Avalon » Publicystyka » Artykuł

Naleśnikomania #9: Being Nico Fan is Suffering

W sumie nie planowałem tak szybko wracać do tematu, który już i tak często w tej kolumnie poruszałem, mianowicie co jeden scenarzysta zrobił złego jednej z moich ulubionych postaci. No ale niestety, wyskoczyły dwie sprawy, które mnie do tego zmuszają. Wybaczcie, ale oto nadchodzi nowa runda zrzędzenia. Ale aby nie być monotematycznym zbytnio, postaram się urozmaicić stare wywody. Narzekając też na zupełnie inne rzeczy.

Pamiętam, że bardzo często moje tyrady przeciwko temu, co Dennis Hopeless zrobił z Nico i innymi ofiarami jego głupiej historii o tym, jak superfajny jest najbardziej żałosny złoczyńca w historii, bywały zbywane twierdzeniem, że przecież nikomu nie dzieje się trwała krzywda i to wszystko zostanie przez następnych autorów zamiecione pod dywan. Problem z takim podejściem leży w tym, że nawet jeśli, to nie wymaże większej, o wiele bardziej dogłębnej skazy na postaciach – na czymś, co Simon Spurrier określił jako "mitologiczny makijaż". Jak bowiem argumentuje, nie jest ważne, czy historia będzie miała wpływ na continuity, czy nie, ale na to, jak postać postrzegają fani. Nikt nigdy może nie powrócić do wątku, że Psylocke zmaga się z uzależnieniem od zabijania, ale każdy, kto przeczytał ten komiks będzie w ten sposób postrzegał postaći.

Mamy tego przykłady w historii komiksów, największym jest sam Superman – komiksy, w których potrafi wyciągać nowe moce na zawołanie i zachowuje się jak skończony drań wobec swoich przyjaciół. Wiecie, te wszystkie historyjki o tym, jak to podmuchem niszczy cały system słoneczny i wystrzeliwuje miniaturowe wersje samego siebie z ręki? Albo gdzie ogłasza się królem świata albo spopiela sweter, który dał mu w prezencie Jimmy Olsen? Te komiksy od dawna nie są częścią kanonu, od dawna nie liczą się i nie mają znaczenia, to nie jest część continuity, nikt o tych rzeczach nie wspomina. A jednak popatrzcie, ilu ludzi wciąż jest przekonanych, że tym właśnie Superman jest – wszechmogącym bucem, który nie ma żadnych prawdziwych problemów, więc dręczy swoich znajomych chorymi gierkami. Co drugi fan argumentujący, dlaczego Batman jest lepszy od Supermana zdradza wiarę w te właśnie rzeczy, bo zapewne nigdy nawet nie czytał żadnego komiksu o Supermanie, a zna go tylko z reputacji, ufundowanej przez tamte stare komiksy. Dlatego też wielu fanów nie lubi, kiedy w Elseworldach bohaterowie zachowują się w sposób sprzeczny z tym, jak powinni zachowywać się w "głównym" świecie – bo nawet jeśli wiemy, że ta historia nie jest w continuity, to oczekujemy, że postacie będą dalej sobą, jedynie postawione w sytuacjach, na które nie można sobie pozwolić w głównym continuity. O ile nie ma powodu dla zmiany charakteru postaci, jak na przykład wirus z Marvel Zombies, to autor efektywnie mówi nam, że gdyby bohater z głównego continuity znalazł się w tej samej sytuacji, to dokładnie tak by się zachowywał. Dlatego Arena i Undercover tak bardzo krzywdzą postaci do nich wciągnięte – bo wielu fanów wierzy teraz, że są one dokładnie taką bandą egoistycznych durniów, jaką pisał ich Hopeless. Część z nich sama przyjdzie do Marvela pisać kolejne historie. I też będą pisać te postaci nie jako bohaterów, ale jako to, co zrobił z nich Hopeless – jęczących, rozwrzeszczanych egoistów o krok od zastania Nazistami z byle powodu. I ofiary Arcade'a, najgorszego, najbardziej żałosnego, najnudniejszego złoczyńcy w Marvelu, o ile nie w komiksach w ogóle (bo przepraszam, ale nawet Chauvinist i Codpiece są ciekawsi, niż ta ofiara losu, bo oni dla odmiany są zabawni. I nie, nie chce, byście zaczęli mi polecać tuzin miernych komiksów sprzed 40 lat, gdzie Arcade walczył z Wolverinem bo i tak ich nie przeczytam). Zarazem będą przyczyniać się do niszczenia tego, co było w bohaterach dobre, za co fani ich pokochali w pierwszej kolejności, przysypując ich kolejnymi warstwami badziewia, aż nikt już nie będzie pamiętał, że oni kiedykolwiek byli cokolwiek warci.

A najgorsze jest to, że ten proces już ma miejsce. I w pierwszej kolejności uderzył właśnie w Nico.

W antologii Secret Wars Battleworld, w numerze drugim, dostajemy historię z areny, której zarządcą jest Arcade. Gdzie mamy alternatywną wersję Nico, która najwidoczniej przed chwilą zamordowała inną nastolatkę w walce ku uciesze gawiedzi i Arcade'a. A potem znęca się nad nią Taskmaster, a ona jest najwidoczniej tak złamana przez to wszystko, że nie ma siły na nic więcej, niż ciche błaganie Taskmastera o wybaczenie, albo Thunderbolta Rossa o ratunek. Potem widzimy ją tylko dwa razy, raz, by pokazać nam jej pokryte bliznami plecy, co ma, jak mniemam, wzbudzić naszą sympatię, a drugi na końcu, gdy łaskawie fabuła pozwala jej się uśmiechnąć, gdy Ross zabija Taskmastera. Nie dane jest jej nawet samej zemścić się na swoim oprawcy, chociaż powody ku temu ma bardziej przekonujące niż Ross, jest tylko ofiarą, która ma sprawić, aby było nam jej żal i byśmy zrozumieli, że Taskmaster i Arcade to ci źli.

Innymi słowy, stało się to, czego się obawiałem. Ktoś, kto najwidoczniej nie znał postaci z niczego innego niż Avengers Arena, przyszedł i po raz kolejny zrobił z niej ofiarę. Pozbawioną kręgosłupa i odwagi ofiarę Arcade'a, która zabija dla jego rozrywki i do tego jeszcze ofiarę Taskmastera, który się nad nią znęca, bo może. A ponieważ uczynił ją nie tylko ofiarą, ale ofiarą Arcade'a, historia automatycznie staje się celebracją tego, co spotkało ją w Arenie za sprawą tego pedofila. To historia w której Nico nie spełnia żadnej roli, można by ją zastąpić lampą i nic by się nie zmieniło. Jest tu po to, aby cierpieć, by czytelnicy wiedzieli, jacy źli są złoczyńcy. Donny Crates wziął wspaniałą, złożoną postać i zredukował ją do roli zbitego szczeniaczka, by wyciągnąć tanią sympatię od fanów, których najwidoczniej uważa za idiotów, co to nie potrafią powiedzieć, że dwóch kolesi zmuszających ludzi do walki na śmierć i życie jest złych. Przepraszam, ale jeśli autor ma tak niskie mniemanie o odbiorcach, to ja mam niskie mniemanie o nim. Dobrego pierwszego wrażenia nie zrobił i zdecydowanie po jego kolejne komiksy nie sięgnę. Zresztą, nawet pomijając ten wątek z Nico to jego historia była miałka. Kolejna nudna fantazja o super wypasionym cyborgu szukającym zemsty, pisana chyba z kartką do odhaczania klisz z historii o gladiatorach. A te lubię tylko gdy są wyśmiewane, jak w Oder of the Stick.

Order%20of%20the%20Stick.gif
Jak widać, Crates zapomniał o podstawowym elemencie historii o gladiatorach  – gdzie w jego komiksie są seksowni półnadzy mężczyźni?

Obawiam się jednak, że to nie będzie ostatni raz, gdy takie traktowanie postaci ma miejsce. To niestety taka sama sytuacja jak z Barbarą Gordon w DC, gdzie wielu autorów nie widzi powodu trudzić się, by dawać postaci osobowość, ale pisać ją tylko i wyłącznie jako ofiarę Jokera. Jej fani są zmęczeni już tym, że ciągle dostają historie o tym, jak to uczy się ona żyć na nowo i radzić z lękiem wobec Jokera, po czym przychodzi kolejny scenarzysta i na widok klauna Barbara nagle traci panowanie nad sobą. Czytelnicy przygód bohaterki mają dość, że jej rozwój charakteru jest ignorowany, jej heroiczne dokonania, czy to jako Batgirl czy jako Orcle, zbywane, a wszyscy zachowują się jakby jej egzystencja zaczynała i kończyła się na Killing Jokeii. Fani są tak wkurzeni na tę sytuację, że nie ma naprawdę nic dziwnego w ich reakcji na tę niesławną okładkę, o której tak niedawno było głośno. Jasne, dla fanów Jokera albo Batmana albo DC w ogóle to może być zwyczajnie ładny rysunek. Ale dla fanów Batgirl to świętowanie krzywdy, jaka ją spotkała z rąk Jokera i pokazanie ze strony DC, że nie pozwolą jej być kimkolwiek więcej, niż jego ofiarą. I jakby ktoś jeszcze nie załapał – to jest co ludzie mają na myśli, gdy mówią, że ta okładka gloryfikuje przemoc wobec kobiet. Nie, co Joker robi Barbarze na obrazku, ale do jakiego wydarzenia się odnosi. A fakt, że ten obrazek znalazł się na okładce komiksu skierowanego właśnie do nich powinien wyjaśnić, czemu poczuli się spoliczkowani w twarziii.

No ale ktoś może przecież powiedzieć, że nawet jeśli tamta historia wpłynęła negatywnie na wizerunek Nico, to przecież jest A-Force, które dotrze do o wiele większej ilości odbiorców. A co jak co, ale G. Willow Wilson byłaby w stanie napisać lepszą Nico od tej Hopelessa, nawet gdyby ktoś ją tak naćpał, że weszłaby na wyższy plan istnienia i spojrzała prosto w oczy Azatotha, Sułtana Nuklearnego Chaosu. Jakkolwiek jest to prawda, niestety i tutaj jest pewien problem. Otóż, jak pokazuje obrazek, który Marvel wypuścił, wracamy do status quo sprzed Secret Wars. A to oznacza powrót do Witch Arm, które Hopeless wcisnął Nico. Co z kolei jest równoznaczne z tym, że ja przestaję tę serię kupować. Akurat kiedy mam pracę i mogę sobie, dla odmiany, na kupowanie komiksów pozwolić (bo kiedy tylko tracę pracę, to pierwsze, co wylatuje z mojej listy zakupów, bo muszę oszczędzać).

Wyjaśnijmy sobie jedno. Nie przestanę kupować A-Force dlatego, że to łapsko to wynalazek Hopelessa i mierzi mnie samo patrzenie na nie. Nie przestanę dlatego, że dla mnie to głupi powerup, który służy do wyciągania nowych mocy z miejsca, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę, co ja uważam za a) mogące zaszkodzić postaci tak, jak Silver Age zaszkodziło Supermanowi b) okropny sposób pisania magii oraz c) zwyczajnie kiepski storytelling. To wszystko owszem, o tej łapie myślę, ale to nie jest powód dla którego odwrócę się od A-Force. Powód dla którego to zrobię jest taki, że to jest ogromny przykład Disability Superpowers. Pisałem o tym problemie dwie Naleśnikomanie temu, więc może tam odeślę dla wyjaśnienia czemu to mnie tak mierzi. Dość powiedzieć, że w tej sytuacji zwyczajnie nie mogę dłużej wspierać tej serii. Jasne, Nico to jedna z moich ulubionych postaci, ale kupowanie komiksów w których ma Witch Arm, czy to A-Force czy innych, jest równoznaczne dla mnie z pokazaniem środkowego palca wszystkim, którzy mają prawdziwe protezy. Protezy, które nie sprawiają, że nagle potrafisz latać, teleportować się, przetrwać ostrzał z karabinu, ciskać ludźmi z super siłą i strzelać laserami, jakbyś uciekł z wyjątkowo słabego anime którego autorzy wymienili kreatywność na kartkę z napisem "zerżnij wszystko z Dragon Balla". To taka sama sytuacja jak dla niektórych z Jamesem Robinsonem obecnie. Po tym jak jego Airboy #2 ściągnął na siebie krytykę za bardzo sporą ilość transfobicznych elementówiv, niektórzy zaczęli nawoływać do bojkotu jego serii Scarlet Witch i informowaniu Marvela dlaczegov. Nawet gdyby miała to doprowadzić do szybkiego anulowania jej pierwszej solowej serii od lat. W obydwu przypadkach rozumowanie jest to samo– jeśli twoja miłość do fikcyjnej postaci jest ważniejsza niż nie bycie dupkiem w stosunku do sporej grupy ludzi, którym i tak setki, tysiące gnojków nie ułatwia codziennego życia, to coś jest nie tak z twoimi priorytetami.

I tak dochodzimy do sytuacji obecnej, w której bycie fanem Nico, za sprawą Dennisa Hopelessa, przestało być fajne. Raz, że już wyłażą pierwsi leniwi scenarzyści, którym nie chce się sprawdzać, jaką postać ma osobowość, bo wygodniej jest ją zredukować do roli ofiary jakiegoś żałosnego frajera. A dwa, że nawet jak ona jest w dobrych komiksach, to nie mogę ich z czystym sumieniem wspierać, bo ktoś doczepił do niej jedną wielką obelgę wobec niepełnosprawnych.

Wiem, że niektórzy są już znudzeni gadaniem na temat Areny, Undercover i Hopelessa. Wiem, że wielu uważa, że powinienem sobie odpuścić. Niestety, to nie jest dobry pomysł. Bo dokładnie tego Marvel chce. On chce by fani się znudzili i zapomnieli. Ilekroć zrobi coś, co fanów rozzłości, jego plan to udawać, że nic się nie stało i przeczekać aż się zmęczą narzekaniem a potem próbować wmówić ludziom, że tamta decyzja to był wielki sukces. On chce, abyśmy zwyczajnie dali sobie spokój, bo wtedy będzie mógł zając się napędzaniem hype'u na swój nowy wielki projekt. Chce, abyśmy dali sobie spokój, by nie musieć przyznać, że zrobił błąd, a co dopiero wyciągnął z niego wnioski. Chce, abyśmy dali sobie spokój, bo wtedy może wrócić do swojego małego świata, gdzie jedynym wyznacznikiem jakości są słupki wyników sprzedaży. I dlatego właśnie tak ważne jest by ich męczyć o kwestie, które nas denerwują, aż w końcu nie będą mogli tego ignorować. Z tego powodu też pozwolę sobie zakończyć tę Naleśnikomanię słowami geniusza fikcyjnego dziennikarstwa i jednego z moich wzorów do naśladowania

transmetropolitan.jpg
cenzura obyczajowa ze strony Avalonu

Demogorgon

i "Even if this whole 'addicted to violence' thing never gets referenced again, it becomes a part of Psylocke's mythological makeup, and readers are cheerfully entitled to put more or less importance upon it as their tastes dictate when reading newer Psylocke stories. Up until the point that another writer tacitly uses or contradicts it, these points of emotional color continue to have an influence." - Simon Spurrier, "X-POSITION: Si Spurrier Reveals His 'X-Force' Exit Strategy", http://www.comicbookresources.com/?page=article&id=59196, wyświetlone 24.07.2015
ii "By continually focusing on the lowest point in Barbara's history, DC is refusing to let her move on, forever keeping her the scared little victim. They're defining her by The Killing Joke, and The Killing Joke isn't even her story. She has almost no dialogue in that comic, and her only role is to be maimed and degraded in order to traumatize her father, Commissioner Gordon." – Joshua Bell, "How The Killing Joke Ruined Batgirl", http://www.agonybooth.com/agonizer/How_The_Killing_Joke_Ruined_Batgirl.aspx, wyświetlone 15.0.7.2015
iii "Likewise, this cover is also not about Batgirl, not really, despite being a cover for her comic. It's intended to be a celebration of the Joker. And choosing such a horrifying image as a celebration is in incredibly poor taste. It comes across as a glorification of Batgirl's humiliation and degradation." - Joshua Bell, "How The Killing Joke Ruined Batgirl", http://www.agonybooth.com/agonizer/How_The_Killing_Joke_Ruined_Batgirl.aspx, wyświetlone 15.0.7.2015
iv W tym wypadku, ponieważ to skomplikowany wątek i boję się, że nie zdołam mu oddać sprawiedliwości, odeślę do innych źródeł - http://www.themarysue.com/transmisogynistic-tropes-airboy/http://www.therainbowhub.com/james-robinson-transmisogyny-is-a-black-eye-for-image-comics/ oraz http://comicsalliance.com/unpacking-the-transphobia-in-airboy-2/
v "I hate that the subject of the book is a character who has already been dealt a bad hand over the last decade, and I had high hopes for this book – but a transphobic writer is not the creator we want to pull Wanda Maximoff out of the gutter other writers have placed her in.
Tell Marvel. Tell them you want a new writer on the series. 
Boycotting books does work in comics, because sales are the only thing that matters. But it's not fair to take it out on a book when the character deserves better, so you need to let them know – and you need to let them know now – that you won't stand for it. Transphobia has no place in comics, not when these companies are pretending to be allies with their rainbow icons.
Our trans brothers and sisters deserve way better than this asshat." – Newmutant, 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.