Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #431 (07.12.2015)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 07 grudnia 2015Numer 37/2015 (431)


Najbardziej wyczekiwanym komiksem tego tygodnia była nowa odsłona Daredevila. Poza nim pojawiły się także pierwsze numery takich serii, jak All-New Inhumans, All-New X-Men vol. 2 i Guardians of Infinity. Czy warto przeczytać któryś z tych komiksów dowiecie się w pełnym wydaniu Pulsa.

02.12.2015

All-New Inhumans #1
Krzycer: No to mamy kolejny komiks o Inhumans, którego absolutnie nic nie różni od komiksów o X-Men. Ale miło wiedzieć, że Inhumans mają swoich własnych Purifiers/The Right/Purity/Sapien League/Friends of Humanity/itd/itp/etc Przynajmniej rysunki są całkiem ładne. Ale Inhumans wciąż mnie nie obchodzą, więc chyba zostanę tylko przy tej serii, w której przynajmniej jest Beast... Kompletnie zapomniałem o uzupełniającej historyjce. Szczerze mówiąc zainteresowała mnie bardziej, od głównego numeru - bo pokazała ciekawą stronę Crystal, no i wprowadziła do obsady Frenzy, którą polubiłem dzięki Carey'owi. Pytanie tylko, czy to coś, co będzie kontynuowane w głównym tytule, czy to tylko jednorazowy wyskok?
radzio78: Całkiem przyjemne, aczkolwiek trochę ciężkie dla mnie jako czytelnika, którego znajomość Inhumans ogranicza się do aktualnego Uncanny Inhumans. Tematycznie przypomina młodych X-Men, młodzi, niedoświadczeni bohaterowie, którzy należą do gatunku odrzucanego przez społeczeństwo. Na pewno pozostanę przy tym tytule, bo Soule tutaj i w drugim tytule o Inhumans zapewnia wciągającą lekturę na poziomie. Pochwały należą się również rysunkom.
Darth: Ekipa się nareszcie zebrała w pełni, co daje nadzieję że to wprowadzenie wkrótce się skończy. Nie chodzi o to że jest złe tylko..... no właśnie, mało to wszystko zajmujące. Główny przeciwnik jest dość nudnawy, szef firmy mało konkretny i sama historia niespecjalnie zajmująca. Najwięcej miejsca poświęca się Ms. Marvel i Novie, no i niestety też uważam ze Waid nie do końca czuje postaci Kamali. Za dużo wrzeszczy i się denerwuję moim skromnym zdaniem.

All-New X-Men vol. 2 #1
Krzycer: Wiem, że nazwisko Hopelessa uczula niektórych - choć Demo nie podzieli się z nami swoimi przemyśleniami na temat - ale ten komiks jest... ok. Absolutnie przeciętno-porządny komiks o młodych mutantach, który może się podobać, choć niczym się nie wyróżnia na tle wszystkich innych komiksów o mutantach. Tyle tylko, że zdaje się istnieć w zupełnie innej rzeczywistości, niż Extraordinary X-Men - innej nawet, niż Uncanny Avengers. Może to dlatego, że wciąż nie wyjaśniono, jaki właściwie jest ten morderczy wpływ T-Mgieł na mutantów, ale najwyraźniej z jakiegoś powodu nie są one żadnym problemem ani dla naszych bohaterów, ani dla bandy przypdkowych chicagowskich zmutowanych chuliganów.

Daredevil vol. 5 #1
Krzycer: Rysunki - fantastyczne. Fabularnie - za mało się dzieje, by powiedzieć coś konkretnego. Początkowa scena akcji zabiera tyle miejsca, że w drugiej części zeszytu nowy status quo widzimy tylko w urywkach - napięte stosunki z Foggym, wzmianka o tym, że Murdock pozazdrościł Parkerowi i najwyraźniej również zamówił u Starka, Richardsa i Strange'a magiczno-technologiczny wir, który wyczyścił Ziemianom pamięć o jego tożsamości, kariera w roli oskarżyciela, sidekick... Dużo zostaje w tym numerze pokazane, ale bardzo pobieżnie, i zupełnie nic nie zostaje wyjaśnione. Ale jest to w miarę intrygujące. Tylko ten Tenfinger jakoś tak... wygląda, jakby urwał się z galerii łotrów morrisonowego Batmana. Dobrze zrozumiałem, że sidekick Daredevila i pomagier Tenfingera to ta sama osoba, a przynajmniej nosi tę samą koszulkę i wypowiada te same słowa?
wolvie111: Fajna mroczna stylistyka, a kreska artysty (delikatnie, ale jednak) przypomina czasem Romite Jr, co jest wielkim plusem. Generalnie dobrze znów widzieć Matta w Nowym Jorku, a numer zachęca do serii...przynajmniej mnie. 7/10
kuba g.: Tak jak Krzycer napisał, trudno pisać więcej o zawartości tego numeru gdy faktycznie większość to akcja i chwila na wprowadzenie sidekicka tylko po to żeby później zaznaczyć ilość pytań na które nowa seria będzie musiała odpowiedzieć w następnych miesiącach (cóż, taka zabawa ze zmianami status quo dość istotnych postaci). Choć mam jedno spostrzeżenie, przez kreskę Garneya ten numer lekko przypomina mi początek runu Chichestera w DD gdy rysował Lee Weeks. Jak dobrze, że dalej mam powody by trzymać się kupowania Daredevila już tyle lat. Scenarzysta, któremu mogę zaufać (głównie przez to co robił w Swamp Thing i She Hulk), rysownik, którego bardzo lubię i postać, która ma w zwyczaju wyciągania tego co najlepsze z twórców, którzy się za tytuł zabierają.
Darth: Znowu zmiana statusu quo, ustalonego wcześniej, przeprowadzona została off-panel. Myślicie że Kirsten McDuffie nadal żyję? Natomiast sama historia, no póki co mało konkretna. O tym jak sprawdza się obecny status, będą dopiero decydować kolejne numery, aka pojawi się więcej konkretów. Nowy bad guy chyba miał wypaść groteskowo, ale czy naprawdę było coś takiego konieczne? Także zagrywka z tym, iż sideckick Daredevil w cywilu jest popychadłem bag guya, na razie kompletnie mnie nie rusza, bo za mało znam postać by mnie to obchodziło. No ale graficznie muszę przyznać, wypada to bardzo dobrze.

Doctor Strange vol. 4 #3
radzio78: W tym numerze według mnie na pierwszy plan wysuwają się genialne rysunki Bachalo. Dwustronny kadr mieszający pokolorowane elementy z czarno-białymi, przedstawiający świat rzeczywisty mieszający się z wymiarami, w których porusza się Strange- mistrzostwo świata. Aaron wcale nie zwalnia z tempem, dalej rozwija intrygę mającą na celu usunięcie całej magii i wszystkiego z nią związanego. Nie wiem, czy nie jest to najlepszy aktualnie scenarzysta Marvela.
Darth: No, fabuła wydaje się powoli ruszać na przód, bo Strange oficjalnie zaczyna się zbliżać do konfrontacji ze złym imperium. Prawdopodobnie już w następnym numerze. Większość numeru to jednak bieganie nago, bo teraz jego postać astralna jest naga....OK, dostaje swój topór z okładki i walczy z magicznymi ślimakami. Trochę momentami chaotycznie, ale nadal najlepszy Balcho od dawien dawna. I ten kadr z kolorami był zwyczajnie piękny, choć zastanawiam się czy to nie bardziej zasługa kolorysty... uznajmy iż oboje mieli swój wkład. 

Extraordinary X-Men #3
Kminek: Okej, rysunki siadają (w porównaniu do dwóch poprzednich numerów), ale całą resztę fajnie się czyta, chociaż 70% to mniej lub bardziej odgrzewane kotlety. Bardzo ciekawie wypada wątek Logana i Jean (bałem się, że będzie to jakaś creepy relacja, albo powtórka z wątku Wolverine - Hope Summers, ale całe szczęście tak nie jest). To, że wyjdą zwycięsko z walki to oczywiste, dlatego zdecydowanie bardziej interesuje mnie, co z Rasputinami?
Krzycer: Główna część tego zeszytu, czyli rozmowa miniJean z oldLoganem, wypada co najmniej dobrze. Niestety, druga część - która chyba zajmuje więcej miejsca - jest wypchana watą. Jest tam parę fajnych momentów, jak interwencja lodowego legionu, czy Cerebra biorąca udział w walce, ale ogólnie... walka przeciwko tłumom anonimowych przeciwników nigdy nie jest szczególnie interesująca - zwłaszcza, gdy z góry wiadomo, że bohaterowie nie mogą przegrać, bo to dopiero początek serii i w ogóle. Poza tym Ramos zaserwował parę koszmarków, w rodzaju wężowej Storm czy żabowatego Icemana. W tej chwili czekam, aż będziemy mieli tę pierwszą historię za sobą. Liczę, że później Lemire zrobi coś konkretniejszego.
wolvie111: Trochę zbyt chaotycznie jak dla mnie wyglądała ta walka. Rozumiem, że to Limbo, ale kadry były strasznie powtarzalne, mało ekscytujące potyczki i coś nie zagrało mi głównie przez to, że walkę prowadzili tylko Ororo i Bobby, a czasem ktoś się dorzucił. Zaciekawiła mnie za ta młodziutka mutantka, ale jej czynny udział w walce trochę przesadzony. Spotkanie Jean i Logana było ok. Lubię taką Jean, ale ten old Logan mi nie podchodzi. Miałem nadzieję, że nowy świat przedstawi nam dawnego Logana ze świata 616, tylko z wyglądem starca, ale nie...nasz Logan dalej jest martwy. Numer pewnie byłby lepszy gdybyśmy dostali rodzeństwo Rasputin, ale to chyba już za tydzień, więc czekam. Daję 6/10
Darth: Naparzanka w Limbo jest nieciekawa. Wiadomo przecież że nikomu nic się nie stanie.... w zasadzie jak teraz o tym myślę, to jeśli nikomu nic się nie stanie, to będzie bardzo naciągane. Serio mówię, mamy tu zmasowany atak setek demonów ze wszystkich stron, czy chociaż jeden z obecnych tam mutantów jest ranny? Storm znowu się nie popisuje, bo nie wydaje się mieć przygotowanego planu działania na takie okazję, no może poza zaskakująco dobrze spisujących się jak na warunki lokalne, lodowych żołnierzy. Chyba tez wychodzi na to, iż ma regularne halucynacje, więc może jest z nią coś nie tak. A nowa mutantka, okazuje się MacGuffinem, które najpewniej pomoże uniknąć w przyszłości tego typu incydentów. Dyskusja miedzy Jean, a Wolverinem wypada już lepiej, choć zastanawiam się czy Wolverine nie przesadza z tą obawą, ale w sumie czasoprzestrzeń nie działa w Marvelu, w do końca jasny sposób, więc niech mu będzie. No i Ramos w swoim stylu, serwuje kilka naprawdę słabych kadrów i zdeformowanych kształtów, które utrudniały mi identyfikację niektórych postaci.

Guardians Of Infinity #1
Krzycer: Tak jak lubiłem GotG DnA, tak to... Nie wiem. Jakoś mnie nie przekonuje do siebie, i tyle.
A może jednak problemem jest to, że Abnett pisze to bez Lanninga? Tak jak nigdy nie potrafiłem ocenić, jaki jest ich osobowy wkład, tak chyba żaden solowy komiks Abnetta nie przypadł mi tak do gustu, jak ich wspólna twórczość. Z drugiej strony, chyba nigdy nie czytałem solowego Lanninga? Nie wiem. Szczerze mówiąc trochę mi się mieszają...

Howard The Duck vol. 5 #2
Darth: Hmm. Dziwne. Takie nagłe przejście na historyjkę kobiecej kaczki i szopa, wydaje mi się zaburzać porządek narracji, bo w sumie nie otrzymaliśmy żadnego wprowadzenia do ich orgin story. Ale poza tym, sam numer był OK. Powiedziałbym, iż to typowa historyjka, w którym widzimy jakie miały życie, jak ich opiekuna rusza sumienia, jak uciekają i dochodzi do tragedii. Zrobione podręcznikowo, ale całkiem sprawnie i myślę że nawet udało się sprawić, ze nabrałem do nich sympatii. Ale czy to uczucie się utrzyma, zadecydują kolenie numery.

Invincible Iron Man vol. 2 #4
Kminek:  Rysunki dalej są super, chociaż boję się, że Bendis trochę przegina z tą intrygą wokół Madame Masque. Wizyta w szpitalu fajnie i ciepło wypada, do tego komentarz Dooma też jest niezły, ale cała reszta jakoś mało klarowna jest... I Iron Samuraj to chyba pudło, no, ale to już moje zdanie.
Krzycer: Rysunki wciąż ładne. Po tym numerze zacząłem się przekonywać do nowego Dooma. Ale ani wszechpotężna Masque mnie nie jara, ani Stark Bendisa, więc... Nie jestem pewien, czemu wciąż to czytam. A wielka rola Mary Jane sprowadza się do cameo, przynajmniej na razie.
wolvie111: Rysunki są świetne, artysta bardzo pasuje do stylistyki Iron Mana, bardzo dobrze radzi sobie z technologicznymi niuansami, a to przy takiej serii jest dość istotne. Super wypadła walka na plaży, prawie na pół numeru, ale było warto bo wyglądało to świetnie. Ciekawi przeciwnicy, fajne zastosowanie nowej zbroi i dobra dynamika. Dostaliśmy też Mary Jane (no jest pechowa), a i Madame Masque znów udowodniła, że nie bierze jeńców. No ale cóż, ze śmiercią jej do twarzy. Plus duet Tony i Victor znów wypada bardzo dobrze. Przyjemna lektura, 8/10
radzio78: Niby wprowadzono Mary Jane Watson, ale po co? Tego nie wiadomo. Na ten moment po to, żeby Whitney Frost mogła kogoś zaatakować w jej lokalu. Poza tym dostaliśmy trochę oldschoolowego superbohaterskiego stuffu z dystansem do siebie (np. walka z ninja na plaży i komentarze Starka w tym czasie) i trochę komediowej obyczajówki (wizyta Starka u chorych dzieci). W sumie chciałbym, żeby dalej się seria rozwijała w tym kierunku, bo bardzo przyjemnie się to czyta. Oczywiście wkład mają w to również cudowne rysunki Marqueza.
Darth: Stabilnie. Rysunki nadal bardzo dobre, natomiast fabularnie, niezbyt wiele się wydarzyło. Iron Man tłucze się z bezimiennymi Cyber-Ninja, używa własnej zbroi samuraja(może być, widziałem gorszę), potem odwiedza charytatywnie dzieci.... scena z hologramem przypominajką była fajna, a Masque nadal zabija. Pojawia się jeszcze Doom z niezłym komentarzem i oferujący pomoc, i to nadal jest rzecz na którą reaguje bez entuzjazmu, bo nadal nie mogę przestać myślę o tym, że coś kombinuje. O, a MJ pojawia się w tle pod koniec, po raz kolejny okładka nie odpowiada treści.

Red Wolf vol. 2 #1
Krzycer: Um. Aha. Zaczyna się nieźle. Ale ta końcówka - która przecież jest kluczem do całej serii - jakoś mnie nie przekonuje. Chyba wolałbym kryminał na Dzikim Zachodzie, od kolejnej opowieści o obcym w obcym czasie.

Spidey #1
Darth: [RANT ZONE] Zajrzałem tylko dlatego, iz chciałem mieć pewność czy to będzie tak słabe, jak myślałem po previewie. Było. Mamy komiks, który ma się dziać w czasie początków Spider-Mana, w okresie jego licealnych dni i na pierwszych stronach strzela sobie "sweet focie" komórką.... jestem pewien, że taka technologia nie była dostępna za jego młodych czasów. Jestem prawie pewien, ze 30 lat temu nie była powszechna. Nie mówię abyście odwzorowali dokładnie cala tą epokę, ale to jest kardynalny wręcz błąd. Zresztą niejeden, bo teraz okazuje się że Gwen i Harry Osborn, znali się z Parkerem w Midtown High School, chociaż poznali się przecież dopiero później(zresztą dyrektor z tego okresu też się nie zgadza). Jest jeszcze scena w której Flash (brunet, tak swoja drogą) popycha Parkera, a Gwen natychmiast wali go w twarz, z zadowoleniem. To, nie jest nowe ujęcie postaci. To jest pisanie jej out-of-character. Albo ktoś tutaj fatalnie odrobił pracę domową, albo to ma być "nowy" Ultimate Spider-Man, tylko zapomniano go tak zareklamować. A sama historia? Nieciekawa. Parkera nie interesuje Historia, ma się uczyć z Gwen, Dr. Octopus coś krednie, Osborn coś planuje i jest kilka naprawdę dziwacznych tekstów Spidera: "I just gona punched bya rabbit. Awsome!" - co to ma być?

Star Wars vol. 2 #13
Krzycer: Całkiem zabawne to było. Tylko tyle i aż tyle.

Totally Awesome Hulk #1
Kminek: Kolejna tajemnica sprzed miesięcy, ale okraszona fabułą, którą określiłbym jako "bardzo pokręconą wariację na temat Spider-Mana". Komiks spodoba się na pewno wszelkiej maści geekom i nerdom (mnie się spodobał! :D ) - w końcu to mózgowiec (choć przebojowy) pierze wszystkich na prawo i lewo. Czego chcieć więcej od życia :D ? Totally Awesome może to nie jest, ale na pewno warte chwili uwagi.
Krzycer: Heh. Zdążyłem zapomnieć, że Cho kiedyś szukał swojej siostry. Przypomniałem sobie tylko dlatego, że musiałem ją wyguglać, bo byłem przekonany, że Cho był sierotą-jedynakiem. Oczywiście w pierwszym numerze nie dowiadujemy się, co się stało z Bannerem, ani jak Cho został Hulkiem, ale na wszystko przyjdzie pora. Na razie mogę powiedzieć, że Chulk wypada w porządku, jego siostra - całkiem nieźle, chwilowo główna przeciwniczka... trudno o niej powiedzieć coś poza tym, że jest wprost ze szkicownika Franka Cho... A, no i Frank Cho za cholerę nie potrafi narysować szesnastoletniej dziewczyny.  A, no i o ile Sonia Oback kładzie ładne kolory, a Cho rysuje cheesecake, ale ładnie, tak czasami z tej ich współpracy nie wychodzi nic dobrego. Ten panel z megażółwiem wyłaniającym się z wody na pierwszej stronie - poza figurami ludzi - wygląda strasznie.  Ale było to całkiem zabawne. Tylko pewnie nie należy zadawać pytań w rodzaju "co Miles Morales robił w Nowej Zelandii?"
radzio78: Który naprawdę jest totally awesome. Bruce Banner nigdy nie miał szans na tak fajny komiks jak ten :D Cudo, mistrzostwo świata. Świetny humor, co stronę parskałem śmiechem co najmniej jak przy najlepszych komiksach o Deadpoolu. Hulk, który chce być Hulkiem? Który stwierdza, że nie podrywa She-Hulk, bo i tak przecież ma 40 lat? Takie rzeczy tylko tutaj. Takie sceny jak ta z "fist bumpem" mówią same za siebie. I jeszcze do tego w samej warstwie fabularnej naprawdę nieźle. W przeciwieństwa do Krzycera jestem zauroczony rysunkami, mają niepowtarzalny urok. Najlepszy zeszyt jaki czytałem od dawien dawna, a czytałem ostatnio prawdziwe cudeńka. Polecam, wystawiłbym maksymalną ocenę.
Darth: Przypomina mi to przygody szarego Hulka lub Professora Hulka(tak apropo, tego że Banner nigdy nie miał szans, na komiks takiego typu), więc póki co jestem zadowolony. Pojawienie się siostry Cho zaskakujące i nawet fajne, dobrze wiedzieć że ten wątek został rozwiązany... off-panel... ale zawsze coś. Tworzą na razie całkiem fajny duet i chętnie zobaczę jak to się dalej rozwinie. O samej fabule, trudno na razie coś powiedzieć, bo na razie tylko walka z dwugłowym synem Gamery(uwielbiam komiksy) i innym łatajstwem, plus bardzo skąpo ubraną... w zasadzie jeszcze nie wiem czym jest. Ale na razie to wystarczy na początek, parę niewiadomych aż tak mocno mnie nie interesuje i zwyczajnie rozkoszuje się niezobowiązująca przygodówką, zawierającą kilka udanych dowcipów. Ten o wieku She-Hulk był nawet odświeżający.



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.12.02.

AgentsOfShieldBanner.jpg


Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x09 "CLosure"

Utek: Agenci Tarczy to najlepszy serial superbohaterki emitowany obecnie w telewizji! Nowy odcinek zaczyna się od trzęsienia ziemi by napięcie z każdą chwilą tylko rosło. Pożegnaliśmy kilka postaci, które pojawiły się na początku tego sezonu. Stratę jednej z nich odczuł bardzo mocno Coulson. Phil to bohater tego odcinka, od początku do końca był w centrum uwagi. Nareszcie dostaliśmy pierwszą misję Secret Warriors. Przed nami wybuchowy finał tej jesieni. Pionki zostały wprawione w ruch, czas sprawdzić kto zostanie na szachownicy. Ward wyrasta na skurwiela roku, jego zemsta na SHIELD w tym epizodzie się dokonała. Twórcy tej produkcji odwalili kawał znakomitej roboty, odcinek prowadzący do tego tuż przez przerwą zimową był tak znakomicie poprowadzony, że wszystko w nim zagrało, wszystko miało sens (biorąc pod uwagę realizm w serialach o superbohaterach). Kilka osób z teamu Coulsona stało tym razem nieco z boku i było tylko tłem ale to był jego odcinek i to mu się od dawna należało, widać czemu Nick Fury wybrał go na dowódcę tego zespołu, bo to człowiek, który potrafi poradzić sobie wszędzie a dla przyjaciół zawsze wyciągnie pomocną dłoń i nie zawaha się wskoczyć w paszczę szaleństwa. 10/10 dla tego epizodu, to ocena niezbyt wygórowana, bo zasłużona.
Misiael: Meh. Głupi odcinek z - ponownie - słabymi dialogami, bardzo pospiesznie skleconym wątkiem napędzanym Coulsonowym OOC. Dla mnie poprzedni odcinek był słabszy od tego (również słabego). Wszystko to wygląda na zbyt naprędce sklecone, jakby scenarzyści nagle zorientowali się, że do końca midseasonu zostały im tylko dwa odcinki i trzeba doprowadzić wszystkie napoczęte wątki do jakiejś konkluzji. A że brak czasu na odpowiednie poprowadzenie wątków, zaczęli odstrzelać postaci drugoplanowe, ogłupiać Coulsona (jakoś to umotywowali, ale i tak nie byłem w stanie uwierzyć, że Phil nagle straciłby całkowicie instynkt samozachowawczy, nawet pod wpływem utraty bliskiej osoby) i robić jakieś kompulsywne wolty fabularne, byle tylko doprowadzić fabułę do szybkiego zamknięcia.
strz1: Nie byl taki zly. Dobrze sie zaczął, poźniej fakt było gorzej. Ale nadal lepiej od konkurencji o jakies dwa, trzy poziomy. Ot poprzedni odcinek był świetny więc ten wydaje się przeciętny.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie AoS - 03x09 "Closure".

Redaktor prowadzący: Rodzyn
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.