Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #438 (25.01.2016)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 25 stycznia 2016Numer 4/2016 (438)


W tym tygodniu zadebiutowała nowa seria z przygodami Captain Marvel, tym razem jednak bez Kelly Sue DeConnick w roli scenarzystki. Za nowe przygody Carol odpowiedzialne stały się scenarzystki serialu "Marvel's Agent Carter". Zaś kolejny numer Uncanny X-Men sprawia, że nasi forumowicze uznają na ten moment tę serię za lepszą od flagowego Extraordinary X-Men.

20.01.2016

Astonishing Ant-Man #4
Kminek:
  Nie pasuje mi trochę ten numer. Niby wszystko pasuje, słodko-gorzka koncepcja jest zachowana, humor dalej nie jest wymuszony, ale atak podczas meczu, na którym akurat jest Cassie jest kiepskawy... Domyślam się, że sam pomysł na tego osobliwego przeciwnika miał być pastiszem komiksów w starym stylu (jestem zły, mam plan zagłady, ale zdążę się przedstawić i zaprezentować wszystkim swój pomysł), tylko no... Za dużo upraszczających fabułę zbiegów okoliczności. Za to końcówka zabawna. Zobaczymy, co z tym zrobią dalej.

Captain Marvel vol. 8 #1
wolvie111:
Nigdy nie czytałem Carol, lubię tę postać, ale nigdy nie byłem wielkim fanem. Zainteresowałem się teraz głównie ze względu na Krisa Anke. Zapowiada się ciekawie. Carol przyjęła pracę na stacji kosmicznej, która ma bronić Ziemię przed niebezpieczeństwem zanim to jeszcze dotrze na Ziemię. Fajny pomysł. Towarzyszy jej Alpha Flight, co też cieszy, bo już dawno nie było dla nich przyzwoitego miejsca w świecie Marvela. Wydaje się, że można też liczyć na ciekawe interakcje z panną Brand. Trochę jak to czytałem to czułem się jakbym oglądał pilot do przyjemnego serialu przygodowego. Graficznie też jest ok, podoba mi sie jak Anka rysuje Carol, mocno zbudowaną, tak jak to do niej pasuje. Dobry numer 8/10
sanczo: Wygląda graficznie lepiej od jej poprzednich solowych - również kosmicznych- przygód ale...dlaczego na miłość boską robią z niej taką butch woman?! Jej solowe przygody, kiedy jeszcze nosiła tytuł Ms. Marvel są nadal moim ulubionym komiksem. A tam była bardziej kobieca. Za fabułę 7/10; za grafikę 7/10, ale wygląd Carol to 2/10...
Kminek: Nigdy nie byłem fanem Carol i w sumie to pierwszy komiks z jej przygodami solowymi, jaki czytałem, ale nie jest wcale tak źle. Koncepcja dowodzenia pierwszą linią obrony planetarnej, jako zarządzania korporacją wypada fajnie, interakcje między bohaterami ciekawe (no tak, w świetle plotek dotyczących "Civil War II" musiał się pojawić Rhodey) i końcówka zapowiadająca coś więcej... Jest zdecydowanie lepiej niż w "Guardians of the Galaxy". Póki co.
Krzycer: Z jednej strony, wygląda na to, że to jest ten ongoing o SWORD, którego nigdy nie dostaliśmy. Z drugiej strony - od pierwszego numeru widać, że to nie jest "SWORD" Gillena. Nie ma równie szybkiego tempa, nie jest równie zabawne... ale wciąż może być dobre. Więcej, setup, który tu dostajemy, całkiem mi się podoba. Podobnie jak przypadkowa myśl, która sprawiła, że na pytanie "no więc mamy te postaci, które trochę osób lubi, ale za mało, by utrzymały serię, ale jednak powinniśmy coś z nimi zrobić, tylko co?" ktoś odpowiedział "wyślijmy Alpha Flight na orbitę". Chwilowo mogę napisać tylko, że czekam - na rozwinięcie akcji, na zagęszczenie intrygi. Na odpowiedzi - takie jak to, co właściwie stało się z SWORD. Fajnie, że Brand tu jest, ale coś ewidentnie wydarzyło się poza kadrem. (O ile dobrze pamiętam, stacja SWORD zniszczona w czasie Infinity, została cichaczem odbudowana miesiąc później, więc to nie raczej nie to...)

Hercules #3
Kminek:
Dalej fajnie się to czyta. Może sama fabuła nie jest zbyt odkrywcza i pomysły z Herkulesem dostosowującym się do XXI wieku zaczynają się powtarzać, ale jestem ciekaw, dokąd to wszystko zmierza i jakie będzie miało konsekwencje dla reszty świata Marvela (ot choćby bóstw nordyckich).
Krzycer: Wciąż sympatyczne, wciąż toczy się powoli. Ale ostatnie strony zapowiadają przyspieszenie tempa. Wciąż podobają mi się rysunki... aczkolwiek muszę się przyczepić do Gilgamesha. Bo i scenariusz, i rysunki gdy pęta się po mieszkaniu Herculesa, sugerowały, że nie jest w formie, że wyrósł mu brzuch i tak dalej, a jednak w końcówce jest rysowany z typową "sylwetką komiksowego superbohatera typu B". Coś tu nie gra.

Ms. Marvel vol. 4 #3
Krzycer:
Do znudzenia - Kamala jest super, komiks - gdy traktuje o niej, jej przyjaciołach i życiu - jest super. Ale gdy w numerze dominuje superbohaterstwo, staje się przeciętny. To jest jeden z tych numerów.

New Avengers vol. 4 #5
wolvie111:
Oj szczerze powiem, że nie znoszę, gdy pokazuje nam się różne wersje drużyn z przyszłości. Nic to nie wnosi, i tak akcja nigdy nie pójdzie w tym kierunku i wprowadza to tylko bałagan. Jedyne co było ciekawe w tym składzie do córka Luka i Jessici jako Captain America. Co poza tym? Na prawdę ciężko jest się skupić na tym komiksie, przyjrzeć się dialogom i po prostu wejść w historię, gdy to wszystko jest tak szkaradnie ilustrowane. Sandoval był do zaakceptowania na początku, wydaje mi się, że się bardziej przykładał, jednak teraz to jest po prostu bardzo, bardzo brzydkie! Ten numer to przykład jak bardzo Marvel opuścił się w poziomie graficznym. Poza tym historia Demiurga nie jest zbyt wciągająca. Niestety kontynuujemy przygodę z kosmicznym Cthulhu. Daję 4/10
Krzycer: Myślałem już, że Sandoval zaczyna się wyrabiać. Nic z tych rzeczy. To wciąż są strasznie przestylizowane, przeładowane rysunki, które nadają się może na etykietę gumy balonowej, ale nie są w stanie opowiadać historii w komiksie. Więc pod tym względem jest bardzo niefajnie. Od strony scenariuszowej - w tym tytule wciąż akcja dominuje nad fabułą, przez co nie ma wiele miejsca dla postaci. Niestety, bo Ewing ma tu fajną grupę - i wciąż mam poczucie, że nie wykorzystuje w pełni swoich bohaterów.

Star Wars vol. 2 #15
Krzycer:
Całkiem sympatyczne. Tylko jak zwykle odkąd Marvel wydaje Gwiezdne wojny - zasadniczo czytałem już te historie, gdy wydawał je Dark Horse. Kenobi na Tatooine między "Zemstą Sithów" a "Nową nadzieję" też tam był. (Na marginesie - strasznie czekam na serię Poego Damerona, bo wreszcie Marvel wyda coś, czego Dark Horse nie zrobił już pięć razy... chyba, że to okaże się kalką starego "X-Wing: Rogue Squadron".) Słówko o rysunkach - Mike Mayhew jest artystą, który rysuje ładnie, ale który nigdy mi nie pasował. Jego twarze są wprost z doliny niesamowitości - zbyt realistyczne, by były "komiksowe", zbyt martwe i sztuczne, by udawały zdjęcia. Tutaj na dodatek parę razy robi coś dziwnego z kompozycją paneli na stronie, co nie do końca działa - jak np na pierwszej stronie z Tuskenami i Obi-Wanem. Pomysł jest chyba taki, że mamy tu trzy panele bez ramek - trzy osobne sceny - ale wychodzi to tak, jakby Obi-Wana otoczyli giganci.

Uncanny Inhumans #4
Kminek:
Ale to było... słabe. Po poprzednim numerze zapowiadającym jakieś epickie starcie, dostajemy przeciętniacki finał. Bardzo dużo akcji off-panel, trochę gadania, trochę walki, a końcówka, zamiast szokować, rozczarowuje - naprawdę Kang po latach machinacji i kombinowania z czasoprzestrzenią dał się złapać na taki numer? Nawet rysunki McNivena nie pomagają.
wolvie111: Pierwsza historia zakończona. Podróże w czasie mogą przyprawić o ból głowy, ale jednak rozwiązanie jakie wybrała drużyna okazało się dość proste. No cóż stary Ahura nie mógł być uratowany, więc trzeba było dotrzeć do młodego. Podobało mi się cofnięcie akcji aż do czasów Randaca, co biorąc pod uwagę jego ogromny wkład w istnienie Inhumans, mogło się skończyć tragicznie. Kanga jednak nie jest łatwo ograć, a ostatecznie zdejmuje go nie kto inny niż Ahura (ekspresowa nauka panowania nad zdolnościami). Jego moc jest bardzo interesująca. Młody nie tylko potrafi duplikować siebie, ale jego astralne formy mogą opanowywać innych. To właśnie spotkało Kanga i szczerze powiem, że chętnie zobaczyłbym jak to się dalej rozwinie i jaki wpływ to będzie miało na Ahurę. Walki wyglądały świetnie, cały numer od strony graficznej prezentuje się bardzo dobrze. Dużo dokładności i precyzji...ostatnio w oko mi wpadła mi Medusa i jej włosy, teraz zwróciłem uwagę na świetnie rysowanego Beasta. Artysta fajnie dawkuje napięcie na pomocą kadrów. Daję 8/10
Krzycer: Z jednej strony jest coś w takim rozwiązaniu akcji, gdy okazuje się, że Wielki Zły Kang, podbudowywany przez Soule'a od pewnego czasu, musi zwiać z podkulonym ogonem przed małym Ahurą. Z drugiej strony to nie do końca działa, bo przed tym finałem ani razu nie widzieliśmy małego Ahury (ten z linii czasu w której dorastał u boku Kanga się nie liczy). Zasdniczo Kang pada ofiarą "efektu Worfa".

Uncanny X-Men vol. 4 #2
jdtennesse:
Jaki Land jest, każdy widzi. Chociaż wielu pewnie wolałoby nie widzieć. To, że Betsy różni się od M lub Mystique wyłącznie kolorami, to oczywistość. Fabuła trochę się rozwija i zaczyna nabierać jakichś kształtów. Podoba mi się skład drużyny (chociaż skąd się wziął Archangel nadal nie wiemy…), szczególnie że dołącza Mystique. Od początku byłem ciekawy jak będzie kontynuowany wątek Magneto, bo jego solowa seria bardzo mi się podobała. Póki co szału nie ma, Magneto kręci się gdzieś na drugim planie. Pierwszy numer podobał mi się najmniej ze wszystkich tytułów oferujących przygody mutantów. Teraz jest trochę lepiej, chociaż nadal nie do końca wiadomo o co chodzi. Taka myśl – zabijają uzdrowicieli, żeby nie mogli pomagać mutantom cierpiącym z powodu mgieł Terrigenu… a zarówno ta drużyna, jak i juniorzy czy Laura funkcjonują sobie bez problemu w atmosferze ziemskiej… Nie ma to jak spójność uniwersum post Secret Wars. Mam nadzieję, że będzie lepiej, dużo lepiej, bo jest bardzo średnio.
wolvie111: O Landzie już napisałem wystarczająco dużo przy poprzednim numerze. Tutaj mi aż tak nie przeszkadzał, było ok. Mystique pojawiła się tylko na moment, dostajemy też Magnusa, który raczej nie czuje się winny za śmierć mutantów, których "wyzwolił". Poza tym Bunn próbuje za wszelką cenę zrobić z Monet i Sabertootha parę zabawnych przyjaciół (może coś więcej), ale ja tego nie za bardzo czuję. No i cały czas nie kupuje Monet w roli śmieszki. Podoba mi się za to pomysł z polowaniem na uzdrowicieli. Elixir, no cóż, coś czułem, że nie przetrwa numeru, ale zdążył chociaż pochwalić się nowymi zdolnościami. Sama walka wypadła całkiem nieźle. Mam nadzieję, że przynajmniej Triage zdołają uratować, bo polubiłem go w ostatnim Uncanny. Daję 7/10
sanczo: Chyba zostanę tu zmiażdżony, ale te rysunki mi się podobają. Do tego ciekaw jestem co dalej z Psylock i Aniołem - aż dziw, że są w tym komiksie biorąc pod uwagę, że oboje będą w nowym filmie o X-menach. Fabuła idzie w kierunku "Xmenowym" czyli kolejna grupa łotrów, ale uzasadnienie ich działań mi się podoba. 7/10.
Kminek: Cały koncept załatwiania mutantów z mocą uzdrawiania przypomina trochę akcję z "Second Coming". I ja to kupuję. Interakcje między bohaterami troszkę zgrzytają, (nie mam bladego pojęcia, jaki pomysł Bunn ma na Sabretootha, ale na razie średnio to wygląda), a "pani z okładki" pojawia się raptem na chwilę, ale i tak jest ciekawiej niż w "Extraordinary X-Men".
Krzycer: Zasadniczo lubię Elixira, jak wszystko z New X-Men Kyle'a i Yosta, więc jest mi trochę szkoda. Z drugiej strony, jest coś idiotycznie zabawnego w tym, że spośród trzech ostatnich występów Elixira w komiksach, dwa zakończyły się jego śmiercią. A że po poprzednim zgonie odżył bez trudu (i bez wyjaśnienia), to jakoś trudno się przejmować. Co poza tym? Trochę foreshadowingu z Psylocke i Archangelem, trochę smęcącego Magneto, ale poza tym to numer o M i Sabretoothie. A przynajmniej - mógłby takim być. Mimo wszystko jest bardziej "z nimi" niż "o nich", bo ani jakoś szczególnie nie pokazuje ich relacji, ani nie daje nowych informacji o żadnym z nich. A ja wciąż czekam na słówko o tym, co właściwie M robi w tej grupie, bo wciąż mi nie pasuje do zespołu morderców. Nawet, jeśli ten zespół chwilowo/na razie nie morduje. Więc tak - sporo intrygujących tropów i zapowiedzi (Mystique współpracująca z Hellfire Club?), ale są one zawieszone w pustce.
Simon: Po dwóch numerach mogę stwierdzić, że to obecnie najlepszy X-tytuł w ofercie Marvela. Extraortdinary X-Men jest dobre ale to Uncanny ma póki co lepiej prowadzoną historię. Już sama obsada komiksu Bunna napawa mnie sporym optymizmem. Oczywiście trzeba zaakceptować odwróconego Sabretootha, który wprawdzie nie ma tej żądzy krwi ale gentlemanem też nie jest. Drugi zeszyt to ciekawe wprowadzenie Mistique i tak na dobrą sprawę odsłanianie kolejnych elementów obecnego świata. Część wątków została zawieszona, niektóre szczególnie intrygują. Czekam na Fantomexa. Drugi numer był dynamiczny ale zwalniał gdy była taka potrzeba. Podoba mi się kreska Landa, który wykonuje tu dobrą pracę.

X-Men: Worst X-Man Ever #3
Krzycer:
Z jednej strony trochę szkoda, że cliffhanger z poprzedniego numeru zostaje właściwie zignorowany w tym. Z drugiej strony, ponieważ rozwój fabuły idzie nieco w odstawkę, dostajemy więcej Bailey'a w Instytucie, a to zasadniczo główna zaleta miniserii. Plus do tego nowa mutantka, z niemal równie niedającą się wykorzystać mocą. Zaczynam wątpić, czy seria zmierza do jakiegoś konkretnego zakończenia, ale sama podróż jest na tyle przyjemna, że zupełnie mi to nie przeszkadza. I jakoś tak strasznie spodobał mi się redesign Magsa.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2016.01.20.

Redaktor prowadzący: Rodzyn
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.