Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #428 (16.11.2015)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 16 listopada 2015Numer 34/2015 (428)


W tym tygodniu swoją premierę miał kolejny numer Secret Wars i powoli zbliżamy się do końca eventu. Tym, których znudziło już to wydarzenie, polecam zapoznać się z opiniami o nowych seriach, z pewnością znajdziecie wśród nich coś dla siebie.

11.11.2015


All-New All-Different Avengers #1
Krzycer:
Krytycznie spoglądający sokół! Nie jestem fanem tego konkretnego Kuberta, ale panel z Redwingiem piorunującym Starka wzrokiem wyszedł mu bezbłędnie. Patrząc szerzej, podoba mi się przede wszystkim to, czego brakowało mi w, bo ja wiem, czterech poprzednich odsłonach Avengers, czyli przypadku gromadzącego drużynę. Może to Bendis obrzydził mi planowanie pt "potrzebujemy Thora i Wolverine'a i ninję, gotta have a ninja", może to Hickmanowa "maszyna Avengers" mi nie leżała, ale jakoś tak lubię, kiedy kolejne inkarnacje tej grupy zbierają się, bo tak wyszło. Więc to mi się podoba. Niestety, nie podoba mi się prawie cała reszta. Zagrożenie niespecjalnie mnie interesuje - może ten tajemniczy biznesmen jeszcze jako tako, ale chitaurski watażka ni cholery, dylemat moralny pt "czy Falcap wręczy banknot czarnej czy białej harcerce" kompletnie do mnie nie trafił, a poza tym nie jestem przekonany co do tego, jak Waid pisze Ms Marvel. Więc... sprawdzę parę kolejnych numerów, ale coś mi mówi, że skończy się jak zawsze, kiedy próbuję czytać Waida, i niebawem sobie odpuszczę tę serię.
Darth: To co wyróżnia ten komiks, na tle innych tytułów z Avengers, jest fakt pokazania nam od samego początku, jak zebrała się drużyna. I to mi się podoba. Brakowało mi tego typu wprowadzeń, szczególnie że mamy tutaj klasyczne, przypadkowi herosi, łączą się aby stawić wspólnie czoła zagrożeniu. Szkoda tylko, że samo jej przedstawienie jest takie nieciekawe. Inaczej. Interesująco wypada ten biznesmen z mocami co przejął star Tower, ale główny przeciwnik wypada strasznie nijako i trudno brać mi go jako realne zagrożenie. Dylemat Sama z początku był... trochę dziwny, choć rozwiązanie nawet niezłe. Historyjka z Novą i Ms. Marvala miała niezłe założenia, ale tak jak w trakcie przestała mnie interesować. To chyba coś w przedstawieniu Ms. Marvel coś mi nie pasowało. No i Kubert, udało mu się z paroma scenami, a kilka było dość brzydkich, czyli dość typowo jak na niego. To dopiero początek, więc może się rozkręci.

All-New Hawkeye vol. 2 #1
Darth:
Działamy na dwóch płaszczyznach czasowych? Z czego jedna to chyba świat alternatywny, bo tam egzystuje obecnie martwy Mandarin, ale to nic czego nie można naprawić. Podróż w czasie zdaje się szykuje, bo w przeciwnym razie, jakoś nie widzę związku na takie rozłożenie fabularne. Miło wiedzieć ze sprawa dzieciaków, odcisnęła jednak swego rodzaju piętno, na relacjach dwóch Hawkeyów, choć wydaje mi się problemy Katie wynikają jeszcze z innych rzeczy. Na razie trzeba poczekać na dalszy rozwój wypadków i zobaczymy jak to klasyczne "rozdzielnie" się sprawi. Podobają mi się różne style graficzne, zastosowane dla rożnych okresów czasowych, choć Katie w przyszłości wygląda trochę za staro moim zdaniem. Ogółem dobry początek.

All-New Wolverine #1
Krzycer:
Nie boję się przyznać, że jestem przynajmniej w pewnym stopniu fanbojem Laury, i już to, że znowu ma swoją serię mnie cieszy. Na dodatek ten numer nie był do kitu, a to już sporo (...ostatnich parę lat znacząco obniżyło moje oczekiwania względem x-komiksów). Więcej, są tu rzeczy, które mi się podobają - Taylor chyba nieźle czuje Laurę (z ostateczną oceną wstrzymam się na kolejnych parę numerów), na pewno fajnie pisze jej interakcje z Angelem (przekonał mnie do siebie sceną po eksplozji), no i Davidowie Lopez i Navarro zgrabnie się spisują przy rysunkach. Wciąż nie jestem do końca przekonany do lopezowej mimiki i coś mi nie leży w stroju Laury (strój Warrena w ogóle jest koszmarny, ale to chyba wina Bagley'a - tak O?5? O4+Laura ma wyglądać w All-New X-Men vol 2), ale poza tym rysunki były niczego sobie. Fajnie przedstawiają akcję, podobają mi się tła. A, no i jeszcze maska zabójczyni była przekombinowana - miała o jeden czerwony element za dużo. Albo klepsydra, albo te potrójne usta, ale nie i jedno, i drugie. A, tak, zabójczyni. Pożyjemy - zobaczymy co z tego wyjdzie. Na razie jestem raczej na nie, bo to był chyba najdurniejszy element kreskówkowego "Wolverine and the X-Men". Inaczej - już raz mi się nie podobało, ale może tym razem się uda?
Darth: Lopeaz, twoja mimika twarzy momentami mnie odrzuca. Nie popisał się też przy paru kadrach. Laura ma kuloodporny strój, że nie było w nim żadnych śladów po strzałach? To skąd ta krew? O samej fabule niewiele mogę powiedzieć, ściągają jakiegoś zabójcę, którym okazuje się jej klon. Klasyczny motyw, który może się różnie skończyć. Była kilka zaskakująco przyjemnych momentów jak głaskanie Angela, no i Laura w wydaniu Taylora prezentuje się póki co nieźle. Jeszcze na to popatrzę.
 
Carnage vol. 2 #1
Darth:
Hmmm. To było lepsze niż myślałem. Nie zrozumcie mnie źle, to nie wychodzi poza co najwyżej średnie czytadło, ale i tak oczekiwałem ze będzie gorzej. Na pewno pomogło ograniczanie "głównego bohatera" do początku i końca numeru, czyli jego zejście na dalszy plan kosztem innych postaci. A raczej ogólnemu przedstawieniu sytuacji, jak to służby rządowe zastawiają pułapkę na czerwonego. Pewnie że można było przewidzieć, iż nic z pierwotnego planu nie wyjdzie oraz można pytać czemu nie postarano się o wsparcie jakiś herosów czy innego sprzęciora, ale to mi nawet nie przeszkadza. Pasowałoby, aby "szczęśliwie ocalała" dostała jakąś sensowniejszą osobowość, no i rysownik nie co bardziej się postarał. Ale ogólnie, o dziwo jeszcze nadal to czytam.
 
Illuminati #1
Krzycer:
Ciekawe rysunki. Nie do końca w moim stylu, ale... ciekawe. Zwłasza wykorzystanie onomatopei. Fabularnie - nie wiem, co o tym sądzić. Ten numer czytało się nieźle (choć timeline mi nie działa - Hood przygotował wszystko w dzień? I czemu właściwie tak mu na Tytanii zależy?), ale nie daje przesłanek, by zgadywać, co z tego wyjdzie dalej. Poczekamy.
Darth: Dwa najważniejsze moje problemy. Titania wydaje mi się pisana out-character, jako ta pozbawiona chęci manifestowania wszystkim swojej siły i obsesji na punkcie She-Hulk. Jakoś nie widzę jej chęci zmiany swego życia, jako rozwoju czy próby nowego spojrzenia, a jedynie to aby scenarzysta miał ułatwione zadanie przy używaniu schematów. Drugi: rysunki nie są w moim guście. Ponadto czekam na wyjaśnienia skąd Hood znowu ma moce i dlaczego akurat potrzebna mu była Titatnia, bo siłaczy w środowisku przestępczym nie brakuje. Nijako, trzeba czekać na więcej konkretów.

Infinity Gauntlet vol. 2 #5
Xavier83:
Death Stone - to jest to! Dziękuje pięknie za bardzo dobrą historię całościowo. 9,5/10.

Secret Wars vol. 2 #7 (Of 9)
Krzycer:
...co? Jak? Kiedy? I jeszcze: na co ja patrzę? Mam wrażenie, że z każdym kolejnym numerem Ribić wali coraz więcej byków. Ten pierwszy Maximus... aj waj.
Ale hej, rysunki Ribicia są najmniejszym problemem tego numeru. Właściwie to nie fair - rysunki Ribicia pomimo pewnych niedociągnięć pozostają zaletą tej serii. Ale fabuła... kurczę, nawet nie wiem, co o niej napisać - przede wszystkim mam wrażenie, że połowa fabuły rozegrała się poza kadrem. Hickman rozbijał się po Battleworldzie, pokazywał świat, Dooma, Molecule Mana, Valerię i cholera wie co jeszcze. A tymczasem - Prorok i jego armia! Captain Marvel zrekrutowała Sinistera! (jak? co? kiedy? I jeszcze raz, dla efektu - jak?)
Tytułem interludium, krytyka pod adresem redaktorów eventu - przepraszam bardzo, ale Maestro i Apocalypse nie bardzo mogą brać udział w tej bitwie. No, jeszcze mogę uznać, że to inny Maestro (w końcu armię ma z Grenlandii, a nie z Dystopii), choć pewnie to ma być ten sam Maestro, ale co jak co - baron Apocalypse po "SW:AoA" nie jest w formie, by występować w tym numerze.
Oczywiście, jak zawsze u Hickmana, są tu i dobre momenty. Jak zawsze od początku runu, Namor rządzi, a i Black Panther odgrywający Aragorna wypada znakomicie (aczkolwiek... Mur wstał i sobie poszedł. Więc to wybijanie dziury w Murze wydaje się niepotrzebne). Ale cała reszta zamieniła się w jakąś sieczkę. Nie mogę tego inaczej nazwać. Pięć numerów miniserii poświęconych na wycieczki krajoznawcze i Hickmanowych ulubieńców, a teraz nagle się okazuje, że nie było miejsca, by zaprezentować pełen ciąg przyczynowo-skutkowy? Słabo to wyszło. (Jeśli się mylę, jeśli Cap Marvel u Sinistera, Prorok i Maestro pakujący armię na helicarriera to wątki, które eksplorowano w tie-inach - niech mnie ktoś poprawi; btw madmaxowy helicarrier bardzo na propsie.)
Xavier83: Te skoki fabularne może faktycznie trochę wkurzają. Jakby brakowało jakiegoś numeru głównej mini-serii, bo w tie-inach nic z tego nie było. Rysunki trochę obniżyły poziom, ale nie przeszkadzają. Ta scena z armią Worldbreakers bardzo mi się podobała, liczę na więcej. Aha Siege Courageous...normalnie aż mi się łezka w oku zakręciła przywołując na myśl Uncanny X-Men vol.1 #251 i akcję z Siege Perilous. Ciekawe czy jak ta armia nieumarłych bohaterów/złoczyńców przejdzie to czy wrócą do życia ? Fajnie, że Hickman w pewnym sensie finalizuje rolę Black Panthera jako "King of the Dead". Jedyne wyjaśnienie tego wątku z Apocalypse to takie, że akcja z tego numeru rozgrywa się przed finałem AoA#5. Inaczej zawalili bardzo mocno edytorzy. Czekam na ostatnie dwie części ze sporymi nadziejami 7/10
Darth: Co? Gdzie? Jak? jestem znowu taki skołowany. Dużo się dzieje i pewnie bardziej bym się tym wszystkim pasjonował, gdybym był na bieżąco z innymi tytułami(chyba, czytałem głosy o sprzeczności z innymi wydarzeniami). Mamy regularną bitwę z siłami duma, "zdradę" Thor Corps, Black Panthera zostającego liderem zombie, Sinistra zmieniającego strony, przybycie Maestro, ale to wszystko nie wypada za dobrze bez znajomości kontekstu całej sprawy. Szkoda, bo to wszystko samo w sobie jest naprawdę niezłe. Ponadto rysunki Ribicia zawierają spadek jakościowy, co widać po niektórych kadrach.

The Ultimates vol. 4 #1
Krzycer:
Aj, co temu Ewingowi... trzecia seria, trzeci rysownik, który mi nie do końca leży. Nie jest tak źle jak w "New Avengers", ale... No nic.
Niestety, od strony scenariusza też nie wygląda to najlepiej. Mamy tu samo przedstawienie postaci i zespołu, i jasne, to standardowy numer pierwszy, ale rozbicie zespołu na podgrupy, z których tak naprawdę tylko jedna (CapMarvel i Blue Marvel) ma jasne zadanie nie bardzo pozwala zaprezentować bohaterów. Tym bardziej, że tak naprawdę... nic nie robią. Och, Carol, Monica i America coś tam biją, ale ponieważ kontekst jest właściwie żaden, to i znaczenia żadnego to nie niesie. Nie wiem, może po dwóch numerach "Contest of Champions" i "New Avengers" oraz jednym "Ultimates" jeszcze za wcześnie na takie wyroki, ale... mam wrażenie, że Ewing rozmienia się na drobne. A może po prostu każda z tych serii potrzebuje jeszcze paru numerów, by się rozkręcić.
Darth: Graficznie, dla mnie może być. Szkoda ze scenariuszowo to zbitek kolejnych przybitek. Ciekawiej robi się dopiero, gdy Carol i Adm stają przed Galactusem, ale rozwiązanie tego dopiero w następnym numerze. No dobra to przed czym stają Miss America i Monica wygląda dość interesująco, ale tylko tyle mogę o tym powiedzieć. Mało zachęcający pierwszy numer.

Thors #4
Xavier83:
Cóż można napisać ? fabuła całkiem całkiem. ilustracje solidnie wykonane. Czyli wiemy co jeszcze przetrwało koniec Secret Wars i gdzie wylądowało. Dobrze pamiętam, że na starym Asgardzie żyć powinny dwie postaci ? Odyn i jego brat Serpent? za ten zeszyt tylko, albo aż 6,5/10

Uncanny Avengers vol. 3 #2
Krzycer:
Ojej, dawno nie widziałem, żeby scenarzysta sobie tak dwoma zdaniami strzelił w stopę. "Czy prawdziwi Avengers mają przylecieć posprzątać?" "Nie, nie, poczekajmy, może moi frajerzy dadzą sobie radę".
Ojej. Strasznie wymuszona kwestia Rogue, zastanawiającej się, czy grupa jej nie olewa bo jest kobietą, wrzucona do komiksu tylko po to, by Duggan mógł napisać dowcip Deadpoolowi, też wypada strasznie. I jeszcze ekspozycja w środku walki, bo Rogue nie rozumie mocy Synapse. Znaczy, ja też ich nie rozumiem, bo przez dwa numery Duggan nie napisał sceny, która by je odpowiednio prezentowała, ale serio - dowódczyni zespołu nie zna mocy swojej podkomendnej? Ja pierniczę.
A potem jeszcze ta końcówka z Quicksilverem, który nagle rzuca teksty typu "moi przyjaciele mnie uratują". Ja pierniczę. Jaki Quicksilver mówi coś takiego?
I to wciąż nie koniec! Nie, potem mamy koszmarnie długi epilog w przyszłości. Który też nie ma sensu, bo przecież Cable jest podróżnikiem w czasie. Jakim cudem może nie wiedzieć, co doprowadziło do takiego stanu rzeczy? Dopiero co trafił do tej przyszłości, przed chwilą był w innej?
Ojej. Ojejej. W podcaście House to Astonish mocno się znęcali nad pierwszym numerem tego runu, i wtedy wydawało mi się, że się przypierniczają bez powodu. I teraz nie wiem, czy to ja byłem zaślepiony przy lekturze #1, czy też ten numer jest naprawdę zdecydowanie gorszy od poprzedniego?
Darth: Duggan coś nie potrafi się odnaleźć w tej serii, a to przecież dopiero drugi numer. Mam wrażenie, że stara się zachować balans miedzy komedią i powagą, ale coś mu nie wychodzi. Za bardzo sili się na dowcipy, co byłoby może jeszcze akceptowalne, gdyby nie wykazywał braku znajomości w zachowaniu niektórych postaci. Przykładowo końcówka z Quicksilverem i kwestia Rouge. No i na sam koniec wpada Cable... czy on ma teraz komputer w formie tatuażu przedstawiającego skąpo ubraną laskę? Czy to jest Cable znany wszystkim czy z jakiegoś innego świata. Nie pomagają też niechlujne rysunki i momentami dziwna anatomia postaci. Nie prezentuje się to zbyt dobrze, delikatnie mówiąc.

Web Warriors #1
Darth:
Nie jest za dobrze kiedy nawet postacie w serii, kwestionują sam koncept jej istnienia. W dodatku robią to dobrze, czy Spider UK naprawdę sądzi, że oni wszyscy nie mają własnych światów i żyć którymi trzeba się zająć i mogą tracić czas na "treningi" w trzecim już świecie kreskówki Spider-Mana z lat 60? Jak w ogóle wyobrażają sobie ochronę światów które straciły swego spider-Mana, będą wpadać do niego z butami, ilekroć grupka jego wrogów okradnie jakiś bank? A może w pierwszej kolejności zajmiecie się światem 31411? Wiecie tym, gdzie rozpoczął się proces przejęcia świata, a Spider który miał to powstrzymać zginął? Sama fabuła na razie nijaka, Electro z różnych rzeczywistości maja własna "sieć" tyle że elektryczną...... no tak i kradną srebro z różnych światów. Spider-Gwen i Spider-Girl przypadkiem ich nakrywają(w świecie który powinien być pod stałą obserwacją, z braku lokalnego Spidera, tak swoja drogą), ta pierwsza zostaje wzięta do niewoli(po co nie wiadomo) i na razie tyle. Nie za ciekawie.
 

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.11.11.

AgentsOfShieldBanner.jpg


Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x07 "Chaos Theory"

Utek: Kolejny epizod za nami, kolejny, który stał na bardzo wysokim poziomie. Największa twardzielka tego serialu w tym odcinku straciła tak wiele, że widzieliśmy łzy na jej twarzy. Problem Lasha na tą chwilę mamy można powiedzieć dosłownie i w przenośni zapauzowany, ci co widzieli już ten epizod wiedzą co mam dokładnie na myśli. W sumie w Chaos Theory dostaliśmy dwa wątki, które się nawzajem przeplatały ten związany z Andre oraz ten dotyczący Fitza i Simmons, który w końcu nabrał wiatru w żagle i jest zapowiedzią bardzo ciekawych wydarzeń na przyszłość. Fajnie, że moc Daisy się rozwija, do tego bardzo spontanicznie gdy wymagały tego okoliczności. W końcu pojawił się Joe, którego nie widzieliśmy od premiery tego sezonu. Jego występ choć krótki, zwiastuje, że może już niedługo wspomóc Daisy i Lincolna, który jednak przyjął ofertę Coulsona i wstąpił do S.H.I.E.L.D jako kolejny Inumans. Emocje tych odczuliśmy dużo i rożnego rodzaju w ciągu tych ponad 40 minut. No i na koniec dostaliśmy rewelację za rewelacją a pewna przyjaźń przerodziła się w coś więcej. Nadal podtrzymuje tezę, że jest to jeden z najlepszych seriali superhero, jakie oferuje na obecnie telewizja.
kuba g: Następny przeciętniak z jedną bardzo fajną rzeczą... to, że pokazano, że moce Quake nie muszą mieć tylko funkcji ofensywnej. Jedna mała rzecz, której temu serialowi brakowało (mniejsza o to, że w efekcie The Flash i AoS miały w tym tygodniu identyczną scenę, heh). Dla mnie plus.
Krzycer: Co do odcinka, to oglądałem go na 25% zaangażowania, jednym okiem, ale wydawał się w porządku. Tak mniej więcej do stingera po napisach. "Ta kobieta co wydaje się zła - niespodzianka, wcale nie jest zła. Ale jak już Coulson się z nią prześpi - niespodzianka, jednak jest zła! Ale pięć odcinków później, jak znowu Coulson będzie ją podejrzewał i nękał i zaczną się nienawidzić - niespodzianka, jednak jest dobra, po prostu nie wiedziała, że ten z Hydry jest z Hydry. Ale cztery odcinki później, jak znowu Coulson się z nią prześpi - niespodzianka! Okaże się, że ona wcale nie istnieje, a on nigdy nie opuścić programu Tahiti. Ale dwa odcinki później..." Um. Lekko gorączkuję, parodia wyrwała mi się spod kontroli. W każdym razie znowu nie podoba mi się to, jak twórcy prowadzą Constance Zimmer. Co do Skye/Daisy/Quake (...Skaike? Squake?) - jakim prawem jej moce działają tak, jak zadziałały w tym odcinku? Wydaje mi się, że w poprzednim sezonie wyjaśniali je tak, jak w komiksach, i to co teraz zrobiła kompletnie nie ma sensu.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Agents of S.H.I.E.L.D. » Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x07 "Chaos Theory".
Redaktor prowadzący: Rodzyn
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.