Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #422-423 (12.10.2015)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 12 października 2015Numer 28-29/2015 (422-423)


W tym wydaniu Pulse'a żegnamy kolejne tie-iny Secret Wars, a główna miniseria wciąż trwa. Nie stoi to na przeszkodzie, by swoją premierę miały już serie opowiadające o wydarzeniach po tym evencie, tak więc zobaczcie, jakie opinie nasi forumowicze mają o Invincible Iron Man vol. 2 lub Doctor Strange vol. 4. To wydanie to także powrót opinii o serialu "Agents of S.H.I.E.L.D.", gdy ten już dwa tygodnie temu rozpoczął swój trzeci sezon.  

30.09.2015

S.H.I.E.L.D. vol. 3 #10
Rodzyn:
Howard the Duck to postać, z którą przed przeczytaniem jego najnowszej serii autorstwa Chipa Zdarsky'ego i Joe'go Quinonesa (recenzja pierwszego tomu już wkrótce na Avalonie) nie miałem styczności. To znaczy, oczywiście widziałem film z jego udziałem, ale większość związanych z nim wspomnień skutecznie wyparłem z pamięci. Z ciekawością siegnąłem więc po dziesiąty numer S.H.I.E.L.D., w którym nie tyle zalicza gościnny występ, co staje się jego głównym bohaterem. Moje zainteresowanie historią było tym większe, że za rysunki w tym zeszycie odpowiedzialny był Evan Shaner, którego kreska zawsze sprawia mi sporą przyjemność.
Numer ten jest o tyle ciekawy, że widoczne jest w nim inne podejście do postaci niż ma to miejsce w jego nowej serii i, z tego co udało mi się doczytać, bliższe jest oryginalnemu ukazaniu Howarda w komiksach Steve'a Gerbera. Tym, co również zbliża go do pierwotnej wizji autora jest ukazanie pewnego ważnego elementu we wspomnieniach głównego bohatera. Otóż w pewnym momencie Howard przypomina sobie świat, z którego przedostał się do Uniwersum Marvela i widać wyraźnie, że jest to Ziemia, na której żyją antropomorficzne zwierzęta, a nie tylko gadające kaczki, jak było to przedstawiane do niedawna w wielu komiksach z jego udziałem, czy też we wspomnianym już filmie. Dlaczego jest to takie ważne? Jest tak, ponieważ taki był pierwotny zamysł  Gerbera, który nie mógł wykorzystać swej wizji ze względu na podobieństwo do świata Disney'a czy Warner Bros. Zapewne sprawa potoczyłaby się wtedy tak, jak miało to miejsce ze spodniami Howarda, któremu nakazano je nosić, by odróżnić się od Kaczora Donalda. Teraz, gdy Disney włada Marvelem, nie ma już tego problemu.
Oczywiście poza tym aspektem cała historia pisana przez Marka Waida również jest bardzo dobrą lekturą, momentami absurdalną, lecz przy tym wciąż interesującą. Warto zapoznać się z tym zeszytem, na pewno był to najlepszy komiks, jaki w dniu jego premiery wydało wydawnictwo Marvel. 


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.09.30

07.10.2015

1602 Witch Hunter Angela #4
wolvie111:
Ta mini się skończyła i zapamiętam ją bardzo dobrze. Historia fajnie zamknęła się w klarze i całość czytało się z przyjemnością. Nie tyle obchodziła mnie tu Angela i jej miłość do Sary, ale przede wszystkim klimat serii i świetna oprawa graficzna. 7/10
 
All-New All-Different Point One (one-shot)
Krzycer:
Contest of Champions może być ciekawy. Przynajmniej ta klamra narracyjna wyłożyła zasady, nie przynudzając. Gorzej, że pewnie te same zasady będą wyłożone jeszcze raz we właściwej serii. Rzuty okiem na różne startujące serie są na różnym poziomie. Najbardziej wybija się Daredevil Soule'a i Garney'a - oceniając po tych paru stronach, to może być dobre, może nawet bardzo dobre. Przynajmniej ze względu na rysunki. Reszta broszurki - meh...

Amazing Spider-Man vol. 4 #1
Krzycer:
O, zdecydowanie wolę to podejście. Pełnoprawny numer serii, a potem broszurka reklamowa. Dużo lepiej. Co powiedziawszy... Um... Robienie z Parkera bieda-Starka jest dziwne. Bardzo dziwne. I czy ta jego firma nie bankrutowała czasem tuż przed Secret Wars? Ale ale - o ile to wszystko wydaje się zupełnie do Spider-Mana nie pasować, o tyle jest to pierwszy element świata post-Secret Wars o którym faktycznie mogę powiedzieć, że jest "All-New, All- Different". Tego jeszcze nie widzieliśmy, a to już coś. Poza tym rysunki są fajne. I jeszcze jedno. Odkryłem coś dziwnego - o ile w zasadzie nie lubię tego, jak Slott prowadzi Parkera, o tyle... cieszę się, że siedzi przy nim już tyle lat. Znaczy - biorąc pod uwagę jak częste są zmiany scenarzystów, jak krótkie są współczesne runy, jak szybko restartowane są serie - Pająk Slotta wyrasta na czołową konsekwentnie rozwijaną postać Marvela. Gdyby jeszcze była rozwijana w sposób, który by mi pasował... Co do dodatków reklamowych, nawet nie chciało mi się większości czytać. Przeczytałem segmenty z Miguelem, bo PAD, i z Milesem, bo Miles, a resztę przekartkowałem. No i oczywiście ostatnia strona odkrywa, że hurra, z Secret Wars do 616 trafi absolutnie najnudniejsza postać z całego crossoveru. Nie mogę się doczekać, kiedy fabuła zacznie go dotyczyć.
Darth: Nijako. Niezbyt mi się to podoba. Wszystko co tu otrzymałem kompletnie nie pasuje mi do Spider-Mana, tylko do jakiegoś substytutu próbującego udawać pająka. Albo inaczej, Slott bardzo chce pisać Iron Mana albo raczej Batman Incorporated, ale utknął tu z pająkiem i teraz będzie z nim realizował wszystkie swoje pomysły. Może byłbym bardziej przekonany do pomysłu, gdyby nie to iż cały proces budowania firmy i rozszerzania wpływów poszedł praktycznie off-panel. Najbardziej interesująca kwestia, która mogłaby mnie przekonać, iż ta zmiana wynika z naturalnego rozwoju umiejętności i samej postaci Petera Parkera została pominięta. Efekt jest taki, ze teraz będziemy się skupiać jedynie na tym, jak będzie próbował zachować nad nią kontrolę i stawiać czoła przeciwnością, które będą chciały doprowadzić do jego upadku. Wiecie, czyli to co zwykle robi Iron Man. Już pomijam fakt, czy przez zrobienie z niego biznesmena, Parker nie stał się automatycznie bardziej odległy dla przeciętnych czytelników, niż gdyby był, bo ja wiem, nauczycielem w szkole średniej. Ale to jeszcze wyjdzie w praniu.
A jak sam komiks? Spider-Man popada w konflikt z jakimiś gośćmi z nowej odmiany Zodiac. Pojawia się masa nowych postaci pobocznych. Spider-Man jest teraz bardziej lubiany bo jest "maskotką firmy". Świadectwem tego, ze mamy do czynienia z tym samym Parkerem co dawniej, jest to iż nie zapina rozporka na konferencji. Niczym Tony Stark, Parker ma teraz własnego War machina, który czasem będzie paradował jako Spider-Man. Prawdopodobnie ma to być niezwykle cwany sposób na ukrycie swojej tożsamości, tylko ze w tym samym numerze działa jako Spider-Man w Azji, a jego "przykrywka" w podobnym okresie czasu w San Francisco, stąd chyba każdy się domyśli, iż jest więcej niż jeden Spider-Man(zwłaszcza po Secret Wars). Postacie poboczne biorą ślub. Jest ujawnienie zdrajcy w Parker Industries, wobec którego nie wyciąga się żadnych konsekwencji. I zgadnijcie kto jednak nie u marł? Co nie powinno być w sumie zaskoczeniem, albowiem dla Slotta to ostatnio reguła że dana osoba tak naprawdę nie odeszła tylko zaraz wróciła. Peter Parker "umierał" już co najmniej dwukrotnie i zawsze wracał. No skoro już tu się wypowiadam. Telenoweli ciąg dalszy. Wydaje mi się, iż byłoby to wszystko lepsze, gdybym nie był tak zagubiony kwestią nowego statusu, który wziął się znikąd.
Reszta historyjek w zasadzie mało interesująca i typowe reklamówki: świrus atakuje bank, Spider-man 2099 go powstrzymuje, jest zły z powodu ofiar, dostaje ofertę pracy od Spider-Mana i w zasadzie tyle. Slick teraz pracuje ze swoim nemesis(konflikt miedzy nimi zawsze dość sztuczny mi się wydawał). Ciężarna Spider-Woman tłucze jakiś D-ligowców. Web-Warriors, latają teraz miedzy światami, tam gdzie akurat zdają się potrzebni(ich zdaniem). O i złoczyńcy z Amazing Spider-Man: Renew Your Vows są tutaj, a może to ich lokalne odpowiedniki w sumie nie wiem. Kontrolują więzienie i najwyraźniej zabili łotrów z mało imponującymi mocami, przez co nie są użyteczni jak ci zostawieni przy życiu tych którzy ich nie mają.... tylko ja nie widzę w tym sensu?

Avengers #0
Krzycer:
Aj. Z tych trzech zeszytów ten mi najbardziej nie pasował. Przede wszystkim ze względu na nudną, przegadaną klamrę narracyjną, która tylko zniechęciła mnie do Squadron Supreme. Co do rzutów oka na startujące serie - historyjka Waida była najciekawsza, bo nie próbowała na szybko przedstawić całego zespołu, koncepcji czy czegokolwiek, tylko było pełnoprawną historią. Aczkolwiek... wtórną? Wydaje mi się, że Vision już kiedyś nie mógł czuć emocji? Z pozostałych - Zapowiedź Ultimates była całkiem ciekawa. New Avengers nie ma żadnej historii, tylko zbiór pocztówek z przyszłości i Makera, ale wciąz czekam, bo Ewing i Songbird. Reszta ani be, ani me, poczekam na pierwsze numery serii. 
wolvie111: Na wstępie powiem, że nie znoszę głupiej taktyki wypuszczania takich numerów wprowadzających jak ten, przed finałem Secret Wars. To takie niedorzeczne! A przechodząc do numeru to mieszane uczucia mam. New Avengers- podoba mi się skład, ale graficznie wygląda to bardzo słabo, tak jak i przeciwnik dla drużyny...mierne po prostu. Uncanny Avengers- Deadpool był tu dziwny, taki normalny, poza tym zawsze interesuje mnie wątek Rogue, tu jak widać padła ofiarą mgły...ciekawe jakie będą skutki, ale seria też mnie jakoś nie zachęca. Ciekawie zapowiada się Ultimates, skład interesujący, przede wszystkim znalazło się miejsce dla Americi Chavez co cieszy, a mniej cieszy jej wątek miłosny... Reszta na tę chwilę jest mi obojętna, a ten numer na spokojnie mógłby nie powstawać wgl, bo nic nie wniósł.
Darth: Nieciekawe. Klamra narracyjna jest słaba i to mieszanie historii, działa tylko na niekorzyść komiksu. Squadron Supreme nie zainteresował mnie przez to ani trochę. Vision traci zdolność czucia emocji, jeszcze bardziej zniechęcił mnie do sięgnięcia po serie z jego udziałem. To z Captain Marvel może być, ale też nic co skłoniło mnie do sięgnięcia po komiks. Ponadto stacja Alpha Flight? Jakiś Kanadyjczyk to założył? Debiut WHISPER i członkostwo w niej Makera - mogę powiedzieć tyle że się zdarzyło. Z Deadpoola, najlepsza była jego reakcja na otrzymanie karty. No i zadaje się potwierdzono problemy z Terrigenem, z jakim będą się musieli mierzyć teraz mutanci. Ultimates też nic nadzwyczajnego. Nie warto po to sięgać i lepiej zerknąć na pierwsze numery.

Contest Of Champions vol. 2 #1 
Darth:
"Brytyjski Punisher" aka ten gość z Eurohitu powraca. Miło, ale nie jestem pewien czy inni wykażą taki sam sentyment. Poza tym nudno. Został wybrany do tej całej "gry", spotkał Gamorę i Iron Mana(nie mam pewności czy z wymiaru 616), zastrzelił małpę, padł też jego dinozaur, znokautowano Joe Fixita i jakiś Venom załatwiony off-panel zdaje się, ujawnili się organizatorzy turnieju(o hej Stick) i w sumie tyle się wydarzyło. Resztę zajęło strasznie ubogie "wprowadzenie" White Fox. Wiem o niej tyle co przed startem komiksu. Nie wiem, może to jakoś powarzą. Za to historyka Guillotine, już bardziej konkretna, bo to w sumie orgin story. Robi lepsze wrażenie, potencjał jest, chociaż sama idea przekleństwa oraz rządy krwi, pomimo których stara się czynić dobro, do oryginalnych nie należy.

Doctor Strange vol. 4 #1
Krzycer:
Ha. Ludzi rysuje jak zawsze i nic się nie zmieniło, ale cała reszta to najlepszy Bachalo od lat. Uwielbiam płaszcz lewitacji zamieniający się w szalik i każdego jednego kolorowego potwora, ducha czy inną zarazę. Od strony scenariusza - z jednej strony narkotyczno-bełkotliwe dialogi i nazewnictwo Aarona w miarę pasuje do tych wszystkich kwestii o eterycznych wymiarach i spirytystycznych pijawkach, z drugiej strony... ten Strange nie brzmi jak żaden Strange, którego bym dotąd czytał. Ale nie znam klasycznego, więc może to po prostu moje braki. Za to z pewnością nie jestem przekonany co do tego, by główne zagrożenie było ze sciencefictionowej bajki. Choć sam pomysł magicznej inkwizycji - czy raczej: technologicznej inkwizycji tępiącej magię - jest niezły. Tylko te sci-fi dekoracje biorą mnie pod włos.
Kminek: Rysunki mnie przerażają, ale są zdecydowanie lepsze niż choćby w "Wolverine & X-Men #1-#3". Co do samej narracji to cieszy mnie, że Strange nie jest kopią Starka, ale trochę wyegzaltowanym kolesiem, na szczęście bez kija w tyłku! Może trochę razi, po erach Bendisa i Hickmana, rzucanie zaklęć na głos, ale używanie przez Strange'a toporzyska, czy miecza absolutnie mi nie przeszkadza (czego się obawiałem). Aaron fajnie naśmiewa się z "Egzorcysty" i "Pogromców Duchów" i ma kilka niezłych pomysłów (płaszcz a'la szalik a'la latający dywan) dlatego zobaczymy, co będzie dalej.
wolvie111: Zdecydowanie najlepsza pozycja tygodnia. Przede wszystkim zaskoczył mnie Bachalo w bardzo dobrej formie, a może po prostu ta stylistyka tak dobrze pasuje do szalonego życia Stephena. Świetnie stworzył ten świat, bardzo fajnie przechodzi z jednego na kolejny kadr, przez co mamy tu przyjemną dynamikę. Podoba mi się taki Doctor Strange z lekkim przymrużeniem oka, gdzie potwory prześlizgują się obok siebie, a Stephen romansuje z pożeraczkami dusz. Daję 8/10 
Darth: Jest dobrze. Trochę za dużo moim zdaniem kadrów zajmujących całe dwie strony, no i Bachalo, to Bachalo. Niemniej trzeba przyznać, iż prezentuje się tutaj znacznie lepiej, niż ostatnimi czasy. Przynajmniej na razie. Bardzo fajna pierwsza stronica wprowadzająca, utrzymana w old-schoolowym stylu. Widzimy normalny dzień z życia Strange'a, jak wypędzenie demonów z ciała dziecka i przy okazji poderwanie jedynej humanoidalnej przedstawicielki. Jest kilka ciekawych pomysłów jak wielofunkcyjny płaszcz, znany ale nadal z potencjałem pomysł na niewidzialne dla ludzkiego oka istoty wokół nas. Dość nietypowy wypad do baru dla magów, ale nawet mi to odpowiada, jak sama prezencja głównego bohatera. O, hej wydaje się iż postać z lat 40, będzie pojawiać się regularnie w serii. Pochwalam sięganie po stare postaci. I chyba mamy nowy love interest/supporting character serii. Gdzie właściwie jest Wong? Główni antagoniści, wyglądają na jakiś techno-krzyżowców, którzy nie lubią magii. I ich szeregowi żołnierze przypominają mi Orba. Aaron naprawdę ma jakiś dziwny sentyment, do tej postaci.

Invincible Iron Man vol. 2 #1
Krzycer: Typowy Bendis i typowy Marquez. Interpretujcie to jak wam się podoba. Rozszerzając wypowiedź - Bendis pisał Starka przez lata w ramach Avengers, i z tej strony rewolucji nie ma. Nie jestem do końca przekonany do jego Starka, ale nie będę się od razu czepiał. Jeśli o fabułę chodzi, nie ma w tym numerze niczego szczególnie zaskakującego czy zasługującego na długie rozważania. Jeśli chodzi o rysunki - Marquez jest jak zwykle świetny. Uwielbiam takie detale, jak to, co robi z maską Madame Masque. Mam tylko jedno drobne zastrzeżenie. Nie pasuje mi tylko jeden nieznaczny detal. Taka tam malutka gigantyczna drobnostka. Nie podoba mi się zbroja. Graficznie - jest nudna, niczym się nie wyróżnia. Koncepcyjnie - nie ma tu żadnego konceptu. "Robi wszystko to, co poprzednie". Łał. Jestem pod wrażeniem.
Kminek: Wreszcie Tony Stark na luzie! Po tych wszystkich kręćkach z Inwersją i tyraniem go przez przez Steve'a przez ostatni rok, mamy numer, w którym RDJ..., ups, przepraszam, Tony znów może podowcipkować i popisać się przed jakąś babeczką, którą jest... sexy wersja dr Kavity Rao?! A końcówka, no cóż... Poczekamy na finał SW, zobaczymy. A co do tych rozterek pani doktor/profesor na dachu Stark Tower: Whatever Bendis, we all know you're jewish! And we totally accept it, man!
Darth: Jest OK. Na razie trudno coś mówić o intrydze, albowiem nie wiemy co takie Madame Masque zbiera i co zamierza z tym zrobić. Jej nowa maska jest fajna, natomiast nowa zbroja.... jest taka sobie. Jakoś nie robi na mnie wrażenia. W sumie co mogę powiedzieć więcej o fabule? Tony Stark jest spóźniony na spotkanie z nowym "potencjalnym obiektem westchnień", których chyba terminował u Kavity Rao. Ma kolejne nowe/stare AI. Friady chyba już występowała w trzeciej serii Iron mana, ale wyglądała tam trochę mniej...seksi? Kilka dobrych dialogów typowych dla Bendisa, niezłe cameo Thora oraz wizyta w Latverii. I mimowolnie zastawiam się, czy ostatnia strona to nie spoiler co do finału Secret Wars. Wiecie, niby Doom zrzeknie się roli Boga w zamian za twarz.

Old Man Logan #5
Kminek:
Dużo przeskoków (właściwa akcja, jak się domyślam, będzie w "Ultimate End #5"), przekonujące podsumowanie sytuacji Logana, fajne rozważania na temat "drugiej szansy" no i końcówka z d... . Wypisz wymaluj "Guardians of Knowhere" :mrgreen: Jednak, mimo licznych minusów, nadal uważam, że to najlepszy tie-in Bendisa.

Secret Wars vol. 2 #6 (Of 9)
Krzycer:
E. Trzy tygodnie później? Prorok i jego armia? Czy Kapitan Marvel w Barze Sinistera to "nasza" Kapitan Marvel? Znaczy, musi być nasza, prawda? Inaczej po co by jej poświęcać tyle uwagi? Innymi słowy, mam wrażenie, że od poprzedniego numeru wydarzyło się mnóstwo rzeczy, których jestem bardzo ciekaw, i chciałbym zobaczyć je w szczegółach. Ach, gdyby tylko Secret Wars miało pierdyliard tie-inów, które mogłyby mi pokazać te elementy... Niestety, pierdyliard tie-inów był o czymś zupełnie innym. (Chyba, że się grubo mylę, i Prophet i jego armia byli w którejś miniserii - jeśli tak, odszczekuję i proszę o namiary, bom ciekaw.) Poza tym "drobnym" zażaleniem, to był dużo ciekawszy numer niż dwa ostatnie. Coś się dzieje. Status quo się zmienił (...poza kadrem, ale hej, przynajmniej się zmienił). Bohaterowie coś robią. Innymi słowy - po pięciu numerach, fabuła ruszyła! Huzzah! Poza tym doceniam sceny z Pająkami. Hickman zawsze bardziej mi się podoba, gdy pamięta, by dodać trochę humoru do swoich scenariuszy. Reece krzyczący "I must have it!" o trzytygodniowym hamburgerze to jak na razie najlepszy moment tego eventu. Piszę to tylko częściowo z przymrużeniem oka.
Kminek: No tak, minęły trzy tygodnie i złapaliśmy tylko dwie "anomalie", które i tak nie mają wielkiego znaczenia dla całej fabuły (no dobra, jedna zabiła Shuri, ale who cares, po Secret Wars tylko jedna rodzinka nie powróci przecież). Hickman za wszelką cenę stara się odróżnić swój event od "House of M", co jest fajne, ale podobieństw w finale pewnie nie uniknie... Za to dużo zaskoczeń - nie spodziewałem się, że T'Challa i Namor się nie pozabijają, nie spodziewałem się reakcji Black Swan i nie spodziewałem się, że Richardsowie będą współpracować - zwłaszcza to ostatnie mnie zdziwiło (rozumiem, że Reed musi być naprawdę zdeterminowany żeby zniszczyć/obalić Dooma). Co do tego całego Propheta, to wystarczy policzyć wszystkich "ocalonych" i zobaczyć, którego brakuje - ot i mamy właściciela osobliwego hełmu. Na minus - Maestro przewijający się podczas rozmowy baronów ("Future Imperfect", you suck!), wymuszone powtórki uwag Valerii na temat kiepskiej jakości wynalazków Reeda i Sinister podporządkowany Captain Marvel. A tak na marginesie... To Valeria i Franklin są dziećmi Dooma, czy zwyczajnie wziął je od Fantastycznej Rodzinki z innego świata?
Darth: Aj, waj. No to już koniecznie trzeba będzie pogrzebać w tien-ninach. Czuję się jakbym stracił parę bardzo istotnych rzeczy, jak to miało miejsce z pierwszym numerem Amazing Spider-Mana. Pewnie dlatego, iż te rzeczy off-panel były dość istotne. Rozumiem, że pokazanie losów wszystkich postaci, wydłużyłoby niemiłosiernie tą mini, ale w mojej głowie jest teraz więcej pytań niż odpowiedzi. To strasznie źle wpływa na odbiór lektury. Jak nie pokażą jak ten cały Prophet zebrał armie i zaczął swoje małe powstanie, to będzie zbrodnia niesłychana. O innych rzeczach nie wspomnę. No a poza tym, zaczęły się jakieś konkrety. Miło że Strange jednak zachował pewien bardzo istotny przedmiot w ukryciu przed Doomem, tak na zaś. Poza tym ciekawy dobór niektórych bohaterów w pary - Richardsowie oraz Namor z Pantherą oraz bardzo fajna scena z Molecule Manem i hamburgerem. oby się nie okazało, iż Molecule man dostanie przez to zgagi i zdestabilizuje to cały Battleworld, bo powaga komiksu na tym ucierpi.

Siege vol. 2 #4
Krzycer:
Niech kolejnym elementem krytyki Hickmana będzie stwierdzenie, że Gillen wziął scenę napisaną przez Hickmana, i przepisał ją tak, by robiła dużo większe wrażenie. Wiem, że biedny Hickman mając do dyspozycji zaledwie 200+ stron musiał się oszczędzać, ale i tak - Thanos i Grimm tutaj zarządzili tak, jak nie zarządzili w zaopiniowanym wyżej Secret Wars #6. Szczerze to i wykorzystanie bialych plansz wyszło tutaj lepiej, bo hasło "There was no hope. The Shield fell. Now there is." jakoś bardziej na mnie działa, niż... cokolwiek Hickman wypisywał u siebie. Żadne nie zapadło mi w pamięć. Jeden mały malutki minusik rozwalający spójność eventu - gdzie są redaktorzy, ja się pytam - "Fantastic Thors"? W sytuacji, gdy punktem fabuły Secret Wars jest to, że zgodnie z życzeniem Dooma na całym Battleworldzie nie było ani jednego alternatywnego Reeda Richardsa, dopóki 616 i Ultimate nie wyszli z tratw ratunkowych? Kto pilnuje tego eventu, czemu redaktorzy śpią do tego stopnia? Wiem, że te postaci nie grają żadnej roli, pojawiły się na jednej stronie, jest o nich tylko jedna wzmianka w narracji, no ale do diabła. Na Battleworldzie nie powinno być żadnych Reedów poza ww dwoma. To powinno być proste...


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.10.07

AgentsOfShieldBanner.jpg


Agents of S.H.I.E.L.D. - 3x01 "Laws of Nature"

Utek: Bardzo dobre otwarcie sezonu, dużo mroku (inny sposób kadrowania oraz paleta kolorów), nowi Inhumans, końcowa scena. Plus jeszcze więcej nowych wątków niż w poprzednim sezonie. Bardzo dużo zmian czy na lepsze to się okaże, już nie mogę się doczekać kolejnego odcinka. Tymczasem ocena za premierę trzeciego sezonu to 8/10
Misiael: Odcinek był... ok, ale niewiele poza tym. Bardzo duża obsada pierwszoplanowa sprawiła, że nie wszyscy pojawili się w otwarciu sezonu. Zabrakło Warda i May (wraca ona w ogóle?). Poza tym wprowadzono parę nowych istotnych fabularnie postaci (ten gej-Inhuman i ta pani polująca na ludzi, którzy nażarli się terrigenowych tabletek), przez co obawiam się trochę, czy nie rozwodni to fabuły. Z drugiej strony, sezon będzie miał ponad 20 odcinków, które trzeba czymś zapełnić - lepsze to, niż korowód fillerów.
Metaplot, czyli próba okiełznania kryzysu Inhumans, zapowiada się interesująco. Choć nadal nie mam pojęcia, w jaki sposób ta sytuacja będzie korespondowała z filmem Inhumans - a chyba będzie musiała, bo bez sensu jest tworzenie shared universe, jeśli różne jego gałęzie mają się nawzajem ignorować. W każdym razie wątek przewodni W KOŃCU daje nam odczuć, że oglądamy serial w uniwersum superbohaterskim, a nie pseudobondowską bajkę.
Wątek Sk... Daisy, która - jeśli jej marysójkowatość będzie rosła w dotychczasowym tempie - zostanie w tym sezonie Mesjaszem Inhumanów. Ale niech już będzie, przynajmniej mamy w obsadzie kogoś z supermocami. Jej wątek będzie zapewne ściśle powiązany z metaplotem.
Fitz znowu angstuje z powodu Simmons. This is so last season... Ale przynajmniej coś się z tą postacią dzieje.
Hunter i Bobbi znowu coś kombinują na boku. Jak mnie te ich osobiste dramaty mało obchodzą, to nawet sobie nie wyobrażacie.
No i Simmons. Nie wiemy, czy trafiła gdzieś do innego wymiaru, na sterraformowany księżyc czy w ogóle gdzieś do innej galaktyki, ale mocno liczę na to, że jej wątek pokaże nam trochę kosmosu Marvela. Może jakieś pozaziemskie postaci zadebiutują w tym sezonie MAoS? Simmons bujająca się z Eternals to by było to.
Podsumowując - o ile sam odcinek zaledwie poprawy, o tyle jestem po nim zaskakująco pozytywnie nastawiony do reszty sezonu.
rar: Mi się podobał ten 1 odcinek. Paradoksalnie cieszę się, że nie było takiego "wow" jak przy premierze 2 sezonu. Widać jednak, że scenarzyści mają pomysł na ten sezon i oby konsekwentnie wcielali go w życie. Zmiany co do niektórych postaci (Bobbi, Coulson, Fitz, Skye) jak najbardziej wiarygodne i dają nadzieję na dalszy, ciekawy rozwój.
Malibu: Pierwszy odc 3 sezonu obejrzany i jestem wielce usatysfakcjonowany tym co zobaczyłem. Najbardziej spodobała mi się kreacja Fitza, już w drugim sezonie go fajnie poprowadzili a teraz wyrasta na nerd bad assa. Ciekawie zapowiada się wątek rywalizacji S.H.I.E.L.D vs Babka z House of Cards o Inhumans, ciekaw jestem czy będzie to miało tez jakiś związek z Civil War... miejmy nadzieję, że tak będzie. Jedynie wygląd Lasha mi się nie spodobał, za mało dokokszony. Odcinek 8,5/10.
ZERO: A mi tak średnio wszedł ten odcinek. Cała szpiegowska otoczka była spoko ale na przykład ta walka w szpitalu wyszła strasznie kiczowato, jakbym jakieś Smallville oglądał. Fajnie, że rozwijają wątek z Inhumans ale nie chciałbym formuły z Flasha, gdzie co tydzień się pojawia się randomowy Inhuman, z którym muszą się zmierzyć. No i faktycznie X-menami wieje z każdej strony.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x01 "Laws of Nature"


Agents of S.H.I.E.L.D. - 3x02 "Purpose in Machine"

Nekros: No cóż odcinek był spoko. Najlepszy moment to oczywiste scena z wykorzystaniem tytułowej maszyny. Choć w sumie miałem apetyt na to by zrobili wielką kilkuodcinkową sekwencję ratowania, ale ok najwyraźniej mają inny pomysł. Cały dialog między Wardem a młodym i głupim był cienki i nienaturalnie napisany. Poza tym że względu na jego nazwisko wolałbym bardziej "złowieszczy" wygląd, za to powrót Warda który nie jest już zakochany ani w Daisy, ani w kimkolwiek jest naprawdę fajny, zwłaszcza cały wątek ulepszenia Hydry aby była zdatna do wypełnienia jego osobistej wendety. Miło zaskoczył mnie widok postaci z pierwszego sezonu, o której zdążyłem już zapomnieć. Teraz pozostaje czekać na następny odcinek.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Agents of S.H.I.E.L.D. - 03x02 "Purpose in Machine"

Redaktor prowadzący: Rodzyn
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.