Avalon » Publicystyka » Artykuł

Temu panu (już) dziękujemy... - Recenzja filmu "Avengers: Age of Ultron"

Czy reżyser wie, skąd wieje wiatr? Czy konsekwencja w wypadku filmów o superbohaterach może być zgubna? I kim jest Joss Whedon - wizjonerem, czy rzemieślnikiem? - na te, oraz inne pytania stara się odpowiedzieć Kminek w swojej recenzji "Avengers: Age of Ultron".
Żeby zapewnić pewniejszy odbiór recenzji, muszę w kilku słowach podsumować moją opinię na temat filmów Fazy II.

"Iron Man 3" nie urzekł mnie niczym szczególnym, a kolejna filmowa przygoda Tony'ego Starka jakoś specjalnie nie zapadła mi w pamięć. Z Iron Mana wyciśnięto tyle, ile było można już we wszystkich filmach Fazy I, dlatego uważam, że IM3 był najsłabszym filmem Fazy II.
Z góry przepraszam wszystkich fanów RDJ, ale takie jest moje zdanie.

Drugą częścią "Thora" byłem usatysfakcjonowany, to prawda, szczególnie jego stroną wizualną.
Sama historia i jednowyrazowy czarny charakter raczej nie porwały, ale sytuację ratował niewymuszony humor oraz świetny Tom Hiddleston w roli Lokiego. 
Mnie osobiście przygody Odinsona się nie przejadły i cieszę się także, że prawdopodobnie ich finałowa część jest zaplanowana jako jeden z filmów Fazy III.

Do "Zimowego Żołnierza" podchodziłem z największą rezerwą – Kapitan Ameryka nigdy nie był moją ulubioną komiksową postacią. Ale jakież było moje zdziwienie, kiedy przekonałem się, że ten film jest niesamowicie dynamiczny, ambitny i wciągający. 
Naprawdę, jestem pod wrażeniem i dalej uważam, że "Winter Soldier" to najlepszy film Marvela.

O "Guardians of the Galaxy", który to film plasuje się w moim prywatnym rankingu tuż pod "Żołnierzem", nie będę się rozpisywać, bo akurat "Strażnicy" nie mają praktycznie żadnego wpływu na "Age of Ultron".
W trzech słowach: rozrywka najwyższej klasy.

Dlaczego jednak pozwoliłem sobie na tak długi wstęp?
Ano dlatego, iż uważam, że "Age of Ultron" utrzymuje się gdzieś w środku stawki – pomiędzy "Thor: Dark World", a "Guardians of the Galaxy"
Co nie oznacza, że film mi się nie podobał , czy mnie rozczarował – problem polega na tym, że podobał mi się właściwie z tych samych powodów, co część pierwsza, a to troszkę za mało, by "AoU" uznać za lepszą od swojej poprzedniczki.

Ja wiem, jak to brzmi, dlatego teraz postaram się to w miarę sensownie przedstawić.

Nie ulega wątpliwości, że Joss Whedon wie, z której strony wieje wiatr.
Już przy tworzeniu pierwszej części zdawał sobie sprawę, że oprócz zwykłych widzów ten film oglądać będą wieloletni fani sztandarowego komiksu Marvela i po mistrzowsku udało mu się osiągnąć balans pomiędzy odtwórczą fabułą, a licznymi "mrugnięciami" oraz wszelkiej maści smaczkami – jak choćby pamiętna końcówka. 
Bez większych spoilerów mogę zapewnić, że w "Age of Ultron" ten balans pozostaje zachowany – historia toczy się swoją drogą, ale są momenty, które pozostają wymowne tylko dla "prawdziwych fanów*" Marvela.
A końcówka jest jeszcze lepsza niż w części pierwszej.
/*SPOILER: jest pewien moment w filmie, który uwydatnia tę różnicę – kiedy Vision ratuje Scarlet Witch, dla 95% sali nie ma w tym nic wyjątkowego, ale dla tych 5 procent, znających ich historię z kart komiksów, ma to zupełnie inny wydźwięk/
Strona wizualna filmu jest bez zarzutu – Ultron, zbroje Iron Mana, Vision, Hulk i przede wszystkim dynamika oraz różnorakość scen walki - to wszystko naprawdę powala. Nie chodzi tu tylko o finałową potyczkę – dla mnie o wiele ciekawej wypada pierwsza sekwencja oraz sceny akcji z Seulu. 

Nie mówiąc już o prawdziwej perełce, jaką jest od dawna zapowiadany pojedynek Hulka i Iron Mana.
Każdy detal jest tam naprawdę dopieszczony i jeśli chodzi akurat o filmową estetykę to nie mogę powiedzieć złego słowa. 

Problemy zaczynają się gdzieś indziej. 
Moim zdaniem Whedon to doskonały rzemieślnik i naprawdę skrupulatny detalista. 
Widać, że wyciągnął wnioski z błędów nie tylko pierwszej części, czy filmów cząstkowych, ale ze wszystkich filmów superhero. 
Mały spoiler – jest krótka scenka poświęcona temu, czego używają "Avengers", by komunikować się między sobą w trakcie akcji.
Co więcej, po raz kolejny nie zdradzając za dużo, mogę powiedzieć, że to chyba pierwszy film z tego gatunku, w którym tak istotną rolę odgrywają tzw. "cywile". Dzięki temu, cały obraz zyskuje nie tylko na szeroko pojętej autentyczności, ale także ukazuje nieco inny niż dotychczas, obraz bohaterów. Tu się czuje, że "Avengers" walczą o ocalenie świata.

Wracając do wyciągania wniosków z błędów – Whedon zaczerpnął to, co najlepsze z filmów cząstkowych i umieścił to w swoim dziele. 
Dzięki temu Captain America nie ma już obciachowego kostiumiku, sceny walki z jego udziałem to prawdziwy popis umiejętności, a design Thora także jest znacznie lepszy. Do tego pozwolił wybrzmieć bohaterom, którym do tej pory poświęcano stosunkowo mało miejsca w MCU, co także wyszło filmowi na plus.

Reżyser sprawnie potrafi wprowadzić nowe postacie, czy to w postaci epizodów (dr Cho), czy bohaterów drugoplanowych. Jednakże ograniczony wielością innych wątków i barierami czasowymi, nie mógł zaprezentować ich w pełniej krasie – dlatego nie wiemy do końca, na czym polegają moce Visiona, jaki jest rzeczywisty zakres siły Wandy oraz skąd w Avengers Tower stroje pasujące na bliźniaki. 
Co nie zmienia faktu, że postacie kreowane przez Elizabeth Olsen, Aarona Taylor-Johnsona i Paula Bettany'ego wypadają bardzo intrygująco oraz przekonująco – zwłaszcza ten ostatni, jak wszyscy wiemy obecny w MCU od 2008 roku, mógł wreszcie pokazać na co go stać. Mam nadzieję, że jego postać będzie dalej ewoluowała.

Jeszcze kilka zdań o rolach epizodycznych. O ile baron Strucker i dr Cho po prostu są, mnie zachwycił zupełnie ktoś inny. Mówię o Andym Serkisie, który stworzył rolę-perełkę – jego Ulysses Klaw ze swoim unikatowym akcentem oraz nieco przerysowaną, ale jednak charyzmą, na długo utknął mi w pamięci. Mam nadzieję, że ta postać będzie miała szansę rozwinąć się w "Black Panther".

Jeśli chodzi o "starą ekipę" to najlepiej wypadają Jeremy Renner i Chris Evans. O ile filmowy Hawkeye to wybór oczywisty, w końcu Whedon najbardziej rozwinął jego wątek (i tak, jego ust pada najlepsza kwestia w filmie), o tyle czuję, że Evansa powinienem bronić. 
Jego Captain America jest dla mnie po prostu przekonujący – z jednej strony jest tym "żołnierzem z innej epoki", ale jego rola nie ogranicza się już do walki i gagów sytuacyjnych. W "Age of Ultron" rzeczywiście czuje się, że to on spaja drużynę, jest dowódcą z prawdziwego zdarzenia.
Pozytywnie zaskoczyła mnie także Scarlett Johansson. Taka Black Widow odpowiada mi jak najbardziej!

O samej historii nie mogę opowiadać bez potencjalnych spoilerów, dlatego powiem tylko tyle, że sprawnie łączy w sobie elementy komedii, sci-fi, kina akcji, a nawet romansu. Może nie jest to jakieś wizjonerskie połączenie, ale sprawdza się, nadal ciesząc oczy. Jest akcja, jest humor, jest moc!
Standardowo, Whedon ignoruje niektóre wątki, albo pozostawia inne bez wyjaśnienia (finał IM3, magiczna grota odwiedzona przez Thora, Fury). Ten drugi problem zrzucam na ograniczenia czasowe filmu – po prostu nie dało się wszystkiego przedstawić w te dwie i pół godziny.

Recenzja "Age of Ultron" nie może powstać bez poświęcenia kilku zdań o "głównym złym" tego filmu, czyli Ultronie.
Potencjał w tej postaci był świetny – gigantyczna moc w rękach istoty nie do końca świadomej złożoności świata. Do tego niesamowity charakter nadany mu przez charakterystyczny, mroczny głos Jamesa Spadera. No i oczywiście obłędna animacja Ultrona i jego dronów, która bije na głowę Chitauri z pierwszej części.
Niestety, z braku czasu, jego postać okrojono do roli kolejnego złego – w bardzo skrótowy sposób, moim zdaniem zbyt skrótowy, uzasadniono jego plan eksterminacji ludzkości. Oczywiście Whedon stara się nadać temu jak najmniej sztampowy wyraz, ale po prostu pewnych stereotypów uniknąć nie może. Do tego, nie oszukujmy się, po Kingpinie z "Daredevila" chyba każdy przeciwnik wypadnie słabiej.

Wracając jednak do głównego zagadnienia, czyli reżysera.
Whedon jest w pewnym stopniu konsekwentny – ma to zarówno swoje wady i zalety.
Zaletą jest konsekwencja w tworzeniu bohaterów – reżyser miał swoją wizję przy I części i realizuję ją w "Age of Ultron". To się czuje zwłaszcza przy mniej eksploatowanych bohaterach – Banner to dalej tykająca bomba, Hulk naparza aż miło, a Hawkeye… cóż, dalej strzela z łuku. Ta trójka (ew. dwójka, zależy, jak kto postrzega Bruce'a) , dostaje więcej "czasu antenowego", jednak rozszerzenie ich wątków pozostaje w klimacie postaci z "the Avengers".

Żeby nie było tak słodko, to, co z jednej strony jest zaletą, z drugiej może być wadą. Konsekwencja tworzenia spójnego portretu charakterologicznego bohaterów jest w dwóch przypadkach może nie zgubna, ale już nieintrygująca. 
Mianowicie, Tony Stark i Thor nie wnoszą do filmu nic nowego – Jeden jest żartującym złośliwie, nieco szalonym naukowcem z obsesyjną chęcią ratowania świata, a drugi przybyszem z innej planety bawiącym ludzi swoim zachowaniem i manierami. 
Co prawda, syn Odyna ma swój udział w naprowadzaniu widzów na pewne wątki, a Stark jest odpowiedzialny za cały bajzel, ale poza tym to nihil novi.

Konsekwencja Whedona przejawia się także negatywnie przy powielaniu sprawdzonych schematów.
Scenariusz jest oczywiście zbudowany według sprawdzonej recepty na "więcej, mocniej, bardziej", ale, jeśli spojrzymy nań dokładniej, dostrzeżemy mnóstwo podobieństw z pierwszą częścią – na czele z epicką sceną, nazwaną przeze mnie parę lat temu "kręgiem Avengers". 
Nie oznacza to jednak ewidentnej kalki, po prostu nie można się oprzeć wrażeniu, że gdzieś już się niektóre sceny widziało.
Podsumowując, "Avengers: Age of Ultron" to świetnie zbalansowana, doskonała rozrywka zarówno dla wieloletnich fanów, jak i ludzi kompletnie niezwiązanych ze światem komiksu oraz kolejny kamień milowy w rozszerzaniu MCU. 
Jednakże przy całym moim uwielbieniu dla pierwszej części "Avengers" i zachwycie nad "Age of Ultron", nie mogę nie zauważyć, że "Winter Soldier" oraz "Guardians of the Galaxy" postawiły poprzeczkę bardzo wysoko.
Poprzeczkę, do której niestety nie udało się dotrzeć drugiej części przygód Mścicieli.

Zatytuowałem tę recenzję słowami "Temu panu (już) dziękujemy", uważam bowiem, że forma przyjęta przez Whedona jest niewystarczająca na nadchodzącą "Infinity War".
Przekonaliśmy się, że Marvel ma do dyspozycji reżyserów o innej wrażliwości, będących w stanie wprowadzić do MCU świeże spojrzenie – jak choćby bracia Russo.
Co nie zmienia faktu, że serdecznie dziękuję Jossowi Whedonowi.
Dziękuję za niesamowitą akcję.
Dziękuję za niewymuszony humor.
Dziękuję za wszystkie ukłony w stronę komiksowych fanów.
A owacjami na stojąco dziękuję za to, że wykonał gigantyczną pracę i dał milionom fanów dwa cudowne filmy o Mścicielach.

Dziękuję, ale (już) wystarczy. 

Kminek
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.