Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja serialu "Daredevil" - Kminek

Nie będę zaczynał jakimś patetycznym tekstem, w stylu "Nigdy nie byłem fanem Daredevila. Aż do teraz". Nie chcę też zaczynać tej konkretnej recenzji jakimś hasłem w stylu Kminka, który po raz pierwszy obejrzał "Avengers".  Postanowiłem zacząć spokojnie i stonowanie, a jednocześnie z pewnym przytupem. Marvel pokazał, że ma jaja. 

ddposter1.jpg

Recenzja serialu "Daredevil" - Kminek


Nie będę zaczynał jakimś patetycznym tekstem, w stylu "Nigdy nie byłem fanem Daredevila. Aż do teraz". Nie chcę też zaczynać tej konkretnej recenzji jakimś hasłem w stylu Kminka, który po raz pierwszy obejrzał "Avengers".  Postanowiłem zacząć spokojnie i stonowanie, a jednocześnie z pewnym przytupem.

Marvel pokazał, że ma jaja. 

Może to i niepoprawne, może to i niepolityczne, ale tak właśnie jest.
Krótko i po żołniersku.

Pogódźcie się z tym, lub nie. 

 Zapowiedzi, informujące widzów, że do tej pory czegoś takiego nie widzieli, tym razem trafiły w sedno.

 "Daredevil" Netflixa odsłania nam nową twarz MCU. Twarz, której istnienia nie podejrzewałem,  oglądając ugrzecznione do granic możliwości przygody "Agent Carter", albo, niezbyt regularnie, śledząc amplitudę zmian w kolejnych odcinkach "Agents of S.H.I.E.L.D.". Jest to twarz brutalna, ponura, niemal do granic rzeczywista (o tym, dlaczego "niemal", za chwilę), w pewien sposób nawet odpychająca, ale intrygująca zarazem – i to wcale nie dlatego, że tytułowy Śmiałek jest najbardziej maltretowanym bohaterem w historii dzieł spod znaku MCU.
Na sukces tego serialu złożyło się wiele czynników, ale kilka z poniżej wymienionych, moim zdaniem, zasługuje na poświęcenie paru minut uwagi. 

d1.jpg

Po pierwsze – scenariusz. 

Muszę przyznać, że sama postać Matta Murdocka oraz komiksy z jego udziałem jakoś nigdy nie zajmowały wysokich miejsc w moich prywatnych rankingach, przede wszystkim dlatego, że przygody Śmiałka z Hell’s Kitchen znam głównie z historii "Guardian Devil" i gościnnych występów Murdocka w New Avengers vol. 2. Oprócz tego była oczywiście bardzo dobra historia "The Man Without Fear", ale na tym kończy się moja znajomość świata niewidomego prawnika. 

 Jakież było moje zdziwienie, że w sumie nie muszę znać całej "mitologii" tej części świata Marvela, by połapać się kto jest kim, o co chodzi, itd. Historia, choć prowadzona pokrętnie i pełna, naprawdę zaskakujących, zwrotów akcji, jest klarowna, z jasno zarysowanym początkiem i końcem. Nie jest to jednak opowieść sztampowa - sposób dystrybucji serialu przez Netflix, a przede wszystkim pominięcie amerykańskiego zwyczaju kręcenia najpierw pilota, a potem, gdy się spodoba, reszty sezonu, pozwolił twórcom na zupełnie inne rozłożenie akcentów niż w serialach stacji kablowych. Nie wszystko dostajemy na tacy – główny wątek, toczący się swoim nurtem, przerywany jest licznymi retrospekcjami i, mały spoiler, nie tylko z życia głównego bohatera. 

Spójność wielowątkowej historii jest tutaj bardzo pilnowana przez scenarzystów – oprócz paru niewielkich dziur logicznych (zwłaszcza, jeśli chodzi o niespodziewane pojawianie się Daredevila) – muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony konsekwencją twórców – każdy element intrygi współgra ze sobą, jedno z drugiego wynika i, chociaż zdarzają się przeskoki w akcjach, konsekwencje wyborów bohaterów prędzej, czy później dopadną ich, i to w najmniej przewidywalnych momentach.

Ważnym zaznaczenia jest też fakt, że zarówno działalność Murdocka, jako Daredevila, jak i praca Matta i Foggy’ego w kancelarii są potraktowane z jednakową dokładnością – choć wątek prawniczy jest, w porównaniu do akcji, obecny zdecydowanie rzadziej, i tak wypada bardziej przekonująco niż wszystkie nasze, krajowe pseudoprawnicze produkcje razem wzięte.  

Ach, no i najważniejsze. W tym serialu superbohaterowi wcale tak wszystko pięknie i ładnie nie wychodzi, a końcówka ma słodko-gorzki wydźwięk. 

d2.jpg
 
Po drugie – klimat

Niepowtarzalny. Absolutne mistrzostwo, o niebo przewyższający inne seriale typu superhero. Serial zawdzięcza tę unikalną atmosferę, może nie stricte noir, ale takiej surowej rzeczywistości, nie tylko świetnej obsadzie, czy ponurej scenerii Hell’s Kitchen, ale przede wszystkim sposobowi realizacji. "Daredevil" to dzieło Marvela, w którym korzystano z najmniejszej ilości efektów specjalnych. Twórcy, już od pierwszych scen pokazują, że stawiają na realizm i autentyczność. Ale robią to w bardzo widowisko sposób. Niektóre ujęcia zakrawają nawet na artyzm – jak choćby scena walki z, bodajże, drugiego odcinka.  Długa, bardzo dynamiczna sekwencja nakręcona została w jednym ujęciu – moim zdaniem jest to najlepiej zrealizowana walka w całym serialu.

Walka jest elementem, do którego przywiązano w całym serialu szczególną wagę. Choreografie walk są bardzo zróżnicowane, dynamiczne, wykorzystujące całą gammę 

Poza tym nie ma tu, w przeciwieństwie do "Agentów" , wędrówek po świecie. Akcja, poza kilkoma retrospekcjami, dzieje się w samym mieście, które także jest istotnym elementem całej historii. Takie , bądź co bądź, nowatorskie podejście do realizacji oraz umiejętne wykorzystanie dostępnego budżetu sprawiają, że serial ten nie jest duszny, jak bywa "Arrow", czy "Flash", ale także nie rozmywa właśnie tego specyficznego klimatu mroczniejszych dzielnic amerykańskich metropolii, co jest niestety największym kłopotem "Gotham".
 
d3.jpg

Po trzecie – bohaterowie.

Scenarzyści bardzo dużo uwagi przyłożyli do rysu charakterologicznego poszczególnych postaci.

Mieszkańcy Hell’s Kitchen to ludzie z krwi i kości, zmagający się często z bardzo trywialnymi problemami. 

Murdocka poznajemy w momencie przełomowym dla jego kariery zawodowej. Razem z najlepszym przyjacielem zrezygnował właśnie z intratnej oferty pracy, postanawiając pracować dla swojej rodzimej dzielnicy. Muszę przyznać, że w tych codziennych, zwykłych aspektach życia, Charlie Cox wypadł bardzo przekonująco. Jest cichy, spokojny, rzeczowy, ale jednocześnie lubi od czasu do czasu rzucić żartem, czy wypić piwko. To właśnie odróżnia go od Batmana i Kapitana Ameryki – Murdock nie zatraca się w swoim drugim, bohaterskim życiu. Oczywiście, fabuła prowadzona jest tak, by jego nocne eskapady miały bardzo duży wpływ na jego życie, ale wydaje mi się, że twórcy serialu chcieli skupić się na tym ludzkim aspekcie Matta – jak do tej pory, według mnie, to superbohater Marvela, z którym możemy najbardziej się utożsamić. Tak jak my, musi radzić sobie z brakiem pieniędzy, brakiem pracy, kombinowaniem, jak przeżyć do pierwszego. 

To jest właśnie najmocniejszy akcent jego autentyczności. Oczywiście, jest wątek supermocy, "darów", czy "talentów" Daredevila, ale to nie one definiują  jego postać – istota siły Matta leży zupełnie gdzieś indziej. 

Nie sposób oczywiście nie pochwalić Coxa za jego przygotowanie fizyczne. Nie jest „dopakowany” jak Hemsworth, czy Evans, ale ma sylwetkę odpowiednią do charakteru postaci – wygląda bardziej na atletę niż wojownika. W scenach walki spisuje się doskonale, jednak największe gratulacje powinien zebrać za swoje przygotowanie do roli niewidomego. Jako osoba pozbawiona wzroku jest bardzo autentyczny-to klasa znacznie wyższa niż nieszczęsne próby udawania niewidomego przez Bena Afflecka.  Jestem pod wielkim wrażeniem tego, niezbyt znanego aktora. 

Wypada powiedzieć kilka słów o rolach kobiecych – Rosario Dawson jest bohaterką trzecioplanową i chociaż pojawia się najrzadziej z całej obsady, to jej relacja z Murdockiem jest jednym z najbardziej intrygujących wątków pobocznych. Chociaż spodziewałem się, że talent aktorki  tego kalibru będzie wykorzystany trochę inaczej, nie narzekam. Kolejne pozytywne zaskoczenie.

Kolejnym świetnym wyborem jest Deborah Ann Woll, czyli Karen Page. Na pierwszy rzut oka może się wydać, że to kolejna sztampowa rola "księżniczki do uratowania", ale nic bardziej mylnego. Czekajcie cierpliwie…

Na ostatku, jeśli chodzi o pierwiastek kobiecy w serialu, chciałbym opisać Ayelet Zurer Vanessy Marianny. Jest ona bowiem najciekawszą kobietą – z jednej strony bowiem to miła pani handlująca obrazami, ale z drugiej seksowna dama, zafascynowana niebezpieczeństwem uosabianym przez jedną z postaci. To bardzo skomplikowana, świetnie zagrana i niesamowicie intrygująca postać. 

d4.jpg

Świetne kreacje stworzyli także Vondie Curtis-Hall oraz Toby Leonard Moore.  Ich bohaterowie, chociaż tak różni od siebie, są niesamowicie przekonujący. Moore z resztą świetnie oddał charakter swojej postaci – jego każdorazowemu pojawieniu się na ekranie towarzyszy pewna doza niepokoju, co jest niesamowitym osiągnięciem!

Wydawać by się mogło, że postać Franklina Nelsona, czyli najlepszego przyjaciela Murdocka ma służyć tylko i wyłącznie zbalansowaniu ponuractwa Daredevila. Skądże znowu (tę rolę wziął na siebie ktoś inny)! Elden Henson w żaden sposób nie ustępuje pola głównemu bohaterowi. Oczywiście, Foggy to zdecydowanie luźniejsza i zabawniejsza osoba niż Matt, ale to wcale nie oznacza, że jest kimś w rodzaju pierdoły. Ma wyrazisty charakter, cięty język, mocną głowę  (tak, to też jest istotne), a także zmysł detektywa. Poza tym widać chemię między Hensonem i Coxem – ich zwykłe, wesołe gadki przy piwie oraz dramatyczne wymiany zdań brzmią naprawdę jak te, które odbywają się pomiędzy wieloletnimi przyjaciółmi na całym świecie. 
 
Jednak to ani nie Henson, ani nie Cox, ani nawet nie Zurer jest numerem jeden. Najmocniejszy element grupy aktorskiej, odtwarzający jednocześnie najciekawiej, a także najbardziej intrygująco napisaną postać, to Vincent D'Onofrio w roli Wilsona Fiska. Bez zdradzania szczegółów fabuły nie mogę napisać za wiele, dlatego ograniczę się do napisania tylko jednego – tak skomplikowanego czarnego charakteru MCU jeszcze nam nie zaprezentowało. 

 Czy "Daredevil" jest serialem wybitnym? Trudno mi to ocenić.  To nie jest tak, że ten serial nie ma wad – można się przyczepić, że niektóre rozwiązania fabularne są przewidywalne, kostium jest kiepski, a całość jest przesiąknięta nolanowską wizją superbohatera. 
Jednakże nie ulega wątpliwości, że ze wszystkich produkcji, czy to filmowych, czy serialowych MCU, "Daredevil" jest najbardziej brutalną, najdoroślejszą oraz najambitniejszą produkcją nie tylko tego roku, ale prawdopodobnie w dziejach. Dlatego nie chcę się wypowiadać, czy to dzieło wybitne, czy wspaniałe, czy bardzo dobre. Na pewno jest to serial wart obejrzenia, z bohaterami, których może nie polubimy od razu, ale z którymi zidentyfikujemy się łatwiej, niż nam się wydaje.
 
Na zakończenie chciałbym polecić "Daredevila" wszystkim fanom Marvela – zarówno weteranom, jak i początkującym. Kto jeszcze nie widział serialu, niech nie traci czasu i go obejrzy, a kto obejrzał, niech sięgnie po komiksy z Daredevilem
Jak ja!

Kminek

Przeczytaj także: 

ddposter.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.