Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #437 (18.01.2016)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 18 stycznia 2016Numer 3/2016 (437)


Przed Wami bardzo obszerny Pulse, a to wszystko za sprawą ostatniego numeru Secret Wars - jeżeli boicie się spoilerów, lepiej omijajcie opinie o tym zeszycie. Poza tym też działo się wiele ciekawego, warto więc zajrzeć do tego, co nasi forumowicze sądzą o nowych odsłonach Mighty Thor i Extraordinary X-Men.  

13.01.2016

All-New All-Different Avengers #3
Darth
: Wreszcie koniec. Zasadniczo finał tej historii wypadł dość nijako. Część postaci tak naprawdę nie miała większego wpływu na wydarzenia(Ms. Marvel i ten biznesmen z wcześniej przykładowo). Wielki zły bawi się artefaktem który zagraża światu, Avengers mu go odbierają i jakoś niwelują zagrożenie. Po czym postanawiają pozostać jedną drużyną, bo w sumie czemu nie? A zły trafia... w przyszłość? Nie jestem pewien. Tam zostaje zabity przez swoich, co chyba miało wypaść ironicznie. A Nova zaciągnął dług u Visona, bo nie chcę by inni dowiedzieli się, ze ten bad guy być może chciał zniszczyć świat przez niego, bo to jego złoczyńca. To naprawdę taki big deal? Nastolatki, przejmują się głupotami. Może teraz będzie lepiej?
wolvie111: Nie mogę uwierzyć, że flagowa seria Avengers jest tak nudna i tak szkaradnie narysowana. Drużyna jak dla mnie nie trzyma się kupy, ale dobrze, że chociaż ten villain już pokonany, więc pierwsza historia już z głowy. Może potem będzie lepiej. Jedyny plus jak zauważyłem to szantażujący Novę Vision (ten to ma charakterek) i młoda gwardia Mścicieli...dzieciaki mają dużo charyzmy, więc może być ciekawie. Plus kolejna już świetna okładka od Alexa Rossa. Za ten numer daję tylko 5/10

All-New Hawkeye vol. 2 #3
Darth:
Dużo gadania w teraźniejszości, ale to są dość ciekawe dialogi. Zarówno pomiędzy Chavez i Kaite oraz Clintem oraz jego bratem. Całkiem nieźle ukazują ich wzajemne relacje i pokazują, jaki mają problemy ze sobą i nawzajem. A w przyszłości dzieciaki-mutanty giną i.... to ma być koniec? Nie będzie żadnego powiązania z tymi płaszczyznami? Tylko to będzie na zasadzie: "to się mogło stać jeśli nie doszłoby do ponownego połączenia naszego duetu, który w tym świecie jednak nastąpił"? Po raz pierwszy, nie podoba mi się kierunek, w którym to zmierza. Teoretycznie jeszcze może wyjść jakieś większe powiązanie w najbliższej przyszłości, między tymi "płaszczyznami", ale mam na to teraz niewielkie nadzieje. Póki co nie ma żadnego związku, przez co, te scenki z przyszłości wydaja się nieco zbędne.

All-New X-Men vol. 2 #3
Krzycer:
Hopeless całkiem nieźle czuje przynajmniej część postaci, które prowadzi. Zdecydowanie pozytywnie wypada jego młody Cyclops - a to jest jego numer. Beast też wypada nieźle. Do reszty jeszcze muszę się przekonać, ale po tym numerze Hopeless ma u mnie kredyt zaufania. Co powiedziawszy - ta seria wciąż wydaje się istnieć w nieco alternatywnej rzeczywistości, w której Mgły Terrigenu najwyraźniej nie są problemem? No i słuchanie o tym "co zrobił Cyclops" robi się bardzo, bardzo irytujące. Trzy numery ANXM, pięć EXM, to daje w sumie osiem komiksów gdzie ta fraza wraca jak mantra, a wciąż nie mamy konkretnego wyjaśnienia co to właściwie było. Nie mówię, że wszystkie odpowiedzi powinniśmy otrzymywać natychmiast - absolutnie nie. Ale jest różnica między budzeniem ciekawości, a ciągłym drażnieniem. Powtarzanie pytania co numer bez udzielania odpowiedzi to pisarstwo na poziomie Loebowego "kim jest Red Hulk?" Przy czym to jest uwaga zbiorcza, do wszystkich wydanych dotąd numerów ANXM i EXM, a nie konkretnie do tego numeru, który - jak już chyba dałem znać - całkiem mi się podobał. Rysunki to absolutnie standardowy Bagley, nie ma co wspominać.

All-New Wolverine #4
Krzycer:
To jest wciąż zdumiewająco porządny komiks. Nic wielkiego pod żadnym względem, ale przy lekturze świetnie się bawię. I już nawet twarze Lopeza zaczynają mi się podobać.
Darth: Trochę taki zapychacz tak po prawdzie. Ale całkiem niezły zapychacz. Sceny akcji są niezłe, choć trochę wymuszone. Scenarzyści nawiązują do przeszłości X-23. Relacje na linii siostry, X-23 i Strange wypadają dobrze. No i prowadzi to do kolejnego punktu fabularnego, w którym zapowiadamy podróż do wnętrza klona. I tylko te twarze momentami. Ciągle te twarze. Mimo wszystko przyjemne czytadło, jak wspomniałem wcześniej.

Amazing Spider-Man vol. 4 #1.2
Darth:
Spider-Man goni kurczaka i złości się na psa. Tyle zapamiętałem w sumie z tego numeru. No dobra, jest tego więcej, ale to wszystko wypada tak strasznie mało interesująco. Ci goście z którymi ma robić team-up, w sumie nie robią nic tylko z nim gadają. Jest kilka dość dziwnych dialogów i lecimy na Kubę. I mamy naprawdę tani cliffanger na koniec.

Black Knight vol. 4 #3
Darth:
Wielkiej bitwy nie było, albowiem Rogers przekonał aliantów Black Knighta, że nie mają powodów do walki i lepiej dla nich będzie iść do domu. Musze przyznać, ze nawet mi się podobało to rozwiązanie. Zwłaszcza ze potem mamy sceny akcji, jak walczą z Black Knightem i to wypada, no niezbyt spektakularnie. Ale wykorzystanie Brother Voodoo było całkiem dobrym posunięciem i w sumie dobrze, iż nie zrobili Black Knighta teraz jakiegoś uber kozaka. Całkiem dobrze wypadły jeszcze scenki w przeszłości, jak Avenger z początku zastawiali się czy to faktycznie ich Black Knight, a nie jakiś oszust, dopóki fakty nie dają dość oczywistych odpowiedzi. Wydaje się, iż seria zbliża się do końca, lub przynajmniej pewnego etapu i jak na razie prezentuje się lepiej niż zakładałem. Zobaczmy jak to będzie dalej.
wolvie111: Kolejny numer, gdzie prezentują nam hipokrytę Steve'a. Nie mogę już znieść jego pozycji osoby, która wyznacza kto może zabijać, w jakiej sytuacji i pod czyimi rozkazami. Deadpool to jedna z bardziej morderczych postaci w Marvelu, Rogue uśmierciła Grim Reaper'a, gdy przesadziła z siłą od Wonder Mana. Obie postacie w składzie Steve'a. Dane zabił pod wpływem miecza podrzędnego villaina, który sam sekundę wcześniej zanosił się na jego życie. Straszne! Niech Steve oceni co z nim zrobić. Uciekł? Ścigajmy go aż do Weirdworld. Bez sensu... Za to zacząłem przyzwyczajać się do szaty graficznej i nawet te dziwaczne postacie zaczęły mnie przekonywać. Generalnie nadal jestem ciekawy serii, tylko niech drużyna Steve'a już zniknie. Daję 6/10

Captain America: Sam Wilson #5
Darth:
Constrictor nie miał przypadkiem protez zamiast dłoni, po przygodzie w Avengers: Initiative? Serii do której autor nawiązuje, poprzez jego związek z Dimondback? No ale przynajmniej postanowił kontynuować ten wątek i sprawił ze nareszcie zaznał trochę... owwww. Jak rozumiem nie mogłaś się zgłosić do Steva o pomoc w sprawie swego narzeczonego bo? A zatem jesteś teraz znowu ze złymi, bo uczciwe życie jest do bani. Tja. Nowy Falcon ma swoje mało ciekawe backstory i rusza do akcji. Tymczasem Viper ma swój monolog i wymienia opinię ze swoim więźniem, bo tego nakazuje kultura. Jest to nieźle pisana scena, ale nie widzę za bardzo sensu w jej istnieniu, skoro i tak bad guy postanowił pozbyć się Capa z pomocą grawitacji. Oczywiście to się nie udaje i musi dokończyć robotę. Tylko jak się tam wszyscy oni tak szybko dostali na dół? Nie pamiętam żeby umieli latać. Garficznie jest bardzo dobrze, ale fabularnie ma dość dziwne momenty.

Extraordinary X-Men #5
Krzycer:
No i zespół się wreszcie był zebrał. Niby pięć numerów to nie jest tak bardzo dużo, ale jednak nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że ta historia była rozciągnięta. Zresztą - czemu ja piszę o "wrażeniu"? Cała zawierucha w Limbo nie tyle rozciągnęła, co wręcz rozdęła tę historię. Może nie była kompletnie zbędna - niby wszyscy wiemy, że Instytut w Limbo to zły pomysł, ale co innego wiedzieć, a co innego zobaczyć w komiksie - ale była zdecydowanie za długa. Ale teraz już zespół się zebrał, X-Men przestali się ukrywać (...co działałoby lepiej, gdyby nie to, że całe ukrywanie się działo się w czasie, którego nie zobaczyliśmy; a przecież ostatni komiks sprzed przeskoku kończył się transmitowaną na cały świat konferencją prasową X-Men...), Storm... wygłasza przemówienia podobne do tych Cyclopsowych z okresu San-Francisco/Utopia... i teraz, wreszcie, coś się może zacząć. Pytanie, co to będzie. Tyle ogólne podsumowanie historii. Konkretniej o tym numerze - był spoko. Może byłby trochę lepszy, gdyby recap page nie zdradza na samym początku, że mamy do czynienia z klonem Cyclopsa? Bo jednak jakaś niepewność co do tego była, a tak - odpowiedź pada jeszcze zanim komiks się zacznie. Przyczepiłbym się do Colossusa dla którego złamanie kręgosłupa jest "manewrem na rozpoczęcie starcia", ale akurat gdy ofiarą jest Sinister, który w tym momencie praktycznie jest z plasteliny i ma nieskończone kopie zapasowe, jakoś mi to nie przeszkadza. Zwariowany Nightcrawler wciąż mi nie pasuje, ale znowu - zobaczymy, co Lemire chce z tym zrobić. Końcówka z OML i miniJean była fajna. Czekam na to, co będzie dalej. Liczę, że Lemire ma konkretny pomysł, którego brakowało Bendisowi. Zobaczymy, czy się znowu przeliczę. Słowo o rysunkach - mam wrażenie, że Ramos się wyrabia. W tym numerze nie rzucały już mi się w oczy karykaturalne sylwetki. A panel na którym OML wylatuje spod ziemi, wystrzelony promieniem Fauxclopsa wypadł rewelacyjnie. I jeszcze z uwag ogólnych - oba mutancie tytuły wypuszczone jednego dnia kończą się improwizowaną konferencją prasową. Śmiesznie to wyszło. No i teraz autentycznie zaintrygował mnie Xavier w tłumie. Czy to wciąż jest tylko w głowie Storm, czy jednak coś jest na rzeczy?
Kminek:  Powalczyli, pokonali, pomogli, pogadali motywacyjnie i teleportowali się – słowem, kwintesencja X-Men. Niby się działo, ale jakby nic się nie działo, niby coś się ruszyło na linii X-Men – reszta świata, ale, według zapowiedzi, chyba nie będzie to miało większego znaczenia i tyle. Na plus wypada żonglowanie przez Lemire’a wątkami z „Old Man Logan” i zabawna końcówka. Poza tym, bez szału.
wolvie111: Pierwsza walka skończona, drużyna nabrała ostateczny kształt. Bardzo średnio to dla mnie wygląda powiem szczerze. Nadal nie czuję tych postaci, nie czuję tego klimatu. Gdybym mógł to jak najprędzej zmieniłbym rysownika, bo na dłuższą metę to już mnie zaczął męczyć i dajcie mi normalnego Logana, albo wgl niech zniknie. Scott, wokół którego było tyle szumu, oczywiście nie okazał się być prawdziwym Scottem (szok). Walka między nim a Storm wyglądała śmiesznie (pioruny z rąk? równoważą się z blastem Cyclopsa?) Generalnie to ta pierwsza historia mogłaby na spokojnie zająć trzy numery, a przedłużana była przez walki porozciągane na całe zeszyty, co nie wyszło na dobre bo, jak dla mnie, wyglądały niezbyt interesująco. Skoro to jest flagowa seria o mutantach, to zaczynam się bać, czy wytrzymam przy X-men. Oby następne historie były ciekawsze, bo tu nawet Sinister przynudzał. Daję 6/10, jedynym plusem serii jest Magik, na ten moment.
Darth: Cyclops oczywiście okazuje się tanim plot twistem, nie mającym żadnego znaczenia i wymówką do kolejnych scen akcji, które nie mają większego znaczenia i nie wypadają za dobrze, z powodu warstwy graficznej. Tymczasem część X-Men załatwia Sinistra, który ma teraz dziwną manię, odpinania swojej głowy i przystawiania jej do innych ciał. Cyclolon wybucha, Nightcrawler gada jak nawiedzony, drużyna ocalona i mamy przemowę, w której zapowiadamy zmianę statusu quo i powrót do sprawdzonego scenariusza postępowania. Zmieniamy status quo, który został nam ledwo co przedstawiony w pierwszym numerze serii. Pewnie bardziej by mi to przeszkadzało, gdyby nie to, iż strasznie nie podobał mi się styl, w jakim został ukazany na początku, więc jego cofniecie mogę tylko przyjąć z zadowoleniem. Nawet jeśli, jest to wszystko dość marnie zrealizowane. Coraz bardziej zaczynam wieżyc że Storm jednak ma problemy psychiczne, znowu widziała Xaviera w tłumie. Scenka z Jean i Loganem na sam koniec całkiem dobra, ale ogólnie to nie była dobra pierwsza historia na łamach serii. Można tylko liczyć ze będzie lepiej.

Guardians of the Galaxy vol. 4 #4
Kminek:
Słabe to… Kłótnia, żarty Rocketa, heroiczna decyzja, naparzanie, naparzanie, naparzanie, żarty Rocketa, stereotypowe ujęcie Kitty przez Bendisa (yes, Brian, we know who you are), żarty Rocketa i… naparzanie z kolejnym randomowym przeciwnikiem, który wziął się znikąd (dosłownie i w przenośni). Kiepsko, Bendis, kiepsko!
Darth: Gamora bije się z Halą. Reszta Guardiands gadają i postanawiają wrócić na Spartax, czyniąc cały poprzedni numer praktycznie zbędnym. Wracają, tłumaczą że rozwalenie stolicy Kree to nie ich wina, ale Hala będąc nudna i mdła, znajduje sobie inny powód by kontynuować rozwałkę. I zostaje pokonana, po jednej wspólnej akcji Guardians. Osoba która, była praktycznie nietykalna, przez wszystkie ostanie numery. Cudnie. A na sam koniec, znikąd pojawia się Destroyer z poprzedniego numeru i zaczynamy na nowo rozwałkę, na tej samej zasadzie co wcześniej. Na litość, wciąż jesteśmy w tym samym punkcie co trzy numery temu. Czy pomysł Bendisa na tą serię, to walka, walka i walka?
wolvie111: Wow ktoś chyba bardzo chciał pokazać Gamorę spraną na kwaśne jabłko. To było bardzo brutalne, szczegółowe i trochę... bez sensu. Numer składa się głównie z tego jak zła pani bije Gamorę, Strażnicy debatują nad powrotem, tylko po to by powrócić z niezwykle kreatywnym i skomplikowanym planem. Plan działa Hala dostaje na tyle mocno, że odlatuje. No i to jest właśnie problem. Rysunki są świetne, bardzo dobre, ale te walki. Wszystko polega tylko na tym kto mocniej przywali z pięści, kto zrobi większe bum. A przecież Kitty na spokojnie powinna zgarnąć tę laskę innym sposobem. Finał numeru nie zapowiada żadnych innowacji w tej kwestii...niestety. 6/10

Illuminati #3
Darth:
Ugh. Sceny akcji trwają tylko parę pierwszych kadrów, ale i tak miałem ich dość na cały numer. A w następnym, zapowiada się że będzie ich więcej przez występ Thor. Ale jeszcze o numerze. Enchantress wydaje mi się out-of charcter, narzekającą na to ze uciekają przed walką. Jest czarodziejką, nie wojownikiem. Chociaż LMD skrewił sprawę, to pozostaje w grupie, bez dobrego powodu. Trochę o pozostałych członkach ekipy, którzy mimo tej wpadki zostają w grupie, ale z jakiegoś powodu, tylko do Titani postanowił się pofatygować Hood, aby ją przekonać że została. Nadal mnie to wszystko bardzo mało interesuje.

Mighty Thor vol. 2 #3
Kminek: Ten numer należał do Lokiego. Lokiego, na którego pomysł Aarona bardzo przypadł mi do gustu. Takie ujęcie pozostawia więcej pytań, niż odpowiedzi, ale to całkowicie mi odpowiada. Dodając do tego piękną szatę graficzną i w sumie ciekawy cliffhanger, wychodzi jeden z fajniejszych komiksów tego tygodnia.
wolvie111: Pojedynkowanie Thor i Lokiego nigdy się nie znudzi. Tym bardziej tak świetnie ilustrowane i z tak fajnymi dialogami. Loki w pewnym momencie mówi do nowej Thor, że niczym się nie różni od Odisona. Oj różni się...ona wie, że z Lokim trzeba krótko, a każde jego słowo działa na twoją niekorzyść, tak więc dosadnie mu przerywała, co wypadło świetnie. Dauterman po raz kolejny jest świetny, a jego Loki bardzo przypomina Toma Hiddlestona. Pojedynek dwóch pań też wypadł efektownie. Mam nadzieję na ten duet jeszcze nie raz. Teraz czeka nas Freya vs Odin, czekam, bo bardzo podoba mi Odin w roli villaina tej serii. Daję 9/10
Darth: Nie dziwie się, iż Jane nie chcę słyszeć o współpracy z Lokim. Nie mają zbyt przyjaznych stosunków na przestrzeni lat. Sama sekwencja to w większości monologi Lokiego w różnych formach i walka jednej z nich z Thorem i wypada to bardzo dobrze. Podoba mi się takie ujecie Lokiego, którego historia na tym etapie jest tak popaprana, iż nie dziwie się, że teraz jest w stanie podobnym do schizofrenii. A przynajmniej gdy dzieli się na kilka części. Tymczasem Odin postanawia na dobre załatwi sprawę z Freyą, kompletnie ignorując tą koalicję wrogów Asgardu, wyrzynających jego elfich sojuszników. Co za buc.
radzio78: Cały numer opiera się na w miarę fajnym dialogu Lokiego z Thorem. Mimo wszystko w porównaniu do poprzednich numerów czy opinii poprzednich użytkowników oceniających ten numer nie podobało mi się aż tak bardzo. Dauterman jak zawsze rewelacyjnie, jestem jego wielkim fanem. Bardzo przypadł mi do gustu pomysł z bombami na Alfheim. Ciekaw jestem jak rozwiąże się cliffhanger z końca numeru. Ciekawe, czy osobą, która będzie próbowała ratować Freyję przed sądem Odyna będzie Thor czy pojawi się ktoś inny. Ciekawostka- w listach w tym numerze przeczytałem, że dla fanów Odinsona będzie coś od klasycznego autora komiksów z tym bohaterem. Czyżbyśmy dostali jakąś nową historię od Simonsona? Może Straczynski?

Scarlet Witch vol. 2 #2
wolvie111: Wędrówka Wandy rozpoczęta, pierwszy przystanek Grecja, a tam nie kto inny niż Minotaur. Po pierwsze podoba mi się pomysł ze zmianą rysownika co numer, tutaj dostajemy Marco Rudy, który bardzo fajnie wpisuje się w klimat magicznego, greckiego miasteczka. Sam pojedynek z Minotaurem wypada bardzo fajnie, a i wygląda nieźle, bo wszystkie te magiczne tricki ładnie się prezentują. Numer oceniam pozytywnie, seria też fajna, taka dobra odskocznia od reszty superbohaterskiego świata Marvela. Daję 7/10

Secret Wars vol. 2 #9 (Of 9)
Xavier83: Trudny zeszyt do oceny. Z jednej strony liczyłem na więcej, a z drugiej finał nie rozczarował bo faktycznie nie wróciliśmy do stanu sprzed Inkursji tylko mamy nowe Marvel Multiverse w oparciu o "marzenia/pomysły" dla Universów od Franklina. Jest kilka pytań, które mnie nurtują, typu które Universa i w jakiej liczbie zostały stworzone ? Czemu rozkawałkowanie Molecule Mana ma go uleczyć, skoro jako wiele kawałków był bronią masowego niszczenia Universów od Beyonderów ? Co z Beyonderami ?  Bardzo duży tych pytań, a mimo wszystko jestem zadowolony i z wątków typu Black Panther czy walki Doom vs Reed. No i kwestia hamburgera od Milesa fajnie wypadła i miała swoje konsekwencje. Ilustracje tez ładnie wyszły. Tak na gorąco i po jednokrotnym przeczytaniu 8,5 /10. Dobra robota Marvel, udało ci się nie skopać finału istotnej opowieści dla całego Multiversum.
Krzycer: I tak to się kończy. Finałowe starcie - czy raczej starcia, bo to i Doom/Panther, i Doom/Richards - wypadają bardzo dobrze. Rola Reece'a... tego trochę nie łapię. Nie nazwę go deus ex machiną, bo przecież od dawna wiemy, że jest częścią tej historii. Ale zostałem z takim wrażeniem, że zrobił coś, co mógł zrobić w każdej chwili, a czekał do tego momentu tylko dlatego, że to ostatni numer eventu. Z drugiej strony może coś mi umknęło po drodze. Wiadomo, że Hickman lubi komplikacje. Bardzo ładnie wypadło natomiast pożegnanie z Fantastyczną Dwójką i Future Foundation, którzy otrzymali (tylko na pewien czas - wiadomo, w Marvelu nic nie ginie) praktycznie mityczną rolę. Choć trochę mi żal Sue, która chyba będzie się nudzić przez najbliższych parę eonów... czy ile ta zajmie im pełne odtworzenie multiwersum. A potem są jeszcze epilogi. I o ile niektóre są bardzo ładne i proste - uśmiechnięty Doom, Miles, który został przeszczepiony do 616/na Earth Prime wraz ze swoją obsadą drugoplanową i wskrzeszoną matką na dokładkę, a wszystko w zamian za burgera. Ale nie wiem, jak rozumieć epilog T'Challi. W najprostszym ujęciu, ta trójka młodych po prostu nigdy nie zginęła, i teraz kończą swój egzamin, i tyle. Z drugiej strony, jest to - jeśli się nie mylę - słowo w słowo odtworzona scena tuż sprzed pierwszej Inkursji, tak, jakby T'Challa cofnął się w czasie (zresztą korzysta przy tym z Time Gemu, więc...). Co z kolei sugerowałoby, że finał Secret Wars cofa Inkursje i cholera wie ile jeszcze wydarzeń, resetując wszystko do początku runu Hickmana? Tyle tylko, że ileś postaci wie, co się wydarzyło? Ale Inkursje były już wspominane w innych, post-Secret Warsowych komiksach, więc... Więc Black Panther cofnął się w czasie do początku runu Hickmana, nie doszło do Inkursji która sprowadziła na Ziemię-616 Black Swan, ale potem był jakiś kryzys podobny do Inkursji...? Może? Albo ktoś nie zrozumiał zamysłu Hickmana (zdarza się, bo... patrz wszystkie zamysły Hickmana), jakaś notatka nie dotarła do którejś części redakcji i wzmianka o Inkursjach w post-Secret Warsowym komiksie była wpadką do której nie powinno było dojść? Słowo o rysunkach - są ok. Miejscami imponujące, jak to u Ribicia. Ale mam wrażenie, że w tym numerze było jeszcze więcej ludzi-żab, niż zwykle.
Gamer2002: To nie był zły event. Z pewnością był lepszy od AvX, AoU, Axis czy tamtego z Watcherem i Nickiem Fury. Nie było to jednak nic szczególnie wybitnego, zwłaszcza gdy wziąć udział wszystkie podwaliny jakie podkładał Hickman w swym runie Mścicieli oraz ilość tie-inów. Black Swan? Po całym swym lawirowaniu pośród Illuminati po prostu dołącza się do Dooma i ot tak ginie przez zagranie Starlorda. Maker? Ostatecznie niewiele zrobił i teraz zupełnie nie wiadomo jak trafił do 616. Wojna Capa i Iron-Mana? Nie wiem czy już nie została odczyniona. Z Phoenixem i Cyclopsem to zrobili nas po prostu w jajo - bez sensu i znaczenia to było. Namor kręcił się przy Black Pantherze i tyle z tego wyszło. Przynajmniej Black Panther najwyraźniej uratował Wakandę poprzez podróże w czasie. Były oczywiście dobre momenty. Walka Black Panthera z Doomem i ostateczne starcie między Richardsem i Doomem. Rozwiązanie sytuacji pasuje - Reed jest lepszy w dzierżeniu mocy Dooma, bo wykorzystuje ją razem z rodziną. Podobało mi się jak Miles trafił do 616. Wcześniej też śmierć Strange'a. Ale ztymi wszystkimi tie-inami i sytuacją gdzie bohaterowie są rozrzuceni po Battleworldzie, można było zrobić znacznie więcej z postaciami. Crisis of Inifinite Earths zrobił bardziej epicką historię w 12 zeszytów, które też lepiej rozwijała i rozbudowywała swych bohaterów. Czemu tak trudno dorównać czemuś napisanemu w 85 roku? Niech będzie 7/10
gamer2002: O kurczę. Rzeczywiście ciężko ten numer ocenić. Podsumowuje świetny event i rozpoczyna nam nowe universum. Tak więc przede wszystkim brawa za bardzo ładne pożegnanie Fantastycznej Czwórki. Wypadło to na tyle dobrze, że jak dla mnie mogliby teraz przez na prawdę dłuższy czas nie wracać. Obie walki Dooma wypadły bardzo dobrze, swoją drogą nie spodziewałem się, że Black Panther dostanie w finale tak dużą rolę. Samo użycie time gem pozostawiam, bo zagłębianie się w to nie jest na moją głowę. Jaki faktyczny wpływ miało to na nowe stworzenie? Nie wiem. Istotne jest to, że to właśnie F4 tworzy nowe światy. Sam nie wiem co o tym myśleć, tzn. spodziewałem się, że tak się to skończy, ale teraz kiedy właściwie Reed i jego świta to praktycznie bogowie, ciężko mi sobie wyobrazić ich powrót na karty komiksu. Od razu zastanawia mnie też co o całej sytuacji wiedzą Johnny i Ben, czy dla nich rodzinka po prostu zniknęła, czy wiedzą coś o ich misji.
wolvie111: Kolejne plusy to sposób w jaki Miles Morales dostał swoje miejsce na nowej Prime Earth. Bardzo podobało mi się też samo zakończenie w Doomem, mam nadzieję, że z tą twarzą zostanie jak najdłużej, bo w serii Invincible Iron Man, ten Victor prezentuje się świetnie. Przy okazji było wspomniane, że Reed chciał naprawić pare rzeczy. Hmmm ciekawe, że twarz Dooma wydała mu się na tyle istotna, a zapomniał o Benie. Przecież w przeszłości było tyle dramy, jak to Reed obiecywał, że naprawi sytuację Bena. Nie czytałem zbyt dużo F4 (przyznaję), więc rozumiem, że Ben już dawno temu pogodził się ze swoją fizjonomią, a bez tego nie byłby bohaterem jakiego znamy. Czy więc Doom z twarzą będzie lepszym człowiekiem/bohaterem? Choć brzmi to głupio to sądzę, że może tak właśnie być, bo cała jego złowrogość, którą w sobie miał, miała przecież genezę w tym wypadku (dawno, dawno tamu), przez który założył kultową maskę. Nasuwa się od razu myśl, skoro świat ten opiera się na marzeniach Franklina, skoro oni sami go formują, to co z mutantami? Otóż nie znaczą dla nich nic, bo o ile wiemy, na nowej Ziemii mówi się tylko o tym jak zabija ich mgła. No szkoda.  Od strony graficznej, dla mnie, wypada świetne. Zdarzą się twarze, w botoksem w ustach, ale Ribic zdecydowanie umie rysować epickie sceny, więc cokolwiek mu nie wyjdzie, zostaje u mnie wybaczone. Tak więc generalnie to bardzo dobry numer, ładnie zamyka nam się klamra. Szkoda, że tak późno, bo teraz, te serie, które powychodziły w ciągu ostatnich dwóch miesięcy byłby o wiele bardziej ekscytujące. Daję 8/10
Kminek: Podobnie, jak większość osób recenzujących ten numer, mam mieszane uczucia. Finał, jako bardzo osobisty, wręcz intymny pojedynek dwóch zagorzałych przeciwników, umiejętnie sprowadzony z monumentalnej historii o zagładzie światów, sprawdza się świetnie, bez dwóch zdań. Widać, że Hickman mógł pohulać przy tej ostatniej walce i może dlatego akurat ten element wypada najlepiej. Za to jako „geneza” nowego świata Marvela, to już niekoniecznie… Dlaczego?
1. Owen Reece – dopóki gra rolę kapryśnego, de facto boga, nie jest źle. Ba, jest bardzo dobrze. Ale po „zgodzie” Reeda i Victora cały koncept zaczyna siadać. Rozumiem, Owen wysadza Battleworld, ale, co potem? Czy to on jest odpowiedzialny za powstanie nowego? Czy może to on poprosił Franklina Richardsa, żeby w podzięce za hamburgera, wynagrodzić Milesa Moralesa nowym, szczęśliwym życiem? I dlaczego on „zdrowieje” dzieląc się na wiele części? Za dużo niedomówień, za dużo akcji off-panelowych.
2. Wątek T’Challi – zupełnie niepotrzebny, bo wprowadza za wiele zamętu. Dopóki walczy, jest ok.. Ale kiedy używa Time Gemu dostajemy jakieś pokrętne wyjaśnienie budzące więcej wątpliwości, niż satysfakcjonujących odpowiedzi. Ot choćby: a) Jeżeli rzeczywiście T’ Challa przeniósł się w przeszłość i Inkursje nigdy nie zaszły, to za co tak naprawdę zostaje zabity Namor, dlaczego Steve Rogers jest nadal stary i czy mamy rozumieć, że skoro mógł użyć jednego z Infinity Gems, to znaczy, że Doomgard jest elementem świata 616? b) Jeżeli przeniósł się w przyszłość, na Prime Earth, to mam rozumieć, że oprócz Time Gem, w nowej rzeczywistości nie ma innych Infinity Gems? Toć przecież potężne
klejnoty działają tylko w granicach „swojej” rzeczywistości, a reszta została zniszczona. Swoją drogą, to akurat byłaby ciekawa klamra. W pierwszych numerach „New Avengers” T’Challa zwołuje Illuminati nie mając, jako jedyny, żadnego Infinity Gem. A historia się kończy tym, że on, jako jedyny posiada klejnot (choć obawiam się, że to może być nadinterpretacja). I Prime Earth jest zrobiona z Doomgardu?
3. Nowi Beyonderzy – no, de facto, do tego sprowadza się rola Richardsów. Franklin wymyśla, a Reed pomaga mu te pomysły urzeczywistnić. Z jednej strony fajnie, z drugiej – kiepsko. Ok, mamy Prime Earth, czyli Richardsowie jednak uratowali szeroko pojęte życie, ale w tej rzeczywistości Wolverine (nadal) nie żyje, Steve (nadal) jest stary, mutanci (nadal/ znowu) są na granicy wymarcia, Squadron Supreme morduje Namora z nie do końca wiadomych powodów, pajęczaków jest od cholery, a zło się szerzy. Ale, who cares?! Grunt, że Stephen Strange żyje, Doom ma zdrową facjatę, a Tony i Steve przestali walczyć! Brawo, Reed! I jakie jest status quo F4? Ludzie o nich pamiętają, czy nie? Bo, jak na razie, tylko Johnny, Ben i Spider-Man cokolwiek wspomnieli o Fantastycznej rodzince.  Nie mówiąc o tym, jakim cudem Reed uratował „oryginalną” Sue i dzieciaki? A może wcale nie uratował, tylko „odtworzył” – toć przed zagładą światów, Susan miała na sobie kostium S.H.I.E.L.D.
Podsumowując – monumentalny event ze świetnymi pomysłami (Thor Corps, Franklin „Galactus” Doom) i momentami (przybycie Maestro, Groot) osłabiony przez ciągłe przekładanie wydawania kolejnych numerów, niewykorzystane wątki (Phoenix Cyclops, Black Swan!), dłużyzny (naukowe przemowy Valerii), akcje off-panelowe (wątek Maximusa) i brak porozumienia dotyczącego continuity zarówno Battleworldu, jak i świata po Secret Wars, który najlepiej wypada jako historia osobistego rozliczenia dwóch geniuszy.
Darth: Jeśli miałbym krótko opisać tą historię, to nie była zła, ale nie była też za dobra. I nie chodzi mi o to, że jej zakończone było jasne już od dawna. gdyby to był aż taki problem, w ogóle nie ruszałbym numerów archiwalnych, jakichkolwiek serii komiksowych. Problem leży w tym, iż to wszystko wygląda, jakbym otrzymał nieskończony produkt, którego masa istotnych części nie została jeszcze ukończona. Widać to szczególnie wyraźnie w późniejszym okresie, kiedy masa wydarzeń zdarzyła się off-panel, co strasznie niwelowało nastrój. Niektóre postacie pojawiały się znikąd w pewnym momencie, inne robiły rzeczy o których nie mieliśmy pojęcia, a jeszcze inne od tak po prostu znikały z niej. Szkoda, albowiem jest masa scen, chociażby w tym komiksie, świadczą o tym, iż scenarzysta ma plan, wie co robi i co ważniejsze ma umiejętności, aby opowiedzieć epicka historię. Ale to wszystko nie ma odpowiedniego wpływu na czytelnika, jeśli ten ma problem z "kontekstem" danej przygody. Zakładam ze pierwotnie, wszystkie niedopowiedzenia miały odbyć się na łamach innych serii, ale wydawnictwo zdecydowała się na tryb pracy: "rób-ta co chce-ta, tylko niech się dzieje na Battelworld", przez co powiązania z główna serią są niewielkie, albo nie istnieję, albo nawet stoją w sprzecznością z wydarzeniami. Ale to tylko moja teoria, co do której nie mam w tej chwili pokrycia. Koniec końców, Secret Wars to co najwyżej średnia historia, która pozostawia sporo niedosytu po tym co się zobaczyło, albo też raczej nie dane nam było ujrzeć.

Silk vol. 2 #3
Darth: Zacznijmy od dobrych rzeczy. Wizyta Slik u psychologa, w wyniku efektów ubocznych jej przebywania w zamknięciu przez jakiś czas oraz spotkanie z bratem, który w lot pojmuje co teraz robi, poprzez spojrzenie na gazetę. To było dobre. Gorzej wypada główna linia fabularna. Wizyta Parkera w sumie nic nie wnosi i nadal nie kupuje tego, iż Black Cat to takie zagrożenie że trzeba infiltrować jej bandę, zamiast robić jej najazd na chatę. Ponadto Slik jest dość nachalna kiedy próbuje przekonać kompana w zbrodni jaka to jest zła, więc nie dziwię się iż postanawia ją wrzucić w sam środek bazy wroga, gdzie gobliny trenują walki mieczem i tarczą z jakiegoś powodu, choć ich główna broń to bomby. I standardowo parę naprawdę kulawych kadrów się trafiło.

Squadron Supreme vol. 3 #3
wolvie111: Walka z Avengers wygląda ok. Po raz kolejny zespół Steve'a jest wystawiony na pobicie, żeby pokazać siłę drugiej strony (wcześniej Black Knight)... jak tak dalej pójdzie to dostaną od X-men. W sumie ciężko powiedzieć coś więcej o numerze, bo walka i zbieranie się do niej całego składu to właściwie cały numer. Plusy to pojedynek Speedsterów i Deadpool z książką przyrodniczą. Swoją drogą nie wiedziałem, że oryginalny Human Torch ma radioaktywne płomienie, więc dobrze wiedzieć. Mimo, że Squadron raczej pretenduje do miana villainów, to bardziej kibicowałem im. Jednak Steve zawsze będzie dla mnie bucem i hipokrytą, a każda jego kwestia tylko to pogłębia. Graficznie ok, ale trochę niedbale. Daję 6/10

The Ultimates vol. 4 #3
Darth: Więc Galactus spuszczony ze smyczy i nikt nie ma nad nim chwilowo kontroli? Niezbyt odpowiedzialne mimo wszystko, i nie dziwię się, iż Shi'ar maja wąty o to, że Ziemianie nie konsultowali z nimi, chęci przeprogramowania Galactua. W końcu mówimy tu o wpływie na całą galaktykę. Mam wrażenie ze to jeszcze się odbije im czkawką. Ale na razie skupimy się na podróży w Neutral Zone czy coś, gdzie pojawia się stary znajomy Adama, aka ten nudnawy złoczyńca z jego debiutanckiej mini. Wciąż nie jestem do końca pewny co mam myśleć o tej serii.

Uncanny Avengers vol.3 #4
Kminek: Cieszę się, że wprowadzenie Cable’a nie ograniczyło się do kolejnej ckliwej przemowy i jakiegoś heroicznego czynu w ostatniej chwili. Wręcz przeciwnie – jego brutalne zagranie może być nieco zaskakujące, jak na komiks o Avengers, ale jest uzasadnione. Cieszę się, że „zostanie na dłużej”. Poza tym mamy tajemnice, trochę humoru (oddball special!), nieco naciąganą przemowę Human Torcha, ukłon w stronę twórczości Remedera i bardzo ciekawą zapowiedź kolejnych przygód. Jako minus mogę podać kompletne olanie postaci Jericho Drumma, ale mam nadzieję, że w miarę rozwoju akcji on też dostanie swoje pięć minut.
Darth: Fastbll special był niezły. Dlatego dla równowagi, wrzućmy scenę jak Deadpool potrzebuje broni i amunicji, a Quicksilver przynosi mu w strefę walki sprzedawcę broni, ryzykując tym samym jego życie. Human Torch testuje na sobie antidotum, które działa, choć nie jestem pewien czy to coś znaczy. Nie pamiętam by był zainfekowany i logiczniej powinien to przetestować, na kimś zainfekowanym, czy nie ma skutków ubocznych. Tymczasem Cable gra va bank, zmuszając eko-terrorystę, do wyboru między misją a jego wnuczką. Nawet jeśli nie ma powodów by wieżyc w taki scenariusz, skoro w jego wizji Synpse zabija swego krewniaka, implikując że mogą nie być w dobrych stosunkach. Ale ten plan jakoś działa(choć główny zły miał to robić dla Ziemi, a nie swego potomstwa), świat uratowany, zły się rozkłada, Synapse nie chcę nikomu zdradzać swoich powiązań z nim(jakby to był big deal), a Cable dołącza do ekipy. Rogers: Może dołączysz do nas. Cable: No nie wiem. Rogers: Mamy w planach odebranie mózgu Xaviera, naziście-klonowi. Cable: Awesome. Zabawne. A na sam koniec zapowiedź powrotu Pyma i jakoś mnie to nie rusza, po tym co zobaczyłem do tej pory.

Web Warriors #3
Darth: Co Spider-Girl robi w bazie, skoro widzieliśmy wyraźnie w poprzednim numerze, iż jest wraz zresztą i walczyła z Electros w świecie egipskim. I teraz twierdzi że była tutaj cały czas. Jak twórcy mogli zapomnieć, co dana postać robiła w poprzednim numerze? Anyway, kolejni Electros robią najazd do bazy pająków(skąd o niej wiedzą nie jest jasne) i dwóch z nich zostaje załatwionych w nędzny sposób nie wydając żadnych dźwięków ostrzegających kompanów(może to niemowy), i w jakiś sposób nie zauważony przez resztę. Potem wybucha starcia, reszta pająków wraca(mają z tym problem, ale to nie istotne), Electros wzywają wsparcie.... a czyli mogą swobodnie się komunikować. W takim razie powinni dobrze wiedzieć gdzie byli ich przeciwnicy cały ten czas. Jakieś 40 Electros atakuje pająków i nie są w stanie, pochwycić nawet jednego z nich(jedynie wielkiego Karna trafiają nie-śmiertelnie) i pozwalają im uciec, nie osiągając w efekcie żadnego sukcesu. Co za żal. A pająki trafiają do świata Lady Spider, bo tam nie ma elektryczności, więc Electros ich nie znajdą. Chociaż doskonale wiemy że to nie do końca prawda, bo ten świat, ma swojego Electro, łażącego z bateriami i generującego elektryczność. Ale hej, chodzi o to aby Lady Spider dołączyła do ekipy. Tymczasem główny Electro(czy też Battery) zaczyna monolog jaki to jest potężny i nietykalny, a Spider-Gwen zwiewa zabierając ze sobą Electro-gamonia do świata MC2, aby dokonać kolejnej addycji do teamu. Nawet jeśli logiczniej powinna chcieć wrócić do świata-bazy, bo nie ma prawa wiedzieć, ze teraz są tam Electros i jest to niemożliwe. Zaczynacie rozumieć, dlaczego nie chciałbym widzieć Kainea na łamach tej serii?


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2016.01.13.

Redaktor prowadzący: Rodzyn
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.