Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #23 - Amazing Spider-Man: Death of Gwen Stacy TP

The Amazing Spider-Man: Death of Gwen Stacy
Scenariusz: Stan Lee, Gerry Conway
Rysunki: John Romita sr, Gil Kane
Zawiera: The Amazing Spider-Man #96-98, 121-122 + The Kiss
Cena: 12,99$

11.jpgJackson: Album zbiera opowieść The Night Gwen Stacy Died i praktycznie wszystko co stanowiło prolog, więc dostajemy kompletną, zamkniętą historię ostatnich dni życia Gwen Stacy.

Story arc w tej chwili jest nie tylko kultowy, ale wręcz stanowi część fundamentów pajęczych mitów i jedno z najważniejszych wydarzeń w historii komiksu amerykańskiego. W końcu właśnie to wydarzenie uznaje się za koniec Silver Age, a zeszyty 96 i 98 przyczyniły się znacząco do zmian zasad Comics Code. Być może takich historii nie wypada oceniać. Nie wiem. Wiem za to, że mimo upływu lat wciąż pozostaje tragiczną i wzruszającą opowieścią, którą powinien mieć na półce każdy miłośnik amerykańskich komiksów.

"The Kiss" jest kilkustronicową historią, będącą wspomnieniem o Gwen Stacy. W komiksie nie ma żadnych dialogów, cały tekst stanowią refleksje Petera. Jest to chyba najsmutniejszy i zarazem najromantyczniejszy komiks z Pająkiem jaki czytałem. Jest to dzieło wypełnione prawdziwymi emocjami, prawdziwym ciepłem, prawdziwą miłością.

Rysował starszy Romita więc oprawa graficzna stoi na tym poziomie, który wszyscy kochamy. Nieźle wyszły również kolory, które mimo, że w całości komputerowe, nie sprawiają wrażenia plastikowych bohomazów, które straszą nas w tej chwili praktycznie z każdego mainstreamowego tytułu.

Jaro: W historii komiksu jest niewiele wydarzeń o tak silnym wydźwięku, jak śmierć Gwen Stacy. Wiele już zostało powiedziane o tym, jak pisana przez (oczywiście wówczas) bardzo młodego scenarzystę Gerry'ego Conwaya historia wpłynęła na komiksowy świat. Właśnie ta "wielkość" historii często sprawia, że mówi się o niej niejako przez pryzmat jej znaczenia, a gdzieś gubi się ocena właściwego scenariusza. Jest to uzasadnione, gdyż śmierć Gwen, a potem śmierć (przynajmniej wtedy tak się wydawało) Normana Osborna są tu punktami na tyle silnymi, że odwracają uwagę od wszystkiego innego, co tam się dzieje. Warto jednak przyjrzeć się też innym wydarzeniom oraz - last but not least - sposobowi, w jaki to wszystko zostało podane.

Oprócz śmierci Gwen i Normana, na drugim planie wybija się uzależnienie od narkotyków Harry'ego Osborna. W pierwszej części TPB mamy pokazane, jak ono się zaczynało, w drugiej widzimy już opłakane skutki kwasowych tripów Harry'ego. Nie można nie wspomnieć o sposobie, w jaki to było pokazywane i o stanowczym potępianiu brania narkotyków zarówno przez Spider-Mana, jak i przez Petera Parkera i grono jego przyjaciół. Czasami są to może trącić moralizatorskimi gadkami, jednak stanowisko "tych rozsądnych" na ten temat jest zaznaczane bardzo wyraźnie, a skutki uzależnienia przedstawione bardzo obrazowo (jak scena z ćpunkiem, któremu błędnie wydaje się, że umie latać, czy całe to osłabienie i drgawki Harry'ego). Nie zapominajmy, że komiks powstał w latach 70. i problem narkomanii wśród młodzieży był wówczas w Stanach brany bardzo poważnie. Stąd właśnie próby przekazywania pozytywnych wzorców właśnie w medium przede wszystkim do młodych ludzi skierowanym.

Wątek Harry'ego i inne (chociażby coraz większe zainteresowanie MJ Peterem) muszą jednak oddać palmę pierwszeństwa dwóm bardzo ważnym zgonom. Conway wykazał się dużą odwagą, na łamach dwóch numerów uśmiercając najpierw największą miłość głównego bohatera, a potem jego największego wroga. Takie historie są bardzo "śliskie", łatwo w nich coś zepsuć i jeden nie pasujący element może zrujnować odbiór całego komiksu. Tu udało się idealnie dopasować wszystkie elementy układanki. Przez cały czas podkreślane jest szaleństwo Normana, potęgowane przez dodatkowe czynniki, jak chociażby uzależnienie jego syna. Mistrzowsko rozegrany został dramat, jaki wywiązuje się w końcówce TASM #121, stając się niejako symbolem "przekleństwa" Parkera, którego alter ego ostatecznie musi sprowadzać cierpienie na jego najbliższych. Ta scena - gdy Pete chce ratować zrzuconą z mostu Gwen, ale gwałtowne zatrzymanie w powietrzy przez pajęczynę łamie dziewczynie kark - to nie tylko sugestywnie przedstawiona tragedia, to także swego rodzaju symbol pecha, jaki w życiu prześladuje Petera Parkera.

Świetnie napisana i poprowadzona została cała historia wydarzeń, które zakończyły się śmiercią Gwen, nawet jak na dzisiejsze standardy. Ciekawy jest silny nacisk na sprawiedliwość - niewinna Gwen spadając z mostu jest już nieprzytomna, przez co nie cierpi, a Osborn z kolei ginie nie z ręki Spider-Mana, lecz do zguby doprowadza go własna lotnia, którą można traktować jako symbol jego szaleństwa. Wreszcie - piękno tej historii tkwi w jej nieco baśniowej prostocie w pokazywaniu dobra i zła. Nie należy tego oczywiście mylić z prostackim upraszczaniem - nawet postać Normana Osborna jest pokazywana raczej jako ofiara swego szaleństwa, niż klasyczny, zły z definicji bad guy.

Wrażenia nie psują nawet późniejsze próby retconowania historii. I ani to, że Norman Osborn przeżył wówczas, ani motywy, jakie nim miały kierować przy porywaniu Gwen nie są w stanie zniszczyć legendy. Nie mogę się też powstrzymać, by na koniec nie porównać pięknej prostoty historii śmierci Gwen Stacy z innym przełomem w życiu Spider-Mana - wydarzeniami z "One More Day". Dzieło Conwaya pokazuje, jak dobrze (czytaj: z odpowiednim rozmachem i odpowiednią dawką tragedii) dokonać przełomu w życiu bohatera, a przekombinowane dziecko Quesady jest czymś zupełnie odwrotnym, zarówno pod względem fabuły, jak i pod względem "się udania". Wychodzi na to, że czasem chyba warto byłoby poszukać inspiracji w klasycznych dziełach, niż wyciągać diabły z pudełka.

LTplus.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.