Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Wolverine i X-Men: Cyrk przybył do miasta - Undercik

watxa.jpg


Kiedy Egmont ogłosił serie, które planuje wydawać w Polsce, zdziwiłem się wyborem Wolverine and the X-Men. Znacznie lepszym wyborem byłoby Uncanny X-Men vol. 3, które krzyżuje się z All-New X-Men. Po przeczytaniu pierwszego tomu muszę przyznać, że jednak ta decyzja się jakoś broni. 
 
Głównym problemem tego komiksu jest fakt, że mimo jedynki na grzbiecie, jest to tak naprawdę środek oryginalnej serii i niestety czuć to podczas lektury. Na szczęście recap page pokrótce przytacza ważniejsze wydarzenia, a pierwszy numer ma kilka elementów ekspozycji, ułatwiające trochę zadanie nowemu czytelnikowi. Ogólnie nie jest źle, ponieważ informacje, które mogą zaskoczyć polskiego odbiorcę, są dosyć dobrze wykładane. Na przykład wtedy kiedy Beast przybliża obecną sytuacje Angela. Tylko nie wiem. jak zareaguje na to osoba, która nie czytała tego tytułu do 18 numeru i pięciu numerów X-Men: Schism. Na szczęście ta miniseria ukaże się 21 października nakładem Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Nie jest jakoś szczególnie dobra, ale pozwoli lepiej zrozumieć część wątków. Szkoda, że Egmont nie postanowił opóźnić daty premiery do tego czasu. Mimo wszystko ten komiks traci na tym, kiedy nie śledzi się rozwoju postaci. 
 
Ale o czym tak właściwie jest ten komiks? Po Avengers vs X-Men zaczynają się pojawiać nowi mutanci, którzy rekrutowani są do szkoły imienia Jean Grey. Hellfire Club kombinuje, jak wkurzyć Wolverine'a, a w okolicy pojawia się cyrk należący do Frankensteina, mającego pewne rachunki do wyrównania.  
 
Tom utrzymuje klimat całej serii, który jest... dziwny. Tak, "Wolverine i X-Men" to dosyć intrygujący komiks i części się to spodoba, a części nie. Uwierzcie mi, że kiedy mówię dziwny, mam na myśli dziwny, ponieważ Jason Aaron nie oszczędza swojej wyobraźni. Najlepszym tego przykładem był numer, który skupiał się na Doopie, ale niestety nie ukaże się po polsku. Jednym ten styl może się podobać, a niektórzy będą go nie trawić. Ja należę akurat do tej pierwszej grupy. Ciężko jest mi jednak powiedzieć, komu to może przypasować. Tak naprawdę trzeba się przekonać samemu. Spróbuję to jednak trochę ułatwić. Więc co takiego może to dobrze opisać? Hmmm, może fakt, że szkoła leży na terenie istoty znanej jako Krakoa (genetycznemu spadkobiercy wyspy znanej z Giant-Size X-Men [w Polsce wydane jako "Uncanny X-Men: Druga Geneza"), która jest ekosystemem dbającym nawet o finansową stronę funkcjonowania placówki? Toad jako woźny? Mutant, którego mocą jest posiadane prawie całego ciała w oczach? A może pół-człowiek, pół-krewetka? Tak, takich rzeczy możecie się spodziewać i bynajmniej nie wypisałem wszystkich absurdalnych rzeczy. Poza tym scenarzysta umiejętnie rozwija postacie, na których skupia akcję komiksu. Odbywa się to niestety kosztem kilku ciekawych bohaterów, którzy przewijają się zaledwie w tle, ale zrozumiałe jest to, że Aaron musiał jakoś ograniczyć główną obsadę.  
 
Pierwsza część tomu to przeplatanie się różnych wątków. Dzięki temu jest miejsce na ekspozycję, czy pokazanie reperkusji Avengers vs. X-Men, a także zasianie pewnych ziaren, które kiełkować będą przez najbliższe tomy. Druga skupia się na tytułowym cyrku. Nie chcę tutaj za bardzo spoilerować, więc napiszę, że Aaron korzysta tutaj z pewnego zabiegu pojawiającego się już kilkukrotnie na łamach komiksów i to nie tylko tych o X-Men, za którym niestety nie przepadam. Na szczęście rekompensowane jest to udaną walką, ale ta nie trafi w gusta wszystkich. Pamiętacie, jak wspominałem o dziwności serii? To jeden z jej przykładów. Na sam koniec dostajemy numer, który skupia się na relacjach pomiędzy postaciami. Wszystko byłoby super, bo scenarzysta fajnie ukazał randkę Shadowcat z Icemanem czy rozmowę Quentina Quire'a z Jean Grey, tak relacja między Storm a Wolverinem... No, ten aspekt zdecydowanie nie przypadł mi do gustu. Niestety też ten numer jest rysowany przez Lopeza, za którego pracami zdecydowanie nie przepadam. 
 
Właśnie, szata graficzna. Większość tomu opracował Nick Bradshaw, który ma dosyć charakterystyczny styl, ale wpasowujący się w klimat serii. Jeden numer narysowal Steve Sanders, ale ciężko o nim powiedzieć coś więcej. Generalnie nie jest źle. Nie przeszkadza to w czytaniu komiksu, ale nie dostajemy niczego nadzwyczajnego. Ot, standard jak na komiks superhero. 
 
Czy mogę więc ten komiks polecić? Nie wiem, ponieważ to nie jest pozycja dla każdego. Do tego osoby nie zaznajomione z poprzednimi numerami mogą nie zrozumieć niektórych wątków, ale nie powinno to przeszkadzać w lekturze. Większym problemem będzie zobaczenie rozwoju postaci gdzieś tak w połowie. Ja przy komiksie bawiłem się nawet dobrze. To nie jest pozycja wybitna, a zaledwie takie 6/10. 

PS. Tak się tylko zastanawiam, jak Egmont ugryzie plan wydawniczy X-Men. All-New X-Men krzyżuje wątki z Uncanny X-Men, szczególnie w drugiej połowie serii. Z Wolverine and the X-Men wychodzi seria Amazing X-Men vol. 2, która zajmuje się pewnym wątkiem z tego tomu (po przeczytaniu tomu i spojrzenie na okładkę Amazing X-Men vol. 2 #1 pewnie się domyślicie, o co chodzi). A potem mamy jeszcze crossover Battle of the Atom, łączący All-New, Uncanny, WatXM, a także jeszcze jedną serię - X-Men vol. 3.  Na szczęście ta ostatnia jest najmniej ważna, ale za to przed startem historii liczy tylko 4 numery. O ile pewnie decyzja o Amazing X-Men będzie podyktowana sprzedażą, tak niezwykle ciekawi mnie sytuacja związana z BotA. Pozostaje tylko czekać.

Dominik "Undercik" Nowicki
 

Wolverine i X-Men - Cyrk przybył do miasta
Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Nick Bradshaw, Steve Sanders, David López
Wydawnictwo: Egmont
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Rok wydania oryginału: 2013
Liczba stron: 132
Format: 165x235 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Data wydania: wrzesień 2015
Sugerowana cena detaliczna: 39,90 zł

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


watx.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.