Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Avengers: Czas Ultrona" - Dominik "Undercik" Nowicki

Najbardziej oczekiwany film tego lata już za mną. Avengers po raz drugi połączyli siły i zmierzyli się z Ultronem. Chciałoby się rzecz, że sequel jest lepszy od pierwszej części, ale niestety to nie takie proste. Za to śmiało można rzec, że jest większy, głośniejszy i bardziej przepakowany akcją.

aoubanner.jpg

Recenzja filmu "Avengers: Czas Ultrona" - Dominik "Undercik" Nowicki

Najbardziej oczekiwany film tego lata już za mną. Avengers po raz drugi połączyli siły i tym razem zmierzyli się z Ultronem. Chciałoby się rzecz, że sequel wypada lepiej od pierwszej części, ale niestety to nie takie proste. Za to śmiało można powiedzieć, że jest większy, głośniejszy i bardziej przepakowany akcją. 

 

Nie oszukujmy się. Pierwsza część "Avengers" miała mieć pretekstową fabułę która pozwoliłaby na zjednoczenie bohaterów przy obowiązkowym starciu na początku (jak na porządny komiksowy team-up przystało). Dorzucić do tego wybuchy, dobre ujęcia, humor i mamy murowany hit. To był sen fanów - efekt budowania fundamentów pod wspólne uniwersum na dużym ekranie - udało się go sprawnie zrealizować Whedonowi. Wiadome było jednak to, że "Czas Ultrona" będzie musiał pokazać coś więcej, ponieważ same połączenie sił przez superbohaterów nie wystarczy. I to się udało. Poziom scenariusza stoi na wyższym poziomie. Co prawda nadal jest pretekstem do pokazania akcji, ale już nie w takim stopniu jak oryginał. Ultron ma konkretny plan i realizuje go zadziwiająco dobrze. Oczywiście potyka mu się w pewnym momencie noga, ale i tak to jak realizuje cel, wypada o wiele lepiej niż w przypadku Lokiego. Nie ma też marnowania czasu na ekspozycje. Od razu wkraczamy w akcję, która demonstruje moce poszczególnych bohaterów i nakreśla ich charaktery. Nie po to Marvel buduje  uniwersum, aby połowę każdego filmu poświęcać na przedstawienie świata.

 

Warto wspomnieć, że wiele postaci zostaje rozwiniętych na przestrzeni filmu. Głównym tego przykładem jest Hawkeye. Widać, że publiczne uwagi Rennera co do jego roli w "Avengers", zostały rozpatrzone pozytywnie przez twórców. Burton jest bohaterem, o którym dostajemy najwięcej nowych informacji, co pozwala nam nie tylko lepiej go poznać, ale ukazuje jego motywacje i to jakim jest człowiekiem. Bruce Banner po raz kolejny stoi w obliczu zmiany w Hulka, a wydarzenia "Czasu Ultrona" stawiają mu pytanie, czy jest w stanie wieść normalne życie. Black Widow robi następny krok do przodu, chociaż mniejszy w porównaniu z "Zimowym Żołnierzem", Iron Man znów musi się zmierzyć z czynami i ich konsekwencjami, które tym razem jeszcze bardziej wystrzelą w kierunku jego osoby, a sama postać na koniec filmu znajduje się w innym miejscu niż poprzednio. Powoli pokazywane jest nam także tarcie na linii Stark-Rogers. Whedon robi to delikatnie i pozostawia także miejsce na budowanie przyjaźni, co nastraja optymistycznie w kontekście zbliżającego się "Civil War". Oprócz tego zostaje Thor, który tym razem po prostu jest. Jego rola oczywiście ma znaczenie, ale sam Odinson nie wychodzi zmieniony po tym filmie. Bogatszy jest jedynie o nowe informacje, które będą mieć wpływa na jego dalsze losy. Oprócz tego przewijają się znane twarze z poprzednich części MCU, ale odgrywają tylko epizodyczne role.

 

aou4.jpg

 

W końcu doczekaliśmy się też porządnego złoczyńcy. Co prawda Fisk w "Daredevilu" wysoko podniósł poprzeczkę, to Ultron wypada niezwykle dobrze na tle całego MCU. James Spader rewelacyjnie wcielił się w rolę sztucznej inteligencjii, tworząc unikatową postać. Pomógł mu w tym Joss Whedon który wpisał w złoczyńce specyficzne poczucie humoru, często ładnie nawiązujące do popkultury czy zachowania pewnego bohatera. Dostaliśmy też kilka sprzeczności - chęć zagłady ludzkości, ale jednocześnie potrzeba posiadania drugiej osoby koło siebie. Działa to niesamowicie dobrze i tym bardziej boli fakt, że nie poświęcono więcej czasu na ukazanie motywów, a raczej tego co spowodowało takie nastawienie Ultrona wobec świata. Dostajemy tylko krótki fragment w cyberprzestrzeni, który teoretycznie miał być fundamentem pod działania złoczyńcy, ale trwało to tak szybko, że wydaje się naciągane. Szczególnie, że dostajemy wtedy monolog tytułowego antagonisty z JARVISEM, który niby miał to tłumaczyć, ale niestety wypadło to słabo.

 

W "Czasie Ultrona" debiutuje trójka superbohaterów. Rodzeństwo Maximoff jest sprawnie wprowadzone. Poznajemy ich motywacje, widzimy co wpływa na ich postępowanie i można poczuć cechy charakteru bliźniaków. Ich przemiana wypada naturalnie, ale w pewnym momencie dostajemy mały przeskok. Brakuje tutaj pewnego domknięcia, które pozwoliłoby mi do końca uwierzyć, że na stałe odłożyli waśnie wobec Avengers. Na szczęście nie wypada to źle, gdyż film w pewien sposób tłumaczy to brakiem czasu na wątpliwości. Za to największym majstersztykiem okazał się Vision. Ciekawie ukazano jego światopogląd i rewelacyjnie zaplanowano sposób, w który zdobył zaufanie Mściceli. Android stał się niezwykle ciekawą postacią i szkoda, że mimo wszystko poświecono mu mało czasu. Doskonale zaprezentowane też jego relacje z Ultronem, a ostatnia scena pomiędzy tą dwójką jest świetnie napisana. Nie zabrakło też mikrospijnego mrugnięcia okiem w stronę jego relacji z Wandą. Ze spokojem mogę przyznać, że to jak Whedon kieruje postaciami i ich wzajmenymi relacjami, jest największa zaletą "Avengers: Czas Ultrona". 

 

aou2.jpg


 

Niestety scenariusz ma też swoje wady. Kilka rzeczy dzieje się, ponieważ potrzeba czegoś co popchnie fabułę do przodu. Nie podobają mi się też niektóre decyzje podjęte przez Whedona, ale szczegółowe opisanie tego, które zagrania mi się nie podobały, zmusiłoby mnie do napisania kilku spoilerów, a nie chce nikomu psuć seansu.

 

Którko wspomnę też o aktorstwie. O Spaderze w roli Ultrona już napisałem, więc przejdę do pozostałej obsady. Olsen i Taylor-Johnsson wypadają przekonująca, a Paul Bettany nareszcie może zagrać ciałem i wywiązuje się z tej roli tak samo dobrze, jak z podkładani głosu Jarvisowi. O pozostałych bohaterach ciężko coś nowego powiedzieć. Poza Rennerem który dostał więcej miejsca i dobrze to wykorzystał, to cała reszta ekipy wypada tak jak w poprzednich filmach, więc powinniście wiedzieć czego się spodziewać.

 

Oczywiście nie zabrakło też masy humoru przeróżnego rodzaju. Mamy żarty sytuacyjne i takie które powracają przez cały seans, one-linery, odpowiednią mimikę twarzy, nawiązania i tak dalej. Generalnie to co pokazano w "Avengers", tylko lepiej. Niestety Whedon tym razem gorzej wyreżyserował sceny akcji. Jest kilka momentów, które zadziwiają pomysłowością, czy wyglądają niesamowicie, ale duża część jest po prostu "normalna" i kompletnie niczym się nie wyróżnia. Wygląda to słabo w porównaniu do "Captain America: Winter Soldier" czy "Daredevila". 

 

aou1.jpg

 

I kurczę, tak patrze na tą recenzję i mógłbym wywnioskować, że podobało mi się bardziej niż pierwsze "Avengers", ale jednak wyszedłem z kina w gorszym nastroju niż w 2012 roku. Ten film robi dużo rzeczy lepiej niż pierwsza część, ale w ogólnym rozrachunku wypada słabiej. Brakuje po prostu tego bliżej nie sprecyzowanego "czegoś". Kto wie, może to to, o czym wspominałem na początku? Efekt wsadzenia tych postaci w jeden film już nie zadziałał i przez to nie broni to pewnych wad. W "Avengers" wady dostrzegałem dopiero z kolejnymi seansami, więc jestem skłonny uznać, że po prostu Whedonowi nie udało się zrekompensować tej straty.

 

Mimo to idźcie. To nadal świetny blockbuster, na którym bawiłem się bardzo dobrze. Tyle, że pewnie nie zapadnie mi tak w pamięci jak inne pozycje z Marvel Cinematic Universe. Po prostu rozpieszczono mnie "Zimowym Żołnierzem", "Strażnikami Galaktyki" i "Daredevilem".


Autor: Dominik "Undercik" Nowicki

 

aouposterpl.jpg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.