Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #26 (14.01.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 14 stycznia 2008 Numer: 2/2008 (26)


Nowy rok i nowy start w kilku seriach: początek "Brand New Day" pozytywnie zaskoczył fanów Spider-Mana; Hulk vol. 2 wypadł nieźle w porównaniu z innymi komiksami Jepha Loeba; a fani oryginalnych historii z zadowoleniem przyjęli debiut The Twelve.
A o tym, że dostaliśmy kolejny świetny odcinek "Messiah CompleX" nie trzeba nawet pisać, bo już wszyscy zdążyli się do tego przyzwyczaić.



Amazing Spider-Man #546 avalonpulse0026d.jpg
Foxdie: Jakby to ujął Jack Bauer: "Damnit!". Wieszałem psy na OMD, a teraz wypadałoby podkulić ogon i przemilczeć udany debiut BND. Przeczytałem i póki co jest naprawdę fajnie. Fajnie przez duże F. Fajny sposób narracji, Fajne rysunki, Fajne dodatkowe historyjki. Oczywiście najfajniejsza w tym numerze jest Mary Jane "na pewno Jackpot" Watson w wykonaniu Grega Landa. Najlepiej niech rysuje osobną serię z Mary Jane w roli głównej! Więcej rudej! Zapomniałbym jeszcze o tym pięknym finale, w którym Peter po 546 numerach mówi Jamesonowi, co o nim myśli. A co na to Jameson?*pik* *pik* *pik* *piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii*. Myślicie, że nie żyje? Ocena: 8/10.
Gil: Nastał nowy dzień i... wydaje się całkiem fajny. Widać, że to numer przeznaczony na rozruch i przegląd sytuacji, więc nie dzieje się za wiele, a jednak to, co się dzieje, wystarcza. Nowa sytuacja Piotrusia nie jest dla mnie zupełnie nowa, ale dla kogoś, kto nie zna jego wczesnych przygód, albo dopiero zaczyna czytać Pająka, może wydawać się atrakcyjna. Mnie bardziej interesuje sposób jej prowadzenia, a tutaj Dan Slott sobie radzi dobrze i zupełnie nie ma czego się przyczepić. Szczególnie interesujące są nowe postacie, na czele z Carlie i Mr. Negative. Obecność Harry'ego czy ciotki May ani mnie ziębi, ani grzeje. Za wątkami Straczynskiego też szczególnie nie tęsknię, a jedyne, czego mi brakuje, to organiczne sieciomioty, które były po prostu bardziej logiczne (ale nie dało się ich sprzedawać, więc musiały odejść). Powiem nawet, że bardziej podoba mi się ta lekka atmosfera, bo JMS doszedł już do takiego momentu, w którym mógł tylko zakopywać się głębiej w deprechę, a atmosfera była przyciężkawa. No i wreszcie słowo o rysunkach. Nie podoba mi się, że McNiven uparł się, by rysować Piotrusiowi takie bambi eyes, ale poza tym wygląda wszystko dobrze, a mina JJJ w końcówce jest bezcenna. Z artystów dodatkowych najlepiej wypadł Deodato i jego Harry Adam Osborn Sandler ;) Ocena: 8/10
avalonpulse0026e.jpgJaro: Slott i McNiven nie zawiedli. Jaki jest zatem pierwszy numer nowego Amazinga? Przede wszystkim zupełnie inny niż to, co ostatnio oglądaliśmy u Spider-Mana. Nie ma co ukrywać, ten kontrast wpływa na odbiór komiksu i - przynajmniej w moim wypadku - wpływa pozytywnie. Harry? Średnio trawię wszelką komiksową nekromancję i tak samo podchodziłem do nigdy-nie-umarłego Osborna, ale problem z tą postacią polega na tym, że wyraźnie widać, iż jest na nią pomysł (przynajmniej Slott go ma), pomimo absurdalnego sposobu przywrócenia jej do świata żywych. Scenarzysta zaapelował, by nie oceniać "Brand New Day" przez pryzmat "One More Day", ale niestety będzie to trudne - dziecko Quesady narobiło niezłego smrodu, który będzie wyłazić, jak chociażby za każdym razem, gdy wypełznie kwestia starego Osborna, a i inne zgrzyty pewnie czają się tylko, by wyłazić i zostawiać po sobie niesmak. Pomimo tego, pierwszy numer rokuje na przyszłość dość dobrze i zachęca, by dać szansę nowej wersji Spider-Mana. Ocena: 7/10; soundtrack: Peeping Tom - Sucker.
sCaRy:
Bardzo dobra produkcja z pokaźną dawką humoru by Slott. Peter jest znów bardziej ludzki [nie heroiczny], sympatyczny [nie pompatyczny] i energetyczny [nie wypalony]. W dodatku trochę bardziej na dzisiejsze czasy, czyli singiel podchodzący pod trzydziestkę, nie do końca zdoroślały. Mi taka wersja odpowiada. Do tego świetny, jak zwykle, McNiven i dodatkowe historie z May oraz Harrym [z Jackpot lipna ;)] także interesujące. Innymi słowy, nadzieja na dobry rozwój wypadków po OMD jak najbardziej podtrzymana.

Ghost Rider vol. 5 #19
Foxdie: Najlepsza w tym numerze jest bez wątpienia okładka spod ręki Deodato, chociaż nie jest to zapewne szczyt jego możliwości. Scenariusz jakby przez chwilę nabrał większego sensu, zyskując punkt więcej w notowaniu. Rysunki też miejscami jakby lepsze, zwłaszcza blondwłosa oblubienica Blaze'a, tylko czemu musieli ją ustrzelić (sic!) na koniec? Na tym kończy się lista plusów tego numeru. Na dodatek Ghost zdążył już zgubić swoje skrzydła, ale nauczył się wypuszczać z ręki fireballe (nie umiał wcześniej, prawda?) niczym postacie z Dragon Balla. Scena z policjantami rodem z "Akademii Policyjnej" wcale nie była śmieszna, wręcz żałosna. W zasadzie to są jeszcze dwa plusy tego numeru. Pierwszy to jeden z dialogów (kiedyś zapewne go poznacie, gdy na Avalonie pojawią się streszczenia GR). Ostatni plus za to, że to już ostatni numer tej wyjątkowo żałosnej historii. Ocena: 3/10.
Gil: Po ostatnim numerze myślałem, że nie może być gorzej, więc spojrzałem, jak to się rozwinie i... Chyba miałem rację, bo nie jest tak źle. Jeśli zapomnimy, jaki bullshit zafundował nam Way poprzednio, wracamy do formy lekkiego czytadła, w którym możemy popatrzeć, jak załatwia się diabła. Nie jest to specjalnie ekscytujące, wygląda w miarę przyzwoicie, ale przynajmniej nie boli, bo anielskie bzdury nie są wywlekane aż do ostatniej strony. Niestety, ja o nich nie zapomniałem i przyjemności z czytania nie miałem żadnej, ale może komuś się spodoba, dlatego ocena będzie: 4/10

Hulk vol. 2 #1 avalonpulse0026f.jpg
Foxdie: Wiecie, kto jest Hulkiem? Nie wiecie? To już Wam mówię. Co prawda plotki, jakoby miał to być sam Tony Stark, były wysoce przesadzone, ale Rick Jones nie jest żadnym wielkim zaskoczeniem, a raczej jednym z wielu prawdopodobnych kandydatów. Na dodatek widać, że sidekick starego zielonego Hulka jest dużo gorszy od poprzednika. Nie dość, że kolor przyjął krwisty, to jeszcze morderca z niego. Chociaż znając zdolności Loeba, pewnie w ostatniej części historii okaże się, że to nie Hulk zabił Abominationa, tylko jego różowy brat bliźniak wykarmiony przez napromieniowaną energią Gamma wilczycę. Rysunki stawiam wyżej niż scenariusz, ale przerośnięte sylwetki spod ręki McGuinnessa nie podnoszą zbytnio oceny całości, stąd tylko 5/10.
Gil: Oczekiwań większych nie było, więc i rozczarowania sobie oszczędziłem. Jak na pierwszy numer, to praktycznie nic tu się nie dzieje. Ot, przyszli, pogadali, potem przyszli ci drudzy, pobili się, poszli. Całkowicie nie zaskoczył mnie fakt, że nagle na syberyjskim pustkowiu pojawia się Rick Jones w podartych gaciach i wszystko wskazuje na to, że on jest Krasnyj Hulek. Dokładnie tego się spodziewałem. Zaskoczyła mnie natomiast mała zawartość loebizmów, wśród których wybija się wejście Winter Guard z Red Guardianem i Darkstar w składzie i reakcja: "Czy oni aby nie byli martwi?" - pyta Shulkie. "Pewnie to jacyś nowi" - odpowiada Antonio. Słodkie... ale złe! Poza tym, jest w miarę bezboleśnie, a Shulkie nawet ma parę niezłych tekstów, tylko zaraz po przeczytaniu zapomniałem, o czym to było. Rysunki? Typowy McGuinness, ktory nie zmienił się od czasów Deadpoola. Jak na mój gust, wszyscy mają zbyt kwadratowe szczęki. Ocena: 5/10
Jaro: Początek mi się podobał, nawet bardzo. Sama rozmowa Doca z Jen mogła zostać poprowadzona bardziej "z jajem", ale samsonowe odtwarzanie ciosów wyszło i tak całkiem sympatycznie. Problem pojawił się wraz z piachem zamienionym w szkło i od tego momentu mamy już radosną loebiznę. I po co ci Ruscy tam byli? Żeby im manto spuścić? To lepiej było Samsonowi dać siekierę żeby drewna narąbał, chociaż śmiesznie by było. Wreszcie końcówka - Rick Jones spadający z duuużej wysokości na ziemię w samych porciętach raczej nie zostawia wątpliwości co do tego, kto jest Czerwonoskórym i jeśli potem okazałoby się, że jest inaczej, to już w ogóle byłby absurd. Cóż, z tajemnicy nici, pozostaje tylko kwestia tego, jak Rick stał się nowym Hulkiem. I chyba tylko chora ciekawość sprawi, że pewnie jeszcze sięgnę po kilka numerów tej serii. Rysunki? Pasują, ale nic poza tym. Ocena: 4.5/10; soundtrack: Superjoint Ritual - The Destruction of a Person.
MrG:
Loeb w formie! Jest aż przeciętne! Samson zaczynający nie wiadomo po co walkę z Red Guardianem - bullshit. Ale pomysł z Rickiem Jonesem miodny. I fajnie prowadzony Ross. Rysunki - odnoszę wrażenie silnych *khef* inspiracji Bagleyem i Immonenem.

Nova vol. 4 #10
Gil: Nie zwróciłem większej uwagi na zapowiedź i spodziewałem się spotkania z Technarch już teraz, więc Vore był dla mnie pewnym zaskoczeniem. Zdecydowanie pozytywnym zaskoczeniem, bo widoku Richiego i Gamory w objęciach już na pierwszej stronie nigdy bym się nie spodziewał. To, co następuje później, jest idealnym połączeniem akcji i dramatu, w którym jest miejsce na rozmowę, emocje, uczucia oraz napięcie, rozwałkę, walkę z czasem itp. Czyta się świetnie, niespodzianek nie brakuje, a końcówka znowu zostawia nas z uczuciem niepewności. Sam pomysł na Vore'a (Wora?) też niezły. A do tego jest kilka świetnych ujęć zaplecza Gamory, które zwiększają ilość przyjemnych doznań. Ocena: 8/10
Jaro: Świetnie wyszło to spotkanie Richarda i Gamory, praktycznie nie można się do niczego przyczepić. Motyw ekskochanków zmuszonych do współpracy w obliczu wspólnego zagrożenia wprawdzie pojawiał sie tu i ówdzie, ale tu został podany tak dobrze, że nie ma mowy o zarzutach o jakąkolwiek wtórność. Co poza tym? Nova oddaje coraz więcej pola wirusowi i dalej może być tylko ciekawiej. I jeszcze napraaawdę świetne rysunki Alvesa.
Ocena: 8,5/10; soundtrack: Paradise Lost - Divided.


avalonpulse0026g.jpg Mighty Avengers #7
Gil: Nie wiem, czy sprawiło to logo Secret Invasion na okładce, czy jakaś ogólna atmosfera, ale ten numer wydaje mi się o niebo lepszy od poprzednich. Rozmowy są rzeczowe, chmurki myślowe ograniczone i bardziej treściwe (zwłaszcza Ares i jego "I will have you, fair creature"). Motyw z nowymi kostiumami widziałem już w Pulsie, ale przynajmniej pozwala skierować wszystkie podejrzenia o skrullowatość na Wonder Mana. I jest jeszcze Lindy, która chce zdepałerować mężusia. I Black Widow, która zachowuje się dziwniej niż zwykle. Mam tylko problem z ułożeniem chronologii, bo ten numer wydaje się przedstawiać coś, co wydarzyło się nawet i rok wstecz w jednej serii, a miesiąc temu w innej. Nie będę łamał sobie nad tym głowy. Ważne, że Bendis się poprawił, a Bagley daje radę. Ocena: 7/10
Hotaru: Postanowiłem, że będę trzymał się chociaż jednego tytułu z Mścicielami, żeby Secret Invasion nie zaskoczyła mnie całkowicie. Ponieważ New nie jest kompatybilne z moim gustem, siłą rzeczy pozostał Mighty. Tym razem zmienił się rysownik - powolnego Cho zastąpił speedy Bagley. Razem z Bendisem tworzą podobno legendarny team znany z łamów Ultimate Spider-Mana. Cóż, nie czytałem, więc średnio mnie to obchodzi. Bo i sam numer jest średni. Pierwsza część - rozmowa Jessicki z Tonym - jest całkiem udana, niestety cała reszta... czy coś mnie ominęło i jakiś wcześniejszy złoczyńca cofnął Mścicieli do intelektualnego poziomu podstawówki? Rysunki Bagley'a też średnio mi się podobają - niby nie można im wiele zarzucić, ale czuć, że rysowane na chybcika. Na ostatniej stronicy czuć i widać. Końcowa ocena jest pozytywna, ale tylko ze względu na te pierwsze kilka stronic. Resztę wyrzucam z pamięci.
Jaro: Całkiem niezły numer, oparty głównie na raczej udanej próbie pokazania relacji pomiędzy starkowymi Avengers. Możemy się też już zacząć domyślać, kto jest Skrullem: LMD nie prosiłby Starka o upupienie męża => Lindy nie jest LMD => Lindy jest Skrullem. Co oprócz tego? Numer tradycyjnie skradł Ares i jego dymki, który w wykonaniu Bagleya jeszcze bardziej przypomina Tony'ego Sopr... tfu, Jamesa Gandolfiniego. I, nawiasem mówiąc, innego aktora w roli Aresa w tej chwili nie mogę sobie wyobrazić. Przy okazji rysunków Bagleya - te jakoś mnie nie drażniły, a jakością nie odbiegały bardzo-bardzo od tych autorstwa Cho, czyli dla uniknięcia dalszych opóźnień warto było zmienić rysownika. I jeśli chodzi o opóźnienia, przeterminowanie tego numeru psuje częściowo jego odbiór, podobnie jak było z poprzednim. Ocena: 6/10; soundtrack: Guano Apes - Ain't Got Time.
Foxdie: W dalszym ciągu MA to ciężkie czytadło, bo nie wiadomo, jak do niego podejść. Momentami jest komicznie wręcz tragicznie, ale kwestie poruszane w tym komiksie mają duże znaczenie dla całego uniwersum. Nie da się ukryć, że dopisek "secret invasion" w tytule już daje się we znaki i Bendis zaczyna bawić się z czytelnikiem w typowanie, kto jest Skrullem. Oczywiście po tym numerze najpewniejsze typy to Ares i Lindy, plus ewentualnie Wonder Man. Nie zdziwię się jednak, jeśli okaże się całkiem odwrotnie, w końcu to Bendis. Niesmak wywołują też dwie strony numeru poświęcone na wybieranie nowego trykotu dla Wonder Mana, z komiksu superbohaterskiego przeszliśmy w rewię mody? Jest jeszcze kwestia rysunków, które tak bardzo kojarzą mi się z Ultimate Spider-Manem, że aż utrudniają odbiór całości, przynajmniej do momentu pojawienia się dzieciaka zaatakowanego przez symbiota. Ocena: 6/10.
sCaRy:
Nie przepadam za rysunkami Cho, ale chociaż generalnie nie przeszkadzał. Wprawdzie Bagley od początku mi zbytnio nie pasował do tej serii, jako że pokazał brak umiejętności w rysowaniu scen z wieloma bohaterami, ale nie sądziłem, że będzie aż tak tragicznie. Trudno powiedzieć, co Marek próbował osiągnąć, ale już lepiej wyglądają jego bardzo wczesne rysunki, niż te niewyraźne, niekształtne bohomazy. Ilustracje tak psują odbiór, że nieco odechciewa się czytać całkiem przecież zgrabną historię. Oczywiście Ares jest bezcenny, reszta dymków i także raje dadę, ale Bagley spieprzył dokumentnie cały numer.

Onslaught Reborn #5
Gil: Nie zamierzałem tego dotykać, ale się zaplątało, więc spojrzałem z ciekawości i się przeraziłem. Loeb z Liefeldem wykopali śmierdzącego trupa, żeby w niego rzucić wyciągniętym z kapelusza Wolverinem, a na końcu, kanalizacją przemycić to wszystko do regularnego uniwersum. Myślałem, że to nieszkodliwa bzdura, ale okazuje się, że smród może się roznieść i może się wdać gangrena jakaś. I jeszcze te rysunki... Niegdyś wielki i straszny Onslaught wygląda tutaj jak brzydszy bliźniak Morpha, w dodatku chory na anoreksję. Kpina. Ocena: 2/10

Punisher War Journal vol. 2 #15
Gil: Finałowa nawalanka między Franiem a Alioszą przeszła niestety z poziomu czystej farsy do poziomu farsy wzbogaconej przemyśleniami, a przez to nie było już tak śmiesznie. Ale momenty są nadal, a niewątpliwą ozdobą numeru jest gościnny występ Frogmana. Nie wiem, co będzie dalej, ale mam nadzieję na jeszcze trochę komedii, chociaż może z lepszym rysownikiem. Ocena: 6/10


The Twelve #1
Foxdie: Nigdy nie przepadałem za złotą erą (czy tak to nazywali tylko w DC?) komiksów, w której herosi byli śmiesznie poubierani i głupio nazwani. Przyszedł jednak ktoś, kto przedstawił dwunastu przedwojennych bohaterów w całkiem nowym świetle. Za takie historie jak ta kochamy JMS-a. Zapomnijcie o OMD zmodyfikowanym przez Quesadę. Prawdziwy Straczynski i jego pisarski geniusz jest tutaj, w tej historii. Połowa numeru to retrospekcja wydarzeń z końca II Wojny Światowej, która przy okazji opisuje całą tytułową dwunastkę. W drugiej części, akcja przenosi się do obecnych czasów, gdzie zostaje odnaleziony tuzin nieprzeciętnych jankesów zahibernowanych gdzieś w podziemiach Berlina. Największe wrażenie robi ostatnia strona, która jest wielkim *BOOM* kończącym numer, przed którym mamy wrażenie sytości, aby po chwili przekonać się, że głód powrócił i chcemy dalszego ciągu przygód Dwunastki. Rysunki natomiast są bardzo... komiksowe. Kreska typowo komiksowa, bez większych udziwnień, przerysowanych bądź niedorysowanych sylwetek, taki standard, który bardzo współgra z fabułą i pozwala wczuć się w klimat. Póki co jestem na TAK. Ocena: 8/10
Gil: Wydawałoby się, że z koncepcji Hibernatusa niewiele można w dzisiejszych czasach wyłuskać i... to właściwie prawda, bo w tej warstwie nic nowego nie ma. A jednak, stary pomysł podany jest na tyle fajnie, że przyjemnie się go czyta - zwłaszcza, kiedy Phantom Reporter odkrywa drobne szczególiki. Ciąg dalszy też jest logicznie poprawny - są nowi, nieskażeni ideologicznie bohaterowie, więc trzeba ich wykorzystać. A jednak, coś tam się dzieje! Jest zagadka, jest niepewność i to właśnie one sprawiają, że chcę więcej, choćby po to, by poznać odpowiedź. Ale to nie jedyny powód, bo mamy tu naprawdę ciekawą czeredę, która może przynieść nam dużo radochy z czytania. Rysunki też są plusem serii, bo pasują do koncepcji, a nawet przypominają mi nieco swojskiego Klossa. Ocena: 8/10

X-Factor vol. 3 #27
avalonpulse0026h.jpg
Foxdie: Holly s%$#!! Jeszcze zbieram szczękę z podłogi po najnowszej odsłonie MC! Wiemy, czemu Bishop tak bardzo chce zabić dzieciaka. Wiemy, że Cable z tego samego powodu chce go ocalić. Który ma rację? Wydaje mi się, że koniec końców dużą rolę odegra tutaj właśnie kwestia właściwego kontinuum. Jedyne, co nie trzyma się kupy odnośnie Bishopa i jego strachu przed fatalną przyszłością, to Onslaught. Wiemy przecież, że to on był głównym arcy badassem i kluczowym punktem na osi czasu, który miał stworzyć rzeczywistość Lucasa taką, jak pamięta. Czytając MC jestem jednak spokojny o tę "nieścisłość", która zapewne zostanie wyjaśniona wraz z finałem. Na zakończenie mamy jeszcze Sinistera, albo raczej jego zwłoki za sprawą Mystique. Jest szansa, że Wolverine zabił tę cycatą blondynę (Lady Mastermind?), czyli w końcu jakaś ofiara śmiertelna poza duplikatem Madroxa (śmierć Sinistera jeszcze nie jest pewna). Sam Jamie zyskał nowy "emblemat" na oko w postaci, już klasycznego, Bishopowego "M". W następnym numerze szykują się dwie konkretne bitwy: New X-Men vs. Predator X i X-Force (wspomagani przez Cable'a i Chucka) vs. mocno rozbudowany skład Marauders. Sweeeet. Ocena: 9/10
Gil: Trzeba przyznać, że akcji jest tu stosunkowo niewiele, a jednak jest to przełomowy numer crossa. Wreszcie ktoś powiedział "sprawdzam" i wyłożył część kart na stół. Sprawa Bishopa się rypła, a Cyke przejrzał na oczy, tylko szkoda, że nie bardzo może z tym coś zrobić. Cable i Chuck się dogadali, a Gambit i Mystique pokazali, w co grają. Teraz wszyscy pędzą na Muir Island, gdzie będzie wielki finał... ale wcześniej młodzi będą musieli poradzić sobie z Hieną X, więc jeszcze numer musimy poczekać. Mogłoby zastanawiać, jakim cudem Wolverine trafił Lady M, chociaż był pod wpływem iluzji, ale chyba można to wytłumaczyć tak, że na węch iluzje nie działają. No i przynajmniej dostajemy wreszcie więcej X-Factor w X-Factor, dzięki rolom Siryn, M i Guido. Nie jest to jeszcze X-Factor, które znamy i kochamy, ale dobry cross wszystko wynagradza. Tylko mam wrażenie, że Eaton skierował swój styl trochę w stronę Ramosa, co przy Bachalo równającym w górę może stworzyć trochę stylistycznej niespójności. Ale trejda i tak kupię. Ocena: 8/10
Hotaru: 11. rozdział Messiah CompleX, a my nadal wiemy niewiele więcej niż na początku. Skreśliłem już tego crossa z listy arcydzieł, a teraz walczy o utrzymanie się w kategorii pozytywów. Walczy, i idzie mu gorzej niż średnio. Eaton nie pracuje dobrze pod wpływem stresu i to widać - szczególnie im dalej w las, tym rysunki coraz bardziej niedokładne, wykoślawione i brzydkie. Musiał zdążyć na czas i zdążył - kosztem jakości pracy. Kolejny numer X-Factor, w którym tak mało tytułowych bohaterów. O ile jeszcze Madrox i Layla oraz Siryn mają jakiś page-time, o tyle wizerunkami Monet, Guida i Rachne można by wytapetować x-posiadłość, bo innej funkcji poza dekoracyjną nie pełnią. Można by też pomyśleć, że brak jego drużyny kompensuje Peterowi Davidowi zgoda na przedstawienie kilku zaskakujących momentów, lecz nie jestem pewien, czy to dobra wymiana. Lady Mastermind zapewne nie przeżyje tego dźgnięcia, chociaż Hellion przetrwał gorsze (3 a 5 pazurów). Ech, jakoś taki zniechęcony do tego wszystkiego jestem. Dawajcie następny numer X-Men.
Jaro: Przede wszystkim zrobiły na mnie wrażenie dwie sceny. Primo: cokolwiek mu się stało, widok Sinistera na podłodze sprowadził moją szczękę w to samo miejsce. I oby został w jakiś sposób uziemiony na dobre, bo taka ofiara jest najlepszą rzeczą, jaka może zdarzyć się w takim crossoverze. Secundo: Layla żegnająca się z Madroxem w przyszłości plus potem równie dobre pokazanie się szalejącego Jamiego w teraźniejszości i szybkie rozwiązanie problemu przez Emmę. Oby wyprawa po Laylę miała miejsce jak najszybciej, bo bez tej postaci świat mutantów wiele straci. Co jeszcze? Mystique i Gambit załatwiając Sinistera zaczęli odkrywać swoje karty, lecz stawiam na udział w ich planie jeszcze kogoś z zewnątrz. I jeszcze Cable i Xavier pracujący razem (i Ultimate X-Men się kłania przy okazji) oraz plany Nathana co do dzieciaka. I teraz najważniejsze pytanie brzmi - kto przejął dzieciaka w rzeczywistości, w której była Layla z Madroxem? Czuję, że ta odpowiedź padnie w ostatnim rozdziale historii i będziemy nią dość mocno zaskoczeni. Ocena: 9/10; soundtrack: Ulver - All the Love.



Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hity tygodnia:
avalonpulse0026a.jpgOnslaught Reborn #5 Bianchi variant

Autor: Simone Bianchi

Gil: Historia cienka jak sik pająka nie zasługuje na tak dobrą okładkę. Jest w niej wszystko to, co podoba się w stylu Simone Bianchi, czyli kolory prawie pastelowe i tekstura prawie kredkowa, a do tego wyróżniające się mocne kontury. Ponadto, wyróżnia się oryginalne, niestandardowe podejście do postaci Thinga, który jest jakby bardziej kamienny. Pozostałe postacie również prezentują się imponująco. Human Torch jest bardziej naturalny, a Thor nabiera majestatu. Świetnie to wszystko wygląda.


avalonpulse0026b.jpgAmazing Spider-Man #546 Hitch Variant

Autor:
Bryan Hitch

Foxdie: Okładka Hitcha po raz kolejny znajduje się w czołówce najlepszych. Tym razem cud rysownik zajął się Spiderem. Pamiętam jego Pająka z poprzednich kilku wariantów okładek, ale ten tutaj jest klasę ponad tamtymi arcami. Świetne odwzorowanie detali, dzięki któremu widać nawet odkształcające się na materiale palce u stóp. Oprócz pełnego szczegółów Spider-Mana dostajemy również przepiękne tło w postaci Times Square tętniącego nocnym życiem, prawie jak prawdziwe. Do dużej liczby detali dodajemy świetną grę świateł i mamy okładkę niemal idealną. Nacieszyliście już oczy? To teraz pozostaje nam czekać na kolejne dzieło spod ręki Hitcha.

avalonpulse0026c.jpgGhost Rider vol. 5 #19

Autor: Mike Deodato Jr.

Spence: W chwili, gdy piszę te słowa, właśnie ta okładka najbardziej do mnie przemawia [poza tym Fox już opisał Spidera]. Jest na niej wszystko to, czego potrzeba - ciekawa perspektywa, dobra kolorystyka (tak, na część łańcucha najbliżej nas przymykam oko), sporo detali. Dobra jest po prostu. Tylko ten klasyczny dla Deodato sposób umieszczania podpisu na kartkach - wziąłbyś to pan zmienił? Co?




Gniot tygodnia
avalonpulse0026i.jpg Hulk vol. 2 #1

Autor: Daniel Acuna

duczmen: Co jest najlepszym sposobem, aby załatwić serii jak najgorszy start ? Dać jej coś takiego na okładkę. Ja bałbym się sięgnąć. Na pierwszym planie jakiś wściekły czerwony sumo, który zamiast nóg ma jakieś 2 pale. Tło jakieś zmasakrowane coś, jakby zgliszcza, jakby ładne. Ładniejsze obrazki maluje moja 10-letnia siostra, zgłaszam ją do Marvela.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.01.09



Redaktor prowadzący: Lex
Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.