Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja serialu "Jessica Jones" 1x01-02 - Dominik "Undercik" Nowicki

Normalnie bym miał za sobą więcej odcinków i na Avalonie nie byłoby tej recenzji, ale niestety obowiązki zmusiły mnie do opuszczenia domu, przez co czas w komunikacji miejskiej postanowiłem wykorzystać, aby móc podzielić się z Wami pierwszymi wrażeniami na temat dwóch pierwszych odcinków serialu od Netflixa - "Jessica Jones" .
jessica1.jpg


Normalnie bym miał za sobą więcej odcinków i na Avalonie nie byłoby tej recenzji, ale niestety obowiązki zmusiły mnie do opuszczenia domu, przez co czas w komunikacji miejskiej postanowiłem wykorzystać, aby móc podzielić się z Wami pierwszymi wrażeniami na temat dwóch pierwszych odcinków serialu od Netflixa - "Jessica Jones" .

Przede wszystkim - jest czym. Serial na razie jest równie dobry co komiksowy pierwowzór - Alias. Oczywiście otrzymaliśmy zmiany fabularne podyktowane umieszczeniem historii w Marvel Cinematic Universe i dostosowaniem opowieści do formy serialu, ale oczywiście nie brakuje scen prawie żywcem wyjętych ze stron komiksu, a sama fabuła jest mu bliska. Największą różnicą jest chyba fakt, że nie czekamy tak długo z ujawnieniem głównego złego - Purple Mana granego przez Davida Tennanta. Nakreślenie jego postaci jest znakomicie i jeżeli twórcy czegoś nie spieprzą po drodze, to otrzymamy kolejnego dobrego villaina w MCU. WOW ich liczba nagle wyniesie 3. Od początku czuć zagrożenie, które może nie jest tak spektakularne jak miasto zrzucone z dużej wysokości, ale w widzu wywołuje znacznie większe emocje i niepokój. 

Zresztą duża w tym zasługa aktorów. I nie mówię tu tylko o wspomnianym Tenanncie czy Ryter wcielającej się w Jessicę. Postaci drugo a nawet trzecioplanowe, o których się często zapomina, odgrywają w tym niemałą rolę. Tu muszę wspomnieć o Ryter, która zdumiewająco dobrze wywiązuje się ze swojej roli. Jej zespół stresu pourazowego został naprawdę dobrze przedstawiony i zagrany. Sama trauma związana z Purple Manem jest bardzo sprawnie wyreżyserowana, a paleta kolorów to...chciałem napisać miły smaczek dla fanów, ale ona wcale nie budzi miłych emocji. Ona tylko potęguje osaczenie i niepokój.

jessica3.jpg

Ładnie też rozgrywane są wewnętrzne konflikty tytułowej postaci. Decyzje które podejmuje w ciężkich momentach idealnie pokazują charakter postaci, stworzony przez Briana Bendisa. Na plus należy zaliczyć brak większego "origin story" zarówno u Jessici jak i Cage'a obecnego już w pierwszym odcinku. Na razie prezentacja postaci jest dobrze wkomponowana w rozwój wydarzeń i pomału przeplatana retrospekcjami. Wszystko to w podobny, ale jednak trochę inny sposób niż w Daredevilu. 

Muszę jeszcze poczekać na kolejne odcinki aby wyrobić sobie opinię o Trish, która na razie jest u mnie na plusie, a jej relacja z Jessicą jest fajnie ukazana. Postać zastępuje tutaj w małym stopniu rolę Ms. Marvel z Alias. Hogartt póki co ma konkretną rolę, ale kompletnie nie kupiła mojego zainteresowania. Jej wątek poboczny póki co wygląda na doczepiony na siłę. Mam nadzieję, że przyszłe odcinki sprawią, że nie będzie to tylko: "hej, musimy umieścić homoseksualistę w serialu". Końcówka drugiego epizodu daje nadzieję, że postać zajmie się czymś istotnym w serialu i nie będzie tylko wprowadzeniem na siłę pewnego wątku. Zresztą jest też ona największym odstępstwem od oryginału. Postaci nie ma w samym komiksie Alias, a płeć to nie jedyne co u niej zmieniono.

A teraz pozwólcie, że obejrzę trzeci odcinek, bo właśnie wróciłem do domu. Najpóźniej w niedzielę możecie spodziewać się recenzji całego sezonu. Chociaż dużo wskazuje, że pojawi się już jutro.

Dominik "Undercik" Nowicki
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.