Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse Netflix Special #1 - Jessica Jones

avalonpulse0.png
Sobota, 28 listopada 2015Serialowe wydanie specjalne #1



Współpraca Marvela z Netflixem trwa w najlepsze - a najnowszym owocem tej współpracy jest "Jessica Jones", cały pierwszy sezon której miał swoją premierę w zeszłym tygodniu.



radzio78: Nie wiem do końca, co powiedzieć. "Jessicę Jones" polecam, rewelacyjny serial. Obecna jest tutaj najbardziej chora relacja główna bohaterka/bohater-główny zły od jakiegoś czasu. Jedynie dla mnie serial jest chyba już... zbyt hardkorowy? Zostawił mnie z ogromnym niepokojem (wcale to nie jest komplement). Momentami w pierwszej części sezonu miałem wrażenie, jakbym oglądał porno. Naprawdę, można było parę (albo i więcej) sekund sobie odpuścić. Jeśli to miało dodać jakiejś brutalności, "dorosłości", mroku - nie, nie udało się. Po prostu pobudziło najniższe instynkty. Oficjalnie deklaruję się jako antyfan mroku, brutalności itd. i fan radosnego, kampowego, uśmiechniętego superbohaterowania. 
Przechodząc do szczegółów. Scenariusz - miodzio. O ile początek może średnio, to zaraz później już się bardzo wciągnąłem. Ciągłe zaskoczenia, zwroty akcji. Pochwały należą się reżyserom, zrealizowany ten aspekt na najwyższym poziomie, wrażenie osaczenia itd.
Podejrzewam, że ten serial może być pożywką na kilkanaście stron dyskusji w temacie "Wpływ światopoglądu...". Ja sobie ten aspekt odpuszczę w większości. Wspomnę tylko, że walnąłem głową w ścianę, jak lesbijka się oświadcza lesbijce, a ta każe jej się rozwieść, bo jest katoliczką (!). To jest zryte na tak wielu poziomach, że nadal nie mogę wyjść z wrażenia.
Kolejny aspekt to aktorstwo. Cóż powiedzieć poza zachwytami? Każdy jeden z nich, z Tennantem na czele. Marzy mi się go zobaczyć jako przeciwnika Bonda, to byłby jeden z najlepszych Bondów ever. 
Btw gdzieś w tym temacie był poruszony wątek tej pani, która złościła się na zabicie kogoś z jej rodziny przez superbohaterów. Może to będzie jakiś wątek pod początek "Civil War"? W komiksie rozpoczęło się przecież podobnie. Chciałbym powiedzieć coś więcej, ale nie mogę coś znaleźć słów.

Nekros: Skończyłem. Nie jestem pewien, co powiedzieć, serial jest z pewnością dobry, ale posiada pewne wady.
Zacznijmy od zalet: mamy mnóstwo dobrych postaci, bardzo dobrych Jessicę i Luke'a, genialnego Killgrave'a, wątek główny wciąga, a unosząca się nad serialem atmosfera noir dodaje smaczku. Jest jednak trochę do zarzucenia - przede wszystkim oni chyba nie mieli pomysłu, jak zapełnić te 13 odcinków, przez co otrzymujemy pewien bałagan, raz akcja biegnie jak szalona, a raz dostajemy niepotrzebny wątek poboczny, jak np. wątek rozwodu lesbijek jest całkowicie niepotrzebny i do niczego nie prowadzi, jest też jednoodcinkowy wątek o kobiecie, która straciła córkę i teraz pragnie mordować superbohaterów, bierze się znikąd i donikąd nie prowadzi. Tym większa jest szkoda, bo brakowało mi odcinka specjalnie przygotowanego dla naszego Villaina (moim zdaniem przy nim Loki i Kingpin mogą iść się ...), który mógłby być bardziej rozwinięty, ale czas ekranowy dostały te wątki, o których mówiłem, szkoda. Relacja łącząca Luke'a z Jessicą jest dobrze zarysowana, ale do bólu przewidywalna (ona nie mówi prawdy, mówi prawdę, kłócą się i godzą ~ koniec). Brakowało mi też bezpośredniego wspomnienia Daredevila i Matta, wprawdzie Claire wspomina o tym, że pomagała innym obdarzonym, ale ten gościu łaził w kostiumie diabła już pół roku i nie ma żadnego wspomnienia jego walki z Fiskiem, pojawienia się w wiadomościach, gazecie czy cokolwiek. Jest nawet moment, w którym Jess szuka adwokata, czy to nie byłoby idealne miejsce na wprowadzenie Murdocka? Mimo mroku pojawiło się też sporo humoru podobnego do tego z DD (scena z kostiumem i wyśmiewaniem imienia Jewel była piękna). Podobała mi się też scena, w której Killgrave zaczyna fioletowieć <3, miałem nadzieję, że zostanie fioletowy do finałowej walki, ale ok. Martwi mnie tylko marnotrastwo postaci w MCU (tylko Villainów, zwłaszcza tych dobrych), szkoda Killgrave'a. Ciekawi mnie, czy powróci do żywych, w końcu przeżył uderzenie autobusu :P. Poza tym uwielbiam Purple Mana, uwielbiam, gdy kłamie i nie jesteśmy pewni, kto ma rację po swojej stronie, uwielbiam, gdy manipuluje ludźmi nawet bez swoich mocy (scena w szklanej klatce), najlepszy Villain MCU, a Tennant w tej roli sprawdza się świetnie. Gra niby bezwzględnego zabójcę, ale i przy tym postać tragiczną, niezrozumianą, która czuje się samotna, gdy wszyscy wypełniają tylko jego polecenia. 
Ogółem jeśli miałbym porównać do Daredevila, to jest on lepszy bądź równy pod każdym względem z wyjątkiem łotra. 8/10 bardzo dobra produkcja, ale trochę zabrakło.

Gregoriano: Czekałem na Rosario 13 godzin i było tak bardzo warto. 
Swoją drogą w porównaniu do DD to tutaj upchali od zatrzęsienia pobocznych wątków, które jakoś udało się spiąć - lepiej, gorzej, ale i tak. 
Fajnie, że napomknięto Del Toro, bardzo fajnie. 
Poza tym oglądając relacje bohaterek miałem wrażenie, że dialogi pisała Deconnick. Były takie organiczne i naturalne <3 
Gdybym się nie kurował to pewnie szedłbym po łychę. Taki produkt placement mnie przekonuje :) 
Muzyka znowu mnie zachwyciła.

Xander: Serial jest bardzo dobry, podobał mi się nawet ciut bardziej niż DD, tam miałem pewną przerwę w oglądaniu, nie czułem tej potrzeby dowiedzenia się, co będzie dalej - tutaj było odwrotnie. 
Postacie są nakreślone dobrze, może z wyjątkiem Trish, ona mogłaby dostać nieco więcej czasu na ekranie jako jedyna osoba, na której głównej bohaterce zależy (nie licząc Luke'a). 
Nie zgodzę się z twierdzeniem, że niektóre wątki służyły jako zapychacze, wg mnie każdy z nich miał na celu pokazanie lub rozwinięcie czegoś. Tak jak wątek Jeri i Wendy miał przybliżyć nam postać Jeri, tak samo wątek kobiety, która straciła matkę miał nam chyba pokazać, że poza pogonią za Killgravem Jessica ma też jakieś "normalne" życie. Dziewczyna w końcu jakoś musi płacić rachunki, taaaak? (Swoją drogą - czemu Jessica nie nazywa Avengers po imieniu?) 
Wracając do postaci - udało im się stworzyć postać, która irytowała mnie od początku do końca, jej pojawienie się na ekranie po 2 odcinku kwitowałem tylko przewrotem oczami. Mowa oczywiście o Robyn. Więc kiedy zrywała taśmę z ust Killgrave'a niemal skakałem z radości, przewidując jej szybką śmierć (jak się niestety okazało - myliłem się).
Malcolm - postać z potencjałem, może zobaczymy go trochę więcej w drugim sezonie (wskazywałaby na to ostatnia scena serialu). Mam wrażenie że jest(będzie?) to pewien odpowiednik Foggy'ego z DD.
Simpson - droga od obrońcy obywateli do psychola zajęła mu zaskakująco mało czasu. Ponieważ nie czytałem komiksów to nie bardzo wiem coś o tej postaci poza tym, co pokazali w serialu. Jeżeli faktycznie ma być czarnym charakterem w drugim sezonie to mam nadzieję, że będzie ktoś jeszcze oprócz niego... no chyba, że scenarzyści odwalą kawał roboty w dziale character development. (Przy okazji - szkoda tego policjanta którego zastrzelił, Jessice przydałby się ktoś taki jako sojusznik). 
Killgrave - ot, standardowy psychol (do momentu, kiedy zaczął wyznawać swoją miłość do Jessicki to brałem go tylko za zwykłego złoczyńcę). Nie zgodzę się, że jest postacią tragiczną, owszem - w pewnym momencie pokazuje się go nam jako ofiarę eksperymentów, ale tylko po to, by odcinek dalej ujawnić, że wcale znów taki biedny nie jest. Dodatkowo cierpiący na megalomanię. Szczerze mówiąc bardziej już był żałował Fiska. 
Jessica - nie zawsze da się lubić, jej metody czasami są bardziej niż kontrowersyjne. A mimo to pozostaje w moich oczach postacią pozytywną. (Chociaż jej próba zmuszenia Wendy do podpisania papierów rozwodowych nieco mnie rozczarowała). 
Muzyka w serialu daje radę, intro mi się podobało, stoi na tym samym poziomie, co to z DD. Żarty, chociaż są raczej rzadkie, to zwykle bardzo dobre. 
Przyznaję, że pod koniec serialu myślałem, że Matt wpadnie chociaż na chwilę, no ale najwyraźniej trzymają go na potem. 
Ogólnie - podobało mi się.

Zero: W tej chwili Marvel oferuje w swoim kinowym uniwersum tak szeroką gamę gatunków i odcieni, że każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie i to jest super! Mam znajomych, którzy uwoielbiają AoS, a JJ im się w ogóle nie podobała i na odwrót. Tak samo z filmami, do wyboru do koloru, a pamiętajmy, że to jeden świat.
Wracając do głównego wątku, bardzo mi się serial podobał. Świetne kreacje aktorów (szczególnie przerażający Purple Man), atmosfera i klimat noir połączony z thrillerem psychologicznym wyszło świetnie. Twórcy nie bali się trudnych tematów z komiksów, a nawet poszli z nimi jeszcze dalej i to mi się podobało, bo dzięki temu w pełni możemy odczuć tragedie zwykłych ludzi, którzy muszą po nich jakoś dalej funkcjonować w społeczeństwie. Dostaliśmy nowe i ciekawe spojrzenie na świat z superbohaterami, gdzie nie wystąpił praktycznie ani jeden superbohater.
Z niecierpliwością czekam na "Luke'a Cage'a", bo aktor świetnie go gra i aż chce się go na okrągło oglądać.

Krzycer: No i skończyłem. O bardzo dobrym aktorstwie, ciekawej pracy kamery, nasyceniu noirem i innych tego typu zaletach już pisaliście, więc nie będę powtarzał. Od siebie dodam tylko trzy uwagi: 
- Bardzo dobrym posunięciem ze strony twórców było nie pokazywanie żadnych scen erotycznych Kilgrave'a. Jest gwałcicielem, którego ofiary muszą udawać, że im się to podoba - nie ma jak pokazać czegoś takiego, żeby ktoś nie odebrał tego jako fetyszyzacji gwałtu. I tutaj uwaga do tych paru osób, które dopytywały, czy brutalność i erotyka w serialu miały sens, czy miały tylko szokować - miały sens. Jakby twórcom zależało tylko na szokowaniu, to wrzuciliby do serialu i taką scenę z Kilgravem. 
- Jeryn Hogarth stał się Jeri Hogarth. To jest o tyle ciekawe, że rola Jeri jest napisana tak, że w serialu nie zmieniłoby się nic, gdyby jednak był to Jeryn. Nic poza wymową. Tyle tylko, że... wprowadzając pierwszą (istotną - sorry random gay guy z AoS) postać homoseksualną do MCU, twórcy podręcznikowo wpisali się w trop Bury You Gays. I teraz nie wiem, czy docenić, że Jeri nie jest "token lesbian", i scenariusz traktuje ją na tych samych zasadach, co inne postaci (a umówmy się, w tym sezonie mało kto kończy dobrze), czy jednak mieć do nich żal o to, że wyszło to... tak podręcznikowo. 
- Cholera, zapomniałem, jaka miała być trzecia uwaga... No to trochę zastępczo napiszę o brutalności: o żeż. Z jednej strony ma to sens - w życiu codziennym, o ile ktoś zawodowo nie pracuje na strzelnicy albo nie ostrzy noży, nie ma się pod ręką wielu rzeczy, którymi można kogoś szybko i relatywnie bezboleśnie pozbawić życia. Więc ofiary Kilgrave'a sięgające po to, co mają pod ręką, i katujące siebie/innych długo i boleśnie mają sens. Z drugiej strony - o żeż. Ten serial przekraczał parę razy moją granicę tolerancji na tego typu obrazy. Aczkolwiek to jest moja własna granica, więc to akurat szczyt subiektywnego odbierania dzieła. Obiektywnie natomiast przyczepię się do jump scare'a z pozbawionym rąk ojcem odżywającym na pięć sekund, by wydusić z siebie ostatnich parę słów. To było niepotrzebne i, szczerze, łamiące moje zawieszenie niewiary. Jasne, nie jestem chirurgiem, ale... tam na ścianie i w okolicy było naprawdę dużo krwi. 
- O, przypomniałem sobie trzecią uwagę! Uwagę mam do ogólnej konstrukcji fabularnej serialu: zmęczyło mnie trochę gonienie w piętkę za Kilgravem. Jessica łapie go i gubi, ile, trzy razy, zanim w końcu go dopada? Dla mnie to o jeden-dwa za dużo. Wolałbym, gdyby główny wątek był nieco bardziej zwarty. I wtedy serial mógłby albo po prostu być krótszy o jeden-dwa odcinki, albo możnaby je wypełnić jeszcze jedną czy dwoma osobnymi sprawami, przy okazji rozwijając jeszcze bardziej postaci drugoplanowe. Nie wiem, czy jestem tu w mniejszości (mignęły mi jakieś głosy sprzeciwu na poprzednich stronach), ale podobały mi się te krótkie śledztwa i wątki poboczne, które widzieliśmy po drodze.



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Jessica Jones od Netflixa Spoilery.




Redaktor techniczny: S_O
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.