Avalon » Publicystyka » Artykuł

Więcej komiksów, mniej seriali, czyli co przeczytać jeżeli nagle zajaraliście się Daredevilem #1

Fajnie, że podoba się Wam serialowy Daredevil, mniej fajnie, że często obok idą głosy wyraźnie świadczące, że część z widzów interesuje tylko telewizyjna konwersja i zupełnie nie są zainteresowani oryginałem. Nie wiem jak inni ale tu za takim podejściem nie przepadamy... Dlatego dla tych, którzy może i nie znają klasyki, ale nie mają mentalności "ignorant and proud" przywracam Marvel Knights z kilkoma tekstami tak niby w temacie serialu ale jednak bardziej w stronę jego komiksowego oryginału (więcej) i inspiracji wykraczających poza komiks i banał nawiązań do reszty kinowego Marvela (to z czasem). Część pierwsza, tylko z Frankiem Millerem.

All-New Marvel Knights #1

Close your eyes, let the night touch you.

(tak, możemy uznać, że oficjalnie startujemy z All-New Marvel Knights #1 lub Marvel Knights Vol. 2)

Chcesz poznać więcej Daredevila? Więcej Franka Millera? Świetnie.


1.jpg

Oczywista oczywistość, czyli zaczynasz od Daredevil: The Man Without Fear.

Patrząc z dystansu nie można nie dostrzec faktu, że serial najwięcej zaczerpnął z ogólnej estetyki tej pięcioczęściowej miniserii (której scenariusz pierwotnie został stworzony pod film, który nigdy jakoś nie powstał). Od ogólnego mroku i specyficznego romantyzmu związku Matta Murdocka z Nowym Jorkiem, po wiązanie początków Daredevila z rozwojem kryminalnej działalności Wilsona Fiska.

Frank Miller, wzorem swojego Batman: Year One, przerobił początki działalności Daredevila pod swoje estetyczne i gatunkowe preferencje. Zupełnie niezainteresowany opowiadaniem superbohaterskiej historii, opowiedział o początkach swojego podopiecznego w konwencji bliższej kinu gangsterskiemu i sensacyjnemu lat 80. Matt Murdock nie jest bohaterem z wypiętą piersią prężącym się jak półbóg nad głowami szarych ludzi, tu jest mu bliżej do Rudgera Hauera, czy Clinta Eastwooda. W parze z tym przedstawieniem protagonisty dostajemy adekwatną wizję nemezis. Nie groteskowego szaleńca, czy zdeformowanego przez występek przestępcę w duchu Dicka Tracy'ego, a pełnokrwistego antagonistę. Postać, której historia mogłabyć bezpośrednio zainspirowana "Noodlesem" Aaronsonem z Dawno Temu w Ameryce.

Aha, czy wspomniałem, że są to jedne z najlepszych ilustracji jakie Romita młodszy stworzył w swojej karierze? Nie? No to wspominam.

PS: Jeżeli możecie, to ignorujce wydanie Mega Marvela, które wciąż można znaleźć na allegro. Nie warto poznawać tej historii dziś, tak jak poznawaliśmy ją w 1995 nie zdając sobie sprawy, że polskie wydanie nie zawiera wszystkich stron z oryginału. Wtedy wyboru jakby nie było, dziś jest.

Willson i Vanessa Fisk, miłość i wojna, czyli Daredevil: Love & War.

O ile wymieniony wyżej The Man Without Fear jest tym komiksem Millera, który zawsze i wszędzie jest polecany jako to, co znać trzeba, tak stworzone wraz z Sienkiewiczem "Love And War" istnieje w świadomości psychofanów postaci i nielicznych koneserów grafik Sienkiewicza.

Nikogo nie zdziwi pewnie też moja opinia, że ignorowanie tej historii uważam za błąd.

W wieloletniej historii postaci tylko dwa momenty komiksowego Daredevila uważam za te, gdzie związek Vanessy i Wilsona został ukazany z kunsztem wręcz wybitnym. Bardziej aktualne przedstawienie pojawia się w Daredevilu pisanym przez Bendisa, ale to prawdziwe, pełne i pierwsze obserować możemy właśnie w tym pięknie zilustrowanym albumie. 

Jeżeli wydawało Wam się, że czujecie ból Fiska w związku z ciepieniem jego ukochanej, to ciekawe co powiecie po zapoznaniu się z tym albumem. 

2.jpg

Daredevil w New Jersey, czyli Badlands.

Daredevil #219 to była pewnie nie lada niespodzianka dla ludzi czytających Daredevila w latach 80. Jakoś rok po odejścu z tytułu Miller wrócił na jeden tylko numer z kameralną i tajemniczą historią o małym miasteczku, gdzieś w New Jersey i pewnym skorumpowanym policjancie.

W pewnym sensie Miller nigdy nie napisał historii tak bardzo noir jak ta. Bez kostiumów, pełna lokalnego folkloru, którym spokojnie mógłby obsadzić dłuższą historię lub stać się podstawą scenariusza dla odcinka Kung-Fu Carradine'a. Brud i nonszalancja.

Bitwa o duszę, czyli Daredevil: Born Again.

Tu wystarczy napisać tyle: opus magnum i wyśmiać każdego, kto świadomie zignorował ten album, gdy w końcu doczekał się swojej krajowej premiery (oczywiście ludzie posiadający wydanie oryginalne są wyłączeni z przykładu).

Frank Miller do spółki z Mazzuchellim rozwinęli estetyczną formułę tego co Miller z Jansonem robili w swoim debiutanckim runie, przesuneli nawiązania do Willa Eisnera w stronę chrześcijańskiej ikonografi i stworzyli dzieło, które treścią broni się tak samo jak formą.

Nawiązania do męki Chrystusa, ponowny flirt z amerykańskim kinem akcji i zemsty, komentarz społeczno-polityczny (psztyczki w nos wymierzane republikanom bawią dziś bardziej, wiedząc jak samemu Millerowi przekręciły się poglądy). Wszystko to dało album, który nie tylko jest jedną z najlepszych historii z Daredevilem, wybitnym komiksem Marvela, ale jest też dziełem, które w moim rankingu stawiam ponad Batman: Year One i The Dark Knight Returns. To tu miały swój poligon testowy wszystkie domniemanie nowe i odważne pomysły, które Miller wykorzystał w swoim Batmanie.

Tego komiksu nie należy reklamować, nie ważne co napisałem, on po prostu musi znaleźć się na Waszej półce. 

3.jpg

Posłowie.

Teraz wyjaśnię tytuł tego tekstu. "Close your eyes, let the night touch you" to pierwsze zdanie jakie pada na pierwszej stronie Daredevil #168, pierwszego numeru Daredevila już w 100% samodzielnie pisanego przez Franka MIllera. To jest ten numer gdzie debiutuje Elektra, gdzie cała historia jest wielką parafrazą dwuodcinkowej historii The Spirit Willa Eisnera o Sand Saref. Kawał historii komiksu oddający hołd innemu wielkiemu kawałowi historii komiksu.

Kończąc już definitywnie... prawda jest taka, że gdy przychodzi do Daredevila warto poznać każdą historię Millera jaką o nim opowiedział. Jego pełny run, który szczęśliwie dostał dodruk w Omnibusie, jak i jego historie z Elektrą (pisałem m.in. o Elektra: Assassin w Living Tribunal), które na razie w Netflixowym serialu nie znalazły większego odbicia. To wszystko jest przykładem świetnego, przemyślanego komiksowego rzemiosła, z mnogością inspiracji, gatunkowych dialogów i społeczno-politycznym komentarzem. Daredevil ma szczęście do scenarzystów i miał szczęście do Millera bo... w przypadku Daredevila nigdy nie zdarzyło mu się nawywijać takich paszkiwili, jakie z czasem pojawiły się w Batmanie (All-Star Batman & Robin, Dark Knight Strikes Back), Robocopie (oryginalny scenariusz Robocop 2), czy Spawn (Spawn Vs Batman, o mamo, to dalej boli).

Jakub Górecki (pulpwarsaw.tumblr.com)

Przeczytaj także:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.