Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #401-403 (26.05.2015)

avalonpulse0.png
Wtorek, 26 maja 2015Numer 17-19/2015 (401-403)


Pulse powraca po przerwie wraz z tym potrójnym wydaniem, które zostało zdominowane przez opinie o pierwszych dwóch numerach Secret Wars. 

06.05.2015

Secret Wars vol. 2 #1 (Of 8)
Xavier83:
To było piękne. Zaczynając od sposobu wykonania okładki [mam nadzieję, że wszystkie takie będą] przez fajne/zaskakujące zwroty akcji [ Cyclops i jego jajo] oraz emocjonalne zgony postaci. Naturalnie Marvel nie byłby sobą gdyby nie zaliczył wpadki nie usuwając z tej ilustracji Hyperiona, ale to im wybaczam. Bardzo się ucieszyłem widząc Punishera i tą jego przemowę do złoczyńców. Ta ostatnia strona niczym nagrobek dwóch Uniwersów wygląda świetnie 9/10.
wolvie111: No cóż jestem pełen wzruszeń i smutku, a nie spodziewałem się tego, z uwagi na to jak długo nas na ten koniec przygotowywano. Mimo to patrząc na śmierci tych bohaterów nie da się pozostać obojętnym. Największe smaczki i najlepsze sceny? Cyclops zamieniający się w Phoenixa, to jak Storm została sama na placu boju, bez Thor, oczywiście Punisher i jego rodzaj pożegnania ze światem. Jednak nic tak mną nie ruszyło jak rozpad Pierwszej Rodziny Marvela. Rysunki genialne i ten nagrobek na ostatniej stronie. Cudownie, ale ciężko ten numer ocenić punktowo, chyba 10/10 wydaje się właściwe. Żegnam
kuba g: Cóż za epicko nierówny komiks. Kilkanaście stron gdzie każde świetne przedstawienie jakiejś postaci (Ultimate Reed Richards, który jest jedną z moich ulubionych Marvelowych interpretacji od Hickmana) musi zostać zniwelowane przez absolutne spieprzenie innej (balanga z Kingpinem? serio, to miało być zagranie pod jego wersję zz lat 60 gdy bujał się z Emissaries of Evil? plażo proszę). Zabijcie mnie, może się czepiam, ale Hickman nie umie pisać luźniejszych scen, nie ma drygu do walnięcia punchlinem pod gawiedź, przez co ta na siłę wrzucona scena z Punisherem, czy przedstawienia Rocketa, są tymi elementami, które dla mnie rozkładają na łopatki wewnętrzną spójność numeru. Efektem nie jest chwila wytchnienia w tym standardowym dla Hickmana patosie, a element niemalże groteskowy, nienaturalny... słaby. Te rzeczy wkurzają mnie o tyle bardziej, że gdy trzymamy się tych poważniejszych pełnych patosu przedstawień to otrzymujemy całkiem rzetelny numer (powtarzam, Ultimate Reed to najlepsze co zawsze pisał Hickman) gdzie nawet-nawet jestem w stanie uwierzyć, że gramy w tym evencie o jakąś większą stawkę i jesteśmy skazani na przegraną (choć to co dotknęło oryginalnego Reeda jakoś mnie nie ruszyło, a ubito przecież jedną z moich najulubieńszych postaci ever, Sue, pamiętamy [*]). Nie wiem jak to ocenić, chyba max 6/10, dałbym więcej za grafikę ale niestety Ribic w kilku kadrach... no się nie wykazał będąc delikatnym. Jest średnio ale z potencjałem do dobrze... choć może ten potencjał tu wyczytuję z tego, że po takim skończonym gównie jak Axis wszystko będzie prezentować się lepiej?
Gamer2002: Ot się kończy Ultimate Marvel Universe i Marvel Universe. Na ich nagrobku logo Punishera, spodziewam się dyskusji czy można winić Franka za upadek komiksów Domu Pomysłów. Żarty na bok, to dopiero początek eventu, więc jeszcze zobaczymy jak się dalej potoczy Ostatnia Historia Starego Marvela. Wygląda na to, że głównymi postaciami będzie Strange, Doom, Cyclops i Reed. Skład zacny, Stark, Cap i Logan mieli już dostateczny spotlight na tego typu imprezach. Czy było to zasłużone zakończenie uniwersum? Właściwie to właśnie Frank chyba dostał najlepsze domknięcie, może Hickman nie fanobojował ani Dooma, ani Richards, ale właśnie Castle'a? Choć zaproszenie Kingpina na ostatni wieczór kawalerski to było coś, czego bym się spodziewał przeczytać w Superior Foes. Było w miarę epicko i zapewne intencją jest, że po domknięcia konkretnych bohaterów muszę sięgnąć po ich serie. Ale wciąż, to była bitka Ultimate z 616 i choć dobre momenty były, to jednak spodziewałem się czegoś więcej na taką okazję. Nie wiem czego, ale czegoś. 7/10
Tori: I stało się. Koniec 1610, koniec 616 i jak na historię o końcu świata, całość prezentuje się bardzo dobrze. Podoba mi się pogłębiająca z każdą stroną beznadzieja. Najpierw informacja o naukowcach, którzy zdecydowali się zostać z bliskimi i wprawdzie jest to schemat znany z różnych filmów katastroficznych, ale dobrze, że i tutaj o nim pamiętano. Dalej rozpaczliwa podróż Black Widow i Spider-Woman, zakończona katastrofą, a do tego otaczające wszystko śmierć i zniszczenie. I gdy wydaje się, że gorzej być nie może, następuje wzruszający finał z Pierwszą Rodziną Marvela (ręka Reeda zatrzymującą się na tarczy ochronnej, przyznaję, coś mi wtedy do oka wpadło). Całość ładnie dopełnia ostatnia strona stylizowana na nagrobek i dająca jasny przekaz, że coś się skończyło. Jest tu też kilka innych ciekawych wątków. Zfeniksowany Cyclops lekko zaskakujący, pamiętając jak się to ostatnio skończyło. Popijawa Kingpina i spółki przerwana przez wejście Franka, czyli scena pożegnania Punishera ze światem dokładnie taka, jakiej byśmy po nim oczekiwali. Co do rysunków, Ribic daje radę. wybuchy, zniszczenie, walka o przetrwanie wyszły jak trzeba. Z końcową oceną mam zaś drobny problem, gdyż trudno mi oceniać ten komiks jako pierwszy numer i początek historii, gdy tak naprawdę jest on bardziej jej zakończeniem i z tej perspektywy dostaje zasłużone 9/10.
czarny_samael: W ogóle mnie to nie rusza. I tak prawie wszyscy będą musieli jakoś wrócić od razu po zakończeniu się eventu. Sama ostatnia strona to potwierdzenie twardego rebootu. Innymi słowy, Marvel wiele stracił. Nawet nie chce mi się wystawiać oceny.
Krzycer: Hm. Hm. Hm. Jest ok. Sceny, które działają, są bardzo dobre. Sceny, które nie działają, są kuriozalne i jakoś tak wyrywały mnie z lektury. Narracja jest napuszona i szczerze mówiąc przez większość czasu nie byłem pewien, kto ją snuje. Doom? Rysunki Ribica podobnie jak cały komiks - kiedy są dobre, są naprawdę dobre, kiedy coś nie działa zostajemy ze śmiesznym wytrzeszczem oczu i rozdziawionymi ustami. Czyli mniej więcej tak, jak ja wyglądałem gdy dotarłem do fragmentu z e-mailem od Kingpina. I paru innych. I choć mógłbym jeszcze tak długo pisać, moje kluczowe zastrzeżenie dotyczy detalu, rzecz jasna związanego z mutantami. Od samego początku Time Runs Out i 8 Months Later i czego tam jeszcze byłem bardzo ciekaw, skąd Cyclops ma trzecie jajo, czym jest Nation X i skąd wziął Sentinele. Liczyłem, że Hickman mi to wyjaśni. Nie wyjaśnił. Liczyłem, że może Avengers World uzupełni tę lukę. Nie uzupełniło. Gdzieś w najbardziej optymistycznym zakątku duszy trzymałem kciuki, że może Uncanny X-Men Bendisa do tego prowadzi... nie doprowadziło (chyba, że w sześćsetce jeszcze coś o tym będzie). Więc czuję pewien niedosyt z tym związany. A to i tak nie jest mój główny problem. Cyclops ma jajo Feniksa... i najlepsze, co mu przychodzi do głowy, to wykorzystać je, by dać sobie power-up? To jest ten błyskotliwy przywódca mutantów, znakomity taktyk i strateg? Jestem rozczarowany. Tym bardziej, że po AvX Scott powinien jednak wiedzieć, że Feniks to nie jest zabawka dla niego. Nie, kiedy ma w zasięgu jednego teleportu Rachel Grey, która jako jedyna biegała z Feniksem przez lata i nie zeżarła przy tym żadnej planety, ani nie zabiła żadnego łysego profesora. A poza tym przeżyłbym bez przestrzelonego na wylot Szopa. Świat się kończy, ludzie giną, nie muszę mieć tego pokazanego wprost, żeby zrozumieć. Choć i tak Hickman i jego redaktorzy bardzo powściągliwie podeszli do tego końca świata, coś mi mówi, że w DC strony byłyby zalane posoką i odrąbanymi kończynami.

Spider Gwen #4
kuba g:
Kiedyś już powiedziałem, że bez większych oczekiwań Spider Gwen dała mi wszystko co przez lata zatracił Spider-Man, co było fajne w Amazing Spider-Girl ale zostało zaprzepaszczone przez Marvela i to co w teorii jest fajne w Ultimate Spider-Man bez jego słabszych stron. Ten numer mnie tylko utwierdził w tym. Kwestia żałoby Gwen i rodziny Parkerów została ładnie, nienachalnie przedstawiona i chyba zamknięta (umówmy się, ciągnięcie tego motywu za długo może być piętą achillesową tej serii). Jest żart, jest dramat, jest granie pod nastoletnie przygody bez pretensjonalności wielu tego typu komiksów. Czysta, prosta i nienachalna rozrywka. Utwierdziłem się, że kupno tego tytułu to dobry pomysł. 7/10


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.05.06.

13.05.2015

Captain America & Mighty Avengers #8
Kminek:
Fajnie, że wreszcie pokazali, iż Steve ma za uszami prawie tak dużo, jak Stark i reszta Illuminati. Dobrze sprawdza się widoczne dogadanie z Hickmanem - Kaluu został wywalony (trochę głupio, ale rozumiem, że podkreśla się ten upór i ograniczone spojrzenie Steve'a na pewne sprawy), a Mighty Avengers dołączają do walki z (w miarę) logicznym uzasadnieniem. Fabuła przyspiesza, co zrozumiałe, ale moim zdaniem to wszystko się sprawdza. Jest ok!

Legendary Star-lord #12
Kminek:
Ok... To starało się być zabawne, ale Collector przekonany tańcem?! Really? Kiepskawo...
Fajny smaczek związany z Secret Wars, dalsze osłabianie mocy Thane'a z Infinity, a w kuluarach "wielka polityka".

Secret Wars #2 (Of 8)
Xavier83:
Ok. jest kawa na ławę: co, kto, gdzie i dlaczego robi w granicach tego nowego świata. Jest ten miły, dla mnie przynajmniej, motyw z Arką i jej pasażerami. Tyle i aż tyle. Dobrze to się czytało 7,5/10
Kminek: Jestem pod ogromnym wrażeniem - Hickman wykonał naprawdę gigantyczną pracę tworząc ten "nowy" świat. Koncept jest niesamowity, "natchniony", do tego przepiękne rysunki, unikatowy, podniosły klimat + wątki, na które ja osobiście czekałem najbardziej, czyli Thors i Strange. Super! Jak dla mnie, najbardziej intrygującym pytaniem na tę chwilę jest - "czy Doom wie, jak się sprawy mają naprawdę?"
Krzycer: Skojarzenie nieodparte nasuwa mi się z House of M #2, gdzie, podobnie jak tutaj, cały numer poświęcony był tylko i wyłącznie na pokazanie nowego świata. Z tym, że tam był to ciąg przypadkowych pocztówek z różnych miejsc, z różnymi postaciami, z których - o ile dobrze pamiętam - większość nie miała nic wspólnego z głównym wątkiem fabularnym. Tutaj po pierwsze mamy bardzo fajny motyw przewodni - jeden dzień z życia młodego Thora, właściwie pierwszy dzień służby. Sprawny wybieg, uzasadniający wycieczkę po świecie i objaśniające przemowy przewodnika. (Choć mimo to miałem wrażenie, że Hickman nie uniknął w paru miejscach typowej dla tej sytuacji wpadki pt. "ktoś prowadzi ekspozycję, mówiąc drugiej osobie rzeczy, które ta powinna już wiedzieć"). Po drugie, poza "Dniem próby" rookieThora mamy motyw tratwy ratunkowej i ponowne wprowadzenie na scenę paru ważnych graczy - a więc nie jest to tylko wycieczka po świecie, wątek główny jest obecny i ma się dobrze. Co powiedziawszy, w tym numerze przede wszystkim liczy się ta wycieczka. A wycieczka wypada bardzo, bardzo dobrze. Wiadomo, nowa rzeczywistość, starzy znajomi w nowych rolach - ale to, co Hickman i Ribic tu pokazali, budzi zainteresowanie i łaskocze wyobraźnię. Paru rzeczy jestem szalenie ciekaw, m.in. pani Khonshu, składu Jeźdźców Apocalypse'a, kto właściwie mieszka w domenie Sinistera (chyba, że cała domena to System Sinister a'la Gillen)... Fajne toto. Zaczynam się skłaniać ku temu, by zerknąć na więcej - może nawet dużo więcej - tie-inów, niż początkowo zakładałem, tylko po to, by zaspokoić ciekawość.
wolvie111: Jestem po wielkim wrażeniem. Świeżo po lekturze mogę powiedzieć, że bardzo mnie wkręcił ten numer i jestem zachwycony stworzonym przez Hickmana światem. Nastrój numeru jest niesamowity, rysunki świetne i bardzo podoba mi się rozdanie ról dla naszych bohaterów. Cały motyw z umieszczeniem Dooma jako boga, Sue jego kobietą, Strange i Valeria głównymi doradcami, podział świata na domy z baronami na czele i przede wszystkim sprawa Sinistera bardzo mi się podobały (znów świetne rysunki Ribica w scenie walki). Niesamowicie wypadła scena egzekucji Braddocka, koncept wprowadzenia w nowy świat za sprawą młodego Thora..aaach. Na prawdę mi się podobało i bardzo podsyciło mi apetyt. Tym bardziej, że właśnie wkroczyli The Cabal. Daję aż 10 z dużym kredytem zaufania. Czekam na mutantów w tej historii.
kuba g: Początek jest spoko. Ekipa odkrywkowa czy cały patent na oczywistą ale nienachalną prezentację świata w formie przyjęcia nowego rekruta, który ma poznać niuanse i zasady bycia "aparatem represji" w świecie Dooma, to wszystko widzę jako zaletę. A potem się męczę. Sposób pisania relacji wewnątrz tej specyficznej tyranii irytuje mnie bardziej niż w Marvel 1602 Gaimana, gdzie przynajmniej The Bard od początku ładnie kontrastował z resztą. Tu wszystko jest dla mnie "za bardzo". Tyran i jego klakierzy, strach poddanych, religijne umotywowanie Dooma, serio, mam wrażenie, że nawet Jodorowski w Borgi pozwolił sobie na mniejszą łopatologię przedstawień. Ten numer nie jest zły, interesuje mnie ten świat, tylko mam wrażenie, że cała ta kreacja została przedstawiona mi z subtelnością cegły w ryj, na zasadzie "mówię jak jest", nieważne jak tego przedstawienia nie czuję. Równie dobrze ekspozycję mógłaby zastąpić prezentacja w PowerPoint. Grunt, że Ribic prezentuje się ze sto razy lepszej strony niż w numerze #1, wszystko dzięki temu fantasy flow.
Demogorgon: Nuuuuuda. I to jak wszyscy całują tyłek Dooma mi szybko zaczęło działać na nerwy. Jak zawsze, parę fajnych cytatów ("We found death" a na następnej stronie Thanos), ale nieco za wiele samozachwytu nad worldbuildingiem i swoim master planem. Rysunki neizłe, ale niekiedy spaprane, twarze Thanosa czy Apocalypse'a sięaż proszą o memy. Miękie to, słabe, ale zerknąłem tylko aby mieć rozeznanie w Battleworldzie. Czekam na prawdziwe, dobre historie z tego cyrku. Also, skoro Doc...przepraszam, Szeryf Strange to teraz osobisty włazidupa Dooma (serio, Hickman, what the hell?), a ten najwidoczniej pojawi się w A-Force #2...Nico vs Stephen? Calling it now.
Gamer2002: Zastanawiające jest, czy Doom jest świadom poprzednich wydarzeń, czy Beyonders się nim bawią. A jeżeli jest świadom - czy nasz Strange jest jego partnerem w zbrodni? Czy Doom odratował i zbrainwashował rodzinę Richardsa która wypadła z statku? Tak czy inaczej, definitywnie lepsze wprowadzenie do świata złoczyńcy niż w Age of Ultron czy House of M. Na razie mamy pojawienie się Złego Reeda i Kabały, czeka nas jeszcze przybycie naszych herosów. Zobaczymy co dalej, ale podoba mi wybór pionków na planszy Hickmana. Definitywnie lepiej rokuje niż którykolwiek event od czasu... Bardzo długiego.
Tori: Coś się kończy, coś się zaczyna. Stary świat zniknął, Doom zmajstrował sobie nowy, coby mieć gdzie rządzić. Jak już wspomniano, skojarzenia z "House of M" same się nasuwają. Pomysł z prezentacją w postaci wycieczki n00b-Thora fajny i naturalnie napisany, a im dalej, tym ciekawość wzrasta. Podział na domeny, jak one wyglądają i jaka wersja znanego bohatera zarządza każdą z nich. Wspomniany "ruch oporu" przeciwko Doomowi, kto w nim bierze udział i czy w finale doczekamy się bitwy o władzę. Ekipa otaczająca Dooma, czyli Sue, Valeria i Strange, czy są tymi samymi postaciami, czy kimś innym. I wreszcie sam Doom, czy pamięta co się naprawdę stało, a jeśli tak, to jak zareaguje, gdy "starzy znajomi" wpadną z wizytą. Oprócz tego mamy pierwszych "ocalonych", a i drugiej ekipy należy wypatrywać. Całość zapowiada się bardzo dobrze, Hickman świetnie połączył znane motywy i stworzył świat, który interesuje czytelnika. Oby do tego historia w głównej serii spełniła oczekiwania, które póki co są całkiem spore, zaś za numer wprowadzający daję 8/10.

Thor vol.4 #8
Kminek:
No i było zaskoczenie - fajnie budowane napięcie, nieźle rozegrana scena rozmowy pomiędzy Thor i Odinsonem, świetne rysunki i tylko minusik za nagłe ucięcie akcji. No i szkoda trochę, że przyjdzie nam trochę poczekać na wyjaśnienie jak to się stało, że nowa Thor znalazła się na Księżycu. Ale i tak, super!

Uncanny Avengers #4
Kminek:
No coż... Na szczęście, bliźniaki nie są Inhumans. Na nieszczęście nie są mutantami. Na plus - wątki się zazębiają, bitwa nabiera tempa, sceny z doktorem Voodoo i Visionem. Dalej uważam, że wątek Visiona jest najbardziej intrygujący, a wybór przed nim postawiony, chociaż o wiadomym wyniku, ciekawi. Za to na minus - kompletne olanie "śmierci" Wonder Mana i Captain Groot/America.



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.05.13.

20.05.2015

A-Force #1
kuba g:
Jestem trochę rozczarowany. Znaczy się nawet bardzo. Dostałem kilka stron bardzo po łebkach, opcję na granie pod emocje, pod sympatię do postaci... i zupełnie nie poczułem ani emocji, ani nie zadziałało to na moją sympatię do America Chavez, której obecności nie neguję. Nie napiszę nic więcej bo nic więcej niestety ten komiks mi nic nie dał. Nie był dobry, nie był zły, po prostu był i zostaje nadzieja, że w A-F #2 będzie ciekawie.
Gamer2002: Słabe. She-Hulk ma zespół samych kobitek bo cośtam. Tytuł nawiązuje do X-Force zmieniając go w jego Ałandżers wersje (czy bodajże Krzycer czegoś takiego nie przywidywał?), bo cośtam. Tak czy inaczej, America wywaliła rybę poza mur uszkadzając go, bo w tutejszym uniwersum jest kretynką pozbawioną swej OPANOWANEJ agresji. Dobrze, że dostała banicje na mur i zostaje dołączona do SHIELD, Gillen nie będzie nią rzucać kiepskich wtórnych memów jako żartów. Bo to co ona rzuca śmierdzi stęchłą rybą. Może ktoś mi powiedzieć, gdzie ostatnio widziano Captain Universe? Nie śledziłem Hickmana Mścicieli od jakiegoś czasu. Generalnie, ostatnia strona jest interesująca, wątek tego skąd wzięło się monstrum nie za bardzo (chyba że stoi za nim Maker).
Krzycer: Ładne rysunki. Molina się wyrabia (i, mam wrażenie, skręca w stronę jakiegoś mariażu Coipela i Cheunga...). Fabularnie szału nie ma. Może dlatego, że wielki rekin jako zagrożenie nieszczególnie mnie interesuje, zwłaszcza, że ten numer nie oferuje żadnej sugestii co do tego, kto może za nim stać (heh, "kto stoi za rekinem?"  Uwielbiam komiksy). Może dlatego, że mamy się wzruszyć losem Americi i opłakujących ją koleżanek, ale kompletnie nie mamy czasu poznać tych wersji bohaterek. Jak ma wzruszać, jak nie wzrusza?
Xavier83: Duży plus za rysunki. Dopiero za drugim razem zobaczyłem Jean Grey jako Phoenix, ponieważ bardziej skupiłem się na fabule. Ciekawy dobór postaci, mieszanka młodości z doświadczeniem kobiecych bohaterek. Rodzinka Namora też fajnie wypada. Trochę śmiechu wywołał u mnie Falcon - nie wiem w sumie czemu. Szeryf Strange dalej jest skrupulatnym gryzipiórkiem/przydupasem Dooma. Ciekawi mnie ta postać co spadła z nieba i kto wysłał rekina. Fajnie, że Luke Cage, Jessica Jones i ich dziecko też na tej wyspie sobie żyją. Przyjemna lektura o "walce o utrzymanie rajskiej wyspy" za wszelką cenę. Współczuje She-Hulk decyzji jakie musi podejmować. 7,5/10
Demogorgon: Czekałem z niecierpliwością na ten komiks, w równym stopniu pełny nadzieji, co zmartwień. Byłem podekscytowany i broniłem go przed malkontentami. Odliczałem dni do jego wyjścia. I co dostaję? Bardzo dobry komiks. Bardzo kurde dobry komiks. Jasne, miejscami wydaje się nieco śpieszyć, ale ludzie narzekali, że Ms. Marvel #1 było zbyt powolne, więc może Wilson wzięła sobie te uwagi do serca. Na razie charaktery postaci zostały ledwie zarysowane, ale już widać, że zasiane zostały ziarna pod ich własne storyarce - Jennifer zmaga się z odpowiedzialnością jako przywódca groupy oraz Baronowa Arcadii, Medusie nie podoba się, że musi się podporządkowywać Jen, Dazzler martwi się, że jej moce mogą być bezużyteczne. A Nico to bardziej skomplikowana sprawa, bo ona, America i Loki dosłownie zdominowały ten numer. Nie wiem czyj był pomysł, żeby ta trójka zamieszkałą razem, ale naprawdę podoba mi się jaką silną, pełną emocji relację między nimi zbudowały autorki. Wzajemna troska w mowie ciała, w dialogach, w takich drobiazgach jak trzymanie się za ręce czy niektóre wypowiedzi Americi - jestem naprawdę ciekaw jaka jest ich historia, której tu nie widzimy. I ten numer kupuje mnie właśnie tymi drobiazgami. W tym właśnie widać, że Wilson i Bennet nie próbują cynicznie pogrywać na emocjach fanów tych bohaterek, ale zbudować z nimi coś nowego i dodać do ich mitologii. I jasne, ktoś może powiedzieć, że to przecież nie "nasze" wersje postaci, ale takiej osobie muszę zadać dwa pytania. Po pierwsze - no i co z tego? Jak długo w duchu oddają esensję tego, za co kochamy ich odpowiedniki z 616, to efektywnie dalej one i dalej dodają coś do tego, jaki wizerunek one mają w oczach fanów. Zwłaszcza, że nie ma w innych tytułach alternatyw dla nich. A to prowadzi mnie do pytania numer dwa - czy aby napewno? No bo postawmy sprawę jasno, jeśli pozwolicie, że wyciagnę mojego multiversalnego nerda. Wedle wszystkiego co wiemy, America Chavez jest unikalna, co nam nawet sugerują w tym numerze w dialogach - jest jedna w całym Multiversum. To jak Gilliam Yager z Super Robot Wars - pojawia się w różnych continuity serii, pełniąc różne role, mając różne interakcje często z odmiennymi wersjami tych samych bohaterów - ale oficjalnie to dalej ta sama postać, podróżująca po Multiversum. Tak samo, wedle wszystkiego co wiemy, jest tylko jedna America Chavez w Multiversum. A skoro Doom wyciągnął Americę z 616, kto powiedział, że nie mógł też wyciągnać Nico (jakkolwiek idea, że najwidoczniej poświęcił chwilę aby usunąć wszystko co Hopeless z nią zrobił jest przezabawna - Marvel Zombies i Maestro trafili na Battleworld, ale Doom tylko spojrzał na Witch Arm i stwierdził, że nie chce tego na swojej planecie). Loki z kolei cały czas się redefiniuje i nawet obecny Loki stwierdził, że jego czas będzie bardzo krótki - kto więc powiedział, że Loki jaką widizmy tutaj nie może być kolejną inkarnacją Lokiego,jakiego znamy? Osobiście byłbym bardzo za, bo idea Loki w roli mentorki/matki/starszej siostry/kochanki (niepotrzebne skreślić) dla Americi i Nico to wyjątkowo ciekawy kierunek dla postaci i chcę zobaczyć co więcej z nim zrobią Wilson i Bennet. A i jeśli mogęsię odwołać do uwag Gamera - tak, agresja Americi jest kontrolowana, co nie oznacza, że nie niszczy po drodze rzeczy, w końcu już we wstepniaku do Young Avengers zdemolowała restaurację i widzimy, gdy grupa trafia tam później, że dalej czuje sięz tego powodu winna. To, że kontroluje się, nie znaczy, że w pełni potrafi zapobiec zniszczeniom, agresja to dalej agresja, a kiedy coś uszkodzi, America czuje się za to winna. Okej, jeszcze jedna rzecz, jeśli mogę, jak jej rola ma się do całości historii - wiem, że było sporo zasłużonej krytyki wobec wypisania jej po jednym numerze i w pełni rozumiem ją. Ciekawi mnie jednak jak to nadało pewien motyw tutaj - otóż, w jednym wydarzeniu Doom zaznaczył swoją pozycję jako dominującą i zarazem podkopał całą ideę Arcadii - nieważne, że na wyspie istnieje Feministyczny Raj, jak długo reszta świata to piekło na ziemi, wystarczy jeden kutafon u władzy, nawet jak siedzi na drugim końcu planety, aby ten raj przestał być taki cudowny. To mnie interesuje, bo można to interpretować jako wezwanie do intersekcjonalnego feminizmu, który twierdzi, że samo zapewnienia praw dla kobiet jest niewystarczajaca a nawet niemożliwe, bez wywalczenia równości również dla mniejszości etnicznych, narodowosciowych i seksualnych, a może nawet obalenia systemu równo wszystkich uciskającego. Tak samo tutaj widzimy, że być może Arcadia nie może tak naprawdę istnieć jako "ogród Battleworldu", póki sam Battleworld jest jaki jest, z Doomem, jako symbolem jednocześnie patriarchatu, jak i wszelkiego rodzaju nieczułego autokratywnego monolitu, który znajdzie sposób, aby każdego mieć pod swoim butem tak, czy inaczej. A i jeszcze coś - mamy tu parę interesujących cameo. Po pierwsze, widzimy, że Luke Cage i Jessica Jones wydaja się oboje wieść normalne życie, zastanawia mnie, czy to oznacza, że mają wolne, czy też natężenie superbohaterów na takiej małej wyspie pozwoliło im wieść normalne życie? Tak samo jest tu Namor i podejrzewam, że jego występ miał pokazać, że w Arcadii dalej są meżczyźni-superbohaterowie, ba, nawet na przywódczych pozycjach (bo ja odebrałem tę scenę tak, że Namora i Namorita się go słuchają), ale lubię myśleć o nim jako o token male. Bo pomyślcie - lata albo z kolosalnym dekoltem albo w samych slipkach, ma wysoce wyidealizowane ciało i jest seksualnie dostępny dla prawdopodobnie każdego kto zechce - on jest doskonały w tej roli.
jdtennesse: Hmm. Mam mieszane uczucia. Bo w sumie pomysł na intrygę trudno oceniać, bo jest dobry jak każdy inny – America świadomie według mnie złamała prawo, została ukarana, a She-Hulk prawidłowo postanowiła zająć się problemem u podstaw. Pomysł na żeński zespół też nie jest szalenie oryginalny, wystarczy wspomnieć bezprzymiotnikowych X-Men (chociaż poziom tego tytułu nie należy do najwyższych). Postaci są fajnie zarysowane, ale jest ich chyba trochę za dużo – są osoby, które nie wypowiedziały ani jednego słowa w całym komiksie (Storm – wiele razy w kadrze, ale ani słowa, Rogue…). Szkoda marnować postaci jako tapetę, lepiej chyba ograniczyć nieco skład, żeby każda postać miała swoją rolę i funkcję. Rysunki za to są w większości bez zarzutów. Również spójność świata wydaje się zachowana. Zakończenie sprawia, że czekam na ciąg dalszy, mam nadzieję, że nowa postać będzie miała trochę czasu antenowego.

Avengers World #21
Krzycer:
Nie wiem, jak będzie wyglądał świat po Secret Wars. Nie wiem, ile zostanie cofnięte. Ale bardzo bym chciał, by ocalał ten Roberto DaCosta. Sarkałem, że on i Cannonball przepadli gdzieś w tle Hickmanowych Avengers, ale kiedy już się pojawiali - byli fajni. A to, jak Sunspot się prezentował w "Avengers World" było bardzo, bardzo fajne. Jak... Tony Stark który nie jest geniuszem, ale nie jest dupkiem? W uproszczeniu? W każdym razie: Sunspot fajny jest. Chyba po raz pierwszy autentycznie polubiłem tę postać (claremontowskich "New Mutants" znam tylko z drugiej ręki).

Loki: Agent Of Asgard #14
Gamer2002:
Nadrobiłem serię i damn, to jest to. Mamy satysfakcjonujące rozwiązanie kwestii przemiany Lokiego, dla tych co z nim sympatyzowali po jego przejściach i dla tych, co mu wciąż nie wybaczyli co zrobił z Kid Lokim. Mamy teraz Doktora Lo i w efekcie dostaliśmy Czwartego Lokiego. Tymczasem, Stary Loki postanawia na okazje końca świata rozkręcić Ragnarok i pierwszy raz od czasu Sagi Gorra komiks z Asgardczykami jest METAL LIKE FUCK.

Master Of Kung Fu vol. 2 #1 (Of 4)
Krzycer:
Fajne toto. Im mniej reszta eventu wpłynie na tę mini, tym lepiej. Dobrze się bawię odgadując, kim właściwie są bohaterowie, których widzimy. Rysunki są spoko. Dialogi są niezłe. Jest dobrze.
kuba g: Tadam! Jeden z najbardziej przeze mnie wyczekiwanych tie-inów do Secret Wars okazał się faktycznym faworytem od pierwszego numeru. Oczywiście już na początku można zarzucić mi brak obiektywizmu z powodu mojej sympatii do praktycznie całej obsady serii... ale skoro nie miałem problemów krytykować ostatniej odsłony Deadly Hands Of Kung-Fu to dlaczego krytyczny nie mógłbym być i tu. Baza jest już idealna, tradycja filmów Zui quan, wymieszana z 13 Chambers of ShaoLin aka Master Killer i podlana standardem elseworlds/what-if wykorzystującym tu praktycznie całą martialową obsadę Marvela. Nienachalna narracja układająca wszystkie klocki na miejscu, fantastycznie czytelne rysunki pasujące do statycznych scen jak i walk. Nie będę rozpływał się co kupiło mnie w komiksie bardziej bo każda strona miała coś do zaoferowania, tak powinno robić się tie-iny do takich przaśnych eventów jak ten. Dla mnie absolutny wygrany tego tygodnia, super, że Blackman czuje tę konwencję i po Elektrze dostał tę miniserię (czyli już widzę kto powinien dostać nowy Vol Iron Fista). Nie wiem tylko czy drugi raz będę to czytał słuchając Wu-Tangu czy Meraudera.

Planet Hulk #1
Xavier83:
Myślałem, że to będzie gorsze. Serio. A tu jest fabuła i są dobre rysunki. Spodziewałem się jakiegoś marnego produktu żerującego na tej epickiej długiej Planecie Hulka. A tu dostajemy nową opowieść z nowymi realiami i postaciami. Zwłaszcza ta dodatkowa krótka historia o tym jak Hulkowie zostali stworzeni bardzo dobra. Arcade w paszczy dinozaura to była ozdoba komiksu. A zdanie Steve'a "Put...Your Weapon...Down. Punk." chyba do Hulka z "naszych" ostatnich Illuminati piękne. Widać też, że Steve i Bucky to nierozłączny team. I dobrze. Okładka jest fenomenalna jak ją się dokładnie obejrzy. 7,5/10

Secret Wars: Battleworld #1 (Of 4)
Gamer2002: Pierwsze historia byłaby niczego sobie, gdyby nie jedno pytanie - skąd Frank ma ducha Strange'a? I czy to nasz Frank czy tutejszy Frank? Mimo wszystko, jest odpowiedź na pytanie czy Szeryf Strange jest nasz czy nie. Ale wydaje mi się, że to powinno zostać opublikowane później. Druga historia była historią MODOKa i była wszystkim, czego można się spodziewać po MODOKu. Zabawna była kwestia "Bohaterowie nie zabijają dzieci, chyba że są Apocalypse'a".
Krzycer: Last stand jakiegoś Punishera niespecjalnie mnie jara. Ale podoba mi się skład Czwórki, nawiązujący do tej jednej historii sprzed lat. Tylko teraz zastanawiam się, czy jeśli nienaruszanie granic lenn jest takim świętym prawem, ilu jest takich "specjalnych agentów" jak Czwórka, którzy mogą to ignorować? Historia z MODOKiem jest letnio zabawna, aaaale. Multiwersum nie istnieje. Został tylko Battleworld. Więc... te wszystkie MODOKi są z innych domen Battleworldu? Znaczy, to jedyne rozwiązanie, prawda? Tak czy inaczej, ze dwa razy się uśmiechnąłem, więc... sukces?

Spider-Verse #1
Demogorgon:
Rany Boskie, te rysunki są okropne. Znaczy się, w większości daja radę, czasem nawet są bardzo dobre, ale te twarze, o rany te twarze. Fabularnie jest okej, jakkolwiek mam nadzieję, że następne numery skupią się na reszcie obsady, a nie na Gwen, bo w tym prawie nikogo innego nie było. Podoba m się motyw z zagubionymi pająkami z utratą pamieci, ale ciekaw jestem jednego - czy to ma być ten sam region co z Renew Your Vows?

Ultimate End #1 (Of 5)
Xavier83:
Całkiem dobrze to się czyta. Jest dobry humor i jest "wina Starka". Jest też wjazd na chatę na ostatniej stronie. Na razie 7/10
Krzycer: Niech mi kto powie, kto tu robi ze mnie durnia - Bendis czy redakcja? Bo redakcja umieściła w komiksie notę, jakoby ten zeszyt przedstawiał mariaż ziemi Ultimate i 616. Tyle tylko, że to nie jest 616, jakie znamy. Nie jestem nawet pewien, czy to jest Ultimate, które znamy - musiałbym dokładnie posprawdzać, kto z Ultimate powinien być martwy, ale to w sumie w tej chwili nieważne. To nie jest "nasze" 616 nie tylko ze względu na pierdółki w rodzaju nieaktualnych kostiumów (Emma, Tony), ale przede wszystkim ze względu na obecność Cyclopsa. Który nie tylko nie ma płonącego ptaszka, ale i w ogóle nie powinno go tu być, bo w "Secret Wars" #1 teleportowało go na tratwę ratunkową (a jak pokazał przykład Kabały, tratwy przerzuciły na Battleworld ludzi z nienaruszonym status quo). Więc, wracając do pytania wyjściowego: czy to redakcja wciska mi kit, że ten świat tutaj to resztka 616? Czy też to miała być resztka 616, tylko Bendis jak zwykle olewa wszystko co piszą wszyscy inni (w tym Hickman!   )? Z zastrzeżeń z kompletnie innej beczki, Bendis pisze tu Parkera 616 jakby ten nie wiedział, że cały świat Ultimate zna jego tożsamość, choć dowiedział się o tym w "Spider-Men". I znowu - czy to nie ten Parker? Czy to po prostu dlatego, że wszyscy bohaterowie Bendisa mają pamięć złotej rybki i wiecznie się wszystkiemu dziwią? Żeby nie było, że tylko narzekam, całkiem podoba mi się powrót Ultimate Amadeusa i portalu, który widzieliśmy dawno temu w "Ultimate Spider-Manie". Nie do końca rozumiem jak to ma się łączyć z Battleworldem i zespoleniem 616 i Ultimate, ale chętnie się przekonam... o ile wyjaśnienie będzie miało ręce i nogi. Ale coś mi mówi, że to albo nie jest "nasze" 616, albo wyjaśnienie nie będzie miało rąk i nóg. Albo Doom przeprał im wszystkim mózgi, bo akceptują jego jedynowładztwo, jednocześnie będąc przekonanymi, że to Ultimate Tony doprowadził do kolizji / zlepienia ich światów...
Demogorgon: ...Okej, co? Co tu się dzieje? Nic nie ma najmniejszego sensu, postacie zachowują się mocno out of character i gadają o dyrdymałach, Tony nie jest dłużej Superior bo tak, nagle jest jakby całej bitki między światami nie było, bo tak...co tu się wyprawia? Co się dzieje? Czy ktoś w ogóle to spra...Bendis? Bendis. I wszystko jasne.
jdtennesse: Nie przemawia do mnie w najmniejszym stopniu waga tej sytuacji. Jest dużo bohaterów, ale niekoniecznie pasują do siebie (Emma ma inny kostium niż ten, który aktualnie nosi, to znaczy że jest z innego czasu…?). Rozumiem, dwa światy, zbliża się koniec, trzeba to naprawić, ale najlepiej osobno, nie razem. Więc się rozejdziemy i … No właśnie, no i co? Co dalej? Za dużo tego wszystkiego, jeszcze na koniec Thors Commando się pojawia… Rozumiem, że Secret Wars itd., ale mam nadzieję, że Marvel naprawdę ma na to pomysł i wyjdzie z tego jakiś konkret, bo bzdur czytać chyba nikt nie chce.

Uncanny X-Men vol. 3 #34
Xavier83:
Podoba mi się ta zemsta. Taka z bohaterską twarzą i "spuszczenie pary" u tej bohaterki. Podoba mi się też stwierdzenie, ze nie muszą być wszyscy mutanci członkami X-Men. Szkoda, że #600 ma takie opóźnienie. 8/10
Krzycer: Ha. Ok. Ultimate End #1 mnie zirytowało, ale ten numer mnie naprawdę wkurzył. Z jednej, prostej przyczyny: gdzie do diabła był Bendis, który to napisał, przez ostatnie dwa lata? To jest bardzo fajny numer! Dazzler, która nie zrobiła w tej serii nic odkąd Magneto ją uratował, jest tu rewelacyjna! Młodzi X-Men są fantastyczni! (Nawet Anka zaczyna się wyrabiać przy wnętrzach.) Tylko czemu to wszystko jest w ostatnim numerze serii? Czemu musieliśmy tyle na to czekać? Ten numer, numer z decyzją Cyclopsa, może jeszcze ten z wycieczką do Londynu i kto wie, pewnie jeszcze z jeden czy dwa po drodze o których już zapomniałem (o, o, np ten z treningiem Morpha pod okiem Emmy, i może jeszcze ten z "tajniakiem" Magneto w Madripoorze), były co najmniej dobre, nawet bardzo dobre. To jest 5 zeszytów na 34. A przez wszystkie pozostałe Bendis leciał na autopilocie, niby coś się działo, choć tak naprawdę nie działo się nic, postaci tkwiły w miejscu, fabuła tkwiła w miejscu... Ten syf z Dark Beastem, co to było? "Testament Charlesa Xaviera", rany boskie. Gdyby Bendisowi się chciało, gdyby cały run był jak te kilka zeszytów, spokojnie ustawiłbym go nad vol. 2 i wszystkimi x-komiksami z ostatnich dwóch-trzech lat poza tymi Spurriera. Ale mu się nie chciało, i to mnie wkurza. Tyle waty, w której zagubiło się parę perełek. Taka zmarnowana okazja. Ale to był dobry numer.
jdtennesse: Bardzo fajny numer. W końcu mamy rozwiązanie sprawy między Dazzler a Mystique. Może to, że upłynęło trochę czasu miało dobre skutki. Bardzo fajnie się to skończyło, Alison zasługiwała na to, żeby w końcu potraktowano ją poważnie. Miły ukłon w stronę jej kariery wokalnej. Nowy kostium też nieźle w sumie wygląda, Ali zawsze robiła wrażenie frywolnej nastolatki, teraz wygląda poważniej. Kolejny plus za występ młodych mutantów, dobrze że jeszcze o nich nie zapomniano. A zakończenie sugeruje jakieś zmiany, oby nie skończyło się rozczarowaniem. Powtórzę, bardzo dobry numer, więcej takich interakcji między bohaterami. Szkoda tylko, że na zakończenie przyjdzie nam czekać kilka miesięcy… To skandal i absurd.

Wolverines #19
Krzycer:
Ugh. Jest na TV Tropes taka klisza, którą określają jako "informed ability". To wtedy, gdy postaci (albo narracja) informują czytelnika, jaka to jedna z postaci jest niesłychanie uzdolniona w jakiejś dziedzinie - choć nijak nie wynika to z fabuły. No więc "genialna, makiaweliczna manipulacja Mystique" w tej serii to właśnie takie podręcznikowe "informed ability". Poza tym, ojej, ten finał zdaje się sugerować, że twórcy biorą tę serię na poważnie. Tylko czy oni oczekują, że ja również wezmę ją na poważnie? Po Fin Fang Foomie z Thorem zamiast języka? Po tych cyrkowych eskapadach z Fangiem? To jakaś paranoja jest, jeśli twórcy sądzą, że mogą tak z numeru na numer skakać między farsą a poważną narracją z dramatycznymi wyborami. Nie ogarniam tej serii, po prostu... nie rozumiem. To jest albo stuprocentowa fuszerka ze strony autorów, albo kompletny rozgardiasz redaktorski w wyniku którego każdy autor pisał tak naprawdę inną serię, albo jakiś eksperyment artystyczny który wymyka się mojemu pojmowaniu. Co powiedziawszy, plan na pokonanie Sinistera był prosty ale skuteczny, i w pełni to kupuję. I hej, faktycznie Mystique - manipulując - do tego doprowadziła, praktycznie od początku do końca! Doceniam to! Tylko po jaką cholerę? Może w następnym numerze wyjaśni się, jak to wszystko miało doprowadzić do wskrzeszenia Destiny, ale na razie za cholerę nie widzę związku.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.05.20.
Redaktor prowadzący: Rodzyn
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.