Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja eventu "Spider-Verse" - Dominik "Undercik" Nowicki



Marvel ma ogromną gamę alternatywnych światów, które trudno zliczyć. W tej dziedzinie przoduje Spider-Man. O ile nie jestem w stanie stwierdzić czy pajęczy zakątek otrzymał ich najwięcej, to na pewno prowadzi, jeśli chodzi o liczbę serii o różnych odpowiednikach Ścianołaza, które odniosły sukces. Spider-Man 2099, Spider-Girl, Ultimate Spider-Man czy nawet ostatnio Spider-Gwen. Z tego też powodu Spider-Verse, które miało przedstawić każdego Spider-Mana jaki powstał, było dość naturalnym krokiem. Tyle, że kiedy ogłoszono event, gdzieś na wiosnę 2014 roku, miałem mieszane uczucia i nie zmieniło się to za bardzo po lekturze.

Bałem się, bo może i Slott udowodnił, że jest dobrym scenarzystą ot, choćby w ostatniej serii o przygodach Srebnego Surfera, tak w swoim runie w Amazing Spider-Man częściej pokazywał swoje słabsze strony. To, co najbardziej napawało mnie optymizmem to nawiązanie do runu Straczyńskiego. Historię z Morlunem darzę dużą sympatią. To naprawdę dobry komiks, który ma u mnie szczególny sentyment, ze względu na fakt, że to jedna z pierwszych historii o Spider-Manie, jaką przeczytałem w formie komiksu.


Tak oto we wstępie do Spider-Verse okazuje się, że Morlun to tylko część rodziny Inheritors, która poluje na pajęcze totemy w całym multiversum. Teraz nadszedł czas na ostateczne starcie z Ścianołazami z każdego zakątka. Koncept chwyta i jest udanym punktem wyjścia dla całej historii. Slottowi udaje się także umiejętnie zbudować zagrożenie dla protagonistów i pokazać, że to nie będą przelewki. Oczywiście pomaga fakt, że scenarzysta ma całą masę mało znanych wariacji na temat Spider-Mana, które może bez najmniejszego problemu zabić. Relacje między poszczególnymi Pająkami mógłbym czytać w nieskończoność, a na czele jest przede wszystkim iskrzenie na linii Superior–Peter Parker. O ile do tej pory mogliśmy poznać ich pojedynek wewnątrz głowy – tak teraz możemy zobaczyć, jak funkcjonują obok siebie jako dwa oddzielne byty. Z większości stron wylewa się fanserwis i daje to olbrzymią frajdę. Niestety, nie zawsze przysłania to liczne wady. Po pierwsze sama historia, będąca tylko pretekstem dla interakcji pomiędzy postaciami, a samo starcie z Inheritors sili się na skomplikowanie, a tak naprawdę na koniec okazuje się proste jak budowa cepa. Ot, huzia na Józia. Szkoda, ponieważ przed ostatnimi dwoma numerami głównego wątku zapowiadało się to trochę lepiej i niestety dosyć proste rozwiązanie całej sytuacji jest największą wadą Spider-Verse. Nie pomaga też czasami głupota niektórych postaci i mam wrażenie, że postać robi tak tylko dlatego, że Slott chce popchnąć fabułę do przodu. Szczególnie dziwi decyzja Silk tuż przed ostateczną konfrontacją. Scenarzysta próbuje umotywować ten wybór, ale ja bardziej odczułem to jako dorabianie filozofii, aby usprawiedliwić głupotę postaci. 

Tie-iny też budzą mieszane emocje. Są wyśmienite elementy, jak na przykład świat z kreskówki z lat 60. Nie kojarzycie? A to 


coś wam mówi? Niestety, pomiędzy perełkami jest kilka do bólu przeciętnych historyjek, które celują raczej tylko do fanów konkretnych alternatywnych wcieleń. To też za bardzo nie wychodzi. Uwielbiałem Scarlet Spider vol. 2 Chrisa Yosta i bez zastanowienia sięgnąłem po miniserię Scarlet Spiders, i niestety się przejechałem. O ile fajnie było poczytać kolejną przygodę Kaine'a, tak archaiczny sposób narracji zabijał przyjemność z lektury historii, która też nie była specjalnie dobra. Zresztą same tie-iny nie są niezbędne dla zrozumienia fabuły i wystarczy przeczytać tylko Superior Spider-Man i Amazing Spider-Man vol. 3. Mimo to warto do nich zajrzeć, bo rozjaśniają i rozwijają rzeczy, które omawiane są po łebkach na łamach głównej serii. Zresztą edytorzy to ułatwiają, dodając w odpowiednich miejscach adnotacje, w którym tie-inie możemy poczytać o danym wątku. Przynajmniej jeśli chodzi o wydanie zeszytowe. Nie wiem, jak sytuacja wygląda w wydaniu zbiorczym.

Plusem historii jest szeroki wybór Spider-Manów. Dan Slott umiejętnie pisze różne wersje tej samej postaci. Dialogi często są przednie i widać, że scenarzysta chciał zadowolić jak najwięcej fanów rożnych Pajęczych odpowiedników. Pod tym względem jest to bardzo dobrze dograne. Co nie dziwi, bo było to głównym celem Spider-Verse. Gorzej, jeżeli chodzi o przeciwników. Na początku są konkretnym zagrożeniem, ale kiedy karty powoli są odsłaniane, na wierzch wychodzi ich sztampowość. Mają konkretne motywacje, które znamy już z runu Straczynskiego, ale koniec końców nie są oryginalni. Przede wszystkim w tamtej historii Morlun wydawał się bardziej interesujący. Tym razem scenarzysta to trochę zaprzepaścił i nie wydaje się już takim zagrożeniem, jak kiedyś. Przez to chyba też leży ostatni akt Spider-Verse. Co prawda jest wytłumaczone, w jaki sposób protagoniści mają tym razem większe szanse, ale strasznie łatwo idzie im w tym starciu.



Osobną kwestią są rysunki. Te raz są gorsze, raz lepsze, ale zazwyczaj jest to standardowa rzemieślnicza praca. Spider-Verse na pewno nie jest komiksem, po którego warto sięgnąć dla szaty gradicznej. Najlepiej pod tym względem wypada główna historia, za którą odpowiada Olivier Coipel. Nie jest to jego szczyt formy, jaki notował chociażby podczas Siege, ale idealnie pasuje to do komiksowego blockbustera. Udało się także tak przedstawiać alternatywnych Spider-Manów, aby dało się ich bez większego problemu odróżniać. Jest to jednak też efekt odpowiedniego dobrania Ścianołazów i nie ma za dużo tych samych Pająków w klasycznym kostiumie. 

Czy zatem warto przeczytać? Cóż. Nie powinniście tego robić dla historii, ale ze względu na całe stado Spider-Manów, ich przedstawienie i wszechobecny fanserwis. Dan Slott z tego zadania wywiązuje się wyśmienicie. Zresztą fabuła miała być tylko pretekstem dla głównego założenia eventu, czyli upchnięcia jak największej liczby Ścianołazów na komiks. Chyba najlepszy (na pewno pod względem ekonomicznym) sposób na zapoznanie się z eventem to skorzystanie z aplikacji Marvel Unlimited. Za 10$ dostajecie miesięczny dostęp do ogromnej bazy komiksów Marvela, w której obecnie znajdują się wszystkie komiksy wchodzące w skład eventu. Bawienie się w kupowanie wydań zbiorczych/zeszytowych będzie was kosztować więcej, niż warto wydać na Spider-Verse. No chyba, że chcecie ten event koniecznie postawić na półce.

Dominik "Undercik" Nowicki

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.