Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Avengers: Świat Avengers - Krzycer

"Świat Avengers" jest pod pewnym względem przeciwieństwem "Wczorajszych X-Men" – drugiego albumu wydanego ostatnio przez Egmont. Podobnie jak tam, mamy do czynienia z samym początkiem serii, który wiele obiecuje – ale w przeciwieństwie do "Wczorajszych X-Men", nie jest szczególnie interesujący sam w sobie.



egmont_ave_1_small.jpgAvengers: Świat Avengers 
Scenariusz: Jonathan Hickman 
Rysunki: Jerome Opeña (#1-3) i Adam Kubert (#4-6) 
Zawiera: Avengers vol. 5 #1-6 
Cena: 39,99 zł 

Krzycer: "Świat Avengers" jest pod pewnym względem przeciwieństwem "Wczorajszych X-Men" – drugiego albumu wydanego ostatnio przez Egmont. Podobnie jak tam, mamy do czynienia z samym początkiem serii, który wiele obiecuje – ale w przeciwieństwie do "Wczorajszych X-Men", nie jest szczególnie interesujący sam w sobie. 
Wiedząc, jak rozwinie się seria, mogę dodać, że – również w przeciwieństwie do All-New X-Men – Avengers Jonathana Hickmana spełnią te obietnice. O ile będzie się czytać tę serię razem z bliźniaczą New Avengers – która, ponownie w przeciwieństwie do bliźniaczej Uncanny X-Men, zostanie wydana przez Egmont. A zatem już na starcie Avengers mają dużą przewagę nad X-Men – o ile patrzymy na całe serie, a nie na pojedyncze albumy. 
Oceniając "Świat Avengers" w oderwaniu od tego wszystkiego, jestem doń nastawiony średnio entuzjastycznie. 

O co w skrócie chodzi? Iron Man i Kapitan Ameryka postanawiają zmontować nową grupę Avengers, zapraszając do niej bohaterów, którzy wcześniej do Avengers nie należeli – a wszystko po to, by przygotować się na nowe, nieznane jeszcze, acz niewątpliwie czyhające tuż za rogiem wyzwania. Tyle dowiadujemy się z retrospekcji, bo w momencie, gdy zaczyna się akcja komiksu, Avengers lecą na Marsa, skąd zaatakowano Ziemię. Szybko odkrywają, że napastnicy – cudaczne bliźnięta Abyss i Ex Nihilo, oraz służący im robot Aleph – są właśnie takim wyzwaniem, któremu stary skład Avengers (przypadkiem zbieżny z grupą z pierwszego filmu) nie może podołać. Na ratunek spieszy więc owa nowa, rozszerzona grupa. 
I to jest pół albumu. Drugie pół to trzy pojedyncze historie, służące jednocześnie jako epilogi pierwszej historii, jak i wprowadzenie do dalszych wydarzeń. Na dodatek skupiają się wokół trzech nowych postaci – nie tylko nowych członków Avengers, ale i debiutujących herosów, stworzonych przez Hickmana. Choć zbiegiem okoliczności wszystkie trzy – Kapitan Wszechświat, Hyperion i Smasher – to do pewnego stopnia przechodnie role, więc mieliśmy już w komiksach postaci o tych pseudonimach, ale to nie były konkretnie te postaci. 

Mój cokolwiek letni entuzjazm do tego albumu bierze się stąd, że Hickman zajmuje się w nim głownie kładzeniem fundamentów pod przyszłe historie, nie bardzo dbając o to, by to wprowadzenie było zajmujące samo w sobie. Jest mowa o kosmicznych katastrofach, zawodzącym Wszechświecie i końcu wszystkiego, ale ponieważ nie mamy żadnego kontekstu, niczego, co wyjaśniałoby na czym to zagrożenie ma polegać – są to tylko puste hasła. Trójka przeciwników z Marsa jest w miarę interesująca – niestety, mam z tym wątkiem bardzo duży, spojlerowy problem, który omówię dopiero na końcu recenzji. Pozostałe trzy numery sprawdzają się trochę lepiej, przybliżając przynajmniej trójkę spośród bardzo licznej (bodajże piętnastoosobowej) grupy bohaterów. Niestety, o ile pierwsza połowa albumu została fenomenalnie zilustrowana przez Jerome'a Opeñę, druga połowa – narysowana przez Adama Kuberta – mocno odstaje. I nie jest to tylko kwestia tego, że style obu rysowników do siebie nie pasują – rysunki Kuberta miejscami sprawiają wrażenie wręcz niestarannych. Scena, gdy Sunspot i Cannonball krytykują nowy kostium Spider-Mana – podczas gdy Spider-Man jest narysowany tak, jak zwykle, w klasycznym kostiumie – jest koronnym przykładem tej niestaranności. 
Z drugiej strony, inne sceny Kubertowi wyszły bardzo ładnie – np. rozmowa Shanga Chi z Kapitan Wszechświat. Jego połowa albumu jest po prostu bardzo nierówna. 
Nie pomaga tu również układ polskiego wydania – nic nie oddziela poszczególnych zeszytów wchodzących w skład albumu, więc przewracając ostatnią stronę pierwszej, rysowanej przez Opeñę historii, trafiamy od razu na pierwszą stroną pierwszej historii Kuberta, co jest sporym szokiem. 

A skoro wspomniałem już o polskim wydaniu – tłumaczenie jest porządne, choć rozmowy marsjańskich antagonistów wypadają dziwnie. Decyzja, by przetłumaczyć kilka – tylko kilka – pseudonimów bohaterów, pozostawiając resztę w oryginale, wywołuje żywiołowe dyskusje, jak to zawsze bywa (wystarczy zajrzeć na forum). Można długo debatować, czy to właściwy wybór, i nie dojdzie się do żadnych konstruktywnych wniosków. Ja bym to zrobił inaczej, ale nie będę się upierał, że rezultat byłby lepszy. 

Podsumowując: "Świat Avengers" oferuje całkiem spektakularną akcję, dużo podniosłych dialogów i niewiele interesujących interakcji między bohaterami – choć te trzy numery skupiające się na Hyperionie, Smasherce i Kapitan Wszechświat to i tak sporo, jak na Hickmana. W swoich komiksach pisanych dla Marvela zazwyczaj nie poświęca wiele miejsca rozwojowi bohaterów. A że czytam komiksy głównie dla dialogów i interakcji między postaciami, komiksy Hickmana to po prostu nie moja bajka. Mimo to – doceniam, że zaproponował wydawnictwu wielką intrygę, i że Marvel pozwolił mu ją przez ostatnich parę lat zrealizować. Gdyby nie oceniać "Świata Avengers" w oderwaniu od Avengers i New Avengers, tylko jako wstęp do całego tego dramatu, ocena idzie o pełne oczko w górę. 

A teraz spojlerowe postscriptum i mój problem z Napastnikami z Marsa. 

Wystrzelone przez Ex Nihilo, Abyss i Alepha bomby genezy uderzają w różne miejsca na Ziemi. W momencie, gdy pierwszy oddział Avengers ląduje na Marsie, w Ziemię uderzyły dopiero dwie bomby. Bruce Banner mówi o niemal dwóch milionach ofiar. Potem kolejne bomby uderzają w kolejne miasta. Każdemu uderzeniu towarzyszy informacja o populacji tych miast. Nic nie wskazuje na to, by mieszkańcy mieli przeżyć – Bruce otwarcie mówi o ofiarach, później (w tym albumie, jak i w kolejnych numerach serii) nie widzimy niczego, co miałoby temu przeczyć. 

Podsumowałem wszystkie te populacje. Wyszło mi, że na łamach tego albumu zginęły prawie cztery miliony ludzi. Ale po tym, jak Kapitan Wszechświat przerywa walkę na Marsie – po zniszczeniu Alepha – Avengers po prostu opuszczają planetę. Ex Nihilo i Abyss nie ponoszą żadnych konsekwencji swoich działań. Absolutnie żadnych – a przecież w tym momencie obok stoi Wolverine, który topił ludzi w kałużach za nieporównywalnie mniejsze zbrodnie. Nie mówiąc już o tym, że i reszta Avengers powinna mieć jakieś zastrzeżenia. A jednak – ani Wolverine nie próbuje zabić tej dwójki, ani Kapitan Ameryka ich nie aresztuje, by zostali osądzeni na Ziemi. Nie dzieje się nic. Nie potrafiłem tego zrozumieć, gdy po raz pierwszy czytałem te numery trzy lata temu, nie potrafię tego zrozumieć i teraz. To jest moment, gdy pisani przez Hickmana Avengers kompletnie zawodzą – nie tylko jako bohaterowie, ale, przez brak jakiejkolwiek emocjonalnej reakcji, jako wiarygodne postaci. A jednak komiks i reszta seria wymaga ode mnie, bym przyjął, że tym właśnie są. 

2,5/5
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.