Avalon » Publicystyka » Artykuł

2015 rok okiem Undercika

Stało się. 2015 rok to już historia. To także pierwszy raz od czasu, gdy wsiąknąłem w komiksy z USA, kiedy przeczytałem tak mało nowości. Jest to jednak pokłosie polityki Marvela, ale przyznam – nie żałuję. Nadrobiłem dzięki temu sporo dobrych pozycji wydanych we wcześniejszych latach. Niemniej początek stycznia to dobry okres, aby podsumować to, co się działo przez poprzednie 12 miesięcy. 

Od razu też zaznaczam – jeżeli o czymś nie wspomniałem, to opcje są dwie:
a) Nie uważam, aby ta pozycja bardziej zasługiwała na wyróżnienie
b) Nie czytałem/Nie oglądałem
Przy czym wiadomo, że o wiele prawdopodobniejsza jest opcja b), szczególnie jeśłi chodzi o komiksy. To moja prywatna i kompletnie subiektywna opinia. To jedziemy.

Chciałem wybrać najlepszy komiks Marvela, ale ciężko to zrobić przez Secret Wars. Prawie wszystkie serie pokończyły się w połowie roku, ustępując miejsca tie-inom do eventu, po czym na koniec pojawił się rzut nowych tytułów. Dlatego też rozdzielę to na 3 kategorie.


Najlepszy komiks Marvela pierwszego półrocza

All-New Hawkeye


Marvelowi udało się zrobić coś, w co kompletnie nie wierzyłem. Zastąpili charakterystyczną i świetną serię Fractiona, Aji i Wu, jeszcze lepszym komiksem. Tym razem bez opóźnień, ale co prawda z mniejszą liczbą numerów. Pięć zeszytów jednak wystarczyło. All-New Hawkeye to niesamowita historia łącząca akcję z teraźniejszości jak i przeszłości. Z dwóch linii czasowych tworzy jedną narrację, gdzie wydarzenia z obecnych czasów mają odpowiadającą im retrospekcję z życia Clinta Bartona. Do tego fenomenalne rysunki. Teraźniejszość jest utrzymana w stylu Davida Aji, a przeszłość to akwarele, które dają efekt zamglenia, co moim zdaniem jest bardzo dobrym sposobem na przedstawienie przeszłości. Działa to znakomicie i w banalny sposób pomaga czytelnikowi rozróżnić, która część dzieje się w którym momencie na linii czasu. Zresztą te części są tak różne, że byłem w szoku, kiedy po jakimś czasie przeczytałem, że za rysunki odpowiada tutaj tylko jeden człowiek – Ramon Perez. Tylko w nakładaniu kolorów pomaga mu Ian Herring. To także znakomicie pokazuje, jak bardzo kolory potrafią zmieniać odbiór strony graficznej. Niestety funkcja kolorysty jest gdzieś tam po trochu pomijana, a całość pochwał zazwyczaj kieruje się w stronę rysownika i scenarzysty. Co najlepsze, to Hawkeye Fractiona po raz pierwszy uświadomił mi, jak ważną funkcję pełni osoba od kolorowania. Dodatki do wydania zbiorczego w twardej oprawie pokazały, jak znakomitą robotę odwala Matt Hollingsworth. Do tamtego momentu było to po prostu – "o, Laura Martin jest tutaj kolorystką, czyli będzie ok", albo "kolorysta kompletnie posuł pracę Immonena w New Avengers", a teraz co jakiś czas przykuwam uwagę na to, kto nakłada kolory. 

Gorąco polecam. Szczególnie, że seria wraca po restarcie z tymi samymi twórcami. Niestety, nie miałem czasu się jeszcze za nią zabrać.


Najlepszy tie-in Secret Wars

1872


Robert Redford w roli Steve'a Rogersa – szeryfa na Dzikim Zachodzie w miasteczku Timely. Cudowny pomysł, fajne wykonanie i jeden z ciekawszych elseworldów, jakie miałem okazję czytać. Do tego Secret Wars nie ma na 1872 zbyt dużego wpływu, przez co nie cierpi na tym jednolitość historii. Dzięki temu można ten komiks przeczytać jako odrębną historię. Rysunki trochę gorsze od scenariusza, ale za to projekty postaci czy miejsca akcji to pierwsza klasa. Chce tego więcej!


Najlepiej zapowiadający się komiks Marvela

The Ultimates vol. 4


Od czasu odejścia Millara Ultimates zostali dobici przez Loeba, a Ultimatum było początkiem końca ich uniwersum, jak i linii wydawniczej. Może i Hickman próbował jeszcze ratować markę, ale ostatnie podrygi zostały skutecznie ubite przez Sama Humphriesa. Najnowsza odsłona przygód tej drużyny nie rozgrywa się już w Ultimate Universe, ale tym, które nastało po nieznanym wydarzeniu z końca Secret Wars (na opóźnienia tego eventu jeszcze ponarzekam, więc bądźcie cierpliwi). Zmieniło się też zadanie drużyny – teraz mają zajmować się problemami niemożliwymi do rozwiązania i po części przejmą schedę po tym, co czasem robili członkowie Fantastic Four. Podobieństwa same nasuwają się na myśl, kiedy już na początku bohaterowie spotkają się z Galactusem. Na razie przeczytałem tylko pierwszy numer i niecierpliwie czekam na przesyłkę z kolejnymi zeszytami. 

Wyróżnienie: Totally Awesome Hulk


Nie jest to komiks, który polecałbym każdemu. Ja się bawię dzięki niemu dobrze tylko dlatego, że lubiłem Amadeusa Cho, jak zresztą cały run Paka i Van Lente w Incredible Hercules, a to właśnie ta postać wciela się tym razem w zielonego potwora. Fajny komiks, który trafia do mnie idealnie, ale jestem w stanie powiedzieć, że to nie jest wybitna pozycja. Ale w tym przypadku niezobowiązująca i przyjemna pozycja rozrywkowa mi całkowicie wystarcza.


Największe komiksowe rozczarowanie Marvela

Spider-Gwen


Czuję się oszukany. Dałem się nabrać na genialny design bohaterki i nie taki zły Edge of Spider-Man #2. Jak przyszło co do czego, czyli do regularnej serii z tą postacią, to powiedziałem "pas". Przeczytałem pierwszy numer, było ok, ale potem już się strasznie nudziłem i urwałem lekturę w połowie trzeciego numeru. A może i na drugim? Nie pamiętam. Wiem za to, że do serii nie chcę wracać i żałuję, że zamówiłem w preorderze kilka numerów na zaś. Jason Latour kompletnie nie trafił w mój gust i powinien zajmować się częściej rysowaniem niż pisaniem scenariuszy. Takie Southern Bastards jest o niebo lepszym komiksem.


Nagroda specjalna im. Ławy Oburzonych

Opóźnienia Secret Wars


Można się kłócić, czy większą szkodą nie jest ponowny restart serii, ale to tak naprawdę pokłosie opóźnień Secret Wars. Według wstępnej analizy sprzedaży All-New All-Different Marvel, oprócz pojedynczych serii i oczywiście zeszytów z numerem #1 nie jest to sukces. Oczywiście można szukać wiele przyczyn tego zjawiska, ale  jedno z nich jest pewne – ludzie nie chcą sobie zaspoilerować Secret Wars, przez co nie sięgają po nowe ongoingi. Tyle, że niespodziewanie te spoilery pojawiają się w poszczególnych tie-inach do eventu. Ostatnia część miniserii Weirdworld bez skrupułów zdradza zakończenie eventu. Sam zresztą byłem poniekąd skazany na te spoilery, ponieważ przygotowywanie newsów na Avalon naraża na takie sytuacje. Do tego moje zainteresowanie samą główną historią Hickmana opada. Przez to, że historia rozlazła się w czasie, zostałem kompletnie wybity z lektury. I może miniseria jest sprzedażowym hitem i dobrą lekturą, tak myślę, że mimo wszystko lepiej byłoby zastąpić rysownika, zamiast bawić się w ciągłe przesuwanie kolejnych zeszytów. 

Poza tym generuje to jeszcze jeden problem. Obecne status quo nie jest jasne. Po różnych komiksach przewija się nazwa Universe-8, przez co powstaje chaos. Wiadomo, że mamy ośmiomiesięczną lukę, ale nie wiadomo, co się tak naprawdę stało. Jak wygląda teraz przeszłość postaci z różnych uniwersów, kiedy funkcjonują w jednym? Ja jakoś sobie z tym radzę, ale jak rozmawiałem z osobami czytającymi komiksy z doskoku, to często się od All-New All-Different odbijały właśnie z tego powodu.

Szczerze powiedziawszy przez to cało zamieszanie i przez tak małą liczbę tie-inów, które mnie interesują, w tym roku przeczytałem najmniej nowości Marvela od czasu rozpoczęcia przygody z wydawnictwem. Słabo, szczególnie, że zastanawiałem się, czy przypadkiem nie rzucić nawet tego w cholerę. Część zapowiedzi nowych serii okazała się jednak na tyle interesująca, że sięgnąłem po niektóre. Głównie kierowałem się nazwiskami i mniej znanymi postaciami, o których dawno nie czytałem, a zdążyłem je polubić w swoich runach. Tak trafili w moje ręce New Avengers, czy najnowszy Hulk.

No i Galactus w drużynie to świetny chwyt marketingowy. Najlepsza decyzja Marvela jeśli chodzi o reklamę jakiejś serii.


Najlepsza okładka

The Ultimates vol. 4 #2


Może i w ubiegłym roku były lepsze okładki. Może i nawet całe serie okładek. Nic nie poradzę jednak na to, że praca Kennetha Rocaforta jest tak pomysłowa, że z miejsca ją pokochałem. Niby to prosty zabieg nawiązujący do człowieka wirtuwiańskiego Leonardo Da Vinci, ale w połączeniu z Galactusem otrzymaliśmy prawdziwą bombę.


Komiks roku

Southern Bastards TP vol. 2: Gridiron


Kiedy zastanawiałem się, co może zrobić ta seria po zakończeniu poprzedniego tomu, aby mnie zaskoczyć, Jason Aaron dowalił mi dawką jeszcze lepszego komiksu w twarz. Jeśli "Here was a Man" było genialne, to brakuje mi skali na "Gridiron". Dawno nie czytałem komiksu, który budziłby we mnie takie emocje. Nie wiem, jak to zrobił duet Aaron&Latour, ale udało mi się polubić postać, która w poprzednim tomie była kompletnie antypatyczna. To wybitnie napisany i bardzo dobrze narysowany komiks, pokazujący, jak perspektywa może wpływać na ocenę człowieka. Jeżeli jeszcze nie zabraliście się za tę serię, to nie wiem, na co czekacie. Szczególnie, że w zeszłym miesiącu pierwszy tom został wydany w Polsce przez Mucha Comics. To obecnie najlepsza seria na rynku, którą czytam i nie mogę się doczekać kolejnego tomu.


Najlepszy scenarzysta

Jason Aaron


To nie jest zaskoczenie. Oprócz genialnego Southern Bastards w Image Comics, dostaliśmy także świetną serię Star Wars vol. 2, od której klimat oryginalnej trylogii czuć na kilometr. Jedyny powód, dla którego nie jestem z nią na bieżąco to fakt, że w Polsce Egmont zdecydował się wydawać ten komiks w niezwykle atrakcyjnej cenie. A to jeszcze nie koniec. Od biedy mogę dodać Men of Wrath, które co prawda pierwotnie wydawane było w 2014 roku, ale zbiorczy tom trafił do sklepów już w 2015. A są jeszcze przygody Thorów. Ponoć dobre, ale jeszcze się za nie nie zabrałem. Chyba czas nadrobić zaległości.


Najlepszy rysownik

Ramon Perez


Po lekturze All-New Hawkeye nie mogłem wybrać inaczej. Sprawne kopiowanie stylu Aji połączone z przepięknie narysowanymi retrospekcjami. Tak właściwie nie wiem, co dodać, bo wyczerpałem swoją wypowiedź przy okazji pierwszej kategorii.


Najlepszy komiks wydany w Polsce

Batman: Mroczne Odbicie


Niestety, albo stety, to nie pozycja od Marvela była najlepszą wśród komiksów wydanych w naszym kraju. "Batman: Mroczne Odbicie" to idealny przykład, dlaczego kocham komiksy. W parze ze znakomitym scenariuszem idą niezwykle klimatyczne rysunki, które wykonane są przez dwójkę charakterystycznych artystów – Francesco Francavillę i Jocka. Biję się w pierś, że dopiero teraz sięgnąłem po tę pozycję i jednocześnie cieszę się, że "Black Mirror" nie leży już na mojej kupce wstydu. Batman Snydera z New52 nie ma nawet do tej pozycji startu. To perełka wśród komiksów superbohaterskich i na pewno warto po nią sięgnąć, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Chociaż muszę przyznać, że warstwa graficzna nie wszystkim musi przypaść do gustu. Ale nawet w takim wypadku powinno się ją docenić, przez to, w jaki sposób wpływa na odczucia z lektury.





Opuszczając teren komiksów przenosimy się do ich ekranizacji. Ten przyniósł nam dużo niespodzianek. Od razu też zaznaczam, że pod uwagę biorę zarówno Star Wars, pozycje z logiem Marvela, jak i te oparte na komiksach innych wydawnictw.


Najlepszy film

Kingsman: The Secret Service


Pierwsze zaskoczenie. Kompletnie nie spodziewałem się takiego obrotu sytuacji. Co prawda lubię dzieła wypuszczone spod ręki Matthew Vaughna, ale na początku zeszłego roku nie powiedziałbym, że film oparty na historii Marka Millara będzie najlepszą ekranizacją komiksu w 2015 roku. Trzymająca w napięciu pozycja, która sprawnie bawi się konwencją starych Bondowskich filmów. Do tego wyśmienicie i pomysłowo wyreżyserowana. Zapewne słyszeliście już o scenie w kościele. To rzeczywiście najlepszy fragment filmu, ale jest sporo innych momentów, które mnie kupiły. Całość uzupełnia znakomita obsada: Collin Firth, Samuel L. Jackson, Mark Strong, Michael Caine czy mało znany Taron Egerton. Może i nie jest to film wybitny, ale na pewno warty uwagi i chyba trochę niedoceniany. Widziałem go już dwa razy i za każdym razem była to świetna rozrywka. Teraz tylko czekam na sequel, który zapowiedziano na 2017 rok.


Najlepszy serial

Daredevil 


To nie tylko najlepszy serial na podstawie komiksu w ubiegłym roku, ale jeden z najlepszych seriali w ogóle. Świetna obsada, świetny scenariusz, świetna reżyseria, świetne sceny walki, świetny główny bohater, świetny jego największy przeciwnik. Cały serial jest świetny. Odzyskanie praw do Śmiałka przez Marvela i powierzenie produkcji Netflixowi to genialny ruch. Czekam z wytęsknieniem na drugi sezon. Tylko czy da się jeszcze lepiej?


Zwiastuny i kampanie marketingowe

Tutaj zatrzymam się trochę na dłużej, bo nie jestem w stanie wybrać jednego zwycięzcy. Więc pójdę chronologicznie.


Daredevil



Genialny wstęp przed genialnym serialem. Po tym zwiastunie hype wskoczył na niebotyczny poziom. Do tego podkład muzyczny jest wyśmienicie dopasowany. Oglądałem ten trailer niezliczoną ilość razy i nadal wzbudza we mnie emocje. Bardzo dobrze reklamuje serial i pokazuje jego kwintesencję.  


Star Wars

Najpierw pojawiło się to:


A po jakimś czasie takie coś:


I to był ten moment, kiedy przestałem mieć wątpliwości co do najnowszej odsłony "Star Wars". Nawet nie wiecie, jak patrzyli na mnie znajomi kiedy uśmiech nie schodził mi z ust podczas oglądania tego materiału. Jestem zwolennikiem praktycznych efektów specjalnych i cieszę się, kiedy filmy nie są oparte tylko i wyłącznie na CGI. Ale to nie koniec. Z tego materiału po prostu czuć miłość do "Gwiezdnych Wojen". Do tego bardzo fajna wypowiedź Marka Hamilla: "You've been here, but you don't know this story. Nothing's changed — I mean everything's changed, but nothing's changed", która jak się później okaże idealnie opisują film.

Ale to nie koniec, potem marketingowcy rzucili takim kąskiem:


I mój hype poszybował w kosmos. Powiem tak. John Williams wymiata, a całość pokazała mi jedną rzecz – dostanę to, co chcę i nie ma opcji, abym tego nie zobaczył w kinie.


Captain America: Civil War

I kiedy już myślałem, że nic mnie nie zaskoczy pojawił się zwiastun "Captain America: Civil War"


Miałem olbrzymie obawy związane z tym filmem. Ogromna obsada, przesyt wątków, robienie z tego bardziej Avengers 3 niż Captain America 3. Spychanie obiecujących wątków związanych z Rogersem w poprzednich filmach. Szczególnie, że głównym wrogiem miał być Baron Zemo, a to postać, która, biorąc pod uwagę komiksy, ma potencjał na stanie się najlepszym kinowym złoczyńcą Marvel Studios (nie żeby była jakaś wielka konkurencja pod tym względem), a tu dorzucamy konflikt z Iron Manem. Tak, miałem obawy i bałem się o ten film. Jednak 2,5 minuty trailera zmieniło moje odczucia. Pokazano, że dostanę to, czego chcę – skupienie na Rogersie. Zwątpienie w niewyjaśniony sposób całkowicie zniknęło przez krótki zlepek scen. Ufam braciom Russo. Oby tego nie zniszczyli!.


Rozczarowanie roku

Avengers: Age of Ultron


Joss Whedon nie dał rady. Tyle obietnic, tyle hype'u i wyszło największe rozczarowanie od Marvel Studios. To nie jest zły film, nawet bawiłem się na nim dobrze i miał swoje momenty. Nie sprostał jednak wygórowanym oczekiwaniom, jakie sam na siebie nałożył. Sytuacji nie pomógł Whedon, który chyba obraził się na wszystkich, że tym razem jego dzieło się nie podobało i zaczął narzekać, że to wszystko wina Marvela. Niesmak niestety pozostał, a obraz rozczarowania dopełnia fakt, że o wiele bardziej podobał mi się "Ant-Man", który jest tylko idealną definicją pojęcia "fajny film".





Więc jaki był ten rok? Ciężko stwierdzić. Na pewno pod względem komiksów Marvel się nie popisał i zrobił to w sumie na własne życzenie. O wiele lepiej wypadł, jeśli chodzi o ekranizacje. "Daredevil" i "Jessica Jones" przysłaniają wszystkie niedociągnięcia i można nawet puścić w niepamięć "Fantastic Four". Teraz pozostaje mieć nadzieję, że kolejny rok będzie lepszy – czego sobie i Wam życzę. Szczególnie, że jest na co czekać, ale o tym może kiedy indziej.


Dominik "Undercik" Nowicki
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.