Avalon » Publicystyka » Artykuł

Naleśnikomania #10: O jeden restart za daleko

Pewnie wszyscy jesteście ciekawi moich opinii o nadchodzącym wielkim projekcie Briana Michaela Bendisa i chcecie posłuchać, co też mogę powiedzieć o tym niezwykle ambitnym pomyśle. Kwestię tego, czy można karać złoczyńców zanim ci popełnią zbrodnię, filozoficzne debaty dotyczące wolnej woli i jak daleko może posunąć się władza w celu ochrony obywateli. Jakie motywacje mogą stać za tym, aby wprowadzeniem totalitarnego systemu rodem z Raportu Mniejszości Philipa K. Dicka opowiedzieli się She-Hulk oraz Spider-Man? Reperkusje, jakie może mieć ten materiał na cały świat Marvela. Dobrze więc, proście, a będzie wam dane. Oto wszystkie moje przemyślenia na temat Civil War II: Co do cholery robi tu Star-Lord?! ON MIESZKA W KOSMOSIE!

Do moich uszu dobiegły ostatnio wieści o nowym zjawisku, jakie dało się zaobserwować wraz ze startem All-New Marvel, któregoś już z kolei wielkiego restartu całej linii wydawniczej Marvela, jakie zawsze nadchodzą po wielkim evencie. Okazja do rzucenia na rynek nowych serii i wystartowania ponownie tych obecnych ze zmienionym składem albo bohaterami. Oraz okazja przede wszystkim do rzucenia nowych pierwszych numerów, od których cały cykl powolnego spadania serii w rankingach list sprzedaży zaczyna się od nowa. Pierwszy numer zawsze dobrze się sprzedaje, bo kupują go w dużych ilościach kolekcjonerzy oraz rozchodzi się w nakładzie z kilkoma różnymi okładkami. To przyciąga nowych czytelników, którzy zostają czasem na jeden numer, czasem na dwa, ale ogólnie pozwala serii przez jakiś czas płynąć, póki za rok nie będzie nowego restartu. Otóż tym razem wygląda na to, że ten model przestał się tak dobrze sprawdzać. Jasne, pierwszy numer dalej sprzedaje się dobrze, ale już drugi... Może przyjrzyjmy się przykładom.


Gwoli wyjaśnienia, nie brałem pod uwagę Uncanny X-Men ze względu na fakt, że ostatnim numerem poprzedzającym restart był numer #600, którego okrągła liczba raczej mocno zaburzy dokonywanie porównań. Nie brałem też pod uwagę Deadpoola, ponieważ ogłoszenie numeru #45 Deadpool vol. 3 jubileuszowym i wmawianie ludziom, jakoby Wade miał w tej serii zginąć, też się mogły odbić na rezultacie. Wreszcie nie brałem pod uwagę Spider-Mana, bo nie widziałem sensu – nawet jeśli fenomen, który pragnę omówić, dotknął też jego, to drań dalej siedzi w pierwszej dziesiątce najlepiej schodzących komiksów i to blisko szczytu, póki tam jest, trudno mówić o znaczącej poprawie albo spadku.

Przejdźmy jednak do sedna. Dwie najpopularniejsze chyba obecnie serie z tak zwanej "tumblrowej" fali – Ms. Marvel i Mighty Thor. Pierwsze numery sprzedały się zgodnie z oczekiwaniami – odpowiednio 79.222 i 112.053 sztuki. Ale już numery drugie zeszły do poziomu odpowiednio 46.610 i 70.331. To nie są złe wyniki sprzedaży, rzecz jasna. Tyle tylko, że ostatni numer poprzedniej serii Kamali, Ms. Marvel #19, sprzedał się na poziomie 31.408 sztuk, a Thor #8 – 86.222. Takie wyniki, jakie mają drugie numery ich serii spod znaku All-New Marvel, są w granicach tego, czego można by oczekiwać, gdyby były numerami #20 i #9 poprzednich wcieleń przygód bohaterek. Podobnie ma się sprawa z pajęczym zakątkiem – o ile ich pierwsze numery sprzedały się bardzo dobrze, to Spider-Gwen, Silk i Spider-Woman szybko wróciły do poziomu sprzed restartu swoich serii, w najlepszym razie notując tylko niewielki wzrost. Squirrel Girl i Angela mają tę samą sytuację. Ale nie myślcie, że przypadłość ta dotyka tylko komiksów z bohaterkami – niewiele lepiej wygląda sprawa dla Guardians of the Galaxy, All-New Hawkeye, Star-Lord, Nova, Howard the Duck i Captain America: Sam Wilson. Pierwszy numer zawsze sprzedaje się lepiej, ale potem wszystko wraca do poprzedniego poziomu, a jeśli jest nawet lepiej, to w granicach poniżej 10 tysięcy nowych czytelników, co w tym wypadku jest niewielkim osiągnięciem.

Pojawia się argument, że nowi czytelnicy są zdezorientowani ciągłymi restartami i nie widzą w nich sensu, jeśli każda seria to zwyczajnie nowy rozdział poprzedniej, z tymi samymi autorami, i nie było powodu, aby wracać do numeru pierwszego. Teoria ta zakrawa o poetycką niemal ironię, ponieważ jednym z głównych powodów ciągłego resetowania licznika była chęć przyciągnięcia nowych czytelników, którzy uważali komiksy za zbyt trudne do wskoczenia w to hobby i nie chcieli czytać 500 numerów starych serii, ale w chwili obecnej to właśnie zalew nowych jedynek ich odstrasza. Czy jednak na pewno tak jest? Jeśli spojrzymy na niektóre tytuły, którym udało się uzyskać wzrost jaki tego typu restart powinien wygenerować. Dwie solowe serie, które najlepiej wyszły na zaczęciu od nowych jedynek to Daredevil i Spider-Man 2099, które są zupełnie od siebie różne. Daredevil to nowi twórcy, nowy status quo i zupełna zmiana tonu i stylu, powrót do mroczniejszej wersji przygód Śmiałka. Tymczasem Spider-Man 2099 to dalej to samo – ten sam scenarzysta, ten sam ton i styl, historia zaczyna się tam, gdzie się skończyła. A jednak obydwie miały tendencję wzrostową. Z drugiej strony nowa seria Uncanny Avengers, chociaż w rękach nowych twórców, dalej kontynuuje te same trendy co poprzednia, to dalej Avengers Unity Squad, tylko z nieco pozmienianym składem drużyny, z której zniknęli Vision, Scarlet Witch i Sabretooth, a na ich miejsce dołączył Deadpool, ma numer drugi aż o 12 tysięcy wyżej niż ostatni numer poprzedniej serii. Tymczasem New Avengers – restart z zupełnie nowym status quo, zupełnie nowym składem drużyny, zupełnie nowym stylem i tonem, przez nowy duet twórców – również uległ temu samemu zjawisku. Trudno tu mówić, by była to wina zmiany autorów, ponieważ zarówno Gerry Duggan, jak i Al Ewing nie są jednak otoczeni taką sławą jak Rick Remender i Jonathan Hickman, nawet jeśli są ulubieńcami czytelników. Być może kwestia leży w fakcie zmiany obsady właśnie? Może nieudany restart New Avengers wynika raczej z faktu, że ikonicznych bohaterów zastąpili bohaterowie C-Listy? Mam nadzieję, że nie – jakkolwiek fakt, że ludzie kupują badziewie ze znanymi bohaterami bardziej niż cokolwiek innego, nie byłby dla mnie zaskoczeniem, szkoda by było aby przez to upadła pierwsza seria New Avengers od debiutu tego tytułu, która jest, dla odmiany, dobra. Nie wiem też, czy po części nie jest to w tym przypadku wina tego, jak Marvel namieszał z nazwami – kiedy nowy czytelnik zobaczy obok siebie komiksy o nazwie New Avengers i All-New All-Different Avengers, zapewne się pogubi1.

Będąc szczerym, wątpię, by te liczby zaszkodziły wielu seriom. Pomijam tu nawet, jak mają się do tego wyniki sprzedaży wersji elektronicznych, bo tych nie znamy i udało mi się dotrzeć tylko do nieoficjalnych źródeł podających, że przeciętnie osiągają one do 10% sprzedaży detalicznej. Jednak nawet bez nich większość z tych komiksów spokojnie pociągnie do kolejnego restartu w przyszłym roku. W najgorszej sytuacji są Angela i Star-Lord i spodziewałbym się wkrótce ich anulowania. Squirrel Girl, Captain America: Sam Wilson i Spider-Woman są na krawędzi, ale też i wkrótce będą brać udział w crossoverach, które zapewne pomogą im nieco dłużej pociągnąć. Co jest dobre w wypadku Sama i bardzo złe w wypadku Jessicki, której komiks o kupa ekstrementów.

Mimo wszelkich chęci, nie umiem jednak powiedzieć, z czego ta sytuacja wynika. Może to rzeczywiście kwestia nowego czytelnika? Może to jest tak, że cały ten nowy nabytek zwyczajnie nie da się nabrać na te same sztuczki? Ani Daredevil, ani Spider-Man 2099, ani Uncanny Avengers nie starają się przyciągnąć tej grupy czytelniczej, tak zwanego fandomu z tumbrla ani miłośników MCU, a jedynie robią swoje. I o ile Daredevil w tym wypadku rzeczywiście oferuje coś nowego, zwłaszcza w porównaniu ze swoim bezpośrednim poprzednikiem, to czuję, że czytelnicy dwóch pozostałych serii dali się zwyczajnie zrobić w konia i wierzą, że dostają coś nowego, a nie komiks, od którego niedawno odeszli. Tymczasem ten nowy fandom okazuje się być zwyczajnie mądrzejszy i nie daje się nabrać na te same zagrywki. To nie jest też naiwny fandom, który kupuje komiksy o swojej ulubionej postaci, nawet jeśli się jej nie podobają z powodu takich bzdur jak "lojalność" czy "pełna kolekcja". To fandom, który wie, co robi i który może nas jeszcze niejednym zaskoczyć. Miejmy nadzieję, że Marvel szybko zrozumie, że tych czytelników on nie może traktować jak idiotów.

Ale, powiecie, jest jeszcze Iron Man, którego umieściłem w tabeli, ale pominąłem w rozważaniach. Iron Man, który po pierwszym numerze, najlepiej sprzedającym się komiksie swojego debiutanckiego miesiąca, spadł na poziom dalej dwa razy wyższy od tego, na jakim skończyła się poprzednia seria o Tonym Starku – Superior Iron Man. Jednakże czy jest to aż taki dobry wynik? Nie do końca. Postanowiłem porównać, jak te wyniki mają się do historii postaci. Oto i co się stało gdy postawiłem obok siebie wyniki sprzedaży obecnej serii (Invincible Iron Man vol. 2) z tymi, jakie osiągnęły pierwsze cztery numery serii Matta Fractiona z 2008  (Invincible Iron Man vol. 1), Kierona Gillena z 2012 (Iron Man vol. 5) oraz Toma Taylora z 2014 (Superior Iron Man).

(Wyobraźcie sobie, że pomiędzy pierwszym a drugim numerem Invincible Iron Man vol. 2 Tony wydał z siebie ten okrzyk)

Jak widać, jest to powrót Iron Mana do standardowej formy, po słabszym okresie, jakim był Superior Iron Man (słabszym w sensie sprzedanych kopii, osobiście była to jedyna seria Iron Mana z tych czterech, którą mi się dobrze czytało). Nie ukrywajmy jednak, czym Superior Iron Man był – zapychaczem między serią Gillena a Secret Wars i nadejściem Bendisa, niczym więcej. Jedyny problem, jaki tu widzę, wynika z czegoś innego. Otóż, gdy Marvel umieścił Bendisa na pozycji scenarzysty Iron Mana, liczył, że siła jego nazwiska pozwoli serii zająć miejsce na szczycie list sprzedaży. Tony Stark jest siłą napędową MCU, jest gwiazdą kreskówek i gier, jest wszędzie i jest teraz najlepiej sprzedającą się postacią Marvela... wszędzie, tylko nie w komiksach2. Widać nawet magia Bendisa nie wystarcza, aby Tony wyrwał się z B-Listy. Może być tak, że komiksowy Stark ma swoją oddaną grupę czytelników i to wszystko, podczas gdy jego fanom w innych mediach wystarcza taka jego doza, jaką otrzymują. Albo ktoś wrzucił pierścień do Góry Zagłady i moc Łysego Pana chyli się ku upadkowi.
Demogorgon


 1 "Frankly, it is confusing to have 3 Avengers titles with such similar names: 'Avengers', 'New Avengers' and 'All New All Different Avengers'. This is almost turning into a joke. Is All-New Avengers newer than New Avengers?" – Xavier Lacel, "Marvel Moth-Moth Sales November 2015: Ticking Up The Failure Counter"http://www.comicsbeat.com/marvel-month-month-sales-november-2015-the-emptiness-of-relaunches/, wyświetlone dnia 24.01.2016
2 "While the masked head of Spider-Man has historically been most associated with Marvel as a defacto mascot, in the last ten years in every field outside of publishing Iron Man is Marvel Comics. If you're talking about the people who see the films, buy the t-shirts or merchandise, watch the television shows, it all comes back to Shellhead. We're going to make a concerted effort with 'All-New All-Different Marvel' to make Iron Man the forefront of the comic books' universe as it is elsewhere." – Tom Brevoort, "Invincible Iron Man by Bendis & Marquez Joins All-New All-Different Marvel", http://www.newsarama.com/24753-invincible-iron-man-by-bendis-marquez-joins-all-new-all-different-marvel.html, wyświetlone 24.01.2014
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.