Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #442 (22.02.2016)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 22 lutego 2016Numer 8/2016 (442)


Zaskoczeniem ostatniej środy okazało się dobre wprowadzenie do nowego eventu "Standoff", który będzie rozgrywał się na łamach kilku tytułów związanych z Avengers.  

17.02.2016

Amazing Spider-Man vol. 4 #8
Darth:
Miło ze daliście jeszcze jedną szansę dla dziewczyny Parkera(ta, ta Azjatka to jego dziewczyna jak się okazuje), by wyznała swoje problemy nim zrobi coś głupiego, ale tego nie zrobi bo nie byłoby dramy. Ale spokojnie, współpraca z terrorystami, próba zabójstwa i niezamierzona pomoc dla międzynarodowego kryminalisty, wszystko to zostaje jej wybaczone, bo robiła to wszystko dla chorej matki, bo przy okazji była gotowa jednak ocalić czyjeś życie. I zapewne, ponieważ sypia z CEO Parker Industries, ale o tym nie będzie głośno. Pech Sajani, że nie była w takiej relacji, miałaby nadal pracę. Dalej, czemu Negative na samym początku nie teleportował się do siedziby gościa na którym chciał się zemścić, nie skorumpował go i kazał mu doprowadzić się do zguby, tylko potrzebował Parkera by go publicznie otruć, czy podać mu inne cholerstwo? Tak jak wiecie, zrobił w tym komiksie, gdy "plan A" nie wypalił i jak idiota zaatakował otwarcie, choć nie musiał? A ten gość, nie zapłaci żadnej rzeczywistej ceny za dawne grzechy, bo teraz jest dobry i my mamy to kupić, choć żadne "odkupienie" z jego strony nie zostało nam pokazane. Poza tym Negative wciąż na wolności, a Cloak i Dagger znów są normalni. A sama seria wciąż jest uważana za świetną przez wielu, z przyczyn przeze mnie niezrozumiałych.

Avengers Standoff: Welcome To Pleasant Hill #1 
Kminek:
To było zdecydowanie lepsze niż przypuszczałem. Sam koncept idyllicznej mieściny z tajemnicą, rodem z powieści Stephena Kinga, sprawdza się bardzo dobrze, a finał tego prologu nadaje się na przyczynę "Civil War II" bardziej niż to, o czym dowiadujemy się od Bendisa.
Krzycer: Nie wierzę, że dałem się nabrać na twist sprzed 20 lat. Bo to jest ten sam twist... no, prawie. Ale jest dobrze zrealizowany. Choć w sumie mógłbym się przyczepić do tego, jak prostacko zostaje wtłoczone do głów, że obserwujemy Bucky'ego (zwłaszcza flashback z ręką - jakoś mogę sobie to uzasadnić, ale...) Tak czy inaczej - Standoff dotąd w zapowiedziach kompletnie mnie nie interesował, ale teraz jestem bardzo ciekaw, co dalej. 
Undercik: Zachęcony opiniami w spoilerowni i faktem, że to wstęp do jakiegoś tam kolejnego MINI WIELKIEGO EVENTU™, sięgnąłem po ten numer i się zszokowałem. To było naprawdę dobre. Historia z pozoru prosta i przewidywalna, okazała się o wiele bardziej skomplikowana. Dawno nie czytałem takiego komiksu. Nie w sensie, że na wysokim poziomie, tylko w takim stylu jak Welcome to Pleasant Hill. O czym mówię? O odczuciach po lekturze, które sprawiają, że na myśl przychodzą mi wspomnienia z czasów, kiedy zaczynałem czytać komiksy from US and A. Gdzieś w tym stawianiu na feeling przypominający indie, ciągłym restartowaniu serii, zmianach twórców czy natłoku eventów, zaginął pewien pierwiastek, który jarał mnie na początku przygody z komiksowym Marvelem. Co najlepsze - nawet nie wiedziałem, że czegoś takiego mi brakuje. Kurczę, ten komiks sprawił mi niebywałą przyjemność. Nawet prace Bagleya mi się podobały, a ostatnio przestałem go trawić. Poprawił się? A może moje ogólne odczucia z lektury wpływają pozytywnie na odbiór Welcome To Pleasant Hill? Zresztą ostatni komiks gdzie nie miałem pretensji do tego rysownika to Ultimate Spider-Man. Ale chyba propsy należą się najbardziej Spencerowi. Niespodziewanie czytałem to z olbrzymim zainteresowaniem.
Darth: Od czego powinienem zacząć? W tej chwili jestem po stronie złoczyńców. Mógłbym walnąć jakąś tyradę na temat moralności, ale sam komiks nie stara się usprawiedliwiać Hill i SHIELD. Spójrzcie tylko na sekwencje, gdy gada do kamery o swoich praktykach, jakby to była jakaś "reklama dla potencjalnych sponsorów", zakończona wypraniem mózgu złoczyńcy. Spróbujcie mi wmówić, ze nie zachowuje się jak villian. Tak szczerze to SHIELD się prosiło o wpadkę. Cholerne pole siłowe wokół miasta, masa uzbrojonych agentów udających zwykłych ludzi(nie za dobrze). Nawet jeśli proces prania byłby perfekcyjny, a warunki do życia znakomite, to znaleźli by się tacy, którym nie spodoba się takie ograniczenie wolności. Thruman Show niczego was nie nauczył? No ale ze scenariuszowego punktu widzenia, nie mam w sumie do niczego znów się przyczepić. Atmosfera i sam koncept jest znany, ale przedstawiony całkiem rzetelnie. Przebieg zdarzeń można przewidzieć, ale zrealizowany jest dobrze. Przyznaje ze do samego końca spodziewałem się kogoś innego w głównej roli. Warstwa graficzna na całkiem dobrym poziomie. Nie żebym jakoś szczególnie wyczekiwał kontynuacji, ale to faktycznie było lepsze niż zakładałem i może w ostatecznym rozrachunku, ten cały event będzie nawet dobry. Ale to się okaże. I jeszcze mały rant: co do cholery tu robi Fixer? Ostatnim razem cofnął się w czasie i wymazał swoją pamieć, kiedy przypadkiem zabił swoje młodsze JA, po czym zajął jego miejsce, aby uniknąć rozwalenia kontinuum.

Carnage vol. 2 #5
Darth:
Im więcej numerów, tym bardziej mój stosunek o serii ulega pogorszeniu. Pseudo-carnage tak naprawdę niczemu nie służą, sam Carnego za łatwo zaczął nagle stał się fanem tej całej "teorii z książki", pozbawienie go słabości na broń soniczną to według mnie błąd, nie podoba mi się jego nowy design, a postacie zaczynają zachowywać się zbyt kliszowo. Musimy go znaczyć, Brocjk wciąż tam jest, to potwór zapomnij, sam jesteś jesteś potworem, musimy mu pomóc. Wiecie jak to działa. Typowe i niezbyt ciekawie zrealizowane. I też kompletnie zapomniałem, o tym że Carnage pierwotnie chciał zabić, jedną ze swoich wcześniejszych "cudem ocalałych ofiar". Obawiam się co do przyszłości serii.

Extraordinary X-men #7
wolvie111:
Najlepszy numer do tej pory. Głównie ze względu na wyprawę Storm i Jean w głąb umysłu Kurta. Bardzo fajnie obserwowało się jak przechodzą z jednego, do kolejnego fragmentu historii Kurta, artysta dał radę, ciekawie wyglądały kadry do góry nogami. Czy kupuję te traumatyczne przeżycia jako powód zmiany Nightcrawlera? No cóż to był zawsze wrażliwy bohater , więc tak, a swoją drogą sytuacja z Niemczech wyglądała rzeczywiście makabrycznie. Podobała mi się też już sama końcowa scena numeru, trochę bardziej w stylu dawnych X-men. Drugi wątek też wypadł nieźle, choć akcji nie było tam zbyt wiele, jakoś mnie nie duchy z Weirdworld nie zaciekawiły. Poza tym czarownik, z którym tak lekko rozprawia się Magik pojawił się tam chyba tylko po to żeby postraszyć Illyanę, a na spełnienie jego pogróżek pewnie jeszcze trochę poczekamy (chyba, że będzie to miało odniesienie do nowych Apocalypse War). Trzeba pochwalić rysownika za to jak dobrze wczuwa się w postacie i stara się odwzorować ich charakterystyczne cechy nie tylko przez stroje, które je odróżniają, ale przez skupienie się na ich fizycznych cechach (np. rysy Storm). Nie jest to bardzo płynna lub dynamiczna kreska, ale sprawdza się. Za całość daję 8/10.
Kminek:  Podróż po głowie Nightcrawlera to zdecydowanie najsilniejszy element tego numeru. Lemire nieźle skacze po wątkach związanych z niebieskim elfem, nie zdradzając za dużo. A samo Kurtowe PTSD może mieć większy wydźwięk w pozostałych komiksach - rzadko widzi się przecież, jak superbohatera załamuje ciężar tego, z czym musi się mierzyć. Co do reszty to... Nie mamy tej "reszty" za wiele. Wątek z Sunfire'em jest ograniczony do maksymalnego minimum, podobnie jak wizyta w Weirdworld służąca chyba tylko temu, żeby zasugerować kolejną wielką tajemnicę. Ale sam numer jest naprawdę niezły, o niebo lepszy niż pierwsza historia.
Krzycer:
Poziom z poprzedniego numeru zostaje utrzymany. Podobnie rysunki - wciąż są bardzo fajne, niektóre twarze wciąż są bardzo dziwne. Niestety, gra w "co zrobił Cyclops" została rozdmuchana do absurdu, bo teraz Illyana rzuca się na Sunfire'a, za to co zrobił z Cyclopsem - i choć Cyclopsa tu nie ma, więc nie może się bronić, to Sunfire jest, ale i tak się nie dowiemy, co zrobił. Serio, zaczynam nabierać podejrzeń, że Marvel jeszcze nie postanowił co właściwie zrobił Cyclops...
Darth: Powód dla którego Nightcrawler ma teraz załamkę... nie bardzo mnie przekonuje. To wciąż dość drastyczne, ale wydaje mi się że Nightcrawler przeżył wystarczająco wiele i widział wystarczające wiele, aby takie coś jednak nie ruszyło go w takim stopniu. Nie lepiej byłoby, gdyby przeżyłby załamanie, gdyż zorientował się, ze tego rodzaju rzeczy już go nie ruszają i nie stracił swojej empatii? Ale to tylko takie moje gadanie. Sama podróż po jego umyśle, z finałem wyszła całkiem dobrze. Starcie z duchami i magiem(nie, nie ma imienia) trochę wymuszone, ale nieźle poprowadzone, z zapowiedzią przyszłych wydarzeń z udziałem nowej mutantki(wyczuwam udział Hell-Lorda). Szkoda tylko, ze zaczyna być powoli irytująca ta kwestia "Cyclops zrobił coś tam". Nie pobudzacie ciekawości, irytujecie nas tym. A i nie wiem co Storm powiedziała Wolverinowi "in person" w ostatnim numerze, ale chyba postanowił nic z tym nie robić. Seria zaczyna poruszać się po właściwych torach. Oby tylko po drodze gdzieś nie zboczyła.

Mighty Thor vol. 2 #4
wolvie111
: F* yeah! Ale się dzieje. Wszystko nabrało zawrotnego tempa, numer czytałem z wypiekami na twarzy, delektując się świetną pracą Dautermana. Na początku mamy Elfy. Piękne elfy, groźbę wojny, próby ratowania królestwa przez imponująco wyglądającą królową i kolejne udane oszustwo Malekitha. Przy okazji dobrze widzieć Enchantress w akcji. Potem jest jednak jeszcze lepiej, bo przenosimy się na proces Freyi i w serce zamieszek w Asgardzie. Świetnie wypadła konfrontacja Frei z Odynem, bardzo wyraźnie zaznaczono jak egoistycznym, samolubnym i po prostu głupim władcą bywa Odyn. Jednak jest to Odyn, więc żadna to nowość. Poza tym dostajemy akcję u bram zamku, gdzie ze swoim oddziałem czuwa Serpent (kolejny oznaka głupoty Odyna). Jednak najbardziej powaliło mnie wkroczenie Thor. Nie było to nic zaskakującego, coś czego mógłbym się nie spodziewać, bo konfrontacja tej dwójki musiała w końcu nastąpić. Jednak cios Mjormira w facjatę Odyna przyprawił mnie o dreszcz ekscytacji. Wszystko to upięte w piękną klamrę, przez świetne rysunki Dautermana, którego chwaliłem już tyle razy, że dam spokój…wystarczy spojrzeć. Poza tym kolejny plus to zabawny Loki, który ewidentnie ma daddy issues. Dużo frajdy z tej lektury, było świetnie, więc daję 10…a czemu nie.
Kminek: Wszystkie trybiki dalej kręcą się bez zarzutu. I intryga Malekitha, i wątek Lokiego, i akcja w Asgardii no i sfera wizualna. Naprawdę łał!
Darth: Przerwa od scen akcji, ale mimo to jest bardzo dobrze. Zachowanie królowej elfów ma sens, a sam Malekith pokazuje ze umie planować na wielu płaszczyznach, korzystać z umiejętności swoich sojuszników i oczywistych błędów swoich przeciwników. Jak choćby Odina, który jest głuchy na wszelkie argumenty, nie możecie się pogodzić z ograniczeniem władzy i sam tworzy sobie rebelię na własnym podwórku. Ponarzekałbym na to, ale nawet zgadze się z jego charakterem, więc nie bardzo mam powód. Powiedziałbym też, ze zachowanie Thor, nie pomoże w pokojowym zakończeniu sporu w Asgardzie. Ale będąc szczerym, należało się to Odinowi, choćby za ignorancję tego, co wyprawiają jego wrogowie. To była fajna scena. Ale szczerze się zdziwię, jeśli Jane będzie w stanie utrzymać z nim równa walkę. Aha, Loki trzecio-planowiec, ale i tak miał okazję do kliku zabawnych tekstów.

Power Man And Iron Fist vol. 3 #1 
Kminek:
Zabawne, ciekawe i, chociaż niezbyt odkrywcze, to jednak przekonujące. Poczucie humoru nie jest wymuszone, kreska przekonuje, a historia wpisuje się w trend wykorzystywania dawnych wątków i wprowadzania ich w czasy współczesne. Zobaczymy, co dalej.
Darth: Niezły początek. Z pewnym zaskoczeniem przyjąłem fakt, że komiks bezpośrednio nawiązuje do wydarzeń z ostatniej mini, z u działem Iron Fista i Power Mana. Wbrew pozorom to rzadkość. Najlepiej na razie wypada Luke Cage, zwłaszcza wszystkie jego sceny z rodzinką i kilka trafnych komentarzy. Gorzej niestety, wypada trochę zbyt naiwny moim zdaniem Iron Fist, nie przypominam sobie by był aż tak przesadnie ufny. W każdym razie, początek historii nie zachwyca(trudno brać złoczyńcę z końcówki poważnie), ale stanowi solidny wstęp po przyszłe wydarzenia, w tym oficjalny powrót duetu. Graficznie, to to nie jest przesadnie realistyczne, ale mimo wszystko nie przeszkadza w lekturze póki co. Może tylko karnacja skóry Jennie Royce jest zbyt ciemna, co w połączeniu z jej nowym pseudo, wypada dość niedorzecznie.

Starbrand & Nightmask #3
Darth:
Powiedzmy że jestem w miarę zainteresowany jak to się potoczy, choćby za samo działanie kosmicznych bytów i odpowiednika Nightmaska rasy Kree. Tytułowi bohaterowie, na razie lepiej działają jako duet, bo pojedynczo niezbyt są interesujący, zwłaszcza Starband. Ogólnie trochę mało konkretów, przy czym są elementy które dają zapowiedz czegoś interesującego. Ale ten cliffinger strasznie marny. No i oczywiście ta dość marna warstwa graficzna. Nadal nie zachęca do sięgania po kojne numery.

Uncanny Inhumans #5
Krzycer:
Um. Quiet Room miało sens na Battleworldzie. Quiet Room na dworcu Grand Central... nie bardzo. Dziwny numer prezentujący dziwny pomysł.

Web Warriors #4
Darth
: Od czego zacząć? Spider-Gwen ma plan, który polega na tym, że wpadnie do miejsca gdzie znajdują się wszyscy Octopusowie pracujący dla Electros i walnie im przemowę, ze nadszedł czas ich wyzwolenia. Nie sprawdzając, czy przypadkiem nie robią tego z własnej woli, czy nie są niebezpieczni dla nich i nie konsultując tego planu z Spider-Benem, narażając go na niebezpieczeństwo. Scena która w zamierzeniu miała być zabawna, a jedynie pokazała postać jak kretyna. Ale spoko, jest tam jedna dobra Octopus, która została zmuszona do pracy bo czemu nie i pozwoli to pająkom zgarnąć MacGuffina nr 1. MacGuffi nr. 2 będzie zdobycie przez reszty pajączków, własnego źródła elektrycznego, dzięki błyskotce która otrzymała lokalna Black Cat od Electros. I ich genialny plan, polega teraz na poinformowaniu ich wrogów gdzie konkretnie się znajdują, licząc na to, ze teraz wszyscy do nich przylezą. Ta sekwencja jest tak bezsensowna, ze mógłbym poświęcić na nią cały akapit. Ale na to nie zasługuje. Ponadto masa nudnych dialogów, nieśmiesznych scen i braku sensownych interakcji miedzy postaciami. Poziom utrzymany. Jest źle.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2016.02.17.

Redaktor prowadzący: Rodzyn
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.