Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - New Avengers: Wszystko umiera - Krzycer

na1b


Na samym początku powiedzmy sobie bez ogródek – okładka kłamie. Nawet bardziej, niż zwykle robią to wprowadzające w błąd okładki. Rysunek przedstawia co prawda bohaterów, których znajdziemy w środku, ale tytuł nie ma nic wspólnego z prawdą. "New Avengers: Wszystko umiera" nie opowiada o Avengers – co nie przeszkadza mu być najlepszym z wydanych dotąd przez Egmont marvelowych komiksów. Ale jeśli ktoś sięga po niego, licząc, że znajdzie w środku bohaterów powalających jakichś przypadkowych łotrów z okrzykiem "Avengers Assemble!" na ustach – rozczaruje się. 

Zamiast tego w albumie znajdziemy początek epopei Jonathana Hickmana, której finał obserwujemy właśnie na łamach "Secret Wars". Black Panther jest świadkiem zniszczenia Ziemi z równoległego wszechświata. Węsząc grubszą aferę, zwołuje zebranie Iluminatów – grupy, której dotąd był przeciwny – by rozeznać się w zagrożeniu i zapobiec mu. Iluminaci odkrywają, że – zgodnie z tytułem – wszystko umiera, szybciej niż powinno, a Ziemia w każdej rzeczywistości jest punktem zapalnym. Jeśli bohaterowie nie znajdą sposobu na rozwiązanie problemu u źródła, ich jedynym wyjściem będzie zniszczenie alternatywnej Ziemi, zanim zderzy się z ich planetą. A potem kolejnej. I kolejnej, i kolejnej, bez końca. 

"Wszystko umiera" to świetny początek serii. Problem, któremu trzeba stawić czoła, zostaje nakreślony szybko i prosto – choć, oczywiście, w tym albumie Hickman stawia o wiele więcej pytań, niż udziela odpowiedzi. Jego skala jest ogromna, wręcz przytłaczająca, ale bohaterowie dostają okazję do działania i wypróbowania kilku sposobów. Niektóre działają, choć w najlepszym wypadku odnoszą częściowy sukces, co z kolei doprowadza do ewolucji postaw i eskalacji konfliktów między pierwszoplanowymi postaciami. 

Ten album – ta seria – jest również zbudowana w sposób, który przeciwdziała typowym problemom autora. Czy może – kilku cechom jego stylu, które postrzegam jako problemy. Hickman ma w zwyczaju przedkładać rozwój fabuły nad rozwój postaci. Więcej nawet, z jego komiksów więcej dowiadujemy się o wydarzeniach, okolicznościach, w jakich działają postaci, niż o samych postaciach. Tu jednak mamy stosunkowo niewielką ich liczbę – "tylko" dziewiątkę, licząc Czarnego Łabędzia razem z Iluminatami (porównajmy to z niemal dwoma tuzinami występującymi w bliźniaczej serii Avengers vol. 5). Hickman czerpie również z wątków wprowadzonych wcześniej przez innych autorów, wysuwając na pierwszy plan konflikty między Namorem i Black Pantherem oraz, w mniejszym stopniu, Kapitanem Ameryką i Iron Manem. Innymi słowy, mamy tu do czynienia z napiętymi stosunkami pomiędzy bohaterami, o których chce się czytać, na tle kosmicznego zagrożenia na trudną do opisania skalę. Dodajmy do tego bardzo dobre rysunki Steve'a Eptinga, świetnie uzupełniane kolorami Franka D'Armaty, i naprawdę nie wiem, czego jeszcze mógłbym chcieć od tego komiksu.

Mógłbym wymieniać konkretne elementy, które strasznie mi się w tym albumie podobają – to, jakim wspaniałym sukinsynem jest pisany przez Hickmana Namor, to, jak bohaterowie są sukcesywnie pozbawiani złudzeń i nadziei, lub to, jak Hickman mimo to przemyca tu i ówdzie trochę humoru – ale sądzę, że lepiej będzie, jeśli pozostanę w sferze uogólnień, a wy przekonacie się o tym wszystkim sami. "Wszystko umiera" to idealne rozpoczęcie serii. Jest zagrożenie, są pytania, są bohaterowie, którzy już na samym początku dynamicznie się rozwijają, zmieniając swoje postawy i nastawienie. To znakomity początek. Kto czytał oryginalne wydania, może już dopowiedzieć sobie, czy seria później utrzymuje ten poziom, ale przy ocenie tego albumu nie ma to znaczenia. 

Zastanawiałem się, czy jest tu coś, do czego mógłbym się z przekonaniem przyczepić. Po długim rachunku sumienia wyszło mi, że jest to sposób, w jaki Epting rysuje Beasta. Nie dlatego, by był zły – wręcz przeciwnie, bardzo mi się podoba. Uważam, że jest to najlepsza interpretacja Beasta po jego niefortunnej ostatniej transformacji (widzianej w "All-New X-Men: Wczorajsi X-Men"). Problem w tym, że jeśli dobrze kojarzę, w jednym z następnych numerów serii okaże się, że widziany we "Wszystko umiera" Beast jest jeszcze przed tą transformacją. Czyli powinien być w swojej "kociej" formie. Beast Eptinga przypomina wiele rzeczy – mi najbardziej niebieskiego Hellboya – ale kota? Ani trochę. 

Wydaje mi się, że recenzując komiksy na Avalonie, jeszcze żadnego nie oceniłem na pełną piątkę. Jeśli być może niewłaściwe przedstawienie Beasta jest jedynym problemem, jaki widzę we "Wszystko umiera", to bez cienia wątpliwości mogę mu taką ocenę wystawić. 
5/5

Krzycer
 

New Avengers - Wszystko umiera
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunki: Steve Epting
Wydawnictwo: Egmont
Tłumaczenie: Jakub Syty
Liczba stron: 132
Format: 165x255 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Data wydania: sierpień 2015
Sugerowana cena detaliczna: 39,90 zł

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


na1.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.