Avalon » Publicystyka » Artykuł

Za co lubię MCU?

Każdy z nas, fanów Marvela, śledzi przygody bohaterów znanych z kart komiksów tego wydawnictwa także na małym lub dużym ekranie w tv lub na platformie internetowej. Co powoduje, że taka rozrywka nas interesuje? Może czas przyjrzeć się temu zjawisku.



Jako fan Domu Pomysłu z prawie 25-letnim stażem (czuję się trochę staro pisząc te słowa) opowiem Wam, ze swojej perspektywy, czego ja szukam w tego typu produkcjach. Możecie się ze mną nie zgadzać lub nie. To już zależy od Was.

Zacznijmy od tego, że dla mnie te wszystkie produkcje, które widziałem, to nie tylko zabicie wolnego czasu, to pokłady sporej dawki humoru czy wartkiej akcji ograniczone jedynie wyobraźnią reżysera i scenarzystów jak np. Strażnicy Galaktyki, czy Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz. Kto jeszcze te 10 lat temu mógł przypuszczać, że gadający szop oraz jego bardzo drewniany koleżka mogą zawojować kina? Czy ktoś wierzył w to, że film o kolesiu, który biega w kostiumie z symbolami USA, może być przykładem dobrego filmu szpiegowskiego?


No właśnie, mało było takich osób. Sam nie należę do miłośników kosmicznego zakątka Marvela. Sukces obrazu o Guardians of Galaxy to nie tylko bardzo dobrze dobrana obsada, ale ogólny pomysł na fabułę, której najciekawsze części zaczerpnięto z komiksów. 

To mnie do tego pomysłu przekonało i dało mi ogromną frajdę ze śledzenia tej kosmicznej zgrai różnych indywiduów. Plus świetna ścieżka dźwiękowa, stworzona z utworów, które w mniej lub bardziej znamy my z pokolenia lat 80 i 90 XX wieku. (#gimbynieznajo)


Świat MCU oferuje rozrywkę skierowaną do bardzo różnych grup odbiorców, każdy powinien znaleźć tam coś dla siebie. Mamy Agentkę Carter - serial stacji ABC skierowany do bardziej wytrawnego widza, któremu spodobała się stylistyka lat 40-tych. Tę mógł zobaczyć po raz pierwszy w uniwersum MCU w obrazie Kapitanie Ameryka z 2011 r.


To osobiście jeden z moich ulubionych seriali, nie jest to coś wybitnego, wyprzedzającego swoją epokę. To po prostu produkt z bardzo fajną zbieraniną postaci na czele z główną bohaterką. Co ma ta produkcja, że jest  dla mnie osobiście magiczna? Przede wszystkich sympatyczne postaci. Kibicujemy im, choć czasem akcja zastyga na dłużej w miejscu, choć fabuła nie porywa, to interakcje między bohaterami są najlepszą częścią tej opowieści, to przede wszystkim dla nich trwam przy tej produkcji.


Marvel Cinematic Universe zaczęło być budowane od 2008 r. i premiery pierwszej części Iron Mana. To było coś interesująco dla mnie jako widza, miłośnika komiksów. To genialna rola Roberta Downeya Jr., który chyba już nigdy nie pozbędzie się łatki bohatera, w którego się wcielił w tym filmie. 

Tekst ten nie jest dla mnie chronologicznym zapisem poznawania kolejnych obrazów, dla których inspiracją były tytuły z Marvela. To bardziej zapis emocji, jakie wyzwalały one we mnie podczas ich pochłaniania.

Agenci T.A.R.C.Z.Y. to jeden z przykładów takich emocji, do tego tych pozytywnych. Produkcja, która nie zaskakiwała poziomem, przynajmniej w pierwszej połowie debiutanckiego sezonu, w kolejnych epizodach pokazała, że może być dobrym uzupełnieniem hsitorii pokazanej w filmach kinowych np. "Captain America: Winter Soldier". Z biegiem czasu i kolejnymi odcinkami wyrobiła sobie sporą rzeszę fanów i odrębność, a nawiązania do innych produkcji MCU były rzadsze. 


Avengers, zbiór osób, które muszą walczyć wspólnie by ocalić ludzkość, to kolejny przykład zabawy formą i treścią zaczerpnięty z historii obrazkowych Domu Pomysłów. To jedno z moich nastoletnich marzeń, by zobaczyć tą drużynę i ich przygody na wielkim ekranie.

Ale ekran wcale nie musi być wielki, by zaprezentować na nim interesującą opowieść, która nami wstrząśnie w trakcie jej oglądania. Takimi przykładami są seriale Netflixa, gdzie dominuje mrok, brud, krew, to coś, czego fani Marvela od jakiegoś czasu wyglądali w ekranizacjach komiksów. Udało się osiągnąć bardzo wysoką jakość świata przedstawionego, który nie irytuje i nie wzbudza uczucia żenady, co nie było wcale takie łatwe, mając w pamięci np. takie "dzieła" jak "Daredevil" z Benem Affleckiem z 2003. 


Jessica Jones i wspomniane już powyżej serialowe przygody Matta Murdocka pokazały, że coś, co kiedyś było historią w komiksie, może jako produkcja platformy internetowej inspirować do miana czegoś wielkiego. Nie zamierzam się kłócić, czy przygody Jessiki są tak samo dobre czy gorsze od Daredevila, są moim zdaniem inne, i, o to w tym wszystkim chodzi, o różnorodność.

Thor to osoba, która jest nieco oderwana od bardziej przyziemnych spraw, jakie są podejmowane w świecie MCU, nie licząc oczywiście Strażników Galaktyki. To bohater komiksów, dla których inspiracją były legendy skandynawskie dużo mi bliższe jako europejczykowi niż historia największego harcerzyka USA, czyli Steve'a Rogersa.


Jednak to przygody herosa z tarczą są mi bardziej bliskie, bo identyfikuję się nie tyle z tą postacią, co z aktorem, który się w nią wciela. Ma w sobie charyzmę i wzbudza ogromną sympatię.

Udanym przykładem pogodzenia ze sobą humoru oraz orginu postaci jest Ant-Man, kino, gdzie widzimy superbohaterską zmianę pokoleń. To może być przykład, że włodarze Marvela idą w kierunku innym niż ten pokazany we wcześniejszym superprodukcjach. Jakim dokładnie, trudno teraz przewidywać, pierwsze wskazówki zobaczymy zapewne w Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów.


To tutaj, w doborze aktorów tkwi siła ekip tworzących kolejne produkcje połączone ze sobą mniej lub bardziej różnymi wątkami, wydarzeniami, postaciami. W większości wypadków są to bardzo udane wybory obsadowe, co nawet przy średnim scenariuszu pomaga zatuszować pewne niedoskonałości.

Pewnie zaraz powiecie, że zabrakło w tym tekście animacji, filmów wyprodukowanych przez studia Fox czy Sony, ale celowo je pominąłem, bo i tak jest on już stosunkowo długi a jak wiemy czas w obecnych czasach bywa towarem bardzo deficytowym. Więc na koniec życzę Wam i sobie, by produkcje, jakie w przyszłości z logiem Marvela dane nam będzie oglądać na różnych ekranach (komputera, tabletu, tv, kina), okazały się warte poświęconego im niewielkiemu, ale jednak wycinkowi naszego życia.

Emocje to, dla mnie i każdego z nas osobna, coś indywidualnego, coś, co trudno czasem opisać słowami, coś, co nie ma chronologii, coś, czego czasem się wstydzimy, ale jednak coś, co pomaga nam uszeregować w naszych głowach i sercach indywidualne listy z ulubionymi filmami i serialami z MCU.
Utek
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.