Avalon » Publicystyka » Artykuł

Konkurs Atomowo-Hawkguyowy: Wyniki

Co to znaczy być bohaterem? Czy chodzi o ratowanie kotków z drzew, pomaganie staruszkom przejść przez ulicę? Rzucanie się w ogień, by uratować czyjeś życie? Czy może o podzielenie się ostatnią kromką chleba z nieznajomym, gdy sam jesteś głodny? Nie tak dawno spytaliśmy o to Was. I choć wszystkie przysłane odpowiedzi były godne pochwały, mogliśmy nagrodzić tylko trzy z nich. Oto one...

Historia Pierwsza (n***r@):

Nie ukrywam, bardzo ucieszyłem się, widząc zadanie konkursowe - skończyłem kilka lat temu studiować ratownictwo medyczne i pracuję na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym oraz okazjonalnie w zespołach wyjazdowych pogotowia. Każdego dnia zdarzają się sytuacje, które wymagają większej lub mniejszej interwencji i mimo, że nie jest zawsze kolorowo, to lubię swoją pracę, naprawdę. Uważam, że jest to zawód, który potrafi dać olbrzymią ilość satysfakcji, chociaż nie zawsze ludzie, którymi się zajmujemy, są do nas przyjaźnie nastawieni. 
Z natury staram się być skromnym i pokornym człowiekiem - dlatego nie chcę tutaj opisywać altruistycznych czynów, mrożących krew w żyłach historii o wyciąganiu w ostatniej chwili ludzi z płonących aut, ponieważ nie o to w tym wszystkim chodzi. Ale chciałbym opisać jedną szczególną sytuację, która utkwiła mi w pamięci i myślę, że warto ją przytoczyć.
Było to kilka lat temu, dopiero zaczynałem pracę w szpitalu, na SORze. Pewnego wieczoru trafiło do nas dwoje pacjentów z wypadku samochodowego - 6-letni chłopiec i jego ciocia, około 40 lat. Nie pochodzili z mojego miasta - jechali razem, bo ciocia miała zawieźć chłopca gdzieś do rodziców wiele kilometrów dalej, ale niestety zderzyli się z innym samochodem. Nic się im nie stało poważnego koniec końców, ale sprawy się potoczyły w ten sposób, że kobieta trafiła na oddział, natomiast chłopiec został na SORze jako pacjent i miał czekać przez całą noc do rana, aż rodzice po niego przyjadą z drugiego końca Polski. Jak łatwo można przewidzieć - chłopiec był bardzo przestraszony, musiał spędzić w obcym mieście noc w szpitalu. Ja natomiast świeżo po studiach, pełen werwy i dobrego nastawienia do pacjentów, postanowiłem zająć czymś tego chłopca. Niestety okazało się to ekstremalnie trudne, bo chłopiec zupełnie nie reagował na moje próby nawiązania z nim dialogu albo próbę rysowania z nim czegoś na kartce - delikatnie mówiąc, szło mi fatalnie ;) . Kiedy już pomału się poddawałem, przypomniałem sobie siebie samego w wieku 6 lat i co mnie wtedy interesowało - no i wtedy mnie olśniło. Przyniosłem swój tablet, na którym miałem zrzuconych kilka komiksów Marvela (pamiętam, że akurat wtedy niedawno skończyło się Spider-Island, a jako że jestem fanem przygód Petera Parkera od zawsze, to miałem zamiar w wolnej chwili przejrzeć komiksy wchodzące w skład tego cross-overa). No i udało się - młody był zachwycony komiksami, rysunkami Ramosa (o gustach się nie dyskutuje) i oglądał ze mną je tak długo, aż w końcu rozładowała się bateria w tablecie i chłopiec w końcu zasnął spokojnie. 
Dlaczego akurat wybrałem tę historię? Bo uważam, że bohaterstwo to nie tylko dokonywanie heroicznych czynów, reanimowanie osób do upadłego i ściąganie kotów z drzew. Bohaterstwo to proste rzeczy, które każdy może dokonać i nie potrzeba do tego niczego, oprócz dobrej woli. Dzięki temu zyskujemy sastysfakcję, że pomogliśmy komuś, a nie ma lepszego uczucia. Co ciekawe, z mojej historii wynika, że nie bardzo zmieniły się moje zainteresowania odkąd skończyłem 6 lat, ale cóż - czyż superbohatorowie w ukryty lub mniej ukryty sposób nie przekazują nam tej wartości, o której wspominam?



Historia Druga (w***1@):

Po naszej dzielnicy często przechadza się pewien pan. Praktycznie nikt go nie lubi, np. niedorozwinięte gimbusy, bo są gimbusami, czy ludzie chodzący do kościoła, bo ów pan ma irytujące zwyczaje np. przechadzanie się po świątyni, gdy inni się modlą, a także odpowiadanie księdzu sekundę przed resztą wiernych, reszcie osiedla jest zwyczajnie obojętny. Oprócz tego raczej nikomu nie wadzi - ot, czasem wejdzie do sklepu tylko po to, żeby podnieść śmieć leżący na podłodze, ogólnie taki miły, milczący staruszek z bujną brodą, wyglądający (z całym szacunkiem dla niego) na bezdomnego alkoholika, lecz nigdy nie śmierdzącego alkoholem, zawsze w tej samej kurtce. 
Przechodząc do meritum, pewnej niedzieli mama poprosiła mnie, abym przed pójściem do kościoła kupił chleb. Wszedłem więc do pobliskiego spożywczaka i tam zobaczyłem owego pana z wielką reklamówką pełną butelek po piwie. 
Czyli jednak alkoholik - pomyślałem, gdy on odbierał około 10 zł za to, co uzbierał, potem kupiłem chleb i poszedłem do kościoła. On w nim był i irytował jak zawsze, ale po mszy, wychodząc zauważyłem, że podchodzi do kobiety, która na kolanach pod kościołem prosiła o pieniądze na leczenie swojego chorego dziecka, wyciągnął tę dychę, którą dostał za butelki i oddał jej te jedyne pieniądze, jakie pewnie miał na ten moment, lub może na utrzymanie, niczym uboga wdowa z Ewangelii. 
Chadza codziennie po naszym osiedlu, ale dla mnie nie jest już pijaczkiem, czy ubogim bezdomnym. Wszyscy wiemy jak powinniśmy nazywać takie osoby.



Historia Trzecia (k***0@):

Ostatnie pół roku spędziłem na emigracji. Pracowałem fizycznie na zlecenie jednego z polskich pośrednictw pracy. Byłem zakwaterowany wraz z innymi Polakami. Przekonałem się na własnej skórze, co mają na myśli ludzie wracający z podobnych wyjazdów, którzy opowiadają o "polactwie". Faktycznie, mieszkając wśród swoich rodaków byłem zszokowany wysiłkiem, jaki wkładało większość osób w uprzykrzanie życia innym. Wszechobecny pesymizm, ciągłe złośliwości, w takich miejscach człowiek traci wiarę w ludzi. Depresyjny nastrój towarzyszył mi aż do dnia, kiedy moja współlokatorka zorganizowała imprezę urodzinową dziewczynie, którą kilka dni wcześniej poznała w pracy. Jubilatka wywodziła się z patologicznej, biednej rodziny, była jedną z ośmiorga rodzeństwa. W domu nikt się nią nie przejmował, nie zwracał na nią uwagi. Moja współlokatorka przez dwa dni gotowała kolejne posiłki i w dzień jej urodzin zrobiła jej przyjęcie-niespodziankę. Dziewczyna była niezwykle wzruszona, przez łzy mówiła o tym, że to najlepsze urodziny w jej życiu. Byłem w szoku, że tak mały gest zmienił kolejny szary dzień w prawdopodobnie jeden z najlepszych w życiu dziewczyny. To właśnie był najbardziej altruistyczny czyn, jakiego byłem świadkiem.



Wszystkim uczestnikom dziękujemy za ich historię i gratulujemy zwycięzcom.
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.