Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #426-427 (09.11.2015)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 09 listopada 2015Numer 32-33/2015 (426-427)


Ubiegłe dwa tygodnie przyniosły premiery kolejnych serii, z których największą uwagę warto poświęcić nowym przygodom Herculesa i pierwszej solowej serii z udziałem Visiona. W tym numerze przeczytać można również opinie o dwóch ostatnich odcinakach "Agentów T.A.R.C.Z.Y.", z których jeden zebrał zaskakująco dobre recenzje.   

28.10.2015

Angela: Queen Of Hel #1
Krzycer:
...szczerze mówiąc trochę się w tym wszystkim pogubiłem. Ile różnych okresów czasowych tu mamy, cztery? Przyszłość, teraźniejszość, przeszłość i jeszcze dawniejsza przeszłość? Czy coś koło tego? Poza tym to wciąż ta sama seria, co przed Secret Wars. Z tą może różnicą, że związek Sery i Angeli jest po raz pierwszy pokazany tak, że żadnych wątpliwości być nie może. Komu się wtedy podobało, będzie się podobać nadal.

Captain America: Sam Wilson #2
Krzycer:
Wciąż dobrze, choć mam wrażenie, że ten numer nie był już tak upchnięty dobrociami, jak poprzedni. No i Rogers w wydaniu Spencera nie jest do końca wiarygodny w swoim sprzeciwie wobec działań Sama. Choć w sumie na końcu tego starcia z Serpentami chyba się uśmiecha, więc może wcześniej Steve grał pod publiczkę?
Darth: Nadal lepiej niż w poprzedniej serii, choć mam z tym komiksem trochę problemów. Przede wszystkim sam konflikt Falcona-Capa, jest trochę wyciągnięty z czapy i nie przekonuje mnie do wciskanie Misty Knight do serii tylko dlatego że też ma czarny odcień skóry... no co, jakby był jakiś inny powód. A, no i przydałoby się aby autor pamiętał która postać była ostatnio martwa i darował sobie powroty za grobu. Z samej fabuły na razie średnio, Armadalio wydaję się dodany na silę w tym momencie dla akcji, a zbytnie ufanie swemu "informatorowi" może odbić się dla Sama czkawką. No ale graficznie jest bardzo dobrze(nawet jeśli to nie mój gust) i fabuła może jeszcze się rozkręcić. Czytam dalej.
 
Chewbacca #2 (Of 5)
Krzycer:
Wciąż sympatyczne, wciąż nie ma tu nic ponad "Chewbacca wreszcie spotyka kogoś, kto go nie rozumie".

House Of M vol. 2 #4
Krzycer:
#niemójMagneto Widziałem gdzieś pozytywne opinie o tej mini, wychodzące z założenia, że gdyby Siler Age'owy Magneto kiedykolwiek wygrał, byłby właśnie takie jak tutaj, ale... Jakoś mnie to nie przekonuje. Zwłaszcza to finałowe "dobrze jest być królem". Ale brak pełnego happy endu i zrównania ludzi i mutantów wypada pozytywnie.

Howling Commandos Of S.H.I.E.L.D. #1
Krzycer:
Szmelc. W założeniu, zgaduję, miał być śmieszny, w rezultacie nie jest ani trochę. Pierwsza seria po SW, którą zdecydowanie skreślam (z tych, którym dałem szansę, bo to, że Squirrel Girl jest nie dla mnie to już wiedziałem).
Darth: Niepotrzebne. Tak w najlepszym razie, mógłbym opisać to co widziałem. Jest tutaj masa rzeczy które mi się nie podobają i nie są dla mnie zbyt przemyślanie. Po co nam nowy Warwolf, skoro poprzedni nie miał praktycznie żadnej historii i można go było użyć zamiast niego? Na jaka cholerę wcisnęli, kompletnie bezużytecznego zombie-Stillwella do teamu? Ma służyć jako słaby przerywnik komediowy? Fakt że Dugan pozwala na coś takiego, czyni z niego hipokrytę, który nadal ma pretensję do Fury'ego, iż nie pozwolił mu umrzeć. Przy okazji, Warwolf nie trzymany w klatce też tym pachnie, w sytuacji gdy Vampira the Night, jest w zamknięciu choć była ochotnikiem(po nieudanym aresztowaniu ale zawsze), w poprzedniej odsłonie teamu. Man-Thing oczywiście nie gada, bo co utrzymać jakikolwiek rozwój postaci. W samym komiksie nie dzieje się za dużo. Są jakieś zombie, oni ich rozwalają, dowództwo ma wątły ze zniszczyli artefaktu(jakby to była ich wina że tak się stało, może gdyby oni zadbali o jakiegoś okultystę w teamie) i koniec pieśni. Naprawdę mało zachęcający pierwszy numer.

New Avengers vol. 4 #2
Krzycer:
Łatwo poszło. Poza tym mam wrażenie, że Ewing mocno inaczej interpretuje moce Songbird, niż to drzewiej bywało. Poza tym rysunki wciąż tak bardzo nie z mojej bajki. Ale hej, banter Ewinga zawsze mnie bawi, więc na razie czytam dalej i czekam, aż coś konkretniejszego zacznie się dziać.
Darth: Pierwsza historia wypadła w porządku, choć oczekiwałem trochę więcej. Główne postacie nie miały zbyt wiele do pokazania i niektórzy z nich dostali więcej czasu antenowego od innych, stąd poczekam jeszcze by się przekonać, jak Ewing "czuje" postaci. Sunspont dowodzący AIM i grupa z daleka, przy jednoczesnej kontroli ze strony SHIELD, wypadł nawet przyjemnie, była kilka udanych dowcipów, a o samej historii trudno powiedzieć cokolwiek, albowiem żadnej skomplikowanej intrygi nie było. Na razie najlepiej wypadli dla mnie złoczyńcy, głównie za sprawą Makera, ściągającego istoty z zakątka jakiegoś wymiaru by się przekonać czy potrafi oraz modyfikującego agenta, przy aplauzie widowni. Także sam koncept Life-Minus, choć wypada teoretycznie absurdalnie, ma coś urokliwego i typowego dla klasycznych komiksów, które nie pozwala mi tego nie lubić. Nie mam póki co większych uwag co do warstwy graficznej, momentami jest dziwnie ale ta kreska mi nie przeszkadza.

Spider-Man 2099 vol. 3 #2
Krzycer:
Huh. PAD naprawdę motywuje swojego bohatera, zabijając mu ukochaną? Serio? Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Poza tym nie widzieliśmy ciała, a pani matka jakaś podejrzana mi się wydaje. Z innych wątków - intryguje mnie obecność Roberty i podoba mi się pomysł, by Scorpion - pozostając bad guy'em - był zreformowanym legalnie zatrudnionym pracownikiem Alchemaksu.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.10.28

04.11.2015


Amazing Spider-Man vol. 4 #3
Krzycer:
I znowu numer wypełniony informacjami o tym, co się zmieniło, przeplatanymi wstawkami z Zodiakiem. Problem: Zodiak nie interesuje mnie ani trochę. Chciałbym przeczytać historię o tym, jak Parker przekuł bankrutujące PI w globalną markę. Nie dostanę jej - to już się wydarzyło - a to, czym Slott będzie wypełniał kolejne numery zapowiada się dużo nudniej. Także ten. A, great success - Parker Slotta jest teraz jakby nieco bardziej znośny? Za to Human Torch w jego wykonaniu to debil. Coś za coś... I już kompletnie na marginesie, nie podoba mi się nowy kostium Mockingbird.
Darth: Komiks który miał w teorii pokazać nam, iż całe to Zodiac jest groźne, poprzez stłuczenie masy no-nameów z SHIELD(+ Mockingbird i Nicka Juniora). Czy kogokolwiek to rusza? Właśnie. Ponadto, zamiast wybić ich wszystkich(w tym dwóch czołowych agentów), gdy mieli sytuację pod kontrolą, postanawiają odejść bo już im pokazali czy coś tam. Jesli to miało zrobić na mnie wrażenie, to osiągnięto skutek odwrotny. A tymczasem mega-irytujący Human Torch strzela focha o kupno Baxter Bulding i zbudowanie nowego Spider-Mobile bez niego(chciałbym powiedzieć że to żart), godzą się Harry Osborn się pojawia.... jeśli chciał się odróżniać od ojca, to mógł chociaż zmienić swój wygląd), jeden z podwładnych może w przyszłosci okazać się kłopotliwy i powraca Norman Osborn.... w cosplayu Husha.... czemu nadal zakrywasz twarz... tylko nie mówcie że nie tylko imidż od niego pożyczyłeś.

Contest Of Champions vol. 2 #2
Krzycer:
Ares wrócił, a technologia, którą dysponuje Collector jest już kompletnie nie do ogarnięcia. Włam do zaświatów? Jasne, czemu nie. Ewingowi udaje się wstrzyknąć w bohaterów nieco charakteru, więc czyta się to nieźle, ale fabuła jest raczej miałka.
Darth: Nadal mało ciekawe. Bohaterowie prezentują w większości trochę więcej charakteru, ale nic ciekawego się nie dzieje, poza tym iż oczywiście Maestro coś kombinuje, poznajemy "czempiona" Grandmastera, a technologia Collectora pozwala mu wchodzić do zaświatów.... skoro już poruszyliśmy ten absurd, to nie można było całą obsadę uczynić zmarłymi x lat temu, którzy za obietnicę powrotu będą się w to bawić. Przynajmniej byłaby jakaś niepewność, co do tego czy jednak się zbuntują, a tak już teraz to robią.

Deadpool vol. 4 #1
Krzycer:
...nie mam nic do powiedzenia. Duggan pisze jak pisał, koncept jest jednocześnie dziwny - i wtórny, kiedyś już widzieliśmy Wade'a na czele agencji najemników. Choć nie odniósł wtedy sukcesu. Tyle tylko że chwila, moment. Wade jest Avengerem i finansuje Avengers i na misjach dla Rogersa nikogo nie zabija - ale stary Cap nie ma problemów z tym, że najemnicy Deadpoola mordują ludzi? Czy ja źle przeczytałem ten komiks?
Darth: Deadpool naprawdę jest taki popularny w MU? No skoro ludziska zaakceptowali Spider-mana jako twarz firmy międzynarodowej to czemu nie? Akurat koncept oddziału Deadpoolów jest dziwny, choć nie mam.... Stingray co ty do cholery robisz razem z nimi? W każdym razie, niespecjalnie mnie to wszystko przekonuje póki co. Ale akurat rozmowa Cage'a i Murdocka była fajna, tyle przyznam.

Doctor Strange vol. 4 #2
Krzycer:
To jest to samo kiczowate szaleństwo, którym Aaron wypełniał "Wolverine and the X-Men", ale jakoś do Strange'a zdecydowanie bardziej mi ono pasuje. Może to kwestia mojej ignorancji w sprawie Strange'a. Tak czy inaczej - podoba mi się.
No i to dalej jest najlepiej obsadzony Bachalo od lat.
Darth: Jest dobrze. wszystko co byłoby niesłychanie kiczowate i ciężkostrawne w innych seriach, tutaj jest w pełni tolerowane. Strange nadal robi dobre wrażenie, nowy love interesy już się powoli zakotwiczył na dobre w serii, jest kilka całkiem niezłych scen i dialogów. Znowu ten biedny magik z innego wymiaru został skrzywdzony pod koniec numeru, ma pecha biedak. Ogólnie, nie mam się nawet do czego przyczepić, nawet Balcho.

Drax #1
Krzycer:
W miarę śmieszne, ale nie wiem, czy "w miarę śmieszne" to wystarczająco mocny powód, by pozostać przy tytule. Raczej nie.

Extraordinary X-men #1
Gamer2002:
X-men zmagają się z wyniszczającą mutantów zarazą! I muszą się zmagać z tym, że nie będzie więcej mutantów! Ależ to ekstraordynaryjne! Poza tym, Cyclops zrobił off panel coś co sprawiło, że można ciepłym moczem olać zakończenie poprzedniego runu. Magik zdołała jeszcze bardziej odejść od charakteryzacji jaką miała u Gillena. Tęsknie za Bendisem.
Krzycer: Getting the team back together wypada trochę dziwnie, gdy ten komiks ukazuje się tego samego dnia, co UXM#600 w którym the team liczy sobie, jak zwykle, 75+ postaci. Wiem, wiem, Secret Wars, 8 tajemniczych miesięcy... Mimo wszystko - dziwnie się to czyta.
Dziwnie nie znaczy jednak "źle". Na pewno Lemire'owi udało się mnie zainteresować. Poza tym myślę, że będę w stanie polubić jego wersje bohaterów, choć tutaj niczego nie będę pewny, dopóki nie poczytam jeszcze paru numerów.
Z drobiazgów - w pierwszej chwili myślałem, że Instytut wyteleportowało gdzieś w Himalaje, może tam, gdzie kiedyś stał Attilan, ale jeśli ten bojaźliwy Seninel z końcówki to jakiś strażnik X-Haven, to moze wiąże się to jakoś z tym całym X-Nation Cyclopsa sprzed Secret Wars. Wiecie - tym, o którym nic nie wiemy, bo Bendisowi nie chciało się o nim pisać... W każdym razie u Hickmana widzieliśmy, że były tam stojące na straży mutantów Sentinele. To by się przynajmniej zgadzało.
Darth: OK mój problem to będzie z pewnością Ramos, mam cholerne trudności z przekonaniem się do jego stylu graficznego. Poza tym, niestety odgrzewany kotlet, dotyczący całej tej afery jak to mutanci wymierają, wszyscy ich nienawidzą, a oni sami poszukują azylu. Nie mówię ze to jest złe pisane, ale wtórność sytuacji nie pozwala mi się cieszyć tym wszystkim. No ale jeszcze się nie poddawajmy, może zaskoczy.

Hercules vol. 4 #1
Krzycer:
Świetny początek. Podoba mi się taka wersja Herculesa, podoba mi się Gilgamesh jako życiowy rozbitek któremu Herc próbuje pomóc, podobają mi się rysunki. Liczę, że większa fabuła - tutaj ledwo zasugerowana - będzie równie dobra. Jeśli jeszcze pojawią się nawiązania do Herca Paka i Van Lente będę bardzo zadowolony.
Darth: Dobre. To chyba najlepszy pierwszy numer jaki widziałem do tej pory. Zamknięta w jednym numerze historyjka, która odpowiednio wprowadza czytelnika w realia świata i przekazuje jego najważniejsze cechy. Przydałoby się więcej takich komiksów. Herc jako specjalista od istot nadnaturalnych pasuje idealnie i pomimo drobnych zmian, z charakteru nadal jest taki jakim go zapamiętałem. Gilgamesh jako swego rodzaju "pasożyt" też wypada interesująco, no i naprawdę dobra oprawa graficzna. Oby tak dalej.

Howard The Duck vol. 5 #1
Darth:
Trzeba było usunąć May Parker z tytułu ze Spider-Manem, aby znaleźć jej coś do roboty. Ponadto Howard chciałby wrócić do domu.... ciekawe czy doświadczenia z ostatniego numeru SHIELD z jego udziałem, miały z tym coś wspólnego. Ogólnie komiks stara się być zabawny i nawet mu to wychodzi, relację kaczora z Tarą i ogólnie z resztą są nadal dobrze prowadzone, jest trochę nawet rozsądnie prowadzonej akcji i na sam koniec... OK, zobaczymy co z tego wyjdzie. Ciekawe czy fakt iż nexus nie zadziałał na Howarda, to jakiś hint na przyszłość.

Invincible Iron Man vol. 2 #3
Krzycer
: Ależ ten komiks wyparowuje z pamięci. Rysunki są ładne. Jeśli o scenariusz chodzi, kompletnie nie rozumiem, czemu wg Bendisa pani naukowiec ma być wielką miłością Starka dla której postanawia się zmienić. Poza tym... co tu właściwie się działo?
Darth: Madame Masque jest teraz magiem... chyba nie jestem pewien co się zdarzyło i nie bardzo pamiętam. Tja mało konkretów w tym komiksie faktycznie, a jak do czegoś dochodzi to.... szybko poszło z nową dziewczyną, aż nazbyt jeśli miałbym być szczery. Piątka że Strangem była fajna, rysunki na bardzo dobrym poziomie i w zasadzie tyle. Nie jest żle, ale scenariuszowo to wszystko wypada strasznie mało konkretnie.

Uncanny X-men #600
Gamer2002:
Looknąłem na ostatni numer Bendis-men i nawet mi się spodobało. Zwłaszcza zakończenie i to co zrobił Cyclops. Bendis sam nie wiedział czego chciał z tą rewolucją, ale gdy w końcu do niej się zabrał, potrafił dostarczyć coś satysfakcjonującego. Rozwiązanie wątku Colossusa i Magik było mniej satysfakcjonujące. Bendis od początku olewał charakteryzację Magik u Gillena. W efekcie niesztampowy konflikt załatwił w sztampowy sposób, i nie sądzę by był nawet jakiś porządny build up w numerach których nie czytałem. No ale zakończenie wątku Cyclopsa było dobre, to Bendisowi przyznam.
Krzycer: Blah. Jam issue. Przeżyłbym, gdyby różni rysownicy wpadali tylko na przebitki sprzed __ minut, ale rozdzielenie głównej, rozgrywającej się w teraźniejszości sekwencji na trzech rysowników wypada bardzo tak sobie. Zwłaszcza, że owocuje to takimi różnymi Beastami.
Tyle rysunki. Od strony scenariusza... Może jest to strasznie po łebkach i za późno, może sprawia wrażenie, że obserwujemy epilogi historii, których nie było nam dane zobaczyć (bo Bendis był zajęty... czymś... na pewno było coś ważniejszego, prawda?*), ale mimo wszystko i rozmowa Kitty, Petera i Illyany wypada pozytywnie**, i rozterki All-New X-Men są niezłe, i, tak, nawet rozmowa Icemanów wypada dobrze. Wypadłaby lepiej gdyby to nie był, no wiecie, retcon, a przynajmniej gdyby nie był to retcon aż do tego stopnia, gdyby redaktorzy wymyślili to parę lat temu i tu i ówdzie znajdowały się jakieś sugestie na temat... Ale i tak, wypada to dobrze. Na pewno lepiej, niż Jean Grey wyciągająca mini-Icemana z szafy.
A, właśnie, byłoby jeszcze lepiej, gdyby Jean Grey nie została dosztukowana do tej sceny. I gdyby mini-Iceman był pierwszym nieheteronormatywnym X-Manem znanym Icemanowi, a nie, bo ja wiem, siódmym? Dwudziestym siódmym licząc queerowe podteksty Claremonta.
Tyle interludia. Interwencja dla Beasta... do niczego nie prowadzi.*** Natomiast konferencja Cyclopsa jest bardzo fajnym akcentem, nawet jeśli kwestia "oto jesteście - wy wszyscy mutanci planety" jest absurdalna, biorąc pod uwagę, że po AvX mutantów znowu miały być miliony...
A gdyby ktoś miał wątpliwości, to nie żartowałem w temacie o nowościach - Bachalo wrzucił żywego i zdrowego Maggota w jeden ze swoich paneli. Umarł Maggot, niech żyje Maggot!
* Serio. Co właściwie wydarzyło się w runach Bendisa? Co on osiągnął? Sprowadził ANXM (sam początek runu), stworzył grupę uczniów Cyke'a (sam początek runu), trochę rozwinął charaktery jednych i drugich (absolutne minimum jak dla tak długiego runu), ale poza tym? Czytałem to cały czas z nadzieją, że to do czegoś doprowadzi, ale ostatecznie... Co właściwie Bendis zrobił? To przez cały czas była co najmniej średnia lektura, w najlepszych momentach - bardzo dobre, ale ponad trzyletni run w dwóch tytułach można podsumować zdaniem "wprowadził do x-linii kilkanaście postaci, z którymi ledwo co zrobił".
** Tak, po Gillenie to nie powinno tak wyglądać... Ale od Gillena minęły trzy lata. Ja tam jestem w stanie przyjąć, że Colossus ochłonął przez ten czas, bujając się z Cable'em i Domino.
*** wot, Bendis.
Darth: To tyle? Beast staje przed "sądem kapturowym" co prowadzi... no w zasadzie to donikąd. Colossus i Magik się godzą... dobra to było nawet niezłe, jeśli pominąć kwestię od Gillena. Scenki z All-New X-Men mogą być, ale zbytnio mnie oni nie obchodzą. Iceman jest gejem od dawna bo tak(lepiej niż z ujawnieniem oryginału, ale to żadne osiągniecie). Cyclops zwołuje konferencje i w sumie tyle. Jakoś nie bardzo czuć, ze to epilog do czegoś wielkiego. Może byłoby to lepsze, gdyby nie kilku różnych rysowników, co oznacza rożnych Beastów, różne stroje i zdaje się Dazzler raz była brunetką, apotem wróciła do naturalnego koloru.

Vision #1
Krzycer:
Mocny kandydat do najdziwniejszego komiksu wydawanego obecnie przez Marvela. Nie jestem pewien, co autor miał na myśli - czy to jest studium rozpadu rodziny z przedmieść przemieszane z eksploracją człowieczeństwa, dramat rodzinny czy horror - ale po pierwszym numerze bardzo chcę się przekonać, co będzie dalej.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.11.04

AgentsOfShieldBanner.jpg


Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x05 "4722 Hours"

Utek: Agenci Tarczy w tym sezonie udowodniają ciągle, że są serialem na bardzo wysokim poziomie. Dostaliśmy właśnie kolejny epizod, który to potwierdził. Tak w ogóle, to był jeden z najlepszych odcinków serialu, choć akcja skupiała się głównie na Jemmie oraz Willu. No cóż Fitz ma rywala, który skradł serce Simmons, ale trudno się dziwić skoro pan astronauta z NASA, pomógł jej przetrwać tyle czasu na obcej planecie. Niby działo się mało, ale nie było nudno, dostaliśmy kilka odpowiedzi. W pierwszej chwili gdy zobaczyłem Danielsa, to pomyślałem, że w tą postać wciela się, ten sam aktor co w premierowym odcinku obecnego sezonu, ale nie, choć są do siebie podobni. Był to też odcinek, który był inny od wszystkich pozostałych nie tylko dlatego, że przez większość czasu dział się na innej planecie ale początek i jego koniec były inne od standardowych epizodów (zaczął się i skończył inaczej niż reszta) inaczej niż te do, których jesteśmy przyzwyczajeni. Oglądając go często czułem osamotnienie, beznadziejność sytuacji w której znaleźli się bohaterowie, oraz pogodzenie się z losem. Agents of Shield, to jeden z najlepszych seriali jakie widziałem i mam nadzieję, że moja przygoda z nim będzie trwała jeszcze przynajmniej z kilka sezonów.
Krzycer: O kurczę, Agentom zdarzył się dobry odcinek. Święto jakieś, czy co? Co powiedziawszy, cała moja dobra wola względem tego odcinka bierze się z drugiej połowy, bo pierwszą ciężko mi się oglądało. Simmons niby głodowała i prawie dogorywała z braku wody, ale ni ciut ciut nie było tego widać (nie mówiąc już o świetnym makijażu po tygodniach na pustyni). A potem dostaliśmy tajemniczego prześladowcę, i okazało się, że - na obcej planecie, w obcym systemie słonecznym - jest to inny mówiący po angielsku człowiek. Absolutnie najnudniejsza możliwość ze wszystkich - czyli dokładnie to, czego zazwyczaj spodziewam się po Agentach.
Pozytywy zaczęły się, gdy Simmons zaczęła nawiązywać relację z Willem (a, jeszcze te durne tygodnie spędzone w klatce były po drodze, i magiczny smartphone, którego bateria trzyma miesiącami a potem jeszcze napędza komputer ileś dni/tygodni, ale dość już o negatywach), tym bardziej, że dostali jedne z lepszych dialogów, jakie kojarzę w tym serialu. Do tego pewna niepewność, czy przypadkiem Will nie pozabijał wszystkich swoich kumpli. A potem prawdziwy prześladowca - to wszystko, wraz z tym, że na razie tajemnica została zachowana, było calkiem fajne. Więcej takich odcinków proszę.
Misiael: Odcinek słaby, a szkoda, bo uwielbiam bottle episodes - najczęściej są one fabularnie lepsze i ciekawsze, niż standardowe epizody. W ogóle to bardzo fajne zjawisko, że odcinki robione po to, by zaoszczędzić budżet są najczęściej takie fajne. Minimalna obsada i ograniczenie do jednej-dwóch lokacji to rzeczy, które nieźle stymulują kreatywność scenarzystów, każąc im szukać nowych, rzadziej wykorzystywanych sposobów na utrzymanie zainteresowania widza. Jak orwellowski odcinek w Babylon 5, epizod z turniejem bokserskim w BSG albo słynny Midnight z czwartego sezonu Doctora Who.
Ale wróćmy do samego odcinka. Dla mnie jest on słaby, ponieważ akcja prowadzona jest zbyt pospiesznie - trudno uwierzyć w desperację Simmons, ponieważ fabuła pędzi na złamanie karku - a w tego typu opowieściach pośpiech właściwie zabija całą dramaturgię, bo widz nie ma czasu by przypatrzeć się desperacji i osamotnieniu bohaterki. Wygląda to tak, jakby Michael Bay chciał nakręcić film w stylu Vinceza Nataliego, ale brakowało mu cierpliwości, więc powycinał wszystko, poza kluczowymi scenami i dodał trochę akcji.
Nie jestem fanem Willa, głównie powodu, który wyżej przytoczył Krzysiek - ze wszystkich możliwych wariantów wybrano najnudniejszy. To była przecież idealna okazja, by wprowadzić jakiegoś arcyinteresującego nowego bohatera - token Aliena (niebieski Kree bujający się z ekipą S.H.I.E.L.D. to byłoby coś fajnego) albo kogoś z przeszłości albo jeszcze kogoś innego. Co dostajemy? Przystojnego amerykańskiego kosmonautę. Nu-da! Poza tym, denerwuje mnie ponowne skomplikowanie wychodzącego już na prostą związku Fitz-Simmons - cały poprzedni sezon byliśmy torturowani tym całym kocha-nie kocha w wykonaniu tej pary i scenarzyści zamiast zakończyć (w ten czy inny sposób) ten związek niemiłosiernie go przeciągają i, wygląda na to, mają zamiar robić to jeszcze przez jakiś czas.
Jeszcze co do Willa - nie ma mowy, żeby człowiek po czternastu latach kompletnej izolacji w skrajnie niebezpiecznym środowisku zachował wszystkie kompetencje społeczne i był tak perfekcyjnie stabilny psychicznie, jak on. I nie, nie kupuję hand-wave'u, że Will jest kosmonautą trenowanym w radzeniu sobie z izolacją. Za dużo się naczytałem i naoglądałem o rozbitkach porzuconych samym sobie na jakichś odludziach. Po czternastu latach w takim piekle niemożliwe, by zachował choćby podstawowe zasady komunikacji międzyludzkiej, nie wspominając już o normalnej, ludzkiej rozmowie z Simmons.
Z pozytywów mógłbym wymienić nieźle oddany klimat Obcej Nieznanej Planety oraz świetnie niedookreślone zagrożenie, ale na dobrą sprawę żałuję, że nie dowiedzieliśmy się o nim nic więcej. Możliwe, że rozwinięcie znajdziemy w kolejnych epizodach. Mam nadzieję, że ta planeta będzie jeszcze wracać i po misji ratunkowej mającej na celu sprowadzić Willa z powrotem na Ziemię nie zostanie zapomniana przez scenarzystów. To przecież wyśmienity wytrych fabularny dający okazję do eksploracji wielu fajnych motywów.
Czarny Wilk: To pierwszy odcinek, który zainteresował moją dziewczynę na tyle, że obejrzała cały od początku do końca zamiast zerkać co jakiś czas kątem oka. A namawiam ją do Agentów od miesięcy, więc uważam to za niemały sukces.
Mi się podobało. Kwestia baterii kompletnie mi nie przeszkadzała - mówimy o Shield, spokojnie mogą mieć mieszczące się w kieszeni smartfony z mocą małej elektrowni atomowej. Miły easter egg z nazwiskami astronautów. Też bym chyba wolał jakiegoś interesującego kosmitę, ale Will póki co wydaje się ciekawą postacią, więc tragedii nie ma. Teoria o Ego bardzo mi się podoba i ma sporo sensu, nie obraziłbym się, gdyby była prawdziwa. Biorąc pod uwagę tempo, z jakim Agenci rozprawiają się z wątkami, coś czuję że po dwóch, trzech odcinkach będzie po misji ratunkowej.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x05 "4722 Hours"


Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x06 "Among Us Hide..."

Utek: Najnowszy epizod, to kilka równoległych wątków. May i Bobby na tropie Warda, Daisy, Mack i Hunter na doczepkę w misji poszukiwania Lasha, Fitz i Simmons, których rola w tym odcinku polegała , głównie na wsparciu techniczno - laboratoryjnym. No cóż rewelacja tego odcinka i odkrycie, tego kim jest jest Lash, to w sumie ciekawy wątek. Choć był on nie tak trudny do przewidzenia. Rosalind i Coulson, no cóż w tym wypadku chyba możemy mówić o początkach przyjaźni, do tego w tym wątku dostaliśmy małą rewelację w postaci miejsca do przetrzymywania Inhumans - magazyn w, którym w uśpieniu są przetrzymywani dopóki nie zostaną wyleczeni, co jak wiemy nie jest możliwe.
Najnowszy epizod to w odróżnieniu od poprzedniego przynosi też ze sobą sporo akcji. Fajnie, że agentka Morse wróciła do tzw. pracy w terenie i, że także ona ma w zanadrzu kilka sztuczek. Odcinek jak wszystkie poprzednie tego sezonu, prezentował się na bardzo wysokim poziomie - więc daje mu 8,5/10 To ten epizod to także mały jubileusz - to już 50 odcinek tego serialu!
Misiael: Taki sobie ten odcinek. Szykuje się wymuszona drama o to, czy SHIELD powinno współpracować z ACTU i pewnie jakaś rewolta w wykonaniu Mary Sue, kolejna wymuszona drama z Hunterem, który zrobił się za bardzo trigger-happy, a jeśli Fitz zacznie jęczeć, że znowu jest friendzonowany to chyba będę krzyczał. No i "twist" z Lashem, który był zbyt prosty do przewidzenia.
rar: Mi też się średnio podobał. Wątek Inhumans powoli przestaje mnie interesować. I tak nic z niego nie wyniknie dla MCU, a człowieczej wersji Lasha nie zdążyłem w żaden sposób polubić także - dla mnie to żadna drama. Drama to była z ojcem Skye, ten wątek był bardzo dobrze rozpisany. No i średnio podoba mi się to, co robią z Wardem, bo jako jednoznacznie zły zaczyna być prawie tak samo nudny, jak na początku serialu. Najciekawszym wątkiem dla mnie jest wątek Fitza i Jemmy na ten moment.
Nekros: Czy tylko mi się wydaje, że od połączenia akcji Agentów z Zimowym Żołnierzem do połowy 2 sezonu serial był naprawdę dobry i od tego czasu poziom spada? Po prostu oglądanie Agentów nie daje mi tej frajdy co wtedy. Jak wszyscy wyrzucają co im leży na wątrobie to i ja dorzucę swoje trzy grosze: Wątek Inhumans jest całkiem nudny (zastanawia mnie gdzie się podział Inhuman z pierwszego odcinka, myślałem, że po coś go wprowadzili do serialu), a twist z doktorkiem, to takie typowe - weźmiemy postać której za bardzo nikt nie lubi i ona okaże się tym wielkim złym. Tak poza tym trochę za bardzo X menowi ci Agenci.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x06 "Among Us Hide..."
 

Redaktor prowadzący: Rodzyn
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.