Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #27 (21.01.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 21 stycznia 2008 Numer: 3/2008 (27)


W dzisiejszym Pulsie eksluzywne zdjęcia romantycznego zbliżenia Petera Parkera i JJ Jamesona!!!
Oprócz tego przydługa gadanina o przydługim gadaniu w New Warriors!!! Mieszane reakcje względem przedostatniego numeru Messiah CompleX!!! I sporo wykrzykników!!!


Amazing Spider-Man #547 avalonpulse0027e.jpg
Gil: Zaczyna się od buziaczków między Piotrusiem i Jonaszem, a potem jest tylko ciekawiej. Początek numeru to jeszcze rozstawianie pionków, ale później rozgrywka szybko się rozkręca. Jest dużo fajnych momentów i dobrych tekstów, a jak tak dalej pójdzie, Mr. Negative szybko dołączy do grupy moich ulubionych wrogów Pajęczaka. Co tu dużo mówić - podoba mi się kierunek, w jakim to wszystko zmierza. Ocena: 8/10
Foxdie: Po tym numerze coraz wyraźniej widać, że wracamy do klasycznych przygód Spidera sprzed kilkunastu lat. Slott na szczęście podkręcił klimat pod nasze czasy i tak oto mamy przyjemne, szybkie i lekkie czytadło. Plus za stworzenie nowej postaci, która ma szansę zostać na scenie trochę dłużej niż jedną historię i wydobycie tak zapomnianego wątku jak tablice Lemurian. Lekkostrawność tej historii widać również po procesie pisania streszczenia, który w tym wypadku jest równie szybki i przyjemny, jak proces czytania. Rysunki są bez zarzutów, w końcu to McNiven. Ocena: 7/10
Jaro: Dynamika i świeżość poprzedniego numeru została zachowana, i dobrze, bo taka zmiana klimatu póki co wychodzi Pająkowi na dobre. Po ponad roku ło-matko-jakich-wielkich i przełomowych eventów powrót bohatera "na ulicę" sprawia, że aż chce się to czytać. Do tego Mr. Negative, który odpowiednio poprowadzony ma szansę na stanie się klasycznym przeciwnikiem Spidera. Numer ma pewien oldschoolowy urok, ale mimo wszystko, póki co nie ma tu wtórności. Jak na dłuższą metę sprawdzi się ta formuła? Przekonamy się pewnie dopiero po zakończeniu "Brand New Day". Na razie Slott i McNiven wywiązują się ze swego zadania bez zarzutu.
Ocena: 7/10; soundtrack: The Offspring - Why Don't You Get a Job
avalonpulse0027f.jpgCrissCross: Nadal mam wrażenie, że wszystko cofnęło się o kilkanaście, albo i więcej, lat. I to mi się nie podoba. Jedyną różnicą są tak naprawdę lepsze rysunki. BND nie powala mnie na kolana. Więcej, zwyczajnie mnie zniechęca. Been there, done that.
MadMarty:
Całkiem słodkie. Wciąż mam jednak niesmak po OMD. Mamy niesamowite rysunki, przyjemną, oldschoolową opowiastkę. Zastanawiam się tylko, po co tak szybko wracają do odmaskowywania. Peter, który zdjął maskę publicznie, potem sprawił, że wszyscy o tym zapomnieli, znowu będzie walczył, żeby nikt o tym nie wiedział? No i jak po Civil War, WWH i innych większych eventach notowania Bugle mogą spadać?
Gamart: Zgrabnie Slott ciągnie serię po wpadce Quesady. Mr. Negative bardzo mi się podoba jako złoczyńca i mam nadzieję, że stanie się jednym z klasycznych. Całuśny Parker też pewnie będzie zawsze pamiętany. Wszystko to jest naprawdę fajne do czytania i dobre rysunki McNivena, który jest stworzony do rysowania Spidera, ale czuć trochę klimat takiego campu i aż zbyt nachalnego powrotu do przeszłości. Ostatnia strona zresztą wygląda jak wyciągnięta z komiksów Lee w latach '60.

Cable & Deadpool #49
Gil: Od jakiegoś czasu dostrzegam tu ciągłą zwyżkę formy i nie mogę odżałować, że to ostatnie podrygi zdychającej ostrygi. Tym razem Deadpool wreszcie góruje nad Bobem i zajmuje właściwe sobie miejsce. Powalających tekstów jest wiele, ale króluje: "(Nate)'ll be back. Probably once they have a big crossover." Do tego, powrót Penetraitora i kilka niezłych momentów z Agency X. No i wreszcie zasłużone kpiny z Savage Landu oraz kulminacyjny atak symbiontycznych dinozaurów na Manhattan, czyli wstęp do wielkiego finału serii. Szkoda, tak dobrze się bawię. Ocena: 7/10

Immortal Iron Fist #12
Gil: Główny scenarzysta tej serii powinien reklamować się hasłem "Ed Brubaker - nie spodziewaj się niczego, bo i tak cię zaskoczę". Wszyscy zgodnie obstawialiśmy, że Prince of Orphans to tatuś Danny'ego, a tu zonk! I moim zdaniem to nawet lepiej - mamy kolejną postać z tajemniczą przeszłością, a zagadka Wendella pozostaje otwarta. Z tego numeru dowiadujemy się też ciekawych rzeczy o planach Thunderera, córki Orsona, Yu-Ti i pana Xao. Sam turniej zdaje się schodzić wciąż na plan dalszy, ale nadal jest interesującym wydarzeniem. Zaskakuje porażka Davosa i fakt, że Tiger's Bondaged Daughter nadal żyje. Jest tu jednak pewien zgrzyt, a mianowicie występy gościnnych rysowników, którzy są zwyczajnie kiepscy. Ocena: 7/10

Incredible Hercules #113
avalonpulse0027g.jpg
Gil: Ooo... coś czuję, że będę miał nową serię w worku z ulubionymi. Jakiś czas temu sam zastanawiałem się nad możliwością użycia marvelowego Herculesa i klasycznych wątków mitologicznych w jednej serii i nagle bęc! - ktoś to dla mnie zrobił! :D Wszystkie elementy mitologiczne są tak poprawne, że aż miło się czyta, a ich przeniesienie do współczesności jest oryginalne i ciekawe. Ares trzymający hydrę w stodole - po prostu odjazd! No właśnie, Ares. Jeśli patrzeć na niego przez pryzmat Mighty Avengers, wydaje się jakiś inny, ale jeśli przypomnimy sobie jego własną miniserię, to zauważymy, że wszystko jest na miejscu. Herc również jest świetny, bo nie jest traktowany jak przygłup do rozwałki, ale wdać w nim wiekowe doświadczenie. No i pojawia się też Atena, a mam nadzieję, że wkrótce będą inni. I wreszcie, Wonder Man dostaje słuszne baty - w końcu to Skrull jest ;) Ocena: 8/10
Jaro: Mieszanka wybuchowa w postaci krucjaty Amadeusa przeciwko S.H.I.E.L.D., krucjaty Aresa przeciwko Herculesowi i zgrabnie wpasowujących się w całość mitologicznych smaczków i retrospekcji. Pomimo tych ostatnich, numer jest bardzo dynamiczny, co jest oczywiście dużą zaletą. Do tego dobre rysunki, świetne, wyraziste postacie i sporo humoru (taki "nie słyszący" Wonder Mana Ares na przykład). W miodności całości ginie nawet pytanie -- skąd do cholery w USA wzięli się ci wszyscy bogowie i mitologiczne stwory? Ocena: 7/10; soundtrack: Faith No More - The Gentle Art of Making Enemies
Gamart: Takie komiksy lubię, lekkie i przyjemne. Sporo ciekawej akcji i seria może na długo zostać w rękach tych bohaterów. Ares jak zawsze świetny, wplecione naprawdę zgrabnie elementy mitologiczne i plan Cho na zniszczenie S.H.I.E.L.D. Mieszanka wybuchowa.

Marvel Comics Presents #5
Gil: Chyba wypadałoby ocenić każdą część z osobna, nie? No dobra, więc tak: Guggenheim wrzucił do jednego wora kilka przypadkowych postaci (w tym jedną martwą) i wstrząsnął. Efekt fabularny kiepski, ale za to rysunki świetne, więc dam 5/10. Gage wyciągnął coś całkiem ciekawego z Savage Landu, ale Nicieza zrobił to lepiej w tym tygodniu. Rysunki mi się spodobały, więc sumując, może być 7/10. Historyjkę o Wrecking Crew przekartkowałem, bo nie przykuła mojej uwagi z pierwszą stroną, więc dam 4/10, bo nie chwyciła. No i wreszcie, dalszy ciąg podglądania nowego Guardiana, z którego w końcu coś wynikło. Może się to okazać nawet ciekawe, ale w tym tempie ochota na ciąg dalszy tylko spada, a więc ocena: 6/10

New Exiles #1
Gil: Przemogłem się i spojrzałem. Niepotrzebnie. Na trzeciej stronie przestałem czytać, bo rozwlekła narracja wyszła mi bokiem i do końca przekartkowałem. Ani przez chwilę nie miałem ochoty wrócić do tekstu, bo obrazki nie zachęcały. Gadanie, bzdury typu rzucanie piłką, jakieś obowiązkowe mroczne sekrety, które pewnie nie zostaną rozwinięte, bo seria nie wytrzyma dość długo. A potem hop-siup i dramatyczna inaczej końcówka. Do widzenia, panie Krzysztofie, ja wysiadam. Ocena 4/10

avalonpulse0027h.jpg New Warriors vol. 4 #8
Gil: Skończyły się zagadki, zaczęła się nuda. Straszna nuuuuuda. Gadanina i nic więcej. Jedni się zastanawiają "jesteśmy terrorystami, czy nie jesteśmy", a inni wyciągają szkielety z szafy. Gdyby wszystkie dymki wypełnić bla-blami, wyszłoby na to samo. Jeśli w następnym numerze coś się nie wydarzy, to ja już podziękuję. Ocena: 4/10
Hotaru: Jak wszyscy świetnie pamiętamy, ostatni numer to głównie rozmowy. Gadanie, gadanie i jeszcze raz gadanie. Dlatego naturalnym wydaje się, aby w tym numerze dla odmiany było... jeszcze więcej rozmów! Tak, bo gadanie to jest to, co spragnieni rozrywki czytelnicy lubią najbardziej. Przy gadaniu używa się tylu różnych grup mięśni. I wypowiada się tyle różnych słów. Można gadać tak dużo, nie mówiąc nic. Że jak? Że niby ja teraz gadam nic nie mówiąc? Cóż, to zupełnie jak w tym numerze New Warriors - dużo tekstu, zero treści.
Jaro: O ile sceny z Thrasherem, Silhouette i Midnight Fire wypadają całkiem przyzwoicie, o tyle wszystkie gadki X-Warriors nie dość, że jest ich za dużo i są po prostu nudne, to jeszcze momentami wręcz ociekają kretynizmem. Taka claremoncizna na miarę naszych czasów, z konsolą zamiast boiska baseballowego, ale za to z taką samą dawką żenująco naiwnych rozmówek, ukoronowanych toastem "za rodzinę!". Ocenę całości dodatkowo obniżają tragiczne rysunki, które nie są ani ładne, ani stylowe.
Ocena: 3/10; soundtrack: Muse - Map of the Problematique

Penance: Relentless #4
Gil: Ta seria powinna mieć trzy numery: w pierwszym Robcio ucieka, w drugim znajduje Nitro, a w trzecim robi mu kuku. Niestety, ma pięć i wszystko jest rozwleczone niemiłosiernie. Przegadana pierwsza połowa byłaby zupełną porażką, gdyby nie kilka cennych uwag Dooma. Druga połowa to dla odmiany nawalanka, niezbyt ekscytująca, chociaż zakończona dość nieoczekiwanie. Wreszcie się spotkali, więc może coś z tego wyniknie i oby było to dobre. Drażnią kiepskawe rysunki i dziury logiczne, a pozytywów jakoś nie widzę, chociaż czytać się daje. Ocena neutralna: 5/10


New X-Men vol. 2 #46
avalonpulse0027i.jpg
Gil: IT'S ON!!! To już chyba to, nie? Wielki finał się zaczął. I jest ostro! Bijatyka jest świetna - dawno lepszej nie widziałem. Choćby z tego względu, że nie dopatrzyłem się tu żadnych bzdurnych elementów. Same wydarzenia nie mogły być chyba bardziej zaskakujące - zwłaszcza akcja Pixie, która niechcący połączyła dwie rozróby w jedną, ku wyraźnej dezaprobacie Maraudersów pożartych przez Predatora. Tak jak podejrzewaliśmy, Mystique użyła Rogue, by załatwić Sinistera - nieźle. A ciąg dalszy jest nawet lepszy, bo jeśli dzieciak przetrwał tego buziaczka, to rzeczywiście musi być potężny. Widzimy więcej motywów i na szczęście są one logiczne, a ich konfrontacje przynoszą ciekawe efekty. Jest super! I w tym wszystkim nawet rysunki jakby lepsze. Ocena: 9/10.
Foxdie: Oj dzieje się, dzieje, tylko czemu to rysuje Ramos?? Połowa scen jest nieczytelna i ciężko się domyśleć, co się dzieje, a wszystko z winy tego beztalencia. Nie mogą odsprzedać go do DC, albo jakiejś innej konkurencji? Skupmy się jednak na przedostatniej (dopiero się dowiedziałem, myślałem, że jeszcze dwie będą) części Kompleksu Mesjasza. Jak już pisałem, dzieje się i to sporo, New X-Men kopią tyłek Predatorowi, a X-Men - Marauders, po czym wszyscy jak jeden mąż toczą epicki pojedynek na Wyspie Muir. Fajnie, że w końcu ponownie użyli jednej z moich ulubionych lokacji. Wiemy, że Essex jednak zszedł z tego świata, a Rogue ma szansę stać się mutantem równie istotnym, jak sam Mesjasz, w końcu przejęła jego moce, oczywiście musi się jeszcze obudzić. Tylko kto w końcu ma rację, Cable czy Bishop? Dziecko powinno zginąć, czy zostać ocalone? Martwi mnie również fakt, że wcale nie czuć szansy na wyjaśnienie zawiłości kontinuum, które powstały wraz z poprzednim numerem. Trochę dużo wątków do rozwiązania jak na jeden numer, ale wierzę w Careya. Ocena: 8/10
Hotaru: Przedostatni numer Messiah CompleX - jakiż jestem podekscytowany! Ta dramaturgia relacji Mystique - Rogue. Czego nie zrobi matka, aby wybudzić córkę ze śpiączki. Co z tego, że córunia zapadła w śpiączkę po postrzeleniu przez rzeczoną matkę. A że już wcześniej była niestabilna psychicznie po wchłonięciu miliardów umysłów to pikuś - kolejny umysł nijakiego Sinistera na pewno jej nie zaszkodzi. Z innej flanki mamy przerażającego Predatora X, którego rola w tym wydarzeniu jest nie do przecenienia. Najpierw biegł z szybkością huraganu z miejsca swoich narodzin do Westchester, będąc na miejscu zawrócił, by pobiec ze wschodniego wybrzeża na Alaskę, stamtąd zawrócił po swych śladach z powrotem do Westchester, a stąd z kolei (na szczęście dzięki Pixie nie musiał już biec) trafił na wyspę Muir. Po drodze schrupał parkę arcyważnych mutantów. Ech, mógłbym tak nawijać bez końca, ale muszę sobie zachować trochę ironii na rozmowę z księdzem łażącym po kolędzie. Carey - ratuj!
avalonpulse0027j.jpgJaro: Oprócz mimo_wszystko_nie_pasujących rysunków Ramosa punktów słabych tu brak. Załatwienie Sinistera za pomocą Rogue i potem próba jej uleczenia dzieciakiem nie dość, że są logiczne, to jeszcze robią z niej jeszcze większego "kozaka" -- z wspomnieniami (i może częścią umiejętności) Essexa i tym, co mogła wchłonąć od małej, Rogue po wyzdrowieniu będzie bardzo poważnym graczem. Dalej -- bardzo dobra walka X-Men vs. Marauders oraz świetny i prosty pomysł na powiększenie rozmiarów finałowej rozpierduchy poprzez nieodpowiedzialne zagranie Pixie. Nie czytałem wcześniej za dużo NXM, ale postać wygląda raczej na takiego roztrzepańca, więc chyba wszystko gra. Plus coraz bardziej nie przebierający w środkach Summers, z którego strony spodziewam się jakiejś niespodzianki w finale i wreszcie cliffhanger, czyli Cable z dzieciakiem wzięty w kleszcze. No, dobry CompleX nie jest zły.
Ocena: 8/10; soundtrack: Ulver - Nowhere-Catastrophe
CrissCross:
Jakoś tym razem średnio mnie zachwyciła kolejna część MC. Mogło to być jednak spowodowane kreską, której jakoś nie potrafię tolerować. Co do samej historii to... chaos. Masa dobrych kontra masa złych. A po cichutku dookoła przemykają Xavier i Cable. No i wyjaśniło się, jak padł Sinister. Niby ok, ale mam pewien niedosyt. Taki kozak mógłby jednak paść bardziej efektownie, a nie tylko pokazali szybką i niespodziewaną akcję Raven w retrospekcji. Ale ostatecznie ujdzie. Scena, gdzie Predator pożerał Vertigo przypomniała mi od razu... Park Jurajski :P Zobaczymy teraz, jak sobie Cable poradzi, stojąc między Predatorem, a Bishopem.
MadMarty:
Bardzo przyjemnie. Nie tak dobre jak X-Factor, ale lepsze niż ostatnie Uncanny. Zgodnie z oczekiwaniami wszystkiemu winna Rogue ;) . A właśnie, jeśli zapanowała nad mocą, żeby uratować dziecko, to może to być introdukcja do oddania jej kontroli nad mocą. Mogą to sobie tłumaczyć albo tym, jak ważne było dziecko, albo tym, że wchłonięcie Sinistera jej na to pozwoliło. Znowu urośnie do rangi mega kozackiej postaci. Wiemy już, o co chodziło Gambitowi, jednak spodziewałem się, że jego rola będzie trochę większa w tym crossie. Tak naprawdę za wszystkim stała Raven. Czekamy teraz na ostateczną sieczkę i finał w czerwieni.
venom:
Numer dobry... jedyne minusy jakie widzę to po pierwsze - rysunki, które mnie coraz bardziej drażnią, po drugie - gdzie jest Shadowcat?, po trzecie - strasznie duże nagromadzenie postaci, po czwarte - nie znam za bardzo postaci Exodusa, ale wydawało mi się, że to dość mocna postać, a w tej serii już drugi raz obrywa i jest tu zwykłym mięsem armatnim... No, ale ogólnie akcja mi się podoba - zachowanie Mystique i Gambita, współpraca Xaviera z Cablem, mocno zdecydowany Cyclops, który nareszcie zachowuje się jak przywódca, lekkomyślna Pixie, ale przez to bardzo zabawna, mozna dużo wymieniać... Jak dla mnie wszystko trzyma się kupy i postępowanie bohaterów jest dość logiczne, dlatego tym bardziej ten numer i ogólnie MC mi się podoba ;) Czekam więc z niecierpliwością na kolejny numer.

Wolverine: Origins #21
Gil: Sięgnąłem po to znowu ze względu na Deadpoola i... Nie jest może tak tragicznie, jak się spodziewałem, bo nawet jeden czy dwa żarciki się udały, ale ogólnie to nie to. Deadpool Waya sprawia wrażenie przygłupa, działającego zupełnie bez sensu. Właściwie, cały ten numer sensu nie miał, bo nigdzie nie ma ani słowa, po co oni się tłuką. Do tego rysunki zdecydowanie nie w moim guście. Najchętniej zapomniałbym o istnieniu tego ustrojstwa, ale przez wzgląd na biednego Wade'a nie mogę. No, nie mogę go tak zostawić... Ocena: 3/10

WWH Aftersmash: Warbound #2
Gil: Warbound należą do grona tych postaci, które pojawiają się w określonym celu i tylko tam są w jakiś sposób użyteczne. Gdy cel znika, nie wiadomo, co z nimi zrobić, więc twórca od czasu do czasu wpycha ich tu i tam. Tutaj jedyna różnica polega na tym, że postacie są w miarę świeże i można coś jeszcze nimi ugrać. W efekcie mamy całkiem niezły pomysł z Gammaworldem, wielkie robale jak z klasycznego horroru klasy D i dobre postacie drugoplanowe. Niestety, główni bohaterowie nie obchodzą mnie tak samo, jak nie obchodzili mnie wcześniej. Czytadło, ocena: 5/10




Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hity tygodnia:

avalonpulse0027a.jpgCable & Deadpool #49

Autor: Skottie Young

Hotaru: Mojej sympatii do talentu pana Younga nigdy nie ukrywałem, więc wybór ten na pewno nie dziwi. Czytelnicy New X-Men rozpoznają w tej okładce organiczny i nieco brudny styl znany z 42 i 43 numeru tego tytułu. A do czego może służyć taki styl, jeśli nie rysowania rzeczy... hmm, organicznych? Ta okładka ocieka życiem, nawet powietrze jest jego pełne. Gałęzie, liany, mchy i porosty, o zwierzętach i ludziach nie wspominając, są pełne życia i bije z nich witalizm. O ile nie jest to takie trudne do osiągnięcia w przypadku postaci ludzkich i zwierzęcych (wystarczy narysować je w odpowiednio dynamicznej pozie - a tutaj, chociaż postaci nie są w ruchu, to nie mamy wątpliwości, że to tylko chwilowe), o tyle w przypadku roślin to naprawdę wielki wyczyn. Chylę czoła i mam nadzieję, że Young wróci do rysowania wnętrz, a nie tylko okładek.

avalonpulse0027b.jpgIncredible Hercules #113

Autor: Art Adams

Gamart: Prosta, wymowna okładka. Mamy dwóch mitycznych i napakowanych gości ze świetnie oddanymi na twarzy emocjami. Jest krew, pot i dużo innych cieszących oko szczegółów. Warto wspomnieć, że okładka ukazuje to, co się stanie w komiksie, co nie jest częstym wydarzeniem.





avalonpulse0027c.jpgWolverine: Origins #21

Autor: Simone Bianchi

Lex: Nie należę do największych fanów tego rysownika, ale ta okładka wygląda naprawdę wyśmienicie. Charakterystyczne dla niego przesadzanie w rozmiarach mięśni i broni (pazury Wolverine'a po wsunięciu nie zmieściłyby się w przedramieniu) nie razi na tym rysunku. Duża ilość detali i świetnie nałożone kolory autorstwa Matta Milly ze studia Avalon (marka zobowiązuje ;)) to największe atuty tej okładki.



Gniot tygodnia

avalonpulse0027d.jpgNew Exiles #1

Autor: Greg Land

Lex: Ewolucja, jaką przeszły okładki z udziałem Exiles to smutna ilustracja powolnego upadku tej serii. Niestety "Nowe" Exiles zaczyna bardzo słabo. Mimo pewnych wad lubię styl Landa, ale jego wersja członków Exiles nie przypadła mi do gustu. Na dodatek kolory raczej odstraszają od sięgnięcia po ten komiks.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.01.16



Redaktor prowadzący: Lex
Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.