Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja serialu "Jessica Jones" - Sezon 1 - Dominik "Undercik" Nowicki

Netflix po raz kolejny dał radę. "Jessica Jones" jest tak dobra, że całość obejrzałem w jeden dzień. Udało się stworzyć serial który utrzymał wysoki poziom komiksowego pierwowzoru.
jessica1.jpg


Netflix po raz kolejny dał radę. "Jessica Jones" jest tak dobra, że całość obejrzałem w jeden dzień. Udało się stworzyć serial który utrzymał wysoki poziom komiksowego pierwowzoru. 

W recenzji będę się odnosił w kilku miejscach do tekstu który napisałem w piątek o dwóch pierwszych odcinków, więc polecam zapoznać się z tym tekstem

Chyba można już założyć, że w przeciwieństwie do całości Marvel Cinematic Universe, złoczyńcy od Netflixa zawsze dają radę. Tym razem w głównej mierze jest to zasługa Davida Tennanta, który daje z siebie wszystko w roli Kilgrave'a. To znakomity aktor, a do tego idealny casting. Brytyjczyk idealnie pokazuje nieobliczalność, manię, szaleństwo czy okrucieństwo, tworząc z odgrywanej postaci idealnego psychopatę. Mimo tego, że jest to postać odpychająca, to twórcy stworzyli momenty, w którym wbrew wszystkiemu chce się mu odrobinę kibicować. Tylko po to, aby po niedługim czasie wyrzucić z głowy to co myśleliśmy, brzydząc się tego kim jest Kilgrave i zastanawiać się nad swoją naiwnością. Pomógł też fakt, że w odróżnieniu od Alias, postaci Tennanta poświęcono dużo czasu. Nawet nie wiem co lepiej buduje jego postać - to kiedy jest na ekranie, czy to kiedy go nie ma, a widzimy tylko konsekwencje jego działań, a może to jaki ma wpływ na psychikę bohaterów. Tu pomaga fakt, że "Jessica Jones" wprowadziła więcej postaci trzecioplanowych niż "Daredevil", co między innymi pomaga w ukazaniu okrutcieństwa głównego łotra. Tyle, że zastanawiam się, czy mimo wszystko nie jest to w większości zasługa Tennanta, ponieważ odnoszę wrażenie, że to raczej jego rewelacyjna gra ciągnie wyciąga tę postać na niezwykle wysoki poziom, niż to w jaki sposób jest napisana. Ok, dobrali sobie idealnego aktora do tej fuchy i za to należą się brawa twórcom serialu, ale nie wiem, czy Purple Man broniłby się przy kimś innym w tej roli. Ale hej. Przecież nie oceniaby tego co by było, a to co jest. Przez to jest to raczej czepianie się na siłę.

Niestety łączy się to także jedną z wad serialu i to już nie jest czepianiem się. Niektóre sceny są przegięte pod względem brutalności. Rozumiem że chciano pokazać to jakim potworem jest Kilgrave, ale w kilku momentach twórcy przesadzili z tym co się pojawiało na ekranie. A to co widziałem było po prostu okropne i kilkukrotnie zasłaniałem oczy, aby przeczekać to spokojniejszego momentu. Dobrym porównaniem będzie tu "Daredevil", który robił to z większą gracją. Scena w której Fisk korzystał z drzwi samochodu jako broni też była brutalna. Jednak umiejętna praca kamery sprawiała, że nie epatowało to aż tak przemocą, jak rzeczy o podobnej "skali" w "Jessica Jones". Zresztą poprzednia produkcja Netflixa miała o wiele więcej przemocy, a radziła sobie z tym lepiej. Rozumiem, że produkcje filmowe często korzystają z najwyższych kategorii wiekowych aby móc pokazać coś dosyć realnie. Niestety w tym wypadku twórcy bardziej robią to przez fakt, że mogą, niż przez to, że scena tego rzeczywiście wymaga. Chcą stworzyć coś mocnego, ale przesadzają nie mając czasem poczucia smaku. 

jessica3.jpg

Wracając do mocnych punktów - Jessica Jones. Znakomicie napisana i zagrana postać. Twórcom serialu idealnie udało się przenieść charakter postaci prosto ze stron komiksu Alias. To była ta Jessica którą polubiłem. Po traumie, ale niezwykle silna, z ciętym językiem i tą cząstką dobra skrywaną gdzieś w głębi serca, która motywuje ją do działania. Bardzo dobrze pokazano też rozterki i decyzje podejmowane przez bohaterkę. Po raz kolejny spece od castingu odwalili kawał dobrej roboty. Wcielająca się w tą rolę Ritter, ciągnie wraz z Tennantem cały serial. O ile uważam, że Fisk pozostanie najlepszy villainem MCU, tak do tej pory nie było takiej relacji pomiędzy superbohaterem a łotrem. Została ona pokazana nawet lepiej niż w komiksie.

Ale to nie koniec dobrych ról w serialu. O dziwo od początku polubiłem… trzecioplanową postać. Mówię tutaj o Malcolmie, który mimo bycia przez większość czasu w tle, pozwala rzucić okiem na Jessicę od innej strony. Sprawnie napisana relacje, która zaskoczyła mnie tym, jak udanie została pokazana na ekranie. Rozwinęła się naturalniej nawet niż ta pomiędzy Jones a Cagem, w którego roli fenomenalnie sprawuje się Mike Colter Co prawda bardziej widziałem w tej roli Terry’ego Crewsa, ale wybór Marvela się broni. Szczególnie dzięki chemii jaka pojawia się na linii Jessica - Luke. Może nie jest to do końca to jak wyobrażałem sobie Cage’a przełożonego na język serialu, ale jestem usatysfakcjonowany tą wizją. To bardzo dobry prognostyk przed serialem z tą postacią. Szkoda tylko, że przez brak praw do Fantastic Four nie dostaniemy legendarnej wizyty w Latverii i "Where's my money, honey?", bo po "sweet christmas" koniecznie chciałbym to zobaczyć w serialu.

Każda okazja aby wrzucić ten panel jest dobra

Wspominałem w recenzji pierwszych odcinków, że na całe szczęście ominęło nas duże origin story. Dzięki formie serialu, można było pokazać historię Jessici niemal na całej przestrzeni sezonu, przez co w pojedynczych dawkach sprawdzało się to bardzo dobrze. Cage’a póki co jedynie lekko ruszono, pozostawiając origin na jego własny serial. Bardzo dobry ruch, który pozwolił na proste wytłumaczenie tego kim jest ta postać, a bez zbędnego zabierania czasu antenowego, aby potem powtarzać to w innej produkcji. To co dostałem idealnie wystarcza.

Fajnie wypada też Trish. Dobrze przedstawiono tą postać i jej relację z Jessicą, ale stwierdzenie "fajnie wypada" to wszystko co mogę o niej powiedzieć. Ma swoje momenty, ale też nie kradnie scen. No może poza dwiema lub trzeba. To idealna postać drugoplanowa, dzięki której tytułowa bohaterka się rozwija. To pozwala także zobaczyć Jones od innej strony.

I tu pojawia się problem bo dochodzę do Jeryn Hogarth, która jest zdecydowanie najsłabszą postacią w serialu. Nie da się jej lubić. Do tego w czasie serialu podejmuje pewną kompletnie nieracjonalną decyzję. I co z tego, że twórcy dwoją się i troją aby ją jakoś uzasadnić. To nie działa. To jest po prostu głupie. Ale odkładając to na bok.Więcej sympatii wzbudzał Fisk w "Daredevilu". Pokuszę się o stwierdzenie, że i Kilgrave miał więcej momentów którymi mógł wzbudzać sympatię, a on jest kompletnym psychopatą. Jeżeli takie miało być założenie tej postaci, to ok. Udało się idealnie. W innym wypadku - potężny minus.  Nawet w konflikcie pokazanym w jej wątku pobocznym, prędzej kibicuje się przeciwnej stronie. 

No właśnie, ten wątek poboczny. Wspominałem, że po dwóch pierwszych odcinkach wydawał się doczepiony na siłę, ale na szczęście miał swoje zadanie w w serialu i nie był zbędny. Tyle, że nie zmienia to faktu, iż poboczne wątki w serialu w dużej części wydają się zbędne. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich. Problem leży w tym, że twórcy zaczynają coś co jest lekko powiązane z głównym nurtem i co jakiś czas przypominają przy okazji o tym wątku. Ten wydaje się zbędny, aż do chodzi do momentu kiedy ma wpływ na główną fabułę. Ba, ten o którym wspominam znika chwilę po tym momencie, żeby pokazać się dopiero w epilogu. Sic. Co ciekawe część z nich broni postać Malcolma, o którą te elementy zahaczają. Tylko dlatego nie poczytuje ich za aż taki minus, bo niestety serial mógłby powycinać z każdego takiego wątku dużą część i nie było by na tym straty. Dzięki temu, że polubiłem chłopaka, fajnie było popatrzeć na niego dłużej na ekranie. To nie ma nawet startu do "Daredevila", gdzie jeden wątek wynikał z drugiego i rodził trzeci, aby zahaczyć o czwarty, a wszystko znakomicie się przeplatało [o czym napisałem nawet tekst, do przeczytania w tym miejscu].


Właśnie fabuła obniża trochę ocenę serialu. Poszczególne akty nakręcają się powoli i w pewnym momencie połyka się odcinki z zapartym tchem, aż nagle przychodzi spowolnienie i oglądanie się dłuży. Napięcie siada i potrzeba czasu aby wszystko się znów nakręciło. W "Jessica Jones" są dwa takie wybicia z rytmu i niestety działają na niekorzyść serialu. Na szczęście poza tym wszystko znakomicie gra, a twórcy dobrze zaadaptowali komiks, szczególnie rozwijając czas poświęcony Kilgrave’owi. Czuć grozę, strach czy bezsilność przed głównym przeciwnikiem. Zdecydowanie serial potrafi wywołać w widzu całą masę emocji, dzięki czemu jest on niezwykłym wyzwaniem. Mimo pomniejszych wad związanych głównie z tempem i pobocznymi wątkami, to główna fabuła broni się znakomicie. W pełni wykorzystano potencjał zdolności Purple Mana, tworząc z niego ogromne zagrożenie. W 100% podtrzymuję to zdanie z recenzji dwóch pierwszych odcinków: "Od początku czuć zagrożenie, które może nie jest tak spektakularne jak miasto zrzucone z dużej wysokości, ale w widzu wywołuje znacznie większe emocje i niepokój.". Dostałem to czego spodziewałem się po lekturze Alias i to nawet w lepszym stopniu. Co prawda brakowało jednej z moich ulubionych rzeczy w komiksie - tak dużego działania w szerokim uniwersum - m.in. Jameson, Scott Lang, mutanci, Avengers czy Rick Jones. Za tto polubiłem Iredeemable Ant-Mana jak i przygody Jessici Jones pisane przez Bendisa. W serialu jest to niestety ograniczoneprzez przez fakt, że kinowe uniwersum nie jest tak rozbudowane jak te komiksowe, ale muszę przyznać, że pod tym względem twórcy mogli się popisać trochę bardziej, bo było czym. Czułem, że na przykład "Agents of S.H.I.E.L.D." było kompletnie olane, a można było coś z niego wyciągnąć. Chociażby w takim stopniu jak odniesienia do Avengers.


Czy zatem warto? Oczywiście. Z przyjemnością połknąłem cały sezon w jeden dzień i nie żałuję tej decyzji. Netflix po raz drugi pokazał, że potrafi stworzyć rewelacyjny serial superhero. Co prawda "Daredevil" był lepszy, ale na pewno nie obniża to poziomu "Jessica Jones". Gorąco polecam, acz muszę ostrzec, że zdecydowanie warto wiedzieć o kategorii wiekowej serialu i się nią kierować. To pozycja dla dojrzałego odbiorcy i osoby poniżej 18 lat nie powinny po nią sięgać.





Dominik "Undercik" Nowicki
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.