Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - All-New X-Men: Wczorajsi X-Men - Krzycer

Oglądając okładkę nowego albumu wydawnictwa Egmont, co chwila powracam spojrzeniem do cytatu z recenzji serwisu IGN.com, umieszczonego na samej górze. Głosi on: "To komiks, od którego można zacząć czytanie przygód X-Men".  Owszem, można. Ale czy powinno się?


All-New X-Men: Wczorajsi X-Men
All-New X-Men: Wczorajsi X-Men 
Scenariusz: Brian Michael Bendis 
Rysunki: Stuart Immonen 
Zawiera: All-New X-Men #1-5 
Cena: 39,99 zł 

Krzycer: Oglądając okładkę nowego albumu wydawnictwa Egmont, co chwila powracam spojrzeniem do cytatu z recenzji serwisu IGN.com, umieszczonego na samej górze. Głosi on: "To komiks, od którego można zacząć czytanie przygód X-Men". 

Owszem, można. Ale czy powinno się? Załóżmy, że sięga po niego polski czytelnik komiksów, znający X-Men z dostępnych w Polsce mediów – pewnie widział filmy, może oglądał kreskówki, czytał wydane u nas komiksy. Mniejsza o to, że rzeczywistość zaprezentowana w ANXM będzie dla niego równie dziwaczna, co dla wyrwanych ze swojego czasu i rzuconych w nieznaną przyszłość bohaterów – przecież dla niego nawet bohaterowie będą w gruncie rzeczy nieznani. Jasne, na pewno kojarzy Cyclopsa, Jean Grey i resztę – jako dorosłych bohaterów, część licznego grona mutantów. Ale skąd ma kojarzyć tych młodych jako "Oryginalną Piątkę"? Albo epokę, gdy ta grupka, i tylko ona, była X-Men? Nie wydawano u nas tamtych komiksów, na dodatek ta inkarnacja zespołu nie pojawiała w adaptacjach (na szybko kojarzę krótkie retrospekcje z jednego odcinka X-Men TAS i jednego odcinka Wolverine and the X-Men, w których mieliśmy tę konkretną grupę). 
Innymi słowy: owszem, można zacząć czytanie przygód X-Men od tego albumu. Ale czytelnik może się poczuć kompletnie zagubiony, bo nie pozna ani współczesnej rzeczywistości X-Men (Cyclops-Terrorysta? "Instytut imienia Jean Grey"? Wolverine dyrektorem?), ani wyrwanych z przeszłości bohaterów. Ten album nie oferuje kontekstu, za to zakłada jego znajomość. 

Załóżmy jednak, że to wszystko nie problem, a czytelnik w razie czego na własną rękę poszuka informacji, jeśli trafi na jakieś elementy których nie zrozumie, i przejdźmy do samego albumu. O co chodzi? Profesor Xavier nie żyje, zabity przez Cyclopsa/Mrocznego Feniksa, niepotrzebne skreślić. Beast, nie mogąc się z tym pogodzić, podróżuje w czasie, by sprowadzić z przeszłości młodociane wersje siebie, Cyclopsa i pozostałych X-Men (Marvel Girl, Icemana i Angela). Młodzi nie rozumieją, jakim cudem wydarzenia ostatnich kilkunastu lat mogły się potoczyć tak, jak się potoczyły. Próbują rozeznać się w konfliktach ostatnich paru lat, które doprowadziły do śmierci Xaviera i podzieliły X-Men, a tymczasem 
Wolverine i reszta współczesnych X-Men wścieka się na Beasta. Gdzieś w tle współczesny Cyclops wraz z garstką pozostających po jego stronie X-Men gromadzi młodych mutantów, wyciągając ich z różnych tarapatów. Ot, fabuła. W skrócie: zagubieni w czasie, idealistycznie nastawieni młodzi X-Men próbują odnaleźć się w cynicznej współczesności, a następnie postanawiają ją uporządkować. 

Rany boskie, tego się nawet streścić łatwo nie da. A mimo to – jest to komiks, który czyta się szybko i przyjemnie. Stuart Immonen jest bardzo dobrym rysownikiem, i choć styl jego pojedynczych rysunków może nie pasować wszystkim, wątpię, by ktoś mógł się przyczepić do jego kadrowania, czy układu paneli, który stosuje. Innymi słowy, Immonen bardzo umiejętnie, płynnie przedstawia akcję. Wydawałoby się, że to podstawa rysowania komiksów i nie ma powodu, by zwracać na to uwagę, póki wszystko jest w porządku, a jednak – Immonen robi to wyjątkowo dobrze. 
Drugą mocną zaletą albumu jest scenarzysta. Brian Michael Bendis ma swoje wady – przede wszystkim bardziej interesują go bieżące wydarzenia, pojedyncze sceny, niż cała fabuła, w związku z czym jego fabuły nie zawsze mają sens. Ale ma dobre wyczucie języka i niezłe poczucie humoru, jego dialogi są żywe i zabawne. Choć – wracając do wad – ma również pechową manierę, by każdą postać pisać tak samo, i zdarza się, że rozmowę pięciu postaci czyta się nie jak dialog pięciu różnych osób, tylko jak monolog z podziałem na role. Tyle tylko, że wady Bendisa stają się jasne dopiero, gdy przeczyta się więcej jego komiksów, gdy na jaw wyjdzie regularność z jaką sięga po te same zwroty i frazy. Z początku wszystko jest cacy. 

I tu dochodzimy do sedna sprawy – "Wczorajsi X-Men" to bardzo dobry początek serii. Koncept jest rewelacyjny w swojej prostocie – X-Men od czasów Claremonta regularnie mierzyli się z koszmarnymi alternatywnymi rzeczywistościami, wielokrotnie dowiadywali się o czekającej ich mrocznej przyszłości, i robili co w ich mocy, by nie dopuścić do jej ziszczenia. Odwracając ten schemat, pokazując teraźniejszość jako tę mroczną przyszłość dla młodszych wersji bohaterów, Bendis fantastycznie nawiązuje do historii zespołu, złośliwie komentuje ostatnie lata tejże historii, stawia bohaterów w ciekawym, unikalnym położeniu. Innymi słowy: kładzie fundamenty pod niezwykłą historię, pełną potencjału. 

Innymi słowy, składa obietnice. 

Problem z recenzowaniem tego albumu teraz, w 2015 roku, jest taki, że czytałem tę serię na bieżąco – serię, z którą autor już się niemal pożegnał, pozostał mu już tylko jeden numer (Uncanny X-Men #600 – patrz niżej). I patrząc z tej perspektywy wiem, że Bendis nie spełnił lwiej części tych obietnic. Wiele wątków prowadziło donikąd, urwały się w trakcie lub zostały zapomniane. Inne pojawiły się znikąd i praktycznie rzecz biorąc nie dotyczyły bohaterów tej serii (udział All-New X-Men w crossoverze "Black Vortex" jest najsłabszym punktem całej serii – ale można to powiedzieć o prawie wszystkich seriach uwikłanych w ów crossover). Teraz, gdy seria w tej postaci praktycznie już się skończyła, jej bohaterowie tkwią niemal w tym samym punkcie. Nieco zmieniły się ich wzajemne relacje, ale poza tym, po ponad czterdziestu zeszytach, nie zmieniło się prawie nic. 

I co teraz? Lubię ten album, i wciąż uważam go za dobry komiks, ale czy mogę go polecić, jeśli jednocześnie oceniam negatywnie serię jako całość? Może gdyby czytać ją z takim nastawieniem, z jakim, jak przypuszczam, pisał ją Bendis – nie przejmując się całokształtem fabuły, po prostu ciesząc się każdą udaną sceną z osobna – może w ten sposób uniknie się rozczarowania? 

Cóż, ja już nie mam tej możliwości. 

Podsumowując: to dobry album, a rysunki Immonena zawsze warto obejrzeć – ot choćby po to, by wyrobić sobie o nim własne zdanie. Należy tylko pamiętać, że dalsze inwestowanie w tę serię może wiązać się z regularnie spadającym poczuciem satysfakcji. 

Parę słów o polskim wydaniu: z technicznego punktu widzenia nie mam zastrzeżeń i nie będę o nim pisał, bo się na tym nie znam. Papier jest dobrej jakości, jak sądzę? Zgaduję, że z pulpy drzewnej? Wszystko wydaje się być na swoim miejscu. 
Tłumaczenie jest poprawne, choć miejscami dialogi zdają się mieć dziwne brzmienie. Przypuszczam, że to dlatego, iż Bendis pisze je w sposób naturalistyczny – postaci powtarzają się, przerywają w pół zdania, zacinają na pojedynczych słowach. Mam jednak wrażenie, że osoba powtarzająca się, przerywająca w pół zdania i zacinająca na pojedynczym słowie mówiąc po polsku, niekoniecznie powtarzałaby, przerywała i zacinała w tych samych miejscach i te same słowa, co osoba mówiąca po angielsku. I dlatego zdania brzmiące naturalistycznie po angielsku, po polsku brzmią dziwacznie. Ale to w sumie drobnostka. 
Większym problemem, być może, okaże się polityka wydawnicza Egmontu. W tym momencie drugą zapowiedzianą serią o mutantach jest Wolverine and the X-Men, podczas gdy drugą serią pisaną w tym samym czasie przez Bendisa było Uncanny X-Men. Uncanny X-Men i All-New X-Men przeplatały się – może nie bardzo często, może nie bardzo ściśle, ale i tak – jeśli Egmont nie wyda Uncanny X-Men, polski czytelnik nie pozna części tej historii. Co jest kolejną rzeczą, jaką należy wziąć pod uwagę, rozważając zakup "Wczorajszych X-Men". 
Sporo się tego zebrało – a mimo to, wciąż uważam, że to całkiem dobry komiks. 

3,5/5
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.