszy w życiu przyznam, że większą frajdę przy oglądaniu filmu/serialu o superbohaterach będą miały osoby, które nie wiedzą, kim jest "ten koleś z wielką giwerą i czachą na klacie".
Jednak rola, jaką w serialu pełni Castle, jest bardziej złożona. Początkowo stanowi niemal kwintesencję tego, z czym Murdock przysięgał walczyć, by po jednym, autentycznie wzruszającym wyznaniu stać się kimś, kogo Matt nie tylko rozumie, ale i komu w pewien sposób zazdrości.
Castle, jak sam przyznaje, jest dla Daredevila wizją jego samego "po jednym gorszym dniu".
Naprawdę, Bernthal wykonuje kawał dobrej roboty i nie mogę się doczekać jego solowego serialu.


Scenarzyści nie zaniedbali także bohaterów drugoplanowych.
Elden Henson, Deborah Ann Woll oraz Scott Glenn dostają, moim zdaniem, odpowiednią ilość czasu ekranowego, a ich bohaterowie, na całe szczęście, nie stoją w miejscu. Bez zbędnych spoilerów, powiem tylko,że Foggy Nelson ostatecznie zrywa z wizerunkiem ciapowatego kumpla głównego bohatera, Karen Page nie jest sprowadzona do roli "damy w opałach" (nawet kiedy rzeczywiście musi się w takiej roli odnaleźć), a Stick… Cóż, Stick nie jest wcale takim fanatycznym dupkiem, jak myśleliśmy.
Na tym tle najsłabiej wypadają przeciwnicy. Oczywiście twórcy starają się ich przedstawić w sposób intrygujący i nadać im jakieś indywidualizujące cechy, ale przy "the Hand" zupełnie nie czuć stawki, a Irlandczycy, Włosi i cały gang motocyklowy bledną, gdy na horyzoncie pojawia się (ponownie) Wilson Fisk Vincenta D'Onofrio.


A brak jego zniewalającej Vanessy uzupełnia nie mniej uwodzicielska Elektra.
Szczerze mówiąc, nie mam bladego pojęcia, jakie ujęcie Elektry zaprezentował w swoim komiksie Frank Miller i zupełnie mi to nie przeszkadza. Bo Elektrę w interpretacji Elodie Yung kupuję od początku niemal do końca. Jej relacja z Mattem jest nie mniej intrygująca od zderzenia się światopoglądów Daredevila i Punishera (choć natura relacji jest zupełnie inna, nietrudno zgadnąć, że źródło konfliktu z Murdockiem pozostaje identyczne). A dlaczego "niemal"?
Ano dlatego, że chociaż Young bez pudła sprawdza się w roli bezwzględnej wojowniczki i zadziornej kokietki, to jako zagubiona, chcąca świętego spokoju dziewczyna wypada, delikatnie mówiąc, mało przekonująco.


I tu wreszcie dochodzimy do mankamentów sezonu.

O słabości czarnych charakterów sezonu już wspominałem i nie zamierzam więcej zdradzać, dlatego od razu przejdę dalej.

Serial można podzielić na dwie, niestety nierówne części.
Pierwszą, zdecydowanie lepszą, w której centralnym punktem jest psychologiczny pojedynek, o którym już pisałem i drugą o walce z... (spoiler) "the Hand". Walce, która w zapowiedziach urastała do niemal heroicznego starcia, a w rzeczywistości sprowadza się do naparzania z bandą ninja. Owszem, jest coś tam o magii, o tajemniczym kulcie, powraca "Czarne Niebo" i... tyle. Niby dostajemy odpowiedzi na kilka pytań, ale w sumie bez treści i może jest trochę napięcia, ale ono całkowicie siada w finale.

Właśnie do ostatniego odcinka mam chyba najwięcej zarzutów. Może dlatego, że szumne, powtarzane pełnym niepokoju szeptem zapowiedzi o potędze "Ręki" rozbudziły moje oczekiwania, a może dlatego, że spodziewałem się jakiegoś naprawdę zaskakującego twistu... Nie wiem. W każdym razie, zamiast monumentalnego starcia dostałem trochę bieganiny, trochę kopaniny i rozwój zdarzeń z pójściem na łatwiznę i przewidywalnym finałem. Na tyle przewidywalnym, że, zamiast kontemplować dramat jednego z bohaterów, raz za razem powtarzałem pytanie "Gdzie jest ta cholerna armia?!".

Na szczęście sama końcówka zmniejsza troszkę niesmak po "ostatecznym starciu" i w pewien sposób podkreśla wyjątkowość tego serialu – jego siła tkwi nie tylko w historii o superbohaterze, ale w opowieści o ludziach, których ostateczne wybory intrygują na tyle, by oczekiwać z niecierpliwością na następne sezony.

A co do podsumowania mojej recenzji...
Niech będzie nim odpowiedź na krótkie pytanie, które warto zadać przy ocenianiu każdego sequela. 
Czy jest "więcej, mocniej, lepiej"?

Jest "więcej".
Zdecydowanie "mocniej".
Ale czy lepiej?

Na pewno nie jest gorzej.
A w przypadku serialu takiej klasy jak "Daredevil" to już coś.

Jakub "Kminek" Stępień


Jeszcze tylko dwa zdania o polskim tłumaczeniu.
Prosty, amerykański "Red" został, może troszkę niefortunnie, przemianowany na "Czerwonego Kapturka" i "spolszczono" pewną wyliczankę, ale kiedy pozna się historię Franka, to przestaje razić. Naprawdę.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.